poniedziałek, 27 lutego 2017

Zostałeś nabyty za wysoką cenę!

Moja Owczarnio!

Jest nas już tutaj coraz więcej, co mnie bardzo cieszy. Wiem, że rzadko piszę. Niestety miałam ostatnio znów trochę problemów ze zdrowiem, jak i z wydaniem książki. Diabeł utrudnia bardzo w wydaniu książki, bo wie, co straci i jak wiele pomoże innym. Kilka dni temu dowiedziałam się, że była awaria maszyny drukującej... Na szczęście dzięki wsparciu modlitