niedziela, 28 grudnia 2014

To był wyjątkowy rok!

Witajcie Kochane Owieczki!

Przepraszam, że znów bardzo długo tutaj nic nie pisałam. Niestety kiedy się źle dzieje w moim życiu, to nie mam siły cokolwiek robić, ani tym bardziej by o tym pisać. Musiałam też zabrać się za pisanie magisterki, choć nadal jestem daleko w tyle... Nie miałam o czym tu pisać, gdyż duchowo też wiele się działo, o czym nie można pisać. 

Z racji tego, że już za kilka godzin wyjeżdżam na spotkanie Taize (już 4 raz pod rząd), chciałam jeszcze napisać post w tym roku. Postanowiłam, że napiszę ten post o minionym i dość szczególnym roku, w którym czułam się jak VIP, a też miałam wiele spotkań z tzw. VIPami. 

VIPowskie wydarzenia z roku 2014!

Zaczęło się od 1 stycznia br., kiedy to w kościele w Bohlsbach (Niemcy), musiałam powiedzieć krótkie przemówienie z podziękowaniami dla Niemców. Byłam w pewien sposób wyróżniona. Musiałam wyjść przed ambonę i przeczytać to, co przygotowałam. 

W lutym na pewnym Wieczorze Chwały miałam okazję flagować tuż pod Ołtarzem. To też było dla mnie wyróżnienie, ponieważ ja nie czułam się godna, by być tak blisko Ołtarza. Gdy tam flagowałam, czułam się niegodna i prosiłam w modlitwie, by Jezus uzdrowił to moje poczucie godności. Tak się wtedy stało. Dosłownie kilka chwil później, ks. powiedział takie słowa, które bardzo mnie poruszyły, że aż zaczęłam płakać.

W marcu spełniło się moje marzenie, na które czekałam może nawet ze 2 lata - rozmawiałam z o. Adamem Szustakiem! A o. Szustak jest bardzo znanym dominikaninem, który jest świetnym mówcą i dociera do ludzkich serc. Bardzo mi wtedy pomógł i można powiedzieć, że spadł mi z nieba w moim nieszczęściu, był szczęściem. Nawet go to rozśmieszyło, gdy mu o tym powiedziałam :) To było spotkanie z VIPem! Wiele osób pragnie się z nim spotkać i porozmawiać osobiście, a mi w końcu się udało! :D
W kwietniu miałam kolejne VIPowskie spotkanie - tym razem z ks. Markiem Dziewieckim, który jest znanym psychologiem i wydał wiele książek. Często go cytują na różnych portalach i umieszczają z nim wywiady. Rozmowa z nim również bardzo mi pomogła. Wiele mi wytłumaczył i wyjaśnił, od czego u mnie zależy wiele rzeczy. To było dla mnie bardzo odkrywcze i pomogło mi w wielu sytuacjach.
W tym miesiącu również miałam okazję po raz pierwszy wziąć udział w Drodze Krzyżowej na Majdanku. 
W dodatku wrobili mnie w niesienie 3 metrowej palmy i jeszcze musiałam iść na samym przodzie! Nagrywała nas telewizja lubelska i byłam pokazana w Panoramie Lubelskiej! Byłam dosłownie VIPem!

W czerwcu byłam na Lednicy, chyba po raz 7 lub 8 z rzędu. Ta Lednica była dla mnie w taki sposób szczególna, że mogłam się przejść po miejscach, gdzie trzeba mieć specjalną plakietkę. Po raz pierwszy miałam okazję mieć na sobie kamizelkę ochroniarza i być chwilę ochroniarzem! To było niesamowite! 
Dzień później dostałam książkę z autografem od p. Patrycji Hurlak - byłej aktorki z serialu "Klan". Grała również w "M jak miłość". 
Kilka tygodni później miałam okazję być na jednej Mszy Świętej ze znanymi piosenkarzami, raperami chrześcijańskimi, w tym z Olgą Szomańską, raperami Full Power Spirit, jak również z dziennikarzem z TVP - Krzysztofem Ziemcem. Po raz pierwszy występowałam na scenie przed około 15 tysiącami ludzi! Miałam okazję być na scenie wraz z Mietkiem Szcześniakiem. Również jako jedna z niewielu jechałam razem samochodem z p. Iwoną Dregger i wziąć udział w warsztatach flagowania flagami, przez nią prowadzonych. Dla tych, którzy nie wiedzą, p. Iwona Dreger prowadzi szkołę uwielbienia flagami, przygotowywała choreografię dla znanego zespołu TGD (Trzecia Godzina Dnia). 

W dzień przed moimi urodzinami byłam na weselu, a zanim się ono zaczęło, ja zaczęłam je w dość nietypowy sposób. Był tam mój ks. egzorcysta wraz z innym księdzem, który udzielał ślubu i zaproponowali mi, że się nade mną pomodlą. Nad nikim innym nie modlili się, więc byłam wyróżniona. To było dla mnie wyjątkowe i ta modlitwa mi wiele pomogła. Księża modlili się nade mną, by operacja mózgu nie musiała być konieczna i ta modlitwa została wysłuchana! Pod koniec września na wizycie u neurochirurga okazało się, że operacja nie jest konieczna, bo guzek jest zbyt mały. 
We wrześniu miałam okazję, ale tym razem chwilę porozmawiać z o. Adamem Szustakiem i obiecał mi modlitwę w mojej intencji!

To był dość szczególny i wyjątkowy rok, obfity w wiele tzw. VIPowskich wydarzeń! Za wszystkie spotkania, wydarzenia o których mogłam zapomnieć - za to wszystko CHWAŁA PANU!

piątek, 31 października 2014

Próba posłuszeństwa i zaufania...

Witaj kochana owczarnio!

Pisałam Wam już tutaj na moim blogu, jak wiele miałam prób, którymi Bóg mnie doświadczał w minione wakacje, ale nie tylko w wakacje. 

Jednak i w ostatnim czasie, Bóg bardzo mnie próbuje. Bóg ćwiczy mnie w posłuszeństwie, szczególnie jeśli chodzi o posłuszeństwo odpowiedzialnym za moją wspólnotę, w której jestem i się formuję. Niestety to nie jest dla mnie łatwe, a w moim sercu pojawia się bunt. Nie potrafię zrozumieć ich decyzji, która nie jest obiektywna, bo tak naprawdę w ogóle mnie nie znają i nie powinni o tym decydować, czy mogę w czymś pomagać czy też nie lub czy mogę się modlić w tej intencji. Mój kierownik duchowy zna mnie najlepiej i wie, jaki jest postęp w moim życiu duchowym i to on powinien o tym decydować, a nie ktoś, kto w ogóle mnie nie zna i nie wie jak się duchowo rozwijam. Muszę wciąż się w tym uczyć, by być posłuszna innym, chociaż często ich decyzje są błędne. 
Bóg chciał mnie nauczyć jeszcze do większego zaufania Jemu. Zaczął mnie próbować w zaufaniu, na ile Mu ufam. Przez ten miesiąc było u mnie krucho z kasą, ledwo mi starczało na cokolwiek. Musiałam bardzo oszczędzać i czasami nawet nie miałam za co kupić coś do jedzenia, czy też jak wrócić do domu. Nie wiedziałam, czy dostanę stypendium socjalne. Musiałam po prostu zaufać Bogu, że On się o wszystko zatroszczy. Mimo, iż za dużo nie miałam co jeść, to nie chodziłam głodna! Bóg się o mnie zatroszczył i dawał mi w obfitości!
Kilka dni temu okazało się, że dostałam stypendium! Wystarczyło tylko trwać w ufności.
Jak mówił św. Paweł:
"Nie mówię tego bynajmniej z powodu niedostatku: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4, 11-13).

Tak było i ze mną. Umiałam żyć w niedostatku, niewiele mając i czasem nawet będąc głodna. Lecz tak jak św. Paweł, potrafiłam żyć w takich warunkach. A teraz, kiedy otrzymałam w obfitości, potrafię być syta i umiem obfitować! Trzeba nauczyć się żyć w każdych warunkach, w jakich się znajdujemy w danej chwili. Nikt nie wie, do czego chce nas przygotować Bóg, w jakich sytuacjach się jeszcze znajdziemy. Bóg nam pokaże, jak sobie radzić i nauczy ufności.

"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4, 13)

niedziela, 28 września 2014

Indywidualne rekolekcje

Witajcie Kochane Owieczki!

Wakacje to jedyny czas, kiedy można wyjechać na dłuższe rekolekcje, pobyć sam na sam z Bogiem.
Bardzo chciałam pojechać gdzieś na kurs ewangelizacyjny lub na rekolekcje, lecz niestety w te wakacje nie miałam takiej okazji. A moje serce wciąż tęskni za czasem rekolekcji i pragnie takiego czasu...
Jednak iż nie miałam okazji nigdzie pojechać na rekolekcje, to Bóg zrobił mi "indywidualne rekolekcje" w miejscu, gdzie aktualnie przebywałam.
Na początku wakacji miałam jechać na Kurs Paweł, który uczy jak ewangelizować bezpośrednio. Nie pojechałam na ten Kurs, ponieważ nie miałam zgody odpowiedzialnych za moją wspólnotę.
W tym czasie jednak Bóg postanowił poprowadzić mnie indywidualnie.
Bóg uczył mnie tego poprzez moja formację wakacyjną, poprzez książki, które czytałam, jak również przez różne sytuacje w codziennym życiu.

Już na samym początku, Bóg pokazał mi poprzez formację, kim jest ewangelizator i co powinien robić.

"Ewangelizator jest współczesnym prorokiem. Jak kiedyś Jan Chrzciciel, zapowiada przyjście Jezusa.
[...] Zanim osoba, do której posyła cię Pan Jezus, podejmie decyzję wiary, pierwszym w tej decyzji musisz być ty. Uwierzyć, że jesteś posłany, że On chce naprawdę przyjść do konkretnej osoby - nawet jeśli jej życie przypomina jałową pustynię. On obiecał, że idzie za swym prorokiem. Jeśli cię posyła, to znaczy, że na pewno idzie za tobą..." (Anna Maria Kolberg OV).

Bóg nauczył mnie, jak przyjąć Jego miłość i jak ewangelizować w rodzinie. Pokazał mi, że to nie jest łatwe. Odkryłam, że ewangelizator ma dążyć do świętości.

"Radość ewangelizatora wypływa z tego, że kolejna osoba, która należała do Jezusa, poznała Go osobiście" (Anna Maria Kolberg OV)- to kolejna Boża nauka o byciu ewangelizatorem.

Na moją pocztę e-mail przysłali mi taką wiadomość:

"Musimy wyjść na zewnątrz do tych ludzi z naszego miasta, których widzieliśmy na balkonach. Musimy wyjść z naszej skorupy i powiedzieć im, że Jezus żyje, że Jezus żyje dla niego, dla niej, musimy powiedzieć to z radością... nawet jeśli myślą, że zrobisz z siebie wariata..." (Papież Franciszek).
 
Przez całe wakacje Bóg uczył mnie czegoś i pokazywał, jak mam ewangelizować i że jestem do tego posłana. Bóg uczył mnie, jak przetrwać i wygrać walkę duchową. Ćwiczył mnie w posłuszeństwie i próbował moją wiarę. W tym czasie również umacniał moją wiarę, uzdrawiał i uwalniał. Mogłam również wsłuchiwać się w Jego głos, to co chce mi powiedzieć i być w Jego obecności, będąc na Adoracji Najświętszego Sakramentu.I mimo iż nie mogłam być na rekolekcjach, to Bóg w tym czasie działał w moim sercu.
"Pewnego dnia zapragniesz przyprowadzić do Niego innych. Nikt cię nie będzie zmuszał. To będzie twoim pragnieniem: by przyprowadzić do swego Przyjaciela innych, których On pragnie pociągnąć – tak jak ciebie – więzami miłości… To najpiękniejsze doświadczenie w życiu człowieka: widzieć, jak Jezus przywraca w cudowny sposób życie tym, których kochasz, a są nimi twoi… nieprzyjaciele” (ks. Krzysztof Kralka SAC, Anna Maria Kolberg OV).

piątek, 19 września 2014

Próba wiary...

Drogie Owieczki!

Znów tu długo nic nie pisałam... Jakoś zaniedbuję tego bloga. Niestety.
Chociaż to tak naprawdę nie wynika z zaniedbania, lecz z trudnych doświadczeń, które się zdarzają i jest ich coraz więcej... Mi najzwyczajniej brakuje sił do tego wszystkiego i po prostu nie mam natchnienia, by w takim czasie cokolwiek tu pisać.

Bóg cały czas mnie próbuje. Tym razem przeszłam próbę wiary, na ile mam silną wiarę i czy nie zwątpiłabym w Boga, mimo wielu trudnych doświadczeń.
Całe wakacje szukam nowej stancji i załamuje mnie to, że nie mogę w ogóle znaleźć odpowiedniego mieszkania. Najpierw nie mogłam znaleźć współlokatorki, więc musiałam zrezygnować z mojej poprzedniej stancji. Później miałam szukać z koleżanką mieszkania, ale mnie wystawiła i sama sobie znalazła... Szukałam jeszcze z dwiema koleżankami, ale w końcu zrezygnowały z poszukiwań. W taki oto sposób zostałam sama...
Do tego ciągłe chodzenie po lekarzach, robienie badań... Dręczenie mnie przez kilku chłopaków... 
Niedawno nagle zmarł mój wujek. Jak się okazało, był to nieszczęśliwy wypadek. Gdy się o tym dowiedziałam, załamałam się. Codziennie płakałam, pytając tylko: "Dlaczego?". Do tej pory chyba nadal nie mogę w to uwierzyć, co się stało.Zaczęłam obwiniać Boga za to, co się stało i dlaczego do tego dopuścił...
Te doświadczenia zrodziły we mnie wątpliwości i stwierdzenie, że nie pojmuję Bożej Miłości do mnie i Bożego planu na moje życie. Odkryłam jedynie, że to jest dla mnie próba mojej wiary. Jak bardzo wierzę w Boga i ufam Mu w trudnych doświadczeniach, które nie zawsze można zrozumieć, dlaczego nas spotykają.
Być może takie doświadczenia też są w życiu potrzebne i może kiedyś zrozumiem ich sens. Na pewno będzie jeszcze wiele takich prób wiary w moim życiu. Bóg wciąż mnie sprawdza, na ile Mu ufam i na ile chcę przy Nim trwać.

A czy wy, drodzy czytelnicy, trwacie przy Bogu mimo wszystko? Modlicie się nawet wtedy, gdy wątpicie? Chodzicie na Eucharystię, nawet wtedy gdy wolelibyście gdzieś uciec na koniec świata?
Zastanówcie się, na ile macie silną wiarę, że możecie przetrwać nawet najtrudniejsze sytuacje w Waszym życiu.

sobota, 23 sierpnia 2014

Gdyby nie Bóg...

Witaj Kochana Owczarnio!

Jak pisałam w moim ostatnim wpisie, przez dłuższy czas toczyła się u mnie walka duchowa.
To był dla mnie bardzo trudny czas. Nocne dręczenia, dzienne zemsty, ataki na mnie... To mnie przerastało...
Jakby tego było mało, jeszcze mnie obwiniali, że przeszkadzałam na modlitwie na spotkaniu wspólnotowym, nie pozwolili mi jechać na rekolekcje... Do tego jeszcze mój przyjaciel powiedział mi, że mi ma coś za złe, że go czymś kiedyś zraniłam...
Jednak to jeszcze nie był koniec złych wydarzeń... Miałam robiony rezonans magnetyczny, który wykazał, że mam drobnego mikrogruczolaka w przysadce mózgowej, czyli łagodny nowotworowy guzek. Oprócz tego wykryli jeszcze coś innego w moim mózgu i zalecają badanie kontrolne...Załamałam się strasznie tą wiadomością i tym wszystkim, co się działo.
Wszyscy moi bliscy mi mówią, że wszystko będzie dobrze, abym się tak nie przejmowała tym wszystkim, trzeba być dobrej myśli, itp. Tylko jak tu w takiej chwili się nie przejmować? Faktycznie... To tylko guzek w mózgu, nie ma się czym przejmować... Zupełnie, nie ma się czym przejmować...
Gdy tylko dowiedziałam się o tym guzku, wysyłałam moim bliskim, znajomym, ludziom ze wspólnot, aby pamiętali o mnie w modlitwie. Ja sama również starałam się być częściej na Mszy Świętej, modlę się w intencji uzdrowienia. Jeden z moich kolegów powiedział mi, że wysłał w mojej intencji prośbę aż do 15 zakonów klauzurowych w całej Polsce! MEGA pozytywnie mnie zaskoczył! 
Gdyby nie Bóg, gdyby nie wiara, ludzie i wspólnota i ich wsparcie modlitewne, a nawet i materialne, to nie wiem, w jakim byłabym teraz stanie! Pewnie wpadłabym w depresję, nie chciała nigdzie wychodzić z domu. Pewnie cały czas użalałabym się nad sobą, nad tą chorobą, że nigdy nie będę zdrowa. Kiedyś takie miałam nastawienie do świata. Nawet w mniejszych błahostkach potrafiłam mieć myśli samobójcze.
Teraz po czasie, uważam to za głupotę, że nawet chciałam skakać z okna, gdy się okazało, że nie zaliczyłam semestru na studiach, a potem przez 8 miesięcy praktycznie nic nie robiłam...

Dzięki wierze, dzięki Bogu mam nadzieję, że On mnie uzdrowi! Dzięki Niemu mam pokój w sercu i jestem jakoś spokojna nawet o to, czy będę miała na leki, na leczenie, które jest bardzo drogie. On już się o to troszczy!
Wiara daje mi siłę do walki o każdy dzień, walki o moje zdrowie. Mam wspólnotę ludzi, którzy się modlą za mnie, to jest ogromne wsparcie! Można powiedzieć, że wiara to takie moje paliwo!

W mojej formacji przeczytałam takie słowa: 
"Jeśli zawsze chcesz czuć się dobrze, wystarczy, że zatroszczysz się o jedną sprawę w twoim życiu: relację z Bogiem. Z Nim zawsze wszystko będzie dobrze. Klęska jeszcze ściślej jednoczy z Nim. A z Nim wszystko będzie dobrze... (-: ".

Z Bogiem wszystko będzie dobrze! I ja w to wierzę! Jeśli będę przy Nim, będę pielęgnowała relację z Nim, wszystko będzie dobrze! Nawet gdy po ludzku wszystko będzie się waliło, jak to u mnie było.... To z Bogiem wszystko będzie dobrze! Jego się trzymajcie w każdej chwili, a nie zabraknie radości w sercu i pokoju ducha w najtrudniejszych dla Was chwilach.

Na koniec podzieli się świadectwem Wieczny (w wersji rapowanej):

niedziela, 17 sierpnia 2014

Wakacje ze Świętymi

Witajcie Kochane Owieczki!

Przepraszam, że znów długo do Was nie pisałam.Minął właśnie miesiąc. U mnie jak zwykle wiele się dzieje. A to wyjazdy, a to ciągłe badania i chodzenie po lekarzach, po szpitalach itp.

W wakacje również duchowo się rozwijam, mam moją formację wspólnotową, która nosi tytuł: "Święci uczą nas wiary". Choć ja tak naprawdę powinnam teraz przerabiać inną część podręcznika, ale powiedzieli mi, że najpierw trzeba przerobić tę część. Początkowo nawet nie chciałam robić tej formacji. 

Jednak po jakimś czasie przekonałam się do tej formacji. Zauważyłam, jak wiele mi daje ta formacja. Odkryłam też, że Bóg mi zrobił tzw. "indywidualne rekolekcje" i teksty z formacji bardzo do mnie przemawiały. Bóg do mnie przemawiał przez cytaty świętych, to co kiedyś powiedzieli lub gdzieś zapisali. 
Po jakimś czasie robienia formacji, Bóg mi pokazał, abym dzieliła się tymi cytatami z innymi. 
Zaczęłam wysyłać codziennie do kilku osób wiadomości SMS z cytatami poszczególnych świętych. Jak się okazało, te osoby również przesyłały te cytaty swoim znajomym. Tak powstał krąg umocnienia poprzez dobre słowa :) Te cytaty przemawiają nie tylko do mnie, ale i do innych. 
Dotychczas najmocniejszym dla mnie cytatem były słowa św. Ignacego Loyoli:

"Szatan, mając zaatakować człowieka, bada najpierw, jaka jest jego słaba strona i w czym jest bardziej opieszały, i tam zatacza swe machiny oblężnicze, i tam szturm przypuszcza".

Do tego rozważanie:

"Jezus nie przyszedł nas potępić, ale zbawić. Wie, że jesteśmy słabi. Dlatego nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych. Prosi tylko, byśmy byli czujni, nie lekceważyli zła, a gdy trzeba podjąć walkę, nie uciekali z pola bitwy, ale pozwolili Mu walczyć w naszym imieniu".

Bardzo pasowały te słowa do mojej obecnej sytuacji. Kiedy rozważałam te słowa, od kilka tygodni toczyła się walka duchowa w moim sercu, o moją wiarę, o dobro, o modlitwę. Szatan odkrył wiele moich słabych stron i bardzo konkretnie w nie atakował, przez co popadałam w rozpacz. Ja staram się podejmować walkę i nie uciekać z pola bitwy, mimo iż czasem wolałoby się poddać i mieć święty spokój. Lecz to nie byłby dobry wybór, bo przegralibyśmy może nawet całą wojnę.

W lipcu również przyjęłam szkaplerz św. Michała Archanioła. Od tamtego czasu, bardzo mi pomaga ten święty. Wiele mu zawdzięczam. Kilka dni temu pomógł mi dotrzeć na spowiedź, jak również i św. Benedykt.
Miałam wielkie trudności przed spowiedzią, lecz nie będę tu ich opisywać. Dopiero teraz zaczęłam doceniać pomoc świętych. Zaczęłam modlić się do nich o ich wstawiennictwo. Wcześniej nigdy tego nie robiłam lub bardzo rzadko. 
Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wielką pomoc mamy w niebie!

A czy Wy, moi drodzy czytelnicy dostrzegacie pomoc świętych w Waszym życiu? Czy zwracacie się do nich o pomoc?

środa, 16 lipca 2014

Uwielbienie ma MOC

Drogie Owieczki!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić, jak ważna jest modlitwa uwielbienia i jak wiele daje... czyli jaką ma niesamowitą MOC! 

Już w czerwcu br. odkryłam dla mnie coś niesamowitego. W tym czasie miałam różne niemiłe sytuacje, a najbardziej załamałam się, gdy nie zdałam jednego egzaminu. To był dla mnie ciężki dzień pod każdym względem. Jakiś czas płakałam. Zazwyczaj w takich sytuacjach, było ze mną bardzo kiepsko i smutek trwał dość długo. Lecz to się odmieniło...

Miałam okazję wziąć udział w warsztatach uwielbienia flagami. Flagowanie to inaczej modlitwa uwielbienia. W ten sposób oddaje się chwałę Bogu, wręcz nawet całym ciałem! Mimo wielu godzin prób, tańczenia z flagami różnych układów do utworów, dawało mi to wielką radość. Postanowiłam w ten sposób oddać Bogu ten mój smutek i radować się mimo wszystko. Oddałam Bogu ten mój niezdany egzamin oraz bym zdała drugi egzamin. 
W Uroczystość Bożego Ciała wraz z uczestniczkami z warsztatów uwielbienia flagami, flagowałyśmy na dużej scenie przed ok. 15 tys. ludzi! Bóg mnie uwolnił z panicznego lęku przed wystąpieniem publicznym i wlał w moje serce pokój i niezwykłą radość. Modlitwa uwielbienia flagami sprawiła, że zapomniałam o tym niezdanym egzaminie i byłam bardzo radosna, tak że aż tam skakałam pod sceną! Uwielbienie ma MOC uwolnienia i uzdrowienia serca! Ma moc wlania radości w serce!
Uwielbienie w trudnościach sprawiło, że przed następnym egzaminem byłam spokojna i oczywiście zdałam ten drugi egzamin! A ten drugi egzamin był tak samo ciężki jak pierwszy, którego nie zdałam, a nie zdało go 8 osób! A ja zdałam! Również zdałam poprawkowy egzamin!
Kiedy uwielbiamy Boga w każdej sytuacji, nasza rzeczywistość bardzo się zmienia! :)

Doświadczyłam tego również w ostatnim tygodniu. Jeden dzień miałam bardzo ciężki, trudna sytuacja i relacja z bliską osobą. Do tego ataki złego na mnie, upominanie się o mnie jako zemsta za moje włączenie się w ewangelizację na pewnym portalu. Byłam dobita i jechałam autobusem do katedry. Jak na złość, kierowca zapomniał zatrzymać się na przystanku autobusowym przy katedrze i nawet nie skręcił w tamtą stronę, lecz pojechał dalej. Musiałam spory kawałek przejść. Na Mszy Świętej nic do mnie nie docierało, pół Mszy przepłakałam. Miałam dziwny mur w sobie i mimo iż słuchałam Słowa Bożego, a później katechezy, nic do mnie nie docierało. Zmieniło to uwielbienie. Po modlitwie uwielbienia odczułam pokój w sercu, a łzy mnie oczyściły. Uwielbienie zmienia serce!

Bardzo dobrze to też pokazuje film "Boska interwencja". Główny bohater tego filmu jest trenerem drużyny footballowej. Jego drużyna ciągle odnosiła porażki. Groziło mu zwolnienie, a w dodatku jeszcze okazało się, że jest bezpłodny i nie będzie mógł mieć dzieci. Jednak w tych wszystkich trudnościach, zaczął uwielbiać Boga. To uwielbienie przyniosło niespodziewane owoce i sprawiło niesamowite cuda! Film ten pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych! Polecam Wam go obejrzeć. Tutaj link do tego filmu: http://pl.gloria.tv/?media=451372

A czy Wy, drodzy czytelnicy, uwielbiacie Boga w każdej sytuacji? Nawet jeśli ta sytuacja po ludzku jest bez wyjścia, czy uwielbiacie w tym Boga? 
Uwielbienie ma MOC zmienić beznadziejną sytuację w niezwykłe CUDA!

wtorek, 8 lipca 2014

Zesłani z Nieba

Witaj Boża Owczarnio!

Chciałabym się podzielić z Wami moimi spotkaniami z tzw. VIPami, a którzy zostali zesłani mi w dniach, gdy było mi ciężko i nie miałam znikąd pomocy.
Te spotkania miały miejsce na przełomie marca/kwietnia br., ale wtedy nie bardzo miałam jak o tym pisać.

