środa, 27 marca 2013

Grzech i Sakrament Pokuty

Witam Was serdecznie!

Ten wpis miałam napisać zupełnie o czym innym, ale pewne sytuacje, które miały miejsce, zmusiły mnie do refleksji i by o tym tutaj Wam napisać.

Dzisiaj byłam świadkiem pewnej rozmowy w sklepie, gdy byłam już przy kasie. 
Przyszedł pewien Pan, kupił kilka rzeczy i powiedział:
- Zapłacę za mleko.
Na to sprzedawczyni z żartem: - Jak Pan chce, nie trzeba.
Klient: - Zapłacę, bo bym musiał iść do spowiedzi. A nie byłem...., żeby Pani nie okłamać... z 38 lat.
Sprzedawczyni: - To żeś Pan zabalował...


Ta sytuacja sprawiła, że zrodziły się we mnie pytania, pewna refleksja. 
Jak można tyle czasu nie być u spowiedzi? Dlaczego ludzie tak się boją spowiedzi?
Co ich tak blokuje przed Spotkaniem z Największą Miłością? 
Bo przecież spowiedź jest to Spotkanie z Miłością! To w Sakramencie Pokuty, Jezus przychodzi do nas z miłosierdziem, uzdrowieniem i uwolnieniem.



 Jezus okazuje nam poprzez Sakrament Spowiedzi, Swoją Miłość do nas. Pokazuje nam, że mimo naszych grzechów, słabości, mimo naszych ciągłych upadków, Jezus cały czas nas tak samo kocha!
Mimo naszych błędów, grzechów, mimo tego, że my często od Niego odchodzimy, to On jest przy nas zawsze! To On pomaga nam powstać z upadku, zabiera nasze grzechy i o nich zapomina!
Dlaczego ludzie o tym nie pamiętają? 

Wolą się bać, nie iść do spowiedzi z jakichś powodów. Może się boją wyznania swoich grzechów, lub że ksiądz na nich nawrzeszczy i nie zrozumie. Może właśnie mają uraz do księży, bo kiedyś ich zranili, a może są jeszcze jakieś inne powody... Przez to w ich sercach jest coraz więcej goryczy, gniewu, lęku. Ich serce robi się coraz bardziej brudne, zaśmiecone, twarde jak kamień, pełne pustki. Przez to wpadają w nałogi, bezsens życia, co często kończy się nawet samobójstwem.

W Piśmie Świętym Jezus nas ostrzega: "Zapłatą za grzech jest śmierć" (Rz 6,23)

Grzech- czyli 2 punkt Kerygmatu
Tylko niestety właśnie, to poprzez ten grzech, nie potrafimy przyjąć Bożej Miłości i uwierzyć w to, że Bóg nas tak bezgranicznie kocha. To grzech jest powodem tego, dlaczego nie doświadczamy Bożej Miłości. Bóg codziennie wlewa w nasze serca ogrom miłości, lecz by tą Miłość przyjąć, przeszkadza nam grzech!
Bóg dał nam wolną wolę, dlatego szanuje naszą wolność i to, co z tą wolnością zrobimy, czy będziemy Go kochać, czy też będziemy żyć z dala od Niego, pogłębieni w grzechu.
A sprawcą tego grzechu jest przeciwnik- szatan. Najgorsze jest to, że on zrobi wszystko, by nas oddalić od Boga. Będzie nam we wszystkim przeszkadzał, podstawiał nam różne rzeczy, by np. nie pójść do spowiedzi, do kościoła. On zna wszystkie nasze słabości i zranienia i tylko czeka, by nas dopaść w odpowiednim momencie. A im bardziej będziemy chcieli się zbliżyć do Boga, to on tym bardziej będzie nam w tym przeszkadzał. 
Na szczęście z pomocą przychodzi nam Jezus, to On pokonał szatana! To dzięki Niemu możemy osiągnąć zwycięstwo,jeśli tylko będziemy przy Nim trwać!Nie dajcie się pokonać! Przystępujcie do spowiedzi, do tego wspaniałego Sakramentu Miłości!
Nie bójcie się Miłości!
To dzięki spowiedzi, można odzyskać radość serca, ukojenie, pokój ducha!
Tylko dzięki Jezusowi, oddaniu Mu swoich grzechów, możemy być w pełni szczęśliwi! On jest NAJLEPSZYM LEKARZEM duszy i serca i ciała!

