Ostatnio trafiłam na Facebooku na profilu znanego jezuity, w którym zamieścił wypowiedź Marcina Jakimowicza z GN na temat uczestniczenia w spotkaniach Mamre, czy u ojca Daniela w Czatachowej, czy też w innych miejscach, gdzie organizowane są spotkania otwarte z Mszą Świętą w intencji o modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie. Wypowiedź pana Marcina:
"Mamre, Msze, które odprawia o. Witko. Łódzcy jezuici, gliwicka Odnowa, czy Czatachowa? A może Tyskie Wieczory Uwielbienia? Na wszelki wypadek sprawdzę wszystkie. Biedni. Jeżdżą z wywalonym jęzorem z miejsca na miejsce, z modlitwy o uzdrowienie na modlitwę o uzdrowienie. Skrzętnie prowadzą statystyki, „gdzie Duch Święty działa mocniej?”. Zaliczają po kolei kolejne sprawności. Łowcy charyzmatów, których nie doświadczają, bo nie potrafią ich bezinteresownie przyjąć. Nie chcą stać się niemowlętami, które nie dysponują żadną walutą czy listą dobrych uczynków. Nie wiedzą, że na pytanie „Boże, a ile to kosztuje?”, niebo pozostaje głuche.
„Wszystko, co pochodzi z Królestwa możesz jedynie otrzymać”. Biedni. Nie wiedzą, że charyzmaty otrzymuje się… służąc. Że to rzeczywistość: „dar darmo dany dla drugiego”. Że Bóg w rzeczywistości wiary przewraca prawa matematyki do góry nogami. Otrzymujemy… rozdając. Mnożymy dzieląc. Tak to działa w wersji dla chrześcijan".
To jest dość ubliżający komentarz pana Marcina z GN, jeśli chodzi o członków wspólnot charyzmatycznych. Jest bardzo dużo takich wspólnot zarówno w Polsce, jak i w Europie. Pod wpisem o. Grzegorza Kramera znalazło się ponad 40 komentarzy. To komentarze zarówno popierające wpis o. Kramera, jak i przeciwne, negujące, a wręcz nawet oburzające. Jedna z osób napisała komentarz: "Wydaje mi się, że jak <biedni> jeżdżą, to właśnie dlatego, że są biedni w wierze i szukają uparcie drogi do Boga. Czy to źle?".
W tym poście/wpisie chciałabym przedstawić moje spojrzenie na tę kwestię. Warto się zastanowić nad tym komentarzem tej jednej osoby: Czy to źle, że biedni w wierze szukają uparcie drogi do Boga? Czy to źle, jeśli jestem poważnie chora, że szukam pomocy u Boga?
Chciałabym się podzielić tutaj z Wami moim doświadczeniem i moją refleksją na ten temat. Żywą relację z Bogiem mam od ok. 7 lat. Wcześniej była to wiara tradycyjna, chodzenie na Mszę bardziej z obowiązku, rutynowo. Choć, kiedy byłam w gimnazjum, należałam wtedy do Ruchu Światło-Życie. Uczyłam się wtedy modlić, przebywać z Jezusem na Adoracji, czytać Pismo Święte. Wbrew pozorom to mi wtedy wystarczało, ale nie czułam, że Bogu na mnie zależy, że jestem dla Niego ważna i troszczy się o mnie, o moje zdrowie i chce bym była szczęśliwa. Było wręcz odwrotnie. W oazie uczyli mnie, że Bóg daje nam nakazy i wszystkiego zakazuje. Dziewczyny musiały chodzić w spódnicach i sukienkach, a jak nie to źle, nie są kobietami, nie są Maryjne. Wtedy tak naprawdę to u mnie była tylko zwykła, a może nawet fałszywa religijność, pobożność, spełnianie obowiązków. W rzeczywistości żyłam z dala od Boga, nie wybaczałam innym, pogrążałam się w rozpaczy i miałam wiele prób samobójczych. Próbowałam siebie niszczyć na każdy możliwy sposób. Dodatkowo czytałam horoskopy i nawet je spisywałam, by inni mogli przeczytać. Czytałam Harrego Pottera i oglądałam filmy o nim, robiłam wróżby andrzejkowe z wosku, kupowałam ciastka z wróżbami, słuchałam muzyki techno i reggae (tak, tej z kultem Jah). Można by tu wymieniać jeszcze wiele innych rzeczy, które robiłam, a jako chrześcijanka, katoliczka nie powinnam robić i grzeszyć przeciwko I przykazaniu. Co się jednak stało, że odeszłam od tych pogańskich praktyk? Co się stało, że teraz wiem, że Bóg jest żywy i obecny, chociaż Go nie czuję? Skąd wiem, że Bogu na mnie zależy i chce mnie uzdrawiać?
Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy w 2010 r. trafiłam na Kurs Alfa. Choć ten Kurs uważałam, że nie jest dla mnie, bo przedstawiane tam były informacje, o których wiedziałam, to jednak coś zaczęło się we mnie zmieniać. Przede wszystkim wiele zmienił weekendowy Kurs Nowe Życie, na którym usłyszałam, że nie muszę niczym zasługiwać na Bożą Miłość, bo Bóg mnie kocha za darmo i jestem cenna w Jego oczach. A całe życie wmawiano mi, ze miłość jest interesowna, trzeba sobie czymś zasłużyć, trzeba wypełniać nakazy, przestrzegać zakazów, bo Bóg nas za to ukarze. Bóg nie jest policjantem, jak to niektórzy Go za takiego uważają.
Chciałabym odnieść się teraz do komentarza o. Grzegorza Kramera. Jak to napisał: "Biedni. Jeżdżą z wywalonym jęzorem z miejsca na miejsce, z modlitwy o uzdrowienie na modlitwę o uzdrowienie. Skrzętnie prowadzą statystyki, <gdzie Duch Święty działa mocniej>". Tak, jestem biedna. Byłam biedna, że byłam 2 razy w Czatachowej. Byłam biedna, że byłam kilka razy na Mamre w Częstochowie. Byłam biedna, gdy u mnie w mieście byłam na Mszy o uzdrowienie, którą odprawiał o. Witko, choć jest u mnie raz na rok, może dwa. Jestem tak biedna, że chodzę na Msze o uzdrowienie w każdym miesiącu, dodatkowo jeszcze na Wieczory Chwały, gdzie również jest modlitwa o uzdrowienie. Jest w tym prawda, bo obecnie mam 14 chorób, w tym większość nieuleczalne, a w tym guza w mózgu, który obecnie ma 4 mm, choć możliwe, że się powiększył, gdyż z dnia na dzień mam coraz silniejsze bóle głowy, że ciężko mi wstać z łóżka, bo jedynie sen mi pomaga, by nie faszerować się lekami, które psują wątrobę. Bardziej jednak jeździłam, czy też chodzę tam, ponieważ mój duch choruje i potrzebuję uwolnienia i umocnienia duchowego. To na spotkaniu wspólnoty Mamre w Częstochowie Jezus mnie uwolnił od nieprzebaczenia i sprawił, że w końcu nauczyłam się wybaczać innym i wybaczyłam wielu osobom, którym nie potrafiłam wybaczyć przez wiele lat. Doświadczyłam również uwolnienia od dręczenia złego w postaci śmierdzących różańców, które śmierdziały siarkowodorem. Od maja już mi nie śmierdzą różańce! Nie czuję zgniłych jajek, różańce mnie nie palą. Mogłam trzymać w ręce różaniec. Nie mogłam otrzymać pomocy u mnie w miejscowości, bo nie mają czasu na dłuższe modlitwy, więc jeździłam do Częstochowy. Czy to źle? Czy to źle, że szukałam pomocy tam, gdzie mogłam ją otrzymać? Czy to źle, jeśli chodzę na Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie i proszę Jezusa, by mnie uzdrowił, bo lekarze już powiedzieli, że zrobili wszystko ze swojej strony?
W tym czasie, gdy uczestniczyłam w różnych takich wydarzeniach, gdzie była modlitwa uzdrowienia, moje serce się zmieniało. Również zostałam fizycznie uzdrowiona z: migreny, bólów kręgosłupa, kataru siennego, jaskry. W zeszłym roku w październiku dowiedziałam się, że mam jaskrę. W listopadzie miałam 2 zabiegi laserowe oczu, obydwu oczu. Okulistka powiedziała, żebym kontrolowała się co pół roku, bo w każdej chwili może być nawrót. W tym czasie była też Msza w mojej intencji. W czerwcu br. byłam na Mszy Świętej z Adoracją i modlitwą o uzdrowienie i padło tam słowo, że osoba zostaje uzdrowiona z jaskry. Przyjęłam te słowa do siebie i uwierzyłam w to, że Jezus uzdrowi mnie z jaskry. 27 października br. miałam wizytę kontrolną u okulisty. Okulistka zrobiła mi dokładne badania i powiedziała, że na dnie oka nie ma śladów jaskry! Co ciekawe, pytała mnie, czy zabieg miałam tylko na prawym oku. Powiedziałam, że na obydwu. To nawet nie było śladu, że na lewym oku miałam zabieg!