Kiedy w lutym przeżywałam ciężką walkę duchową, nikt mi nie chciał pomóc, nawet księża, na których wcześniej mogłam polegać. Nawet we wspólnocie nie miałam wsparcia, a co gorsza... to nawet jedna osoba przyczyniła się do tego, że byłam w takim stanie, że miałam aż myśli samobójcze. To było dla mnie trudne doświadczenie. Nie wiedziałam, co mam robić. 
Już od dłuższego czasu wiedziałam, że w połowie marca w Lublinie będzie prowadził rekolekcje wielkopostne znany dominikanin o. Adam Szustak i będzie aż tydzień, co umożliwiło, by w końcu umówić się z nim na prywatną rozmowę. Jakimś cudem udało mi się umówić na termin! Problem był jedynie taki, że miałam w tym czasie zajęcia na uczelni, ale akurat dzień wcześniej okazało się, że nie będzie tych zajęć i będę miała 1,5 godzinne okienko! Bóg mi umożliwił spotkanie bez opuszczania niepotrzebnie zajęć! 
To był dla mnie naprawdę bardzo trudny czas i każda rozmowa była mi pomocą. Ojciec Szustak spadł mi wtedy jak z Nieba! Co ciekawe nawet mnie pamiętał, gdy był w moim mieście i mówił konferencję, a wtedy do niego podeszłam. Nawet udało mi się go rozśmieszyć :D Rozśmieszyłam go stwierdzeniem, że takie szczęście w nieszczęściu mnie spotkało, że udało mi się w końcu z nim porozmawiać :D 
Ojciec Szustak powiedział mi, co mam zrobić, by pokazać innym, że to co robię jest dla mnie ważne, a wiara daje mi szczęście. Dzięki niemu zmieniłam swoje zachowanie i to przyniosło owoce. Rozmowa z o, Szustakiem sprawiła, że odzyskałam pokój serca, którego tak mi brakowało.
W kwietniu br. również miałam gorszy czas, nie tylko psychicznie ale i duchowo. Miałam koszmary senne, budziłam się o 3 w nocy i zdarzały się dręczenia w nocy. Niektórzy mi wmawiali różne rzeczy, nie znając opinii moich lekarzy i zamiast pomóc, to jeszcze pogarszali moją sytuację. Znów Bóg mi zesłał pomoc. Miałam okazję spotkać się i porozmawiać z ks. Markiem Dziewieckim, który jest również psychologiem. Akurat prowadził rekolekcje w Lublinie. Poszliśmy wtedy na spacer i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Ks. Marek mi bardzo pomógł i wiele wyjaśnił, otworzył mi oczy na błędne spojrzenie na pewne sprawy i uświadomił mi coś ważnego i mogłam się przekonać, że inni nie mieli racji. Utwierdził mnie w tym, co myślałam, czym pewne problemy mogą być spowodowane i wcale to nie wynika z psychiki! 
Jak mi kamień spadł z serca po tej rozmowie. O ile bardziej byłam spokojna i rozradowało się moje serce!
Ta rozmowa dana mi była na ten czas i Bóg się pięknie posłużył ks. Markiem.
Mimo iż czujemy się bezsilni, nie mamy znikąd pomocy, to Bóg zsyła nam w tym czasie potrzebne nam osoby, które nam pomogą. Czasem mogą naprawdę spaść nam jak z Nieba! Już nie raz o tym się przekonałam. Mam nadzieję, że i Wam, moi drodzy czytelnicy, Bóg zsyła Wam odpowiednich ludzi, których macie spotkać i przez ich obecność pomaga Wam w tych trudniejszych chwilach, gdy zostajecie opuszczeni przez Waszych bliskich przyjaciół i ludzi, na których mogliście polegać.
Czasem Bóg działa w najmniej spodziewany dla nas sposób! :)

wtorek, 1 lipca 2014

Przytulanie uzdrawia!

Witaj kochana Boża trzódko! :)

Znów dawno tu nie pisałam, a to wszystko dlatego, że miałam dużo nauki do egzaminów i nie tylko. Dzisiaj zdałam egzamin poprawkowy już w sesji poprawkowej, więc wreszcie mam wakacje! A przy okazji będę mieć więcej czasu, by tu coś napisać :)

"Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresję, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma skutków ubocznych. Przytulanie jest zupełnie naturalne. Jest całkowicie organiczne, naturalnie słodkie, nie zawiera pestycydów, konserwantów ani sztucznych składników i jest w stu procentach odżywcze. Przytulanie jest właściwie doskonałe. Nie ma części, które mogłyby się zużyć, ani baterii, które mogłyby się wyczerpać, nie wymaga okresowych przeglądów. Niewiele energii zużywa, mnóstwo dostarcza, nie tuczy, nie podlega inflacji. Jest wolne od miesięcznych opłat, ubezpieczeń, nie jest narażone na kradzież, nie podlega opodatkowaniu. I, oczywiście, zawsze jest w pełni odwzajemnione."
To właśnie o przytulaniu chciałabym Wam napisać i podzielić się moimi doświadczeniami związanymi z przytulaniem. 

Pod koniec kwietnia miałam okazję spotkać się i porozmawiać z ks. egzorcystą z mojej diecezji. Długo czekałam na tą rozmowę i była dla mnie ważna. W tym czasie było mi ciężko. Po rozmowie, ksiądz pomodlił się nade mną i pobłogosławił, a na koniec mnie przytulił. Poprzez to przytulenie czułam jakby to sam Jezus mnie przytulał do Swojego Serca. Czułam się bezpiecznie w Jego ramionach. Czułam się tak beztrosko. To Jezusowe przytulenie napełniło mnie wewnętrznym pokojem i radością, których mi tak w tym czasie brakowało, gdy miałam trudne doświadczenia. Przytulenie mnie uzdrowiło! Największym owocem tego uzdrawiającego przytulenia Jezusowego stało się to, że zaczęłam błogosławić koleżankę, która mnie wcześniej przeklinała i przez to też ksiądz egzorcysta musiał pomodlić się nade mną. Byłam w szoku, kiedy ta koleżanka sama mnie poprosiła o to, bym ją pobłogosławiła. Również chciała abym ją przytuliła, chociaż ona nie lubi przytulania.
Również pod koniec maja, kiedy miałam modlitwę o uzdrowienie wspomnień, którą przeprowadził nade mną duszpasterz mojej wspólnoty i na koniec tej modlitwy mocno mnie przytulił. Długo mnie tak przytulał i po raz kolejny doświadczyłam, że to sam Jezus mnie przytula do Swojego Serca. Czułam Jego niezwykłą bliskość, bliskość Nieba. W Jego ramionach czułam się bezpieczna i byłam szczęśliwa. Mogłabym tak trwać wiecznie w Jego objęciach. Aż poprosiłam, by mnie ksiądz przytulił drugi raz. To było takie niezwykłe...
Polecam Wam rzucać się w ramiona Jezusa! To przytulanie uzdrawia i daje pokój serca i radość!


Kapłańskie przytulenie to przytulenie przez samego Jezusa!
Każde przytulenie działa pozytywnie na człowieka i sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Szczególnie przytulenie bardzo pomaga nam wtedy, gdy czujemy się samotni, odczuwamy smutek i przeżywamy jakieś trudniejsze chwile. Jednak przytulenie Jezusa jest dość szczególne i tylko przy Nim możemy czuć się tak bezpieczni, że moglibyśmy tak trwać całą wieczność.

Czy wy byliście tak kiedyś przytuleni? :)

niedziela, 15 czerwca 2014

List z NIEBA

Kochane Owieczki!

Duch Święty mnie natchnął, by napisać i do Was list w imieniu Boga, co On chce Wam przekazać. To będzie list dla każdego z Was, bez względu na płeć, wiek czy cokolwiek innego. Odbierzcie go bardzo osobiście, jakby to sam Bóg do Was pisał. 


Kochane Dziecko Boże!
Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, że jesteś umiłowanym, upragnionym i najbardziej oczekiwanym Dzieckiem Boga!

"Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego" (1 J 3,1).

Może często czułeś się samotny, opuszczony nawet przez swoich rodziców. Może nie poświęcali Ci wystarczająco dużo czasu, tyle ile potrzebowałeś. Może potrzebowałeś, by Cię przytulili, potrzebowałeś ich miłości. Może tego nie odczuwałeś, ale Bóg był wtedy przy Tobie. On ocierał Twoje łzy, usypiał Cię do snu, gdy płakałeś w poduszkę. On trzymał Cię wtedy na rękach.

"Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie" (Iz 49, 15).

Być może teraz bardzo się czymś martwisz, jest Ci trudno i przepełnia Cię smutek. Lub może odechciewa Ci się żyć... Bóg jest przy Tobie w tym czasie i zna Twoje zmartwienia. Powierz się Jemu!

"Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was" (1 P 5,7).

Bóg kocha Cię bez względu na to, czy Go odrzucasz, czy przestrzegasz Jego przykazań. Jesteś Jego ukochanym dzieckiem i On nigdy z Ciebie nie zrezygnuje! Jego Miłość do Ciebie jest wieczna!

"Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą" (Iz 54, 10).

Być może trwasz w grzechu ciężkim od dłuższego czasu, boisz się przystąpić do Spowiedzi lub wstydzisz się swoich czynów, a może myślisz, że Bóg Ci tego nigdy nie wybaczy... Lecz Jezus umarł za Ciebie, za Twoje przewinienia i grzechy. On już dawno Ci je wybaczył. Kocha Cię z Twoim grzechem i dlatego nie chce, byś w nim trwał. Pragnie Twojego szczęścia i wyzwolenia:

"W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy" (1 J 4, 10).

Dlatego przyjdź do Jezusa i zakosztuj Jego miłosierdzia, które pragnie na Ciebie wylać. Jezus jest z Tobą i przy Tobie, a nie przeciwko. Nie jest Twoim wrogiem. Nie chce Twojego cierpienia, lecz jest dla Ciebie pociechą we wszystkich strapieniach.

"Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy" (2 Kor 1, 3).

Jeśli kiedykolwiek będzie Ci smutno, nie będziesz wiedzieć, co zrobić w danej sytuacji, która Cię przerasta, powiedz o tym Jezusowi, a On da Ci słowa pocieszenia, które będą jak słodki miód na Twoje zranione serce. Tylko zapragnij z Nim rozmawiać, czytając każdego dnia Boży List Miłosny, który do Ciebie napisał - Pismo Święte.
Bóg pyta Cię dziś: czy chcesz być Moim dzieckiem?

"Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - który ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili" (J 1, 12-13).

Decyzja należy do Ciebie. Jezus czeka na Ciebie każdego dnia, przyjmie Cię zawsze z otwartymi ramionami i przytuli mocno do Swojego Serca. 

sobota, 14 czerwca 2014

"W Tobie mam upodobanie"- relacja z tegorocznej Lednicy

Witaj Boża Owczarnio!

Równo tydzień temu uczestniczyłam w XVIII Spotkaniu Młodych na Lednicy, a dla mnie było to moje 8 spotkanie. Kto by pomyślał, że to już od 8 lat jeżdżę nad Lednicę! Jak ten czas szybko leci...