 

niedziela, 24 marca 2013

Miłość Boża

Witajcie Ukochane Dzieci Boże!

Od kilku dni robię porządki w domu, w moim pokoju. Kiedy sprzątałam w biurku, w moich szufladach,
znalazłam kartki z moimi zapiskami, w tym z fragmentami z Pisma Świętego i zobaczyłam słowa: Świadectwo o Miłości Bożej. W końcu tak wyszło, że nie mówiłam o tym świadectwa, dlatego pomyślałam, że o tym właśnie napiszę tutaj na blogu.

Miłość Boża jest to pierwszy i bardzo ważny punkt Kerygmatu- czyli głoszenia Dobrej Nowiny, Ewangelii, najważniejszych prawd wiary. 
Ważna wiadomość dla każdego z Was osobna:

Bóg kocha Ciebie, osobiście! On Cię stworzył z miłości i pragnie byś był/a szczęśliwy/a!
Zarówno mężczyzn, jak i kobiety, Bóg kocha miłością stanowczą i wierną ojca:


Bóg kocha również miłością bezwarunkową i czułą matki:

Tylko Bóg Was kocha bez względu na wszystko, miłością bezinteresowną. Wszystkie inne miłości są interesowne. Miłość Boża jest jedyną miłością bezinteresowną na świecie!

Dobrym przykładem może być pewna sytuacja z serialu "Rodzinka.pl":
Kuba przybiegł do swojej mamy i ją mocno przytulił. Mama go pytała, czy coś się stało, czy chce pieniądze albo żeby mu zrobić jego ulubione jedzenie. Kuba odpowiadał: "Nie". Później odpowiedział: "Przyszedłem się przytulić do Ciebie, bo Cię kocham, a Ty wszystko zepsułaś".

Ta sytuacja pokazuje myślenie, że ktoś chce coś w zamian za miłość, a tymczasem Bóg nie oczekuje nic w zamian. On po prostu Cię kocha! Bezwarunkowo! 
Tylko od Ciebie zależy, czy przyjmiesz Jego miłość. Sam/a pewnie wiesz i doświadczasz tego, jak bardzo trudno jest uwierzyć w tę miłość. Bóg czeka na Ciebie ze Swoją miłością w każdym momencie Twojego życia. Aby przyjąć Bożą Miłość, trzeba przyjąć Jezusa i zaprosić Go do swojego życia. 

Wiem, że to jest trudne, przyjąć i uwierzyć w tą Miłość, że Bóg nas kocha za darmo! Nie oczekując nic w zamian!

Napiszę tu, jak to było ze mną i jak ja dojrzewałam do tego, by uwierzyć i przyjąć Bożą Miłość.

