czwartek, 30 maja 2013

Obdarowana prezentami!

Witajcie kochane owieczki Dobrego Pasterza!

W tym wpisie chciałabym się z Wami podzielić tym, co otrzymałam w inne dni I Tygodnia Ewangelizacyjnego w moim mieście.

W kolejne dni, włącznie od czwartku 23 maja br. do niedzieli 26 maja br. zostałam obdarowana przez Boga wielkim prezentem, który był opakowany w kilka mniejszych prezencików, zarówno duchowych, jak            i materialnych!

Najwięcej jednak prezentów dostałam w sobotę 25 maja br. Oczywiście, jeśli wiele się dostaje, wiele też jest kłopotów, jak to już o tym pisałam jakiś czas temu. Tym razem też tak było. Znów niemiła sytuacja       w domu. W końcu wyszłam z domu, pojechałam na miasto w centrum. Miałam dziwny smutek w sercu. Gdy szłam do centrum, myślałam żeby zadzwonić do 2 osób, czy mają czas się spotkać, a mieszkali niedaleko, ale w końcu jakoś nie zadzwoniłam. Za to spotkałam ich chwilę później! To było dla mnie niesamowite! 
Akurat był wtedy jeszcze koncert ewangelizacyjny, więc zostałam tam z nimi. Wtedy też dostałam cukierka z kartką ze Słowem Bożym i również jeszcze inne słowa:  

"Wiara jest wiatrem rozwiewającym mgłę, w której żyjemy, odsłaniającym przed naszą duszą piękne słońce" (św. Jan Maria Vianney). 

Spotkałam tam również Panią, która się modliła nade mną, gdy byłam w zeszłym roku na rekolekcjach w wakacje. Bardzo się ucieszyła, gdy mnie zobaczyła i pytała, co u mnie. Powiedziałam jej o sytuacji, jaką miałam. Pocieszyła mnie i w dodatku dała mi opaskę na rękę z napisem: "Potrzebuję Cię... Jezus".
To mi się też skojarzyło z fragmentem Ewangelii, którą rozważałam tego dnia z mojej formacji i były tam takie słowa:  

"Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie! A gdyby wam kto co mówił, powiecie: "Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści"". (Mt 21,2-3). 

A ten fragment również dostałam rok temu, gdy byłam na Lednicy u modlitwy wstawienniczej. Odkryłam wtedy, że ja jestem tym osiołkiem, tą oślicą i że Jezus potrzebuje nawet takich osiołków jak ja!
Później spotkałam się z tymi znajomymi, co do nich miałam dzwonić, a po drodze ich spotkałam. Przyszedł też do nas nasz wspólny dobry kolega- nawet przyjaciel i dostałam od niego krzyżyk św. Benedykta! Przywiesiłam go sobie na łańcuszku. Bardzo mnie ucieszył, że mi go podarował! Ja nigdy nie miałam krzyżyka, a zawsze chciałam mieć i też właśnie św. Benedykta!
Niestety tego dnia, późnym wieczorem, miałam jeszcze dużo gorszą sytuację w domu. Bardzo płakałam po słowach, które usłyszałam na mój temat. To mnie bardzo zraniło. Jedyne, co mnie ucieszyło wtedy, to to że okazało się, że będę miała z kim pojechać następnego dnia na Wieczór Chwały.

Niezwykły dar śmiechu! Płacz ze śmiechu!
W niedzielę 26 maja br. wieczorem był Wieczór Chwały. Kiedy tam jechałam, nie byłam w najlepszym nastroju po sytuacji z poprzedniego dnia. Mimo iż rano byłam na Mszy Świętej w mojej parafii, to uczestniczyłam po raz drugi we Mszy Świętej wieczorem. To był dla mnie niezwykły prezent! Przeżyłam bardziej świadomie i ta Msza była dla mnie bardziej radośniejsza i czuło się Żywy Kościół! 
Podczas Adoracji i modlitwy uwielbienia miałam dziwne przynaglenie, by się pomodlić za pewną panią. Też miałam takie uczucie, że chciałam bardzo pomóc osobom i je przytulić, a te osoby bardzo płakały. Nigdy tak wcześniej nie miałam, ale też nie poszłam ich przytulić, bo nie wiedziałam, gdzie się znajdują. Po Adoracji i modlitwie uwielbienia, wraz z kilkoma osobami z mojej wspólnoty, szliśmy po osobiste błogosławieństwo kapłanów. Kiedy tak staliśmy w długiej kolejce, nagle dostałam takiego daru śmiechu, że nie mogłam przestać się śmiać, a ze mną się śmiali ode mnie ze wspólnoty, co z nimi byłam! A potem osoby z tyłu zaczęły się śmiać! Tak się śmialiśmy, że aż jakaś starsza pani nam zwróciła uwagę, że jesteśmy w kościele i żebyśmy się tak nie zachowywali! Ona tego nie rozumiała, że to nie my się tak śmiejemy, tylko to Duch Święty tak przez nas działa! Wtedy jeszcze bardziej się śmialiśmy! Ja tak się śmiałam, że aż się popłakałam ze śmiechu!
Po błogosławieństwie miałam pokój w sercu. Udało mi się również przyjąć modlitwę wstawienniczą, co mnie bardzo ucieszyło i umocniło mnie! To był niezwykły Wieczór Chwały!
Śmiech i płacz ze śmiechu bardzo mnie oczyścił wewnętrznie i uzdrowił! Polecam śmiech od Ducha Świętego! :D

Tak zostałam obdarowana prezentami! Takie piękne prezenty ma Bóg i Jego Duch Święty, którego nam zsyła. Czy można chcieć czegoś więcej? Radość, śmiech, ludzie, wspólnota! To wszystko ma dla nas Bóg!

środa, 29 maja 2013

Doświadczenie niezwykłej radości!

Witajcie kochane owieczki i te znalezione i te zagubione!

Chciałabym się z Wami podzielić tym, czego doświadczyłam w ubiegłym tygodniu.
Opiszę Wam tutaj, jak wielkie łaski otrzymałam, jak wiele prezentów od Boga i jak niezwykłą radość otrzymałam!

U mnie w moim mieście trwał Tydzień Ewangelizacyjny i było wiele akcji ewangelizacyjnych.
Dla mnie był to niezwykły tydzień!

Flagowanie- modlitwa uwielbienia uwalnia!
We wtorek 21 maja, a właściwie od nocy z poniedziałku strasznie bolały mnie plecy z jednej strony i ramię, tak iż rano nie byłam w stanie w ogóle wstać z łóżka. To był straszny ból. A tego dnia moja wspólnota robiła ewangelizację uliczną, a ja miałam tam flagować- czyli machać flagami i w taki sposób uwielbiać Boga. Nie wiedziałam, czy dam radę z takim bólem... Dodatkowo jeszcze w domu znów miałam niemiłą sytuację. Najpierw mieliśmy Mszę Świętą o 18 w katedrze. Źle się czułam, jakbym miała zemdleć, nie miałam jakoś siły, byłam jakby nieobecna. To była dla mnie taka walka duchowa. Co ciekawe w kazaniu ksiądz mówił do dzieci komunijnych właśnie o walce duchowej. Podkreślił, że ta walka jest wygrana, a my jesteśmy zwycięzcami! Naszą bronią jest miecz- czyli modlitwa, a tarczą jest Hostia- czyli przyjmowanie Komunii Świętej. Dokładnie też tego dnia z mojej formacji w dzienniczku, miałam dokładnie o tym samym. Przeczytałam takie słowa: "Kiedy mówimy o duchowej walce, trzeba stwierdzić od razu: wojna już została wygrana! Zwycięstwo należy do nas. Syn Boży na krzyżu wygrał, a nie przegrał! Cierpiał, ale odniósł zwycięstwo". Po Mszy Świętej wraz z osobami z mojej wspólnoty, wyszliśmy na miasto i szliśmy pod kościół garnizonowy. Po drodze zastanawiałam się, czy brać flagi i flagować, bo nadal jakoś bolały mnie plecy. W końcu jednak postanowiłam wziąć flagi. Kiedy mieliśmy modlitwę uwielbienia i śpiewaliśmy radosne pieśni, ja flagowałam. To flagowanie dało mi wiele radości! Trochę mi tam było zimno, gdy większość osób stała i się modliła, ja wtedy skakałam i chodziłam, bo nie mogłam ustać w miejscu! Tak mnie też ta radość rozpierała! Były też takie słowa, że osoby które mają w sobie smutek, przez to nie czują się sobą, ale że teraz zostają napełnione radością. Ja tak właśnie miałam, nie czułam się sobą. Zawsze też, gdy jestem w domu, nie czuję się tam sobą. Zostałam obdarzona niezwykłą radością i tą radością zarażałam innych! Nawet mi moja znajoma powiedziała, że poprzez mnie i moją radość, doświadczyła Ducha Świętego! Modlitwa uwielbienia uwalnia, uwalnia od smutku! Flagowanie uwalnia!