Wyjeżdżaliśmy o 2 w nocy z piątku na sobotę - 6 czerwca. Jeszcze przed wyjazdem pojechałam do koleżanki, z którą miałam później pójść na miejsce zbiórki. Trochę u niej posiedziałyśmy, a w tym czasie pisałam list, który mieliśmy przywieźć ze sobą na Lednicę. Ten list miał być listem miłosnym i pisanym przez nas do drugiej osoby w imieniu Boga, jakbyśmy pisali to, co Bóg chciałby przekazać tej osobie. Trochę mi zeszło z tym listem, ale widocznie taki miał być. Do mojej koleżanki przyszła jeszcze druga koleżanka i we trzy poszłyśmy na miejsce zbiórki. Uszłyśmy kawałek drogi, a tu autokar jechał w naszą stronę i takim sposobem zabrałyśmy się wcześniej :D

Droga autokarem minęła mi wyjątkowo szybko i spokojnie. Spałam bardzo spokojnie. Na Pola Lednickie dotarliśmy już po godzinie 8. Przy wejściu na Pole dostaliśmy tegoroczne gadżety: dowód osobisty z aktem wybrania Jezusa z racji XVIII spotkania (czyli pełnoletniego), książkę "Pasja" K. Emmerich, banknot wdzięczności oraz złoty pierścień z napisem: "W Tobie mam upodobanie" z racji tematu tegorocznego spotkania: "W imię Syna". Nie zabrakło oczywiście również śpiewnika i świecy. Moja grupa zajęła miejsce w sektorze B. Z racji, że było duże słońce i robiło się gorąco, poszłam od razu założyć krótsze spodenki. Rozłożyłam swoją karimatę i położyłam się, odpoczywałam. Gdy tak leżałam, nagle ni z tego ni z owego z Lednickiej sceny, czy też z radia, puścili taką piosenkę:
Przez jakiś czas nuciła mi się ta piosenka...Później wraz z moją drugą koleżanką, z którą siedziałam w autokarze, poszłyśmy do kaplicy Adoracji. Chciałyśmy przygotować się tam do Spowiedzi. Jednak było tam dla mnie za głośno, ludzie stali w kolejce po coś i nie mogłam się tam skupić. W dodatku wybrudziłam sobie kolana i musiałam pójść poszukać wody do mycia. Jednak wtedy krany były jeszcze bez wody! Ku mojemu zaskoczeniu zaczepili nas ewangelizatorzy i dali mi wodę! Mogłam się umyć i przynajmniej byłam czysta zewnętrznie! Chwilę z nimi porozmawiałyśmy, pomodliliśmy się razem, a na koniec nas przytulili :) To zdecydowanie moja ulubiona część! :D

Nie byłyśmy jeszcze zdecydowane, by pójść do spowiedzi, więc wróciłyśmy do kaplicy. Od tej pory zaczęła się we mnie walka wewnętrzna... Kiedy już się przygotowałam, spotkałam moją współlokatorkę i z nią pogadałam, a później dłuższy czas błąkałam się na Polu Spowiedzi, gdzie ustawić się w kolejkę. Prosiłam długo Ducha Świętego, by wskazał mi kapłana, do którego mam pójść. Przez ponad godzinę tak się błąkałam, aż w końcu usiadłam. Czekałam najpierw do jednego księdza, ale przedłużyło się tam przez rozmowę i w końcu zabrakło mi cierpliwości i poszłam do innej kolejki. W sumie tak czekałam kolejną godzinę lub nawet trochę dłużej... To była ciężka walka. W tym czasie dane mi było zobaczyć, jak wspaniałe jest Boże miłosierdzie, kiedy kapłani spowiadają się wzajemnie! Ta Spowiedź była dla mnie o tyle wyjątkowa, że mogłam sobie siedzieć na trawie pod parasolem, który trzymał spowiednik. To była również moja pierwsza spowiedź na Lednicy!

Po spowiedzi wróciłam do swojego sektora, a wtedy dowiedziałam się podczas Nabożeństwa Pokutnego, że księża mają po spowiedzi namaszczać olejkiem radości. A że nie zostałam namaszczona, to postanowiłam pójść do jakiegoś księdza. Tak o to takim trafem znalazłam się u modlitwy wstawienniczej, gdzie stali księża z olejkiem radości. Bóg tak chciał, że poszłam do modlitwy wstawienniczej i po raz tysięczny przypomniał mi o miłości do mnie, że jestem Jego umiłowaną córką i że we mnie ma upodobanie. Odkryłam, że Bóg jest bardziej uparty niż ja! :D Tak długo będzie nam o czymś przypominał, aż w końcu w to uwierzymy i przyjmiemy sercem! Wróciłam znów do mojego sektora, a chwilę później zabrała mnie koleżanka ze wspólnoty i wzięła mnie ze sobą w tzw. miejsca dla VIPów, gdzie można wejść jedynie mając specjalną legitymację lub kamizelkę. Byłam z tyłu RYBY, również na chwilę nad jeziorem, a nawet przez pewien czas miałam okazję być ochroniarzem!
W jednym z sektorów za moim, dwóch księży rozkręcało zabawę i prowadzili taniec, który ludzie tańczyli stojąc jeden za drugim. To był bezcenny widok! Tańczyli pod rytm tej piosenki:

Później wreszcie były tańce lednickie, tak długo przeze mnie oczekiwane! A co mnie bardzo ucieszyło, okazało się, że moja koleżanka miała spowiedź z całego życia i doświadczyła Nowego Życia! Kiedy śpiewaliśmy, pokazywaliśmy gesty do tegorocznej piosenki i gdy był gest miłości - skrzyżowanie rąk na piersiach, to stwierdziłam, że to jest gest przytulenia i wraz z moimi koleżankami, wszystkie się przytulałyśmy! To było piękne! W międzyczasie był pokaz akrobatyczny samolotu, z którego wyskoczył skoczek, trzymając w ręku Pismo Święte- czyli Miłosny List Boga do człowieka. Również było wiele innych atrakcji, jak taniec z kwiatami, taniec "orłów". Niesamowity był moment, kiedy mieliśmy położyć się na brzuchu na ziemi i śpiewając pieśń "Podnieś mnie Jezu", wstać z ziemi. To było mega doświadczenie!

I to ciągłe mówienie przez o. Jana Górę: "KOCHAM WAS" :D W pewnym momencie zanim to powiedział, to ja powiedziałam koleżankom, że zaraz to pewnie powie. Potem tak wyszło, że powiedziałam im, że ja też je kocham, a jakaś dziewczyna przede mną odpowiedziała mi, że oni też mnie kochają! :D To było bardzo miłe i zaskakujące!
Punkt kulminacyjny- EUCHARYSTIA i ta 15 minutowa procesja wejścia... tak wielu było księży! Poruszające kazanie bpa Rysia, uwielbienie poprzez taniec! Mega wrażenie sprawiło na mnie wspólne wyśpiewanie przez wszystkich "STO LAT" dla o. Jana Góry, który następnego dnia obchodził swoją 40 rocznicę święceń kapłańskich! To było dla mnie coś wręcz nie do opisania! Na koniec posłanie wolontariuszek na misje i wręczenie im krzyży misyjnych, wśród których znalazła się moja bliska koleżanka. To była dla mnie wielka radość! Po Mszy Świętej nasz duszpasterz namaszczał nas olejkiem radości, więc drugi raz zostałam namaszczona! Mogliśmy posłuchać przesłania Papieża Franciszka, a na koniec jeszcze zobaczyć przepiękny pokaz ogni wraz z tańcem! To była dla mnie wyjątkowa Lednica i jedna z lepszych, na jakich byłam! Jak to krzyczeli Siewcy Lednicy: WIWAT!

Na koniec dla Was tegoroczna pieśń:

wtorek, 10 czerwca 2014

Oczyszczenie, uwolnienie...

Witajcie kochane owieczki!

Znów długo mnie tu nie było... Prawie ponad  miesiąc... Niestety miałam sporo prac do pisania na uczelnię, które wymagały poświęcenia dłuższego czasu.
Odkryłam jednak, że nie tylko to było tego powodem, dlaczego tak długo tu nic nie pisałam. Bóg zaczął wypełniać swoje zamierzenia co do mnie, które mi ukazał na rekolekcjach wspólnotowych w marcu, o których pisałam tu na blogu. Akurat nie wspominałam o tym, ale na rekolekcjach wspólnotowych mieliśmy takie zadanie, by wypisać swoje 4 słabości (grzechy), z którymi sobie nie radzimy, jak i 4 nasze charyzmaty (umiejętności, talenty). To miało na celu pokazanie nam, w jaki sposób Bóg będzie nas oczyszczał - poprzez zabieranie nam tych charyzmatów będzie oczyszczał nas z poszczególnych słabości. Jak się można domyślać, moim charyzmatem, jaki wypisałam było pisanie na blogu. Tak właśnie zaczęło się dziać. Bóg uwolnił mnie z jednego grzechu, który mnie zniewalał poprzez zabranie mi pisania tutaj na blogu. 
Proces oczyszczenia łączy się również i z uwolnieniem. 
W przeddzień Święta Bożego Miłosierdzia, gdy byłam w kościele i siedziałam przy konfesjonale odkryłam, że najbezpieczniej jest przy konfesjonale, bo tam jest zdrój miłosierdzia. Tego ogromu miłosierdzia doświadczyłam podczas Sakramentu Spowiedzi w piątek 9 maja br. Duch Święty tak sprawia, że przypomina mi o wielu grzechach, których nie oddałam Jezusowi, nawet przez wiele lat. Na jednym wykładzie na uczelni dzięki temu, co mówił wykładowca, odkryłam, że w moim sercu było nieprzebaczenie lekarzowi, który kazał mi brać środki antykoncepcyjne, przez które mam problemy zdrowotne od 11 lat. Odkryto u mnie chorobę, która może nawet powodować bezpłodność, co dla mnie jako kobiety jest trudne, jeśli bym chciała w przyszłości założyć rodzinę. Bardzo ciężko mi było przebaczyć temu lekarzowi, który zamiast wyleczyć, spowodował skutki odwrotne. To nieprzebaczenie w moim sercu tkwiło od 9 lat. Nieprzebaczenie było tak ogromne, że nie poszłam nawet na pogrzeb tego lekarza, który zmarł pod koniec marca tego roku. Lecz Miłosierdzie Boże jest większe i Jezus uwolnił mnie z tego grzechu, uwolnił mnie podczas Sakramentu Spowiedzi! Również z wielu innych grzechów zostałam uwolniona. 9-letni ciężar spadł z serca i czuję się o tonę kamieni lżejsza! Po spowiedzi czułam się, jakby dostała skrzydła! Duch Święty napełnił mnie ogromną radością i pokojem, którymi pragnę dzielić się z innymi. Jezus uwalnia i uzdrawia podczas każdej spowiedzi! Chwała Panu za wolność od 9 letniego nieprzebaczenia!

