Kochani czytelnicy bloga!
To, co napisałam w poprzednim wpisie, to właśnie po tamtej sytuacji, rozpoczął się Boży plan, tzw. plan "B" na moją przyszłość.
Po wakacjach, po upływie pół roku, poszłam w
końcu do spowiedzi. Postanowiłam odbudować i umocnić moją wiarę, która wówczas
całkowicie się rozsypała. Nic dziwnego, że się rozsypała, bo przecież była
budowana na piasku... Wtedy, zaczęłam chodzić do Duszpasterstwa Akademickiego.
9 listopada 2010 r. rozpoczął się w Duszpasterstwie Kurs Alfa, w którym
wzięłam udział. Ten Kurs zapoczątkował moje nowe życie, moją duchową i nie
tylko duchową przemianę! To, czego tam doświadczyłam, nie chciałam tego
zniszczyć, dlatego postanowiłam też poszukać wspólnoty, w której mogłabym
formować swoje serce. Tak się stało, że trafiłam do Wspólnoty Św. Dobrego
Łotra. Od tego momentu, Jezus zaczął mnie zmieniać, moje serce, stopniowo
zaczął mnie uwalniać i uzdrawiać. Niestety nadal bardzo często byłam bardzo
smutna, wpadałam w depresję, przez to co się działo w domu. W dodatku jeszcze,
mój kolejny kolega, którego poznałam w Holandii, popełnił samobójstwo. To mnie
wtedy bardzo dobiło, przez co prawie bym zawaliła studia. W tym czasie, zaczęły
się również modlitwy o moje uwolnienie. Cały czas się formowałam i pracowałam
nad sobą. Bóg tak pokierował moim życiem, że mogłam zacząć formację we
wspólnocie.
Rok po moim uczestnictwie w Kursie Alfa, w 2011 r. moja
wspólnota prowadziła Kurs Alfa dla dorosłych i ja wtedy byłam pomocnikiem
animatora.
W wakacje 2011 r. chciałam również pojechać do
pracy do Holandii, lecz się okazało, że nie ma pracy.
Również chciałam wtedy pojechać do Rzymu i nawet
miałam już wykupiony bilet, lecz niestety tak się stało przez pewną sytuację,
że nie mogłam tam pojechać, przez co również straciłam sporo pieniędzy...
Wtedy postanowiłam, że nie będę nic planować,
skoro wszystkie moje plany są na nic, oddawałam moje plany Bogu. Ja sama już
nie dawałam sobie rady, byłam totalnie załamana. Postanowiłam poprosić o
modlitwę wstawienniczą. Podczas tej modlitwy, usłyszałam takie oto piękne
słowa:
"Nie bój się mała trzódko, gdyż spodobało
się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12, 32).
Uwierzyłam w te słowa, dały mi nadzieję. Co
prawda, pieniędzy nie odzyskałam, ale mogłam wtedy wziąć udział w
Kursie
Emaus- kursie przybliżającym Słowo Boże.

W zeszłym roku 3 lipca 2012 r. obroniłam
licencjat, a tym samym skończyłam studia. Oczywiste było, że chciałam wyjechać
do innego miasta, bo tutaj nawet nie miałam możliwości kontynuowania
magisterki. W domu sytuacja się pogarszała, marzyłam aby stąd wyjechać, jak
najszybciej. Chciałam kontynuować studia w Lublinie. Tym razem, modliłam się,
bym studiowała w miejscu, zgodnie z wolą Bożą, tam gdzie mnie Bóg poprowadzi. Dostałam
się na KUL! Problemów ze znalezienie stancji, nie miałam, bo mieszkanie samo
się znalazło! Bóg zatroszczył się za mnie, a ja o nic nie musiałam się
troszczyć! Również w lipcu, brałam udział w rekolekcjach Uzdrowienia
Wewnętrznego, które bardzo mnie zmieniły i odzyskałam radość w sercu, już nie
bałam się, jak będzie od października. Po tych rekolekcjach, Jezus zaczął
uzdrawiać moją relację z mamą. We wrześniu mieliśmy rekolekcje wspólnotowe,
które bardzo przeżywałam. Na tych rekolekcjach Jezus zaczął uzdrawiać moje
zranienia sprzed poczęcia i moje spojrzenie na samą siebie. Nie akceptowałam
siebie, nie wierzyłam w to, że Bóg mnie tak bardzo kocha i że jestem Jego
Umiłowaną Córką!