"Chcemy się cieszyć z twego ocalenia
i w imię Boga naszego podnieść sztandary.
Niech Pan wypełni wszystkie twoje prośby!" Ps 20, 6


Żywy, tańczący i radosny Kościół!
Następnego dnia, czyli w środę 22 maja w ramach Tygodnia Ewangelizacyjnego, mieliśmy koncert ewangelizacyjny zespołu "Mocni w Duchu". Przed koncertem, miałam znów nieprzyjemna sytuację, przez co miałam smutek w sercu.
Kościół pękał w szwach! Cały kościół był wypełniony ludźmi, zarówno młodzieżą, jak i ludźmi w średnim wieku, jak również i starszymi. Na samym początku koncertu można było usłyszeć trzy przepiękne pieśni, w tym pieśń o Bożej Miłości, że to Bóg nas pierwszy umiłował i kocha nas takimi, jakimi jesteśmy! Pieśń pt.: „Ty ukochałeś mnie” to moja ulubiona pieśń tego zespołu. Bardzo mnie ucieszyło, gdy ją zaśpiewali! Był też czas modlitwy do Ducha Świętego i modlitwy za siebie nawzajem. Ja wtedy doświadczyłam niezwykłej radości w sercu, tak iż się śmiałam jakiś czas!
 „Mocni w Duchu” zaśpiewali jeszcze kilka pieśni, bardzo skocznych i radosnych, przy których uczyli nas kroków i wszyscy w kościele śpiewali, tańczyli i skakali, tak iż cały kościół huczał! To było jak wielka impreza, tyle że w kościele! Nawet starsze babcie tańczyły i skakały! Było widać i czuć, że tworzymy Żywy Kościół! Kościół radosny!     

Koncert był tak świetny, że mogliśmy usłyszeć dwie piosenki na bis! Aż nie chciało się stamtąd wychodzić. Na końcu były podziękowania dla zespołu, zaśpiewaliśmy Apel Jasnogórski i w ciszy się pomodliliśmy. To było również dla mnie niezwykłe, że zapadła nagle taka cisza, a jeszcze chwilę przedtem, wszyscy skakali      i tańczyli!
          
A większość ludzi uważa, że chrześcijanie to są smutni! Co za brednie! Gdyby przyszli na taki koncert  i zobaczyli, jak Ci ludzie są radośni, tak iż tańczą i skaczą w tym kościele, to by na pewno zmienili zdanie!


Ja osobiście podczas tego koncertu doświadczyłam prawdziwego Żywego Kościoła, radosnej wiary ludzi, co rozradowało moje serce, które wcześniej przepełniał smutek. A teraz moja dusza się raduje! To był koncert MOCNY w Duchu! 


W kolejnym wpisie, napiszę Wam o kilku jeszcze innych wydarzeniach z tego tygodnia i to, czego doświadczyłam i  co otrzymałam! 

sobota, 25 maja 2013

Uzdrawiające Słowo

Witajcie serdecznie, wy którzy czytacie mojego bloga!

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami pewną sytuacją z poniedziałku i to jak mi pomogło Słowo. Nie takie zwykłe Słowo, lecz Słowo Boże! A Ono jest żywe i skuteczne!
Jak pisze w Piśmie Świętym:

"Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikający aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca" (Hbr 4,12)

Abyście zrozumieli to, czego doświadczyłam, muszę Wam opisać moją sytuację z tego dnia.

W poniedziałek 20 maja br. już od rana miałam niemiłe sytuacje, rozmowy. Wszyscy się mnie o coś czepiali, mieli o coś pretensje i wyolbrzymiali problemy z czegoś, co nie było problemem. Wszyscy byli przeciwko mnie :/ Najgorzej jednak było po południu. Najpierw babcia się o coś czepiała i krzyczała, a potem w domu, szczególnie relacja z mamą. Przez to aż nie wytrzymałam i wpadłam w płacz. Długo tak płakałam i nie mogłam się uspokoić.Wyszłam w końcu z domu i szłam na Kurs Alfa. Po drodze nadal płakałam. Kiedy doszłam na miejsce, początkowo nie chciałam nawet tam iść i pomagać, bo nie byłam w stanie cokolwiek robić. Stałam jakiś czas przy szatni, próbowałam się jakoś uspokoić. Zawołali mnie, bym przyszła do nich. Poszłam, trochę pomogłam w rozkładaniu sztućcu i w końcu wzięłam identyfikatory i je rozłożyłam. Nie byłam w stanie z nimi rozmawiać. Wyszłam przed wejście główne i tam stałam i znów płakałam. Chwilę później przyszła koleżanka i pytała mnie, co się dzieje i chwilę z nią usiadłam i porozmawiałyśmy. Pomogła mi ta rozmowa i się uspokoiłam.