Podczas tej Spowiedzi dokonało się jeszcze jedno uwolnienie. Już od kiedy byłam w gimnazjum, miałam koszmary senne, budziłam się o 3 w nocy i często też o tej godzinie miałam dręczenia złego. Nie mogłam spać spokojnie, często budziłam się z płaczem, a nawet też i z krzykiem i czułam jakby mnie ktoś dusił na szyi. To się zdarzało co jakiś czas, najczęściej podczas walki duchowej. Na kilka dni przed spowiedzią odkryłam, że te koszmary senne mogą być spowodowane grzechem, którego od gimnazjum nie wyznałam podczas spowiedzi. 9 maja br. wyznałam ten grzech i dziś już mija ponad miesiąc, od kiedy nie mam koszmarów sennych, nie budzę się o 3 w nocy, wreszcie się wysypiam i wstaję wypoczęta! Chwała Panu za spokojny sen!
Kochane Owieczki, jeśli kogoś z Was dręczą w nocy koszmary, zbadajcie swoje serce, czy nie jest to spowodowane jakimś grzechem. Możliwe, że to właśnie ten grzech może być tego przyczyną. Jeśli pragniecie doświadczyć takiego uwolnienie, to Jezus czeka na Was w każdym konfesjonale!

W ostatnim czasie miałam jeszcze wiele takich różnych doświadczeń, podczas których Bóg mnie oczyszczał, uwalniał i uzdrawiał. Jednak lepiej tu o wszystkim nie pisać, bo jeszcze niektórzy z Was mogliby się przerazić :) lub co gorsza uważać, że to brednie i głupoty i wcale tak się nie dzieje. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się znów dodać jakiś wpis z moją relacją z tegorocznej Lednicy :) Oj działo się, działo!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Szymon jest w każdym z nas

Witajcie drogie owieczki!

Tuż przed Wielkim Piątkiem, chciałabym się w tym wpisie z Wami podzielić moimi przemyśleniami i doświadczeniami z minionego piątku w ubiegłym tygodniu.

W piątek 11 kwietnia br. po raz pierwszy wybrałam się na Drogę Krzyżową na Majdanek.
Myślę, że każdy czytający mojego bloga, wie co to za miejsce. To tam znajduje się jeden z obozów koncentracyjnych, gdzie zginęło wielu niewinnych ludzi. To miejsce namaszczone szczególnym cierpieniem i tym bardziej szczególne jest odbycie Drogi Krzyżowej w tym właśnie miejscu.
Na Drogę Krzyżową szłam w pewnej intencji, powierzając bliskie mi osoby i ich trudy ewangelizacji w tym czasie. Gdy tylko dotarłam na Majdanek wraz z moją koleżanką, podszedł do nas ksiądz i oznajmił nam, że będziemy niosły palmy w procesji. Jak się okazało, palmy te miały gdzieś ok. trzy metrowe i przywieźli je z samej Jerozolimy! Ustawiliśmy się w dwa rzędy, zostawiając środek dla ludzi niosących krzyż. Jeszcze w dodatku ksiądz mnie wybrał, abym szła na samym początku jednego rzędu!
Moja pierwsza Droga Krzyżowa na Majdanku i od razu zostałam rzucona na głęboką wodę! Oczywiście nie byłam tym zachwycona, szczególnie że musiałam iść na samym przodzie, nawet przed krzyżem. Nie chciałam ani nieść tej palmy, która wbrew pozorom aż taka lekka nie była, ani nie chciałam prowadzić, ani tym bardziej być fotografowana przez wielu fotoreporterów, a już na pewno nie chciałam być pokazywana w Telewizji Lubelskiej! Zostałam do tego po prostu przymuszona...

Podczas Drogi Krzyżowej Jezusa był i tam jeden człowiek, który został przymuszony do pomocy dźwigania krzyża. Tym człowiekiem był Szymon z Cyreny. On wcale nie chciał pomóc Jezusowi i ulżyć Mu w Jego cierpieniu. Zmusili go do tego. To zupełnie jak teraz mnie przymusili do noszenia palmy. Sama byłam jak ten Szymon z Cyreny. Wiem jak to jest, gdy kogoś przymuszają do czegoś, gdy się nie chce, nie ma się najmniejszej ochoty, lecz wolałoby się iść za tłumem. Mimo ciężaru tej palmy oraz zawrotów głowy, które czasem miałam i mogłam tam nawet zemdleć, czy też się przewrócić, byłam posłuszna i szłam ze swoim krzyżem. Szymon Cyrenejczyk również był posłuszny i pomógł Jezusowi nieść krzyż, więc czemu ja bym nie mogła tego zrobić dla Jezusa? Ofiarowałam to, co miałam.

Chciałabym Wam przytoczyć tekst rozważania, który mnie poruszył podczas Drogi Krzyżowej na Majdanku.

Stacja V. Szymon z Cyreny pomaga Panu Jezusowi dźwigać krzyż.

Gdybyś miała być prezentem? Kolejne spojrzenie w lustro i myśl: Boże, dlaczego akurat ze mną Ci nie wyszło? Żeby choć samo "opakowanie" było kiepskie, a tu i "środek" najchętniej wymieniłabyś na lepszy model. A Boża logika jest zupełnie inna.
Dlaczego Mędrcy ze Wschodu ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę? Bo po prostu to właśnie mieli! Do żłóbka z Nowonarodzonym śpiesznie pobiegli także pasterze z ciepłym mlekiem, serem czy zabitą owieczką. Dlaczego akurat te rzeczy? Bo to mieli! Ofiarowali to, co mieli! Nic więcej nie mogli. Dlaczego Józef z Maryją zanieśli do Świątyni parę synogarlic? Bo tylko na tyle było ich stać. Szymon pomaga nieść krzyż Jezusowi. Nie mógł zrobić nic więcej, nie mógł Go uratować. Tylko ponieść Jego krzyż.
Moje życie jest wspaniałym prezentem dla mnie i dla drugiego człowieka. Według Boga- najlepszym, idealnym. A mimo to tak bardzo przerażają mnie moje puste ręce i często kołaczące się w głowie zdanie: "jestem do niczego". A jeszcze bardziej przeraża mnie moja krótka pamięć i ciągłe zapominanie, że Bóg złożył w te ręce mnóstwo cennych darów.
Może pasterzy też przerażało, że Jezusowi niosą tylko jakieś "ochłapy" tego, co powinni ofiarować dla uczczenia Króla. Może i Szymon z Cyreny przeżywał to samo. A tymczasem ich gest ofiary z tego, co po prostu mieli, przetrwał w świadomości pokoleń.
Mam wiele darów. Ty masz wiele darów. Sporo z nich pewnie nie jest jeszcze odkrytych. Ucz się dostrzegania najdrobniejszych talentów swego życia, które możesz ofiarować Bogu i ludziom.


Warto posłuchać rozważania o. Adama Szustaka na ten temat:

 
A czy Wy drodzy czytelnicy mojego bloga macie również takie sytuacje, gdy ktoś Was do czegoś przymusza, a Wy tego bardzo nie chcecie robić? Czy mimo to stajecie się posłuszni? Czy raczej się poddajecie? Czy zmuszacie się do czegoś, by to zrobić? Czy niesiecie swój krzyż, cierpienie, znosicie choroby?
Te pytania pozostawiam Wam. Zastanówcie się nad tą stacją, kiedy będziecie na Drodze Krzyżowej i spróbujcie się odnaleźć w tej sytuacji, czy i Wy jesteście Szymonem z Cyreny?

niedziela, 6 kwietnia 2014

Hannah

Witajcie Drogie Owieczki!

Znów tu dawno nic nie pisałam. Wiele ostatnio się dzieje i staram się jakoś to wszystko poukładać, znaleźć na wszystko czas. Od jakiegoś czasu mam poważniejsze problemy zdrowotne i muszę robić różne badania, chodzić po różnych lekarzach, nowe leki mi przepisują. Póki co nic konkretnego nie wiadomo, a tymczasem do połowy sierpnia mam już zapełnione terminy przez wizyty u lekarzy i badania!

Już ponad rok temu powstał ten blog, dlatego też chciałabym się z Wami podzielić, dlaczego piszę pod pseudonimem Hannah, skąd się to właściwie wzięło.

Nie podaję mojego prawdziwego imienia, ponieważ przed tym blogiem kiedy miałam inny i tam pisałam używając moje imię, miałam później wiele problemów przez to i w końcu musiałam skasować blog. Jednak mimo to postanowiłam założyć kolejny, który możecie teraz czytać i dlatego piszę tu pod pseudonimem.
Moje imię pochodzi z hebrajskiego Hannah, co oznacza "łaska". Jakiś czas temu jeden z moich wykładowców uświadomił mnie, że moje imię pochodzi od imienia Janina. Z kolei imię Janina pochodzi również z hebrajskiego Johanan- to znaczy "Bóg okazał miłosierdzie, Bóg jest łaskawy". To wcalenie jest bez znaczenia i nie jest to przypadkiem. W życiu chrześcijanina nic nie jest przypadkiem! Doświadczam tego w moim życiu i codziennie odkrywam, jak wielką łaskę dostałam od Boga.

Przede wszystkim dostałam łaskę życia! Jak już Wam tu kiedyś wspominałam, tak naprawdę mogłam się nie urodzić, gdyż nie chciałam wyjść na świat. Później mogłam nawet umrzeć, ponieważ podczas mojego urodzenia miałam zatrzymanie akcji bicia serca. To że w ogóle żyję, jest wielką łaską!
Miałam wiele sytuacji w życiu, kiedy moje życie było zagrożone, mogłam umrzeć lub zginąć. Miałam dwa wypadki samochodowe, kilka razy potrąciłby mnie samochód, a nawet i autobus! Raz przejechał po mnie rowerzysta, a innym razem wisiałam nad przepaścią w górach. Kiedy tak leżałam na skrawku nad przepaścią, wtedy jacyś ludzie mnie zauważyli i uratowali! Bóg zesłał mi ich na ratunek, mimo iż ja wtedy tak naprawdę chciałam umrzeć. To wtedy tak właściwie odkryłam, jak wielką wartość ma życie i to, że  życie jest łaską!
 
26 grudnia 1990 r. Bóg obdarzył mnie łaską chrztu świętego i stałam się Jego córką. Mimo iż nie mogę pamiętać tego momentu, to była dla mnie ogromna łaska. Otrzymać chrzest święty jako niesakramentalne dziecko, to jest niezwykła łaska! A co więcej- stać się Dzieckiem Bożym! To jest przeogromna łaska!
Jako jedna z mojej rodziny otrzymałam łaskę głębokiej wiary, prawdziwej relacji i głębokiej więzi z Jezusem, doświadczeniu Żywego Boga w życiu codziennym! Jedynie ja z rodziny chodzę do kościoła, modlę się i rozważam Pismo Święte, żyjąc Nim i wcielając Je w swoje życie. To stało się w grudniu  2010r., gdy mogłam uczestniczyć w Kursie Alfa oraz Kursie Nowe Życie, dzięki którym doświadczyłam nowego życia i odnowiłam moją więź z Jezusem. Ta więź stała się rzeczywista i głęboka. Od tamtego czasu rozwijam się i formuję, staję się autentycznym świadkiem Jezusa.
Ponad rok temu w połowie marca dostałam łaskę, by założyć tego bloga i na nim ewangelizować i pokazywać, że możliwe jest codzienne życie z Bogiem i że Bóg jest Żywy, żyje wśród nas! Od Boga otrzymałam dar przemawiania do ludzkich serc poprzez słowo pisane. Wiele osób mi dziękuję, że prowadzę tego bloga, a to co piszę, dotyka ich serc i ma moc. Ufam Bogu, że to co piszę tutaj na blogu, przyniesie obfite owoce w życiu nie tylko moim, ale również i w Waszym życiu, moi drodzy czytelnicy!

To dla mnie najważniejsze łaski, jakie otrzymałam od Boga i którymi chciałam się z Wami podzielić. Oczywiście jest jeszcze ich wiele więcej, ale nie sposób ich tu wszystkich wymienić.
Czy Wy, drodzy czytelnicy bloga zastanawialiście się kiedyś nad znaczeniem własnego imienia? Co ono oznacza i jakie ma ono znaczenie w waszym życiu? Czy dziękujecie Bogu za łaski, które od Niego otrzymaliście? Czy dostrzegacie je?

sobota, 15 marca 2014

Mój OIKOS

Drogie Owieczki Pana!
Dzisiaj moi drodzy czytelnicy chciałabym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami z następnego dnia rekolekcji, czyli z 8 marca.

Sobota (8.03.2014r.)- Dzień Kobiet

Z racji Dnia Kobiet obudzili nas wszyscy mężczyźni śpiewając nam pieśń: "Oblubieniec czeka już..." :)
Dzień zaczęliśmy od półgodzinnej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Uczyłam się trwać na modlitwie, być wytrwała mimo pewnych trudności.
Już na pierwszym temacie konferencji usłyszałam, że jeśli uważam, że nie nadaję się do bycia Prorokiem, to oznacza to, że jest to właściwy czas i właśnie jak najbardziej się do tego nadaję! Szok! Dowiedziałam się również, że ciemność może być symbolem początku. Ja właśnie byłam w takiej ciemności, lecz odkryłam, że to może być dla mnie początek czegoś nowego.
Później mieliśmy o symbolice ikony Jezusa z Przyjacielem- czyli ze św. Menesem. Okazało się, że imię Menes oznacza "trwanie, wytrwanie". Przyjaciel Jezusa to ten, który trwa przy Jezusie. Ja przy Nim trwam, trwając na Adoracji przed Najświętszym Sakramentem, czyli przed Jezusem. Jestem przyjacielem Jezusa, ale również i jestem Przyjacielem Oblubieńca, czyli ewangelizatorem. Dotknęło mnie, gdy usłyszałam, że Jezus posyła nas do ludzi, aby im mówić o cenie ich godności.
Drugi temat był dla mnie osobiście dość trudny, ponieważ dotyczył on OIKOS Proroka- czyli rodziny. Ciężko mi było pojąć to, gdy usłyszałam, że to właśnie rodzina przygotowuje nas do misji, że jest to najlepsze miejsce w jakim się znaleźliśmy, właśnie w tej dokładnie rodzinie, w której żyjemy. Przy tym temacie mieliśmy trudne zadanie, by wypisać swoją rodzinę, co im zawdzięczamy, ale również co mi ciąży, przeszkadza. Odkrywaliśmy również nasze inne OIKOSy, w których byliśmy i w którym obecnie się znajdujemy. Każdy z nich przygotowuje nas do konkretnej misji.
Przy następnym temacie mieliśmy trudną dla mnie dynamikę, gdzie musieliśmy pobrudzić się błotem, doświadczyć brudnego grzechu i przyznać się przed innymi, że jest się grzesznikiem i takim się pozostanie wśród innych. Trzeba było również później podejść do innych i poprosić, aby przyjęli mnie jako grzesznika. To było dla mnie trudne doświadczenie.
Później nie najlepiej się czułam fizycznie, kręciło mi się w głowie, miałam nudności i byłam ogólnie osłabiona. Po raz kolejny zaczęła się u mnie duchowa pustynia i miałam trudności w modlitwie uwielbienia. Nie byłam  w stanie uwielbiać Pana.
Podczas ostatniego tematu dowiedziałam się, że im bliżej człowiek jest Boga, tym bardziej doświadcza grzechu, poznaje swoją grzeszność. Tak rzeczywiście jest! Usłyszałam również, że im większa jest misja, tym większe oczyszczenie i doświadczenie grzechu. To Bóg mnie teraz nieźle oczyszcza... czeka mnie wielka misja... Bóg pokazał mi, że jeśli chcę być prorokiem, nie mogę żyć w ciemności, w jakiej aktualnie się znajduje, dlatego mnie wyprowadził na pustynię, by mnie oczyścić i przygotować do misji. Bardzo dotknęły mego serca słowa: "Powołałem Cię słusznie". Cały czas ciężko jest mi w to uwierzyć.

W tym czasie Bóg potwierdził mi, że to moje wielkopostne postanowienie trwania na Adoracji, nie jest przypadkiem, lecz w ten sposób chce mnie oczyszczać z grzechu, który mnie zniewala, z którym walczę od dłuższego czasu. Tego dnia poruszyło mnie również kazanie na Mszy Świętej, w którym ksiądz mówił o tym, że Jezus bierze nas na ramiona i przytula. Ja aż zaczęłam płakać...
Byłam też świadkiem ciekawej rozmowy dziewczynki z mamą.
Dziewczynka zapytała: "Mamo, dlaczego oni mówią w obcych językach?", a jej mama odpowiedziała, że to Duch Święty. Po chwili ciszy ludzie znów modlili się językami, a dziewczynka: "ooo dlaczego znów mówią w obcych językach?" Dzieci i ich prostota :)

W ciągu dnia nie zabrakło również wolnego czasu na ciastko i herbatę, wspólne rozmowy.
Mnie dwóch chłopczyków ciągle zaczepiało podczas wspólnych posiłków, bym bawiła się z nimi w berka.
Jeden z nich był taki słodziak, że aż zrobiłam sobie z nim zdjęcie :)
Dali mi dużo radości, ożywili mnie i nauczyli takiej prostoty, ufności Bogu.