W październiku 2012 r. zaczęłam studia w
Lublinie na KULu. Od razu wiedziałam, że chcę tam znaleźć jakąś wspólnotę,
w której będę mogła się formować
, by nie zniszczyć tego, co odbudowałam,
co Jezus we mnie zmienił.
Chciałam być w takiej wspólnocie, która prowadzi
kursy ewangelizacyjne, tj. Kurs Alfa, Kurs Nowe Życie, gdzie mogłabym również
działać czynnie. Od osób z mojej wspólnoty, dowiedziałam się, że w Lublinie
działają prężnie Pallotyni i tam prowadzą również kursy ewangelizacyjne.
Najpierw trafiłam do wspólnoty
Przyjaciół
Oblubieńca u Pallotynów. Tam poznałam wspaniałych ludzi, miałam fajną
grupę. Niestety tak się stało, że liderka i inni, rozeznali, że powinnam pójść
do innej wspólnoty. Poczułam się odrzucona i niechciana. Bardzo mnie to
zraniło, byłam zrozpaczona, ciężko było mi się z tym pogodzić. Wiedziałam
jednak, że muszę być posłuszna woli Bożej, że taki jest plan Boży, a to
przyniesie dobre owoce. W tym czasie, gdy to rozeznawałam, dowiedziałam się
dzięki koleżance, którą poznałam we wspólnocie u Pallotynów, że pewien ksiądz
prowadzi rachunek sumienia do tzw. spowiedzi z furtek.
Udało mi się tam pójść. Wtedy, gdy usłyszałam o odrzuceniu, o ranach sprzed
poczęcia, zaczęłam płakać... Na uczelni miałam przedmiot o Biblii i gdy ksiądz
cytował pewien fragment z Pisma Świętego, a w nich były słowa "łono
matki", poczułam kłucie w sercu, jakby ktoś we mnie igłę wbił. Później
bardzo często, gdy te słowa słyszałam, tak reagowałam, czy płaczem, czy bólem w
sercu. Nie chciałam słyszeć tych słów, dlatego też tak bardzo nie polubiłam
Psalmu
139. Na tym rachunku sumienia, poznałam koleżankę, która również była
we
wspólnocie Przyjaciół Oblubieńca, tylko w kościele pw. Ducha Świętego. Tak
trafiłam do kolejnej wspólnoty. Tam również miałam wspaniałą grupę i w tej
wspólnocie zostałam dłużej. Jednak po jakimś czasie, zaczęłam się tam dziwnie
czuć, czegoś mi zaczęło brakować. Tam dopiero ta wspólnota zaczęła się tworzyć.
Chodziłam tam co 2 tygodnie, bo często w te dni wracałam do Radomia. Na
spotkaniach zaczęło mi brakować dłuższej modlitwy uwielbienia, więcej śpiewu.
Bardzo mi tego brakowało, bo te modlitwy były bardzo krótkie. Zależało mi na
dłuższym uwielbieniu, bo to mi pomagało, również mnie uwalniało! Rozeznałam w
sercu, że moje miejsce jest, gdzie indziej, gdzieś indziej jestem powołana.
24 listopada 2012 r. w Lublinie miało miejsce
tzw. V Forum Ewangelizacyjne. Ten dzień był dla mnie przełomowy.
Na tym Forum było wiele ludzi z różnych wspólnot.