Na Alfie wykład był na temat: "Czy Bóg dzisiaj uzdrawia?" Wtedy też pytaliśmy się, ile osób by chciało przyjąć modlitwę wstawienniczą z tych osób, co nie byli na Weekendzie Alfa. Zobaczyłam, że pewien chłopak nie podniósł ręki, a wiedziałam, że on nie był na Weekendzie Alfa. Po wykładzie była chwila czasu, więc podeszłam do niego i zapytałam. Okazało się, że nie wiedział na czym to polega. Wyjaśniłam mu krótko i zachęciłam, by przyjął taką modlitwę. Powiedział mi, że się zastanowi. Poszliśmy na górę do kaplicy, gdzie mieliśmy Adorację Najświętszego Sakramentu, w czasie której modliliśmy się, aby Jezus uzdrawiał nasze serca. Podczas Adoracji były dwa zespoły wstawiennicze, które się modliły. Gdy widziałam, że ten chłopak się waha, ja w sercu modliłam się, by Jezus go do Siebie przyprowadził i dał mu Wody Żywej, czyli Ducha Świętego i go wypełnił. Po kilku minutach zobaczyłam, że poszedł :) Moja modlitwa została wysłuchana!
Wtedy jeden z księży prowadził modlitwę ogólną. Podczas tej modlitwy, czytał różne fragmenty z Pisma Świętego. Usłyszałam wtedy słowa:

"Zmiłuj się nade mną, Boże, bo czyha na mnie człowiek, uciska mnie w nieustannej walce. Wrogowie moi nieustannie czyhają na mnie, tak wielu przeciw mnie walczy. Podnieś mnie, ilekroć mnie trwoga ogarnie, w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie będę się lękał: cóż może mi uczynić człowiek? Przez cały dzień mi uwłaczają, przeciw mnie obracają wszystkie swe zamysły" (Ps 56, 2-5)

Gdy te słowa usłyszałam, zaczęłam płakać. To była dokładnie sytuacja, w jakiej ja byłam. Tak się dokładnie czułam, że wszyscy byli przeciwko mnie. To był płacz oczyszczający, uzdrawiający. Bóg poprzez Swoje Słowo uzdrowił moje serce. Później ksiądz przeczytał inny fragment z innego Psalmu, z tego co mnie "prześladuje", czyli z Psalmu 139. Potem już ktoś inny prowadził modlitwę i mówił, że mamy godność Dziecka Bożego, po tych słowach jeszcze bardziej płakałam. A już najbardziej płakałam, gdy usłyszałam piosenkę: "Przyjaciela mam, co pociesza mnie". A gdy było osobiste błogosławieństwo, to łzy mi ciekły.


Słowo Boże uzdrawia! Jest wciąż żywe i aktualne! Pasuje do każdej sytuacji życia, tylko trzeba nam się otworzyć, częściej je rozważać. Polecam Wam czytać i rozważać Słowo Boże, Was również może uzdrowić! Słowo Boże jest jak balsam na rany, ukoi wszelki ból.

środa, 22 maja 2013

"Upita Duchem Świętym"- czyli o niedzieli pełnej Ducha!

Witajcie drodzy czytelnicy mojego bloga!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić kolejnym działaniem Ducha Świętego z drugiego bardzo ważnego dnia, jakim jest Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Chcę się z Wami podzielić tym, co się działo i czego doświadczyłam tego dnia niesamowitego dnia!

Już w niedzielę rano 19 maja w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (potocznie- zielone świątki), obudziłam się z bolącą głową, jakby nie wiem, co robiła poprzedniego dnia... Chciałam pójść na Mszę do mnie do parafii, ale jakoś nie byłam w stanie wstać, bo tak mnie głowa bolała i byłam nie do życia... Fakt faktem, wróciłam poprzedniego dnia koło 2:20...