Wieczorem mieliśmy 3 godziny zabaw, podczas których bawili się i dzieci i dorośli. Były zabawy zespołowe z balonem, jak i przeciąganie. Bawiliśmy się również w tunel, ale również i w pokazywanie, co było bardzo śmieszne. Zabawy te zbliżyły nas do siebie i pozwoliły nawiązać bliższą relację. A na koniec wszystkie kobiety dostały piękne tulipany!
Jedność wspólnoty, nawiązywanie relacji, wspólna zabawa, wsparcie w trudnych chwilach- tak, to jest mój OIKOS!
Czy Wy znacie swój OIKOS? Co jest Waszym drugim OIKOSem? Czy macie świadomość, że żyjecie w rodzinie, która jest najlepsza dla Was i najlepiej Was przygotuje do Waszej misji? Za co dziękujecie Bogu, co dostaliście od swojej rodzinie, a co na Was ciąży? Spróbujcie odpowiedzieć sobie na te pytania, a odkryjecie bardzo wiele.

piątek, 14 marca 2014

Czas z Przyjacielem

Witajcie kochane owieczki!

Znów tu do Was długo nie pisałam. W zeszły weekend 7-9 marca br. byłam na rekolekcjach wspólnotowych, dlatego też chciałabym się z Wami podzielić tutaj moim doświadczeniem z tego czasu, a przynajmniej z pierwszego dnia. Relację z rekolekcji podzielę na kilka osobnych wpisów.

Piątek (7.03.2014 r.)
Moim postanowieniem wielkopostnym jest codzienne trwanie na tygodniu na Adoracji Najświętszego Sakramentu przez co najmniej 15 min i w miarę możliwości uczestniczenie w Eucharystii. Wybrałam takie postanowienie, ponieważ chcę, by ten Wielki Post mnie zmienił, chcę się rozwijać, a dzięki codziennej Adoracji będę uczyła się wytrwałej modlitwy, a dzięki temu nauczę się walczyć z pewnym grzechem.
Nie wiedziałam, czy na rekolekcjach będę miała okazję być na Adoracji, dlatego poszłam po moich zajęciach na Adorację do kościoła blisko uczelni. Na Adoracji polecałam w modlitwie rekolekcje, ekipę prowadzącą, a przed wyjściem powiedziałam: "Do zobaczenia Panie Jezu na rekolekcjach", nie wiedząc, czy będzie tam Adoracja. 
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, po przyjeździe na miejsce, zobaczyłam w planie, że każdego dnia ma być Adoracja! Bardzo mnie to ucieszyło i Bóg zatroszczył się o to, bym i w weekend mogła wypełnić moje postanowienie wielkopostne.
Najpierw mieliśmy kolację, po której miałam okazję poznać 2 chłopczyków, z którymi później się bawiłam. Dzieci dają dużo radości i są balsamem na zranione serce! Po zabawie mieliśmy Eucharystię, a potem krótkie wprowadzenie do tematu rekolekcji, czyli o Kursie Przyjaciela Oblubieńca, a właściwie o Szkole Proroka. Zostaliśmy zapytani: "Czy chcesz być Prorokiem Jezusa?" Mieliśmy 45 minut Adoracji, by odpowiedzieć Jezusowi na to pytanie. Ja oczywiście uważałam, że się do tego nie nadaję, że nie jestem godna. Lecz powiedziałam w sercu: "Panie Jezu, jeśli chcesz bym była Prorokiem, to ja się zgadzam, tylko ześlij mi ludzi do pomocy, którzy mnie wesprą i utwierdzaj mnie na tej drodze". Bóg mi odpowiedział krótko: "Zaufaj".
A czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, starasz się o nawiązywanie relacji z Jezusem? Czy chcecie się zmieniać i rozwijać w tym Wielkim Poście? Wielki Post to nie tylko wyrzeczenie sobie jedzenia słodyczy przez 40 dni, by później do nich i tak wrócić. To nas nie zmieni. Wielki Post to czas nawrócenia, duchowej przemiany i rozwoju. 
Życzę Wam, by ten Wielki Post przemienił Wasze serca, byście nawiązali na nowo głęboką relację  z Jezusem, który jest Jedynym Przyjacielem, na którym na Was zależy i On pragnie Waszego szczęścia nawet bardziej niż Wy tego pragniecie!

"Świat, w którym jest tak wiele hałasu, tak wiele zagubienia, potrzebuje milczącej adoracji Jezusa ukrytego w hostii. Trwajcie w modlitwie adoracji i uczcie wiernych tej modlitwy. W niej znajdą pocieszenie i światło ludzie strapieni" (Benedykt XVI).

czwartek, 20 lutego 2014

Szczęściara

Witajcie Kochane Owieczki!

Szczęściara- czyli kto? 
W tym wpisie chciałabym Wam przedstawić krótką historię pewnej świętej, ale również chciałabym się podzielić tym, dlaczego ja sama uważam się za taką szczęściarę.
Szczęściara czyli Święta Józefina Bakhita, bo to oznacza to imię, urodziła się w 1868 w Olgossie w Sudanie. Jako kilkuletnia dziewczynka została porwana przez arabskich handlarzy niewolników, co spowodowało, że z przeżytej traumy zapomniała, jak ma na imię. Nazwano ją „Bakhita”, co znaczy "mająca szczęście, szczęściara". Była wielokrotnie sprzedawana, torturowana, chłostana i doświadczyła wielu cierpień fizycznych, np. na jej ciele zrobiono tatuaż, który wycięto nożem, a rany zasypywali solą. W końcu zdarzyło się tak, że wykupił ją włosko konsul, u którego została opiekunką. Wtedy po raz pierwszy potraktowano ją po ludzku, doświadczyła wiele dobra, miłości. Gdy jej właściciele wyjechali w służbową podróż, oddali ją "do przyuczenia" siostrom kanosjankom, gdzie poznała Boga. W wieku 21 lat została ochrzczona i przyjęła imię Józefina. Przyjęła również I Komunię Świętą i została bierzmowana. Postanowiła zostać w klasztorze i złożyć śluby zakonne. Kiedy zapytano Bakhitę, co uczyniłaby, spotkawszy swoich prześladowców, powiedziała: "Uklękłabym, aby ucałować ich ręce, gdyż gdyby się to nie stało, nie byłabym dzisiaj chrześcijanką i zakonnicą". 
Przez ponad 50 lat życia zakonnego była wierną, pełną miłości, ciepła i troski służebnicą. Do jej obowiązków należały przede wszystkim zadania fizyczne. Była kucharką, szwaczką, praczką czy furtianką. Ta ostatnia funkcja sprawiła, że o jej cieple przekonali się także świeccy spoza murów zakonnych. Wielokrotnie wystawiana na próbę, wyszydzana z powodu swojego pochodzenia okazała się pełną wiary chrześcijanką. Zmarła w 1947 roku.
Dzielę się z Wami tu na blogu jej krótką historią, ponieważ bardzo mnie urzekła i wiele mnie nauczyła. 
Stało się to dzięki filmowi o niej samej, który obejrzałam w wakacje 2013 r. Święta Bakhita nauczyła mnie, by być szczęśliwą mimo cierpienia i prześladowania. Ona cierpiała dużo bardziej niż ja. Szczególnie nauczyłam się od niej, by nie mścić się na prześladowcach, na tych którzy mnie zranili w jakiś sposób, lecz by odnosić się do nich z miłością i szacunkiem, bo tego uczy nas Jezus. To dzięki niej udało mi się przebaczyć i "zbombardować" miłością osobie, która niedawno (trochę ponad tydzień temu) bardzo mnie zraniła, niesłusznie oskarżała, przez co nawet myślałam o śmierci i o tym, że nie powinnam się w ogóle urodzić. Mimo cierpienia, potrafię teraz mimo wszystko być radosna i pełna pokoju i dzielić się miłością z innymi, mimo iż mi tej miłości nie okazano.
Ja sama uważam się za taką szczęściarę. Tak naprawdę mimo wielu prześladowań zarówno ze strony bliskich, jak i mnie bliższych osób, mimo doświadczenia choroby od 11 lat, to tak naprawdę jestem szczęściarą! Poznałam Jezusa i mam z Nim głęboką i prawdziwą relację. Codziennie mi posyła Swojego Ducha Świętego, który jest moim Pocieszycielem. Dostałam "rodzinę"- wspólnotę, w której mogę wzrastać i doświadczać miłości, której nigdy nie otrzymałam. Otrzymałam nowe życie- życie pełne pokoju, radości i szczęścia! Od października mogę ponownie studiować i udało mi się zaliczyć semestr! Miałam dużo szczęścia, bo naprawdę z wielkim fartem zdałam egzamin ustny! Bóg ochronił mnie wcześniej, bym nie zapisywała się na niektóre przedmioty, które miałam do wyboru, bo mogłabym mieć wtedy poważniejsze trudności. Bóg obdarzył mnie wspaniałymi ludźmi, których poznałam i stali się dla mnie wsparciem. Czasami mam wrażenie, że żyję wśród aniołów! Bóg zmienia moje życie, moje spojrzenie na świat, uzdrawia mnie i uwalnia. Będąc z Nim- jestem SZCZĘŚCIARĄ! On daje mi wszystko, o co Go tylko poproszę, a czasem nawet nie muszę prosić! Jakaż ja jestem szczęściara!

Czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, możesz uważać się za szczęściarza? Czy jesteś szczęściarzem? Czy potrafisz być dobrym dla innych, gdy Ci bardzo Cię zranią i sprawią, że będziesz chciał się zabić? Czy znajdujesz swoje szczęście w Bogu? Czy z Nim i przy Nim czujesz się szczęśliwy, a może nadal masz pustkę w sercu? Oddaj Mu swoje zranienia, słabości, troski i stań jak bezradne dziecko. On uleczy Twoje serce i sprawi, że będziesz szczęśliwy pomimo różnych trudności!