Moje doświadczenie Bożej Miłości:
Już od wczesnych lat, czułam się niekochana, nieakceptowana przez innych. Nigdy mi nikt nie mówił, że mnie ktoś kocha tak po prostu, za nic. Zawsze musiałam sobie czymś zasłużyć na tę miłość. Często mnie inni obrażali, śmiali się ze mnie, przeklinali mnie i mówili wulgaryzmy, odpychali mnie od siebie. A nigdy nie usłyszałam, że mnie ktoś kocha, żadnej pochwały. Nie doświadczałam Bożej Miłości. Mimo iż chodziłam do kościoła, należałam do oazy, to nie usłyszałam o Bożej Miłości. 
Dopiero w 2010 r. na Kursie Nowe Życie, po raz pierwszy usłyszałam i doświadczyłam Bożej Miłości! To również na tym Kursie, po raz pierwszy usłyszałam, że jestem drogocenną perłą w oczach Pana Boga! Doświadczyłam niesamowitej Miłości Bożej do mnie, mimo iż ciągle nie potrafiłam w to uwierzyć i przyjąć sercem tej Bożej Miłości. Nigdy wcześniej nikt mi nie mówił, że mnie kocha i to w dodatku za darmo i że nie muszę nic robić, by ktoś mnie pokochał.
Mimo iż wtedy, doświadczyłam i uwierzyłam w tą Bożą Miłość, sercem było mi ciężko przyjąć Bożą Miłość do mnie. Bóg jednak się nie poddawał i cały czas doświadczał mnie Swoją miłością, okazywał mi to na wiele sposobów. Okazywał mi to poprzez osoby, które troszczyły się o mnie, przytulali mnie, poprzez słowa ludzi: 
"Bóg jest Miłością i kocha Ciebie dzisiaj! Bezwarunkowo! Taką jaka jesteś!"
"Pamiętaj, że Bóg doświadcza tych, których kocha i którzy są w stanie się temu oprzeć"

Poprzez słowa z Pisma Świętego:
"Ponieważ drogi jesteś w moich oczach,
nabrałeś wartości i Ja cię miłuję" (Iz 43,4a)

"Ukochałem Cię odwieczną miłością" (Jr 31,3)

Poprzez tzw. słowa poznania- czyli jeden z charyzmatów Ducha Świętego:
"Zapragnąłem Cię, nawet jeśli Twoi rodzice Cię nie chcieli"
"Naprawdę Cię kocham"
"To Ja cię zaplanowałem"
"Jesteś drogocenna w moich oczach. Jesteś moją Umiłowaną Córką"

Poprzez słowa, które otrzymałam podczas modlitwy wstawienniczej:
"Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją" (Gal 1,15)
"Jesteś moją Umiłowaną Córką"

Zawsze, gdy te slowa słyszałam, reagowałam na nie płaczem. Tak reagowałam, ponieważ ciągle było mi ciężko to przyjąć. 
W listopadzie zeszłego roku, czyli 2012, gdy byłam na Adoracji, zastanawiałam się wtedy, jak to jest możliwe, że jestem Umiłowaną Córką Boga. Zaczęłam aż płakać. Dwa dni później, skorzystałam z modlitwy wstawienniczej, bo sama już sobie nie radziłam z pewnymi problemami, które wtedy miałam. Podczas tej modlitwy, usłyszałam słowa: "Jesteś moją Umiłowaną Córką", po których strasznie płakałam. To było tylko potwierdzeniem, że naprawdę jestem Umiłowaną Córką.

Również poprzez różne wydarzenia, Bóg okazywał mi swoją miłość. 
Kupiłam sobie kiedyś Tymbarka i pod kapslem był napis: "Kocham Cię jak wariat". Ja wiedziałam, że to jest od Boga. Był taki czas, że cały czas widziałam gdzieś na drodze, czy w różnych miejscach serca. Czy to na ziemi, czy chmury w kształcie serca, czy na zdjęciach. Wszędzie widziałam serca! Zastanawiałam się, kto mnie tak kocha. Dopiero po jakiś dwóch miesiącach pokazywania się tych serduszek, odkryłam, że to są znaki dla mnie od Boga, że to On mnie tak bardzo kocha! Teraz, gdzy też często widzę te serduszka, wiem, że to jest dla mnie znak. Tak naprawdę, to ja dopiero niedawno tak prawdziwie przyjęłam Bożą Miłość do mnie i uwierzyłam w to, że Bóg mnie tak mocno kocha za nic i że jestem Jego Umilowaną Córką!

Bóg chce, abyś i Ty, drogi czytelniku, uwierzył w Jego bezgraniczną Miłość do Ciebie!

Jest jedna taka rzecz, której Bóg nie może przestać robić!
A dokładnie:

A na koniec z dedykacją dla Was, niezwykły kanon, przy którym zawsze płaczę:


wtorek, 19 marca 2013

"Dzięki Bogu jest Pan Bóg, bo gdyby nie było Pana Boga, to nie daj Boże"

Witajcie Kochani!