Nie byłam pewna, czy mi się uda pójść do katedry na Mszę na 15, czy nie będą mi robić problemów w domu, że na obiedzie nie zostanę itp. W końcu, jakoś udało mi się dotrzeć na Mszę. Było ciekawe kazanie, była oprawa muzyczna i czuło się Ducha Świętego, również radość. Po Mszy Świętej była konferencja, którą głosiła charyzmatyczka z USA- Maria Vadia. Przemawiała do nas z niezwykłą mocą i wręcz nawet krzykiem! Mówiła, byśmy się przebudzili z ospałości. Niesamowite było dla mnie to, że bez otwierania Pisma, potrafiła dokładnie zacytować jakiś fragment z dokładnym wersetem! Zadziwiło mnie to bardzo i byłam w wielkim szoku! Opowiadała również o różnych bardzo mocnych świadectwach uzdrowienia wielu osób. Co ciekawe, ja akurat w mojej formacji na ten dzień miałam o modlitwie uzdrowienia! Kiedy się modliliśmy jednocześnie, mi to się strasznie chciało śmiać  z dziwnych słów, które słyszałam. To mnie bardzo rozśmieszyło i rozradowało!

Po tej konferencji mieliśmy trochę czasu wolnego, a po godz. 18, na scenie na głównym deptaku pojawił się zespół Armia Dzieci z Lublina. Gdy oni śpiewali, ja w tym czasie flagowałam, czyli machałam kolorowymi flagami. Również i z tymi flagami, skakałam i tańczyłam! Miałam dużo radości dzięki temu i to, co oni śpiewali!
Później Maria Vadia prowadziła modlitwę uwielbienia z modlitwą o uzdrowienie. Miała bardzo wiele różnych słów poznania dotyczących różnych sytuacji i uzdrowień, a osoby to potwierdzały, poprzez podniesienie ręki. Były słowa o uzdrowieniu z różnych alergii, skórnych, pokarmowych, z bólu zatok. Ja od wielu lat mam katar alergiczny, który trwa przez cały rok, a latem się zwiększa podczas pylenia. Ten katar był dla mnie bardzo uciążliwy... Był...No właśnie był.... A teraz już go nie mam! Po tych słowach poznania, gdy je usłyszałam, poczułam jakby mi się nos otworzył, jakbym czuła inaczej powietrze! Jezus mnie uzdrowił, moją alergię!
Również były słowa poznania, że Ci, którzy nie mają pracy, to tą pracę otrzymają! Ja póki co nie mam pracy od lutego, ale po tych słowach wierzę, że Bóg da mi pracę!
Na modlitwie uwielbienia bardzo mnie rozśmieszyło to, co śpiewała Maria Vadia: "Mam ochotę skakać, mam ochotę tańczyć, kiedy pomyślę o Krwi Baranka" :D :D I wszyscy skakaliśmy i tańczyliśmy :D :D
W czasie koncertu również dostałam zadanie, by poroznosić naklejki. Zazwyczaj nikt nie lubi naklejek i ich naklejać gdzieś sobie, a tu tyle ludzi chciało i sami przychodzili po nie!
Spotkałam też tam pewną Panią i Pana, którzy modlili się wstawienniczo nade mną, gdy byłam na rekolekcjach w zeszłym roku. Przytulili mnie i pytali co u mnie. Miło mi się zrobiło, miło, że mnie jeszcze pamiętali i tak się ucieszyli na mój widok :)

Dawno się tak nie wybawiłam, wyskakałam, wytańczyłam jak na tym koncercie! To był koncert lepszy niż impreza, na której byłam w zeszłym tygodniu! To było popołudnie pełne MOCY, wariactwa, radości i "młodego wina"! :D :D Zostałam upita Duchem Świętym!

Rozważałam też fragment z mojej formacji, a tam takie słowa: "I wielbiły Boga Izraela" (Mt 15,31b).
To właśnie robiłam przez cały dzień, poprzez taniec, flagowanie, skakanie, śpiewanie, poprzez radość! Radość od Ducha Świętego!

A na koniec jedna z mega pozytywnych piosenek Armii Dzieci, przy której można się nieźle wyszaleć :D

poniedziałek, 20 maja 2013

Wigilia Zesłania Ducha Świętego- moje doświadczenie Jego działania

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie!

Chciałabym się z Wami podzielić tym, czego doświadczyłam w ciągu ostatnich dni, jak również jak je przeżywałam, tuż przed Uroczystością Zesłania Ducha Świętego- czyli w Wigilię Zesłania Ducha Świętego.
Chciałabym się podzielić, co w tym czasie Duch Święty uczynił we mnie.

W Wigilię Zesłania Ducha Świętego, czyli w sobotę 18 maja, po raz pierwszy w moim mieście odbyło się Diecezjalne Czuwanie wszystkich wspólnot, ruchów, stowarzyszeń mojej diecezji! Czuwanie to prowadził znany dominikanin o. Adam Szustak. Czuwanie zaczęło się o godz. 20:00. Już na samym początku tego czuwania, czuło się JEDNOŚĆ, że wszyscy tworzymy JEDNO! Tego właśnie wcześniej bardzo brakowało w naszej diecezji. To wywarło na mnie niesamowite wrażenie.
Najpierw była Liturgia Słowa, podczas której o. Adam objaśniał poszczególne fragmenty. Podczas tych rozważań urzekły mnie słowa, że jesteśmy jak "8 cud świata", że każdy z nas jest wyjątkowy w oczach Boga, jesteśmy Jego skarbem, jesteśmy perłą którą Bóg chce każdemu pokazywać! Jeśli nie mamy przekonania, że Bóg nas tak widzi, to musimy wołać o Ducha Świętego. Duże wrażenie wywarła na mnie również modlitwa powszechna, później cisza, podczas której usłyszałam w sercu: "Kocham Cię taką, jaką jesteś". Następnie kapłani modlili się nad nami jako odnowienie znaku bierzmowania. Jeszcze przed tym, przypomniałam sobie o słowach z Pisma Świętego, które dostałam na Kursie Jan z Księgi Wyjścia:

"Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia." Wj 19,5

Zastanawiałam się ciągle nad tą szczególną własnością. Po 22 mieliśmy Mszę Świętą. Słuchałam uważnie, a tu w I czytaniu był przeczytany dokładnie ten fragment! Rozradowało to moje serce i to było dla mnie potwierdzenie! A co ciekawe, to czytanie nie powinno być czytane, tylko zupełnie inne! Zupełnie inne było na ten dzień w Liturgii czytań przeznaczone- Dz 28, 16-20. 30-31. To czytanie było dla mnie, te słowa! To nie był wcale przypadek!

Tego dnia w mojej formacji, przeczytałam zdanie, co do "Spoczynku w Duchu Świętym", przed którym od jakiegoś czasu miałam opór, bo nie chciałam upadać, robić zamieszania, itp. Pisało tam tak:
"Osoba doświadczająca tego nie powinna stawiać oporu (choć niektórzy boją się upadku), a prowadzący z kolei nigdy pod żadnym pozorem nie powinni po ludzku zjawiska prowokować". 

Na czuwaniu po Mszy Świętej, mieliśmy Adorację Najświętszego Sakramentu z modlitwą uwielbienia.      Ci, co chcieli, mogli podejść bardzo blisko Ołtarza. Ja poszłam i stałam niedaleko. To było niesamowite! Taka bliskość! Wtedy też modliliśmy się za siebie nawzajem, ja dostałam dar radości i nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jakiś czas się śmiałam. Gdy tak trwaliśmy w uwielbieniu, śpiewaliśmy z wielką radością pieśni, a w tym czasie księża chodzili i kładli ręce na innych i się nad nimi modlili. Ja miałam to szczęście, że nade mną chwilę pomodlił się o. Adam Szustak! Kiedy tak się modlił, nie upierałam się Duchowi Świętemu i poleciałam trochę do tyłu, ale o. Adam mnie przytrzymał, więc nie upadłam.
Duch Święty mnie odblokował z oporu przed Jego działaniem! Podczas tej modlitwy, było dużo radości! Śpiewaliśmy z mocą i z uwielbieniem! 
Po zakończeniu miałam okazję jeszcze chwilę też porozmawiać z o. Adamem, a właściwie mu podziękować za odcinek Kundla Przydrożnego, dzięki któremu odzyskałam nadzieję i zostałam uzdrowiona!

Podczas tego czuwania czuło się jedność wspólnoty, którą tworzyliśmy! Wspólnoty złączonej z wielu wspólnot charyzmatycznych, ewangelizacyjnych i innych. Byliśmy zespoleni w JEDNO! 
Duch Święty powiał z mocą! Napełnił mnie radością i pokojem! Nie tylko mnie!

Wystarczy jedynie otworzyć się na działanie Ducha Świętego. Niestety wiele wspólnot, osób, nawet i księży jest sceptycznie nastawionych na charyzmatyczne działanie Ducha Świętego, zamykają się na Niego.

To tak jak z zakręconym słoikiem. Czy można wlać wodę do zakręconego słoika? Nie można! Natomiast, gdy go otworzymy, wtedy woda spokojnie wleje się do słoika. Tak jest też z nami. Kiedy zamykamy swoje serce na działanie Ducha Świętego, nie może On w nas działać. Natomiast, gdy się na Niego otworzymy, wtedy może do nas przyjść naprawdę z mocą! To wszystko zależy od nastawienia naszego serca. 
Otwórzcie swoje serca na Jego działanie, a przyjdzie do Was!  