Na koniec, kilka osób dzieliło się, z jakich są wspólnot i czym się zajmują ich
wspólnoty, jaki jest ich charyzmat. Tego dnia również, po raz pierwszy
doświadczyłam niesamowitej bliskości nieba! To było dla mnie coś wspaniałego,
nie da się opisać! Wtedy też dowiedziałam się, że w grudniu będzie organizowane
szkolenie Kursu Alfa. Dowiedziałam się i zapytałam, czy też można jakoś pomóc w
Kursie Alfa. Zostałam zaproszona na najbliższe spotkanie. Pojechałam, a tam
powiedzieli mi, że "spadłam im, jak z nieba" :) Od razu mile mnie
wszyscy przyjęli i tak się stało, że w końcu dołączyłam do ich wspólnoty,
również to była
wspólnota Przyjaciół Oblubieńca, tylko w parafii św.
Maksymiliana Kolbe. W tej wspólnocie, od razu się odnalazłam i wiedziałam,
że to jest moje miejsce i przede wszystkim mogłam również działać czynnie,
pomagając przy Kursie Alfa dla bierzmowanych!
Pod koniec grudnia, moje marzenie pojechania
do Rzymu się spełniło! Byłam w Rzymie na spotkaniu Taize! Bóg dotrzymał swojej
obietnicy i otrzymałam obiecane królestwo!
Jak się później jeszcze okazało, Bóg miał jeszcze
inne plany wobec mnie.
Mniej więcej w połowie stycznia, okazało się, że
nie dostanę w ogóle zaliczenia z jednego przedmiotu i że nawet nie mogę
poprawiać tego przedmiotu, a dodatkowo później jeszcze nie dostałam zaliczenia
z drugiego przedmiotu.
Byłam totalnie załamana, straciłam wtedy
nadzieję, nie widziałam sensu wstawania z łóżka i cokolwiek robienia, miałam
myśli samobójcze i chciałam skoczyć z okna z 3 piętra.
Każdy mi
doradzał, bym się nie poddawała, bym walczyła do końca, pocieszali mnie.
Ja
nie widziałam w tym sensu, nawet nie chciało mi się już chodzić po inne
zaliczenia.
Wtedy bardzo pomógł mi filmik Kundla Przydrożnego. To dzięki
temu filmikowi i słowom o. Adama Szustaka, odzyskałam nadzieję i uwierzyłam, że
Bóg ześle mi Archanioła, który mnie uzdrowi i uratuje.
Posłuchajcie i obejrzyjcie ten filmik:
http://vimeo.com/58310532
Ja walczyłam do końca, ale niestety nie było już
szansy poprawy, aby cokolwiek zrobić.
W Lublinie postanowiłam zostać do
2 lutego, bo wtedy pomagałam w Weekendzie Alfa.
W tym czasie, a dokładnie 1 lutego 2013 r. Bóg
zesłał mi "Archanioła" i wtedy jak już wiecie, zostałam całkowicie
uwolniona od wpływu złego ducha! Od tego czasu jestem bardzo radosna i
szczęśliwa, mimo iż już nie studiuję, nie mieszkam w Lublinie i póki co, nie
mam jeszcze pracy! Bóg miał wobec mnie taki plan. Moje bycie w Lublinie przez
pół roku miało swój konkretny cel- uwolnienie mnie od wpływu złego ducha! Jak
również uzdrowienie mojej relacji z mamą!
Czy wrócę na studia, czy będę gdzieś pracować,
tego jeszcze nie wiem. Ufam Bogu, że On ma dla mnie dużo lepsze plany niż ja
sama!
Warto Mu zaufać!
Wszystko ma jakiś cel, wszystko jest po
coś. Bóg wie, co robi.
Zaufajcie Mu i powierzcie Mu swoje życie, swoje plany
na przyszłość. On sprawi, że ta przyszłość będzie dużo lepsza od tej, niż sami
ją sobie zaplanujecie! A wasze marzenia, na pewno się spełnią! Potrzeba tylko
czasu. Bóg ma zawsze dla nas plan "B"!
Bóg miał dla mnie lepszy plan!
Gdybym nie została na studiach w moim mieście rodzinnym, nie trafiłabym na Kurs
Alfa, nie formowałabym się we wspólnocie, nie pomagałabym później w Kursach
Alfa, nie zmieniłoby się moje życie. Kto wie, co bym wtedy robiła, czy bym nie
zeszła na złą drogę.