"Dzięki Bogu jest Pan Bóg, bo gdyby nie było Pana Boga, to nie daj Boże"
 
To zdanie bardzo odzwierciedla moją sytuację od kilku dni. Od czwartku nie dzieje się u mnie dobrze, wręcz jest bardzo źle. Z powodu pewnej sytuacji w domu, nawet myślałam o ucieczce, zniknięciu gdzieś, przenocowaniu kilku dni u kogoś. Niesprawiedliwie mnie o coś osądzali, czego ja nie zrobiłam, przez co pojawiło się we mnie fałszywe poczucie winy. Woleli wierzyć w kłamstwa innych i to, co inni mówili, niż mi! Na szczęście właśnie, jest Pan Bóg! Bóg przyszedł mi z pomocą!
Już w czwartek wieczorem, miałam okazję być na spotkaniu, gdzie były osoby z mojej wspólnoty. Po raz kolejny Jezus mnie uwolnił! Szczególnie od fałszywego poczucia winy. Oczyszczał mnie poprzez płacz. Nie byłam w stanie się pogodzić z tym, że diabeł poprzez skutki grzechów moich przodków, ma prawo mieć wpływ na dalsze pokolenie, a w tym przypadku na mnie. Gdy o tym usłyszałam, jeszcze bardziej płakałam. To jest niesprawiedliwe. Dlaczego to akurat ja mam cierpieć niewinnie? Dlaczego na mnie się mści?
Bóg przyszedł do mnie z pocieszeniem, z błogosławieństwem Ojcowskim i znów doświadczyłam niezwykłej Bożej Miłości i usłyszałam słowa, że jestem Umiłowanym Dzieckiem! Dał mi to doświadczyć również poprzez ludzi, ich ciepło, troskę, poprzez przytulenie. Bóg jest obecny w każdym z nas!

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat"
"Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba" Algernon Charles Swinburne

W piątek, duchowo nadal nie było ze mną dobrze. Byłam przygnębiona, znów zaczęłam się zamykać w sobie. Sytuacja w domu się pogarszała. Po południu pojechałam na Mszę Święta. Na tej Mszy, było dużo dzieci i na koniec śpiewali bardzo radośnie i z krzykiem! Okazało się, że tam potrzebowali pomocy do opieki nad dziećmi, zarówno małymi, jak i trochę starszymi, więc zostałam pomóc. Kiedy opiekowałam się dziećmi, nosiłam je na rękach; przytulałam, gdy trzeba było pocieszyć, sprawiało mi to niezwykłą radość i odkrywałam swoje powołanie! Odkryłam swój instynkt macierzyński! Dzięki tym dzieciom, moje serce się rozradowało! To nie tylko ja im pomagałam, zajmowałam się nimi, pilnowałam, ale to one bardzo mi pomogły! Dzieci są niezwykłym darem od Boga!

"Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je" (Mk 10, 15-16)

W sobotę, byłam nadal wewnętrznie rozbita. Wieczorem miałam znów nieciekawą sytuację w domu, przez co płakałam. Postanowiłam pojechać na Wieczór Chwały. Umówiłam się z koleżanką, że do niej dojadę i razem pojedziemy. Nie chciałam jechać sama, bo nie wiedziałam, gdzie to dokładnie jest. Gdy już jechałam w autobusie, okazało się, że ona już tam jedzie, więc musiałam jechać sama. Wysiadłam na samym końcowym na Południu, a się okazało, że powinnam wysiąść dużo wcześniej. Po drodze dowiedziałam się, że aż 3 przystanki wcześniej muszę pójść, na inną część osiedla. Tak szłam, zaczęłam aż płakać, bo zostałam pozostawiona samej sobie. Szłam, płakałam i rozmyślałam, że najlepiej to by było gdzieś zniknąć, coś sobie zrobić. Rozmyślałam również o tym, że tyle ludzi, ogląda i zajmuje się takimi śmieciami, zaśmiecając swoje serce, poprzez złe obrazy, czy inne rzeczy... W końcu jakoś udało mi się dotrzeć na właściwe miejsce. Stanęłam z tyłu i akurat znalazłam sobie miejsce przy wywietrzniku, skąd leciało ciepło i mogłam się tam zagrzać, gdyż strasznie zmarzłam. Nadal jeszcze płakałam. Trochę się spóźniłam, ale zdążyłam w sam raz na rozpoczęcie Mszy Świętej. Okazało się, że czytania będą już z niedzieli. Bardzo mnie dotknęły słowa z czytania, jak i z Psalmu, kazanie. Szczególnie takie słowa:

"Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie" (Iz 43, 18-19a)

Uwierzyłam w te słowa, że dokona się we mnie ta nowa rzecz. A już słowa z Psalmu, to już był cel w dziesiątkę:

"Odmień znowu nasz los, Panie,
jak odmieniasz strumienie na Południu.
Ci, którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości.
Idą i płaczą, niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radości niosąc swoje snopy" (Ps 126, 4-6)

Prosiłam o to w duchu, by odmienił się mój los, bym znów była radosna.
A słowa: "Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości", szczególnie mnie dotknęły, bo w ostatnich dniach, je rozważałam z mojej formacji, jak również zobaczyłam je w środę na kartce na ścianie u mojej koleżanki, gdy byłam w Lublinie. To nie był przypadek, że to akurat były te słowa.
Później II czytanie i słowa z Listu do Filipian:

"Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych." (Flp 3, 8-11)

A na koniec Ewangelia o kobiecie cudzołożnej, którą chcieli kamienować, tzn. rzucać w nią kamieniami.
W kazaniu ksiądz powiedział, że i teraz wiele osób kogoś niesłusznie oskarża i rzucają kamieniami.
Po tych słowach, zaczęłam płakać. Całe kazanie przepłakałam. To dokładnie było o mnie. Mnie wiele osób niesłusznie o coś oskarża. Kiedy szłam do Komunii Świętej, po drodze spotykałam wiele osób znajomych i wtedy wszyscy, których spotkałam, mnie przytulili! To było dla mnie bardzo miłe! Poczułam bliskość Jezusa w tych osobach, poprzez to przytulenie! 
Po Mszy Świętej była przepiękna Adoracja, podczas której odzyskałam spokój w sercu, radość. Poczułam się bardzo mocno przytulona przez Jezusa! 


"Czekam chwili... Kiedy nie będę prosić, a wszystko będzie mi dane"
To słowa piosenki zespołu TGD- "Czekam chwili". Piszę je tutaj, ponieważ ja właśnie doczekałam się tej chwili, kiedy nie musiałam prosić, a otrzymałam! 
Na Wieczorze Chwały w sobotę, miałam przy sobie wodę do poświęcenia. Myślałam, że będzie święcenie wody, jak zawsze. Msza się skończyła, nie było poświęcenia. Adoracja się skończyła, nadal nie było poświęcenia. W tym czasie ludzie podchodzili do błogosławieństwa przez kapłanów. Ja już miałam pójść i poprosić księdza, by mi poświęcił wodę i gdy szłam, nagle ksiądz powiedział, że teraz poświęci przyniesioną wodę, sól i olej! Nie musiałam iść powiedzieć i prosić, a otrzymałam!

Tak więc dobrze, że jest Pan Bóg, dobrze, że są dzieci i inni ludzie, dzięki którym możemy doświadczyć bliskości Boga, nawet poprzez przytulenie! 
Ten Wieczór Chwały bardzo pomógł mi w przetrwaniu tych trudnych doświadczeń, które miały miejsce. Odzyskałam spokój w sercu i znów jestem bardziej radosna.
W każdym z nas jest obecny Jezus! Trzeba to tylko dostrzec!

sobota, 16 marca 2013

Boży plan "B" na moją przyszłość

Kochani czytelnicy bloga!