środa, 15 maja 2013

Im gorsze przeciwności, tym lepiej!

Witajcie kochani!

Tytuł może brzmi dość dwuznacznie, paradoksalnie, czy też niezrozumiale dla Was.
Pisałam kilka postów wcześniej, jakie przeciwności miałam przed pojechaniem na Kurs Jan.
Zawsze, gdy dzieje się coś dobrego, tam i "przeciwnik" jest obecny i chce w tym przeszkodzić.Wtedy, gdy nie miałam przeciwności większych w domu, a później na drodze, coś czułam, że jest coś nie tak, że nie mam żadnych przeciwności, by tam pojechać. Moja intuicja wtedy się nie myliła.

O przeciwnościach na Weekendzie Alfa...
Przed Weekendem Alfa, o dziwo, nie miałam przeciwności od strony mamy, a zawsze mi przeszkadzała, zabraniała.
11-12 maja mieliśmy tzw. Weekend Alfa. Ja miałam jechać samochodem z koordynatorem Kursu i umówiliśmy się o 7:40. Okazało się, że zaspał i wyjechaliśmy jakoś chwilę po 8... W końcu, kiedy już dotarliśmy na miejsce, tam zaczęły się większe przeciwności. Dowiedzieliśmy się, że nie mamy ani rzutnika czy projektora, ani laptopa do prezentacji. Jak się okazało, z miejsca skąd mieliśmy wziąć projektor czy rzutnik, obydwa rzutniki wywieźli, ale w końcu jakoś skądś załatwili projektor. Z ekipy nikt nie miał laptopa, ale ja miałam, więc pojechałam z koordynatorem samochodem do mnie do domu. Po drodze złapała nas policja. na niefart, akurat kilka dni wcześniej skończył mu się przegląd samochodu, zabrali mu dowód, dostał mandat i kilka punktów karnych. Mieliśmy niewiele czasu, by później zdążyć na wykład, do którego był potrzebny laptop, by pokazać prezentację. Kiedy już jechaliśmy z laptopem, po drodze zastanawialiśmy się, co jeszcze się wydarzy, jakie będziemy mieć jeszcze przeciwności. No to się stało... Później dowiedzieliśmy się, że osoby, które miały przyjechać do nas i nam pomóc muzycznie i w posłudze modlitewnej, okazało się, że mieli stłuczkę samochodową i samochód cały do kasacji... Nie było wiadome, czy przyjadą i nam pomogą, a nas było niewiele do posługi i potrzebowaliśmy tej pomocy. Na szczęście im się nic nie stało i później prawie w komplecie do nas dojechali. Obydwoje też stwierdziliśmy, że jeśli nie ma żadnych przeciwności przed jakimiś rekolekcjami, czy kursem ewangelizacyjnym, to że jest coś nie tak....
W niedzielę, jakieś 10 minut przed Mszą okazało się, że nie mamy lekcjonarza i musieliśmy sobie jakoś inaczej poradzić, by przeczytać czytania czy też zaśpiewać Psalm.

Także takie przeciwności mieliśmy, by czynić dobro! Niestety "przeciwnik" wykorzysta każdą sytuację, by przeszkodzić w tym, co przynosi wielkie dobro. Na szczęście, będąc z Jezusem, jesteśmy zwycięzcami! Jezus pokonał szatana, pokonał śmierć- zmartwychwstał! Jako chrześcijanie, mamy pełny udział w tym zwycięstwie! Pamiętajcie o tym! Jeśli jesteście przy Bogu, będziecie zwycięzcami! Tylko trzeba też o to zawalczyć, a przede wszystkim się nie poddawać!

Jakiś czas temu, znalazłam taki cytat: 

"Każdego poranka dostajemy szansę na nowe życie i od nas zależy, czy zaświeci słońce. Pomimo chmur- walcz, bo życie nie kończy się na kłopotach, a słońce świeci ponad nimi".

Im więcej przeciwności, tym lepiej!
Naszym zadaniem jest walka! Walka o nasze szczęście, mimo kłopotów, mimo wszelkich przeciwności, a wtedy nad nami zaświeci słońce- otrzymamy niezwykłe łaski. Na Kursie Jan usłyszałam od jednej osoby, że jeśli ma się przeciwności, to znaczy, że otrzyma się dużą łaskę. Tak było, że na Kursie Jan dostałam dużo łask, jak to już mogliście o tym przeczytać wcześniej. Tak też było i na Weekendzie Alfa. Dostałam wielkie łaski! Usłyszałam również na tym Weekendzie Alfa, że jeśli ma się przeciwności, to im więcej, tym lepiej! Wtedy otrzyma się jeszcze więcej łask!