Jeśliby w najbliższych parafiach kościoły były otwarte, była w nich możliwość Adoracji, czy choć raz w miesiącu była Msza z modlitwą o uzdrowienie, to ludzie nie musieliby jeździć po całej Polsce, by szukać pomocy, albo jak to niektórzy określają "mocniejszego działania Ducha Świętego", czy też może nawet sensacji. Tylko trzeba jechać pół miasta, żeby móc pójść na Adorację, bo parafia jest zamknięta na cztery spusty. Gdyby w parafii było podawanych więcej intencji o uzdrowienie, nie trzeba by organizować "specjalnych Mszy Świętych". Jednak w parafiach jest więcej intencji o zmarłych, niż o żywych i ich uzdrowienie. Tak samo i jest to z przyjęciem sakramentu namaszczenia chorych. To nie jest sakrament przed śmiercią, dla tych, którzy umierają, lecz jest to sakrament dla żywych, którzy potrzebują uzdrowienia duchowego i fizycznego.
Jednak jeśli chodzi o takie jeżdżenia z miejsca na miejsce, z rekolekcji na rekolekcje, gdzie będzie jakiś znany charyzmatyk: o. Bashobora, czy też Marcin Zieliński, to faktycznie z tym się zgodzę, że to mija się z celem. Przecież nie musimy być w każdym miejscu Polski, gdzie będą ci charyzmatycy. Nie musimy być na każdym wydarzeniu, czy rekolekcjach. Choć niektórzy tak niestety robią, że jeżdżą z miejsca na miejsce, gdzie tylko jest Marcin Zieliński. Nieraz przejadą pół Polski, albo nawet i całą, tylko po to, by zobaczyć Marcina i by się za nich pomodlił, jakby w ich miejscowościach nie było Mszy z modlitwą o uzdrowienie. Obecnie jest praktycznie w każdym większym mieście. Tu nie chodzi o wiarę charyzmatyka, czy ktoś zostanie uzdrowiony, choć to też jest ważne. Tu chodzi o naszą osobistą wiarę i chęć zbliżania się do Jezusa. Wiele osób zostało uzdrowionych, ale odeszło od Boga. Nie musisz jeździć pół Polski za Marcinem, uwierz po prostu, bo i w tym miejscu, w którym się znajdujesz, Bóg tak samo działa. Można pojechać raz, czy dwa na takie spotkania, by się umocnić w wierze i poczuć wspólnotę ludzi, którzy tam są. Doświadczyłam tego osobiście, będąc na rekolekcjach na Stadionie.
"Według wiary waszej niech wam się stanie!" (Mt 9, 29)
Chciałabym odnieść się teraz do komentarza o. Grzegorza Kramera. Jak to napisał: "Biedni. Jeżdżą z wywalonym jęzorem z miejsca na miejsce, z modlitwy o uzdrowienie na modlitwę o uzdrowienie. Skrzętnie prowadzą statystyki, <gdzie Duch Święty działa mocniej>". Tak, jestem biedna. Byłam biedna, że byłam 2 razy w Czatachowej. Byłam biedna, że byłam kilka razy na Mamre w Częstochowie. Byłam biedna, gdy u mnie w mieście byłam na Mszy o uzdrowienie, którą odprawiał o. Witko, choć jest u mnie raz na rok, może dwa. Jestem tak biedna, że chodzę na Msze o uzdrowienie w każdym miesiącu, dodatkowo jeszcze na Wieczory Chwały, gdzie również jest modlitwa o uzdrowienie. Jest w tym prawda, bo obecnie mam 14 chorób, w tym większość nieuleczalne, a w tym guza w mózgu, który obecnie ma 4 mm, choć możliwe, że się powiększył, gdyż z dnia na dzień mam coraz silniejsze bóle głowy, że ciężko mi wstać z łóżka, bo jedynie sen mi pomaga, by nie faszerować się lekami, które psują wątrobę. Bardziej jednak jeździłam, czy też chodzę tam, ponieważ mój duch choruje i potrzebuję uwolnienia i umocnienia duchowego. To na spotkaniu wspólnoty Mamre w Częstochowie Jezus mnie uwolnił od nieprzebaczenia i sprawił, że w końcu nauczyłam się wybaczać innym i wybaczyłam wielu osobom, którym nie potrafiłam wybaczyć przez wiele lat. Doświadczyłam również uwolnienia od dręczenia złego w postaci śmierdzących różańców, które śmierdziały siarkowodorem. Od maja już mi nie śmierdzą różańce! Nie czuję zgniłych jajek, różańce mnie nie palą. Mogłam trzymać w ręce różaniec. Nie mogłam otrzymać pomocy u mnie w miejscowości, bo nie mają czasu na dłuższe modlitwy, więc jeździłam do Częstochowy. Czy to źle? Czy to źle, że szukałam pomocy tam, gdzie mogłam ją otrzymać? Czy to źle, jeśli chodzę na Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie i proszę Jezusa, by mnie uzdrowił, bo lekarze już powiedzieli, że zrobili wszystko ze swojej strony?
W tym czasie, gdy uczestniczyłam w różnych takich wydarzeniach, gdzie była modlitwa uzdrowienia, moje serce się zmieniało. Również zostałam fizycznie uzdrowiona z: migreny, bólów kręgosłupa, kataru siennego, jaskry. W zeszłym roku w październiku dowiedziałam się, że mam jaskrę. W listopadzie miałam 2 zabiegi laserowe oczu, obydwu oczu. Okulistka powiedziała, żebym kontrolowała się co pół roku, bo w każdej chwili może być nawrót. W tym czasie była też Msza w mojej intencji. W czerwcu br. byłam na Mszy Świętej z Adoracją i modlitwą o uzdrowienie i padło tam słowo, że osoba zostaje uzdrowiona z jaskry. Przyjęłam te słowa do siebie i uwierzyłam w to, że Jezus uzdrowi mnie z jaskry. 27 października br. miałam wizytę kontrolną u okulisty. Okulistka zrobiła mi dokładne badania i powiedziała, że na dnie oka nie ma śladów jaskry! Co ciekawe, pytała mnie, czy zabieg miałam tylko na prawym oku. Powiedziałam, że na obydwu. To nawet nie było śladu, że na lewym oku miałam zabieg!
Jeśliby w najbliższych parafiach kościoły były otwarte, była w nich możliwość Adoracji, czy choć raz w miesiącu była Msza z modlitwą o uzdrowienie, to ludzie nie musieliby jeździć po całej Polsce, by szukać pomocy, albo jak to niektórzy określają "mocniejszego działania Ducha Świętego", czy też może nawet sensacji. Tylko trzeba jechać pół miasta, żeby móc pójść na Adorację, bo parafia jest zamknięta na cztery spusty. Gdyby w parafii było podawanych więcej intencji o uzdrowienie, nie trzeba by organizować "specjalnych Mszy Świętych". Jednak w parafiach jest więcej intencji o zmarłych, niż o żywych i ich uzdrowienie. Tak samo i jest to z przyjęciem sakramentu namaszczenia chorych. To nie jest sakrament przed śmiercią, dla tych, którzy umierają, lecz jest to sakrament dla żywych, którzy potrzebują uzdrowienia duchowego i fizycznego.
Jednak jeśli chodzi o takie jeżdżenia z miejsca na miejsce, z rekolekcji na rekolekcje, gdzie będzie jakiś znany charyzmatyk: o. Bashobora, czy też Marcin Zieliński, to faktycznie z tym się zgodzę, że to mija się z celem. Przecież nie musimy być w każdym miejscu Polski, gdzie będą ci charyzmatycy. Nie musimy być na każdym wydarzeniu, czy rekolekcjach. Choć niektórzy tak niestety robią, że jeżdżą z miejsca na miejsce, gdzie tylko jest Marcin Zieliński. Nieraz przejadą pół Polski, albo nawet i całą, tylko po to, by zobaczyć Marcina i by się za nich pomodlił, jakby w ich miejscowościach nie było Mszy z modlitwą o uzdrowienie. Obecnie jest praktycznie w każdym większym mieście. Tu nie chodzi o wiarę charyzmatyka, czy ktoś zostanie uzdrowiony, choć to też jest ważne. Tu chodzi o naszą osobistą wiarę i chęć zbliżania się do Jezusa. Wiele osób zostało uzdrowionych, ale odeszło od Boga. Nie musisz jeździć pół Polski za Marcinem, uwierz po prostu, bo i w tym miejscu, w którym się znajdujesz, Bóg tak samo działa. Można pojechać raz, czy dwa na takie spotkania, by się umocnić w wierze i poczuć wspólnotę ludzi, którzy tam są. Doświadczyłam tego osobiście, będąc na rekolekcjach na Stadionie.
"Według wiary waszej niech wam się stanie!" (Mt 9, 29)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!