To, co napisałam w poprzednim wpisie, to właśnie po tamtej sytuacji, rozpoczął się Boży plan, tzw. plan "B" na moją przyszłość.

Po wakacjach, po upływie pół roku, poszłam w końcu do spowiedzi. Postanowiłam odbudować i umocnić moją wiarę, która wówczas całkowicie się rozsypała. Nic dziwnego, że się rozsypała, bo przecież była budowana na piasku... Wtedy, zaczęłam chodzić do Duszpasterstwa Akademickiego. 
9 listopada 2010 r. rozpoczął się w Duszpasterstwie Kurs Alfa, w którym wzięłam udział. Ten Kurs zapoczątkował moje nowe życie, moją duchową i nie tylko duchową przemianę! To, czego tam doświadczyłam, nie chciałam tego zniszczyć, dlatego postanowiłam też poszukać wspólnoty, w której mogłabym formować swoje serce. Tak się stało, że trafiłam do Wspólnoty Św. Dobrego Łotra. Od tego momentu, Jezus zaczął mnie zmieniać, moje serce, stopniowo zaczął mnie uwalniać i uzdrawiać. Niestety nadal bardzo często byłam bardzo smutna, wpadałam w depresję, przez to co się działo w domu. W dodatku jeszcze, mój kolejny kolega, którego poznałam w Holandii, popełnił samobójstwo. To mnie wtedy bardzo dobiło, przez co prawie bym zawaliła studia. W tym czasie, zaczęły się również modlitwy o moje uwolnienie. Cały czas się formowałam i pracowałam nad sobą. Bóg tak pokierował moim życiem, że mogłam zacząć formację we wspólnocie. Rok po moim uczestnictwie w Kursie Alfa, w 2011 r. moja wspólnota prowadziła Kurs Alfa dla dorosłych i ja wtedy byłam pomocnikiem animatora. 

W wakacje 2011 r. chciałam również pojechać do pracy do Holandii, lecz się okazało, że nie ma pracy.
Również chciałam wtedy pojechać do Rzymu i nawet miałam już wykupiony bilet, lecz niestety tak się stało przez pewną sytuację, że nie mogłam tam pojechać, przez co również straciłam sporo pieniędzy...
Wtedy postanowiłam, że nie będę nic planować, skoro wszystkie moje plany są na nic, oddawałam moje plany Bogu. Ja sama już nie dawałam sobie rady, byłam totalnie załamana. Postanowiłam poprosić o modlitwę wstawienniczą. Podczas tej modlitwy, usłyszałam takie oto piękne słowa:  
"Nie bój się mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12, 32).

Uwierzyłam w te słowa, dały mi nadzieję. Co prawda, pieniędzy nie odzyskałam, ale mogłam wtedy wziąć udział w Kursie Emaus- kursie przybliżającym Słowo Boże.


W zeszłym roku 3 lipca 2012 r. obroniłam licencjat, a tym samym skończyłam studia. Oczywiste było, że chciałam wyjechać do innego miasta, bo tutaj nawet nie miałam możliwości kontynuowania magisterki. W domu sytuacja się pogarszała, marzyłam aby stąd wyjechać, jak najszybciej. Chciałam kontynuować studia w Lublinie. Tym razem, modliłam się, bym studiowała w miejscu, zgodnie z wolą Bożą, tam gdzie mnie Bóg poprowadzi. Dostałam się na KUL! Problemów ze znalezienie stancji, nie miałam, bo mieszkanie samo się znalazło! Bóg zatroszczył się za mnie, a ja o nic nie musiałam się troszczyć! Również w lipcu, brałam udział w rekolekcjach Uzdrowienia Wewnętrznego, które bardzo mnie zmieniły i odzyskałam radość w sercu, już nie bałam się, jak będzie od października. Po tych rekolekcjach, Jezus zaczął uzdrawiać moją relację z mamą. We wrześniu mieliśmy rekolekcje wspólnotowe, które bardzo przeżywałam. Na tych rekolekcjach Jezus zaczął uzdrawiać moje zranienia sprzed poczęcia i moje spojrzenie na samą siebie. Nie akceptowałam siebie, nie wierzyłam w to, że Bóg mnie tak bardzo kocha i że jestem Jego Umiłowaną Córką!