Weekend Alfa- weekend łask...
Na Weekendzie Alfa w sobotę 11 maja, miałam okazję posługiwać modlitwą wstawienniczą o wylanie Ducha Świętego. Modliliśmy się w zespołach 3 osobowych. Ja nie byłam gotowa, by być osobą prowadzącą i u nas w zespole tylko jedna osoba prowadziła. Podczas tej modlitwy dostałam różne dary od Ducha Świętego, dzięki którym mogłam posługiwać osobom, za które się modliliśmy. Te osoby nam to potwierdzały, że właśnie o to się modliły. My wszyscy byliśmy w zespole jednomyślni, dostawaliśmy podobne słowa. Tworzyliśmy jedno!  Tak jak pisze w Piśmie Świętym:

"Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty mnie posłał i żeś Ty ich umiłował, tak jak mnie umiłowałeś" (J 17,23)

Dla mnie niesamowite było to, jak ta modlitwa zmieniała tych ludzi, ich serca. Stali się bardziej radośni, szczęśliwi, pełni energii, mieli błysk w oku! 
Gdy skończyliśmy posługiwać, ta modlitwa i mnie zmieniła. Mimo iż strasznie bolały mnie nogi, to aż z radości skakałam i biegałam! Po prostu zwariowałam! :D Czułam się naprawdę upita Duchem Świętym! :D
Czuło się jedność, że wszyscy tworzymy wspólnotę! Wcześniej tego się nie odczuwało.
Bardzo też mi się podobało, gdy mieliśmy później Mszę Świętą, to jako na znak pokoju, wszyscy się przytulaliśmy. A ja bardzo lubię się przytulać! Później mieliśmy ognisko, przy którym mogliśmy się bardziej zintegrować, porozmawiać, pobyć ze sobą. Do późnych godzin nocnych, co niektórzy śpiewali i grali, a inni dyskutowali na różne tematy.

Ja położyłam się wcześniej spać, bo byłam strasznie zmęczona. W nocy jakoś jednak budziłam się kilkakrotnie. Obudziłam się też o 3:38... Zareagowałam już spokojnie na tą godzinę, nie tak jak kiedyś. Ta reakcja zmieniła się dzięki Kursowi Jan! To zostało uzdrowione!

W nocy się nie wyspałam, a rano dużo czasu przed pobudką, pobudzili mnie inni, grając na keyboardzie jakieś różne piosenki. Jedna z moich współlokatorek też wariowała, czułam się tam jak w Domu Wariatów!
Zastanawiałam się, gdzie ja w ogóle jestem :D Tak to jest, gdy ludzie są napełnieni Duchem Świętym! Wtedy po prostu wariują! 

Rano byłam niewyspana, wpół przytomna. Mieliśmy rano Mszę Świętą, lecz tuż przed, okazało się, że nie mamy lekcjonarza, gdzie są czytania. Na szczęście jakoś sobie poradziliśmy inaczej.
W Ewangelii były słowa:
"Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19a)

A te słowa były mi bliskie od Kursu Jan. Te słowa rozradowały mnie i jeszcze bardziej zachęciły do tego, bym czyniła uczniów!
Bardzo mi się podobało kazanie, było takie dynamiczne i mieliśmy gościa- żółtego kanarka :D Na znak pokoju znów wszyscy się przytulaliśmy :) A gdy było uwielbienie, chociaż ledwo żywa byłam, to pokazywałam gesty do piosenki.
Dopiero później jakoś się ożywiłam i miałam więcej energii. Najśmieszniej było przy obiedzie. Tak mnie rozśmieszyli z mojej grupy, że ja to aż tam płakałam ze śmiechu! Nie mogłam się powstrzymać i uspokoić!
To czyni Duch Święty!

Po powrocie byłam umówiona na rozmowę z moim spowiednikiem, chciałam z nim o czymś ważnym porozmawiać, poradzić się. Jak się okazało, to ja mu bardziej pomogłam niż on mi! W przyszłą niedzielę ma mówić kazanie o Duchu Świętym i ja mu pomogłam w wymyśleniu jakiś przykładów, o czym by mogło być.
Kto by pomyślał, że ja jako osoba świecka, będę więcej wiedziała o Duchu Świętym od księdza!

Jak widać, mimo wielkich przeciwności, dostałam wielką łaskę! Nie tylko ja, ale przede wszystkim uczestnicy!
Nie zrażajcie się przeciwnościami! One mogą przynieść wiele dobrego!