W październiku 2012 r. zaczęłam studia w Lublinie na KULu. Od razu wiedziałam, że chcę tam znaleźć jakąś wspólnotę, w której będę mogła się formować, by nie zniszczyć tego, co odbudowałam, co Jezus we mnie zmienił. Chciałam być w takiej wspólnocie, która prowadzi kursy ewangelizacyjne, tj. Kurs Alfa, Kurs Nowe Życie, gdzie mogłabym również działać czynnie. Od osób z mojej wspólnoty, dowiedziałam się, że w Lublinie działają prężnie Pallotyni i tam prowadzą również kursy ewangelizacyjne.

Najpierw trafiłam do wspólnoty Przyjaciół Oblubieńca u Pallotynów. Tam poznałam wspaniałych ludzi, miałam fajną grupę. Niestety tak się stało, że liderka i inni, rozeznali, że powinnam pójść do innej wspólnoty. Poczułam się odrzucona i niechciana. Bardzo mnie to zraniło, byłam zrozpaczona, ciężko było mi się z tym pogodzić. Wiedziałam jednak, że muszę być posłuszna woli Bożej, że taki jest plan Boży, a to przyniesie dobre owoce. W tym czasie, gdy to rozeznawałam, dowiedziałam się dzięki koleżance, którą poznałam we wspólnocie u Pallotynów, że pewien ksiądz prowadzi rachunek sumienia do tzw. spowiedzi     z furtek. Udało mi się tam pójść. Wtedy, gdy usłyszałam o odrzuceniu, o ranach sprzed poczęcia, zaczęłam płakać... Na uczelni miałam przedmiot o Biblii i gdy ksiądz cytował pewien fragment z Pisma Świętego, a w nich były słowa "łono matki", poczułam kłucie w sercu, jakby ktoś we mnie igłę wbił. Później bardzo często, gdy te słowa słyszałam, tak reagowałam, czy płaczem, czy bólem w sercu. Nie chciałam słyszeć tych słów, dlatego też tak bardzo nie polubiłam Psalmu 139. Na tym rachunku sumienia, poznałam koleżankę, która również była we wspólnocie Przyjaciół Oblubieńca, tylko w kościele pw. Ducha Świętego. Tak trafiłam do kolejnej wspólnoty. Tam również miałam wspaniałą grupę i w tej wspólnocie zostałam dłużej. Jednak po jakimś czasie, zaczęłam się tam dziwnie czuć, czegoś mi zaczęło brakować. Tam dopiero ta wspólnota zaczęła się tworzyć. Chodziłam tam co 2 tygodnie, bo często w te dni wracałam do Radomia. Na spotkaniach zaczęło mi brakować dłuższej modlitwy uwielbienia, więcej śpiewu. Bardzo mi tego brakowało, bo te modlitwy były bardzo krótkie. Zależało mi na dłuższym uwielbieniu, bo to mi pomagało, również mnie uwalniało! Rozeznałam w sercu, że moje miejsce jest, gdzie indziej, gdzieś indziej jestem powołana.

24 listopada 2012 r. w Lublinie miało miejsce tzw. V Forum Ewangelizacyjne. Ten dzień był dla mnie przełomowy.
Na tym Forum było wiele ludzi z różnych wspólnot. Na koniec, kilka osób dzieliło się, z jakich są wspólnot i czym się zajmują ich wspólnoty, jaki jest ich charyzmat. Tego dnia również, po raz pierwszy doświadczyłam niesamowitej bliskości nieba! To było dla mnie coś wspaniałego, nie da się opisać! Wtedy też dowiedziałam się, że w grudniu będzie organizowane szkolenie Kursu Alfa. Dowiedziałam się i zapytałam, czy też można jakoś pomóc w Kursie Alfa. Zostałam zaproszona na najbliższe spotkanie. Pojechałam, a tam powiedzieli mi, że "spadłam im, jak z nieba" :) Od razu mile mnie wszyscy przyjęli i tak się stało, że w końcu dołączyłam do ich wspólnoty, również to była wspólnota Przyjaciół Oblubieńca, tylko w parafii św. Maksymiliana Kolbe. W tej wspólnocie, od razu się odnalazłam i wiedziałam, że to jest moje miejsce i przede wszystkim mogłam również działać czynnie, pomagając przy Kursie Alfa dla bierzmowanych!

Pod koniec grudnia, moje marzenie pojechania do Rzymu się spełniło! Byłam w Rzymie na spotkaniu Taize! Bóg dotrzymał swojej obietnicy i otrzymałam obiecane królestwo!

Jak się później jeszcze okazało, Bóg miał jeszcze inne plany wobec mnie. Mniej więcej w połowie stycznia, okazało się, że nie dostanę w ogóle zaliczenia z jednego przedmiotu i że nawet nie mogę poprawiać tego przedmiotu, a dodatkowo później jeszcze nie dostałam zaliczenia z drugiego przedmiotu. Byłam totalnie załamana, straciłam wtedy nadzieję, nie widziałam sensu wstawania z łóżka i cokolwiek robienia, miałam myśli samobójcze i chciałam skoczyć z okna z 3 piętra. Każdy mi doradzał, bym się nie poddawała, bym walczyła do końca, pocieszali mnie. Ja nie widziałam w tym sensu, nawet nie chciało mi się już chodzić po inne zaliczenia. Wtedy bardzo pomógł mi filmik Kundla Przydrożnego. To dzięki temu filmikowi i słowom o. Adama Szustaka, odzyskałam nadzieję i uwierzyłam, że Bóg ześle mi Archanioła, który mnie uzdrowi i uratuje. 

Posłuchajcie i obejrzyjcie ten filmik: http://vimeo.com/58310532

Ja walczyłam do końca, ale niestety nie było już szansy poprawy, aby cokolwiek zrobić. W Lublinie postanowiłam zostać do 2 lutego, bo wtedy pomagałam w Weekendzie Alfa.  
W tym czasie, a dokładnie 1 lutego 2013 r. Bóg zesłał mi "Archanioła" i wtedy jak już wiecie, zostałam całkowicie uwolniona od wpływu złego ducha! Od tego czasu jestem bardzo radosna i szczęśliwa, mimo iż już nie studiuję, nie mieszkam w Lublinie i póki co, nie mam jeszcze pracy! Bóg miał wobec mnie taki plan. Moje bycie w Lublinie przez pół roku miało swój konkretny cel- uwolnienie mnie od wpływu złego ducha! Jak również uzdrowienie mojej relacji z mamą! 
Czy wrócę na studia, czy będę gdzieś pracować, tego jeszcze nie wiem. Ufam Bogu, że On ma dla mnie dużo lepsze plany niż ja sama! Warto Mu zaufać! Wszystko ma jakiś cel, wszystko jest po coś. Bóg wie, co robi. Zaufajcie Mu i powierzcie Mu swoje życie, swoje plany na przyszłość. On sprawi, że ta przyszłość będzie dużo lepsza od tej, niż sami ją sobie zaplanujecie! A wasze marzenia, na pewno się spełnią! Potrzeba tylko czasu. Bóg ma zawsze dla nas plan "B"!

Bóg miał dla mnie lepszy plan!  Gdybym nie została na studiach w moim mieście rodzinnym, nie trafiłabym na Kurs Alfa, nie formowałabym się we wspólnocie, nie pomagałabym później w Kursach Alfa, nie zmieniłoby się moje życie. Kto wie, co bym wtedy robiła, czy bym nie zeszła na złą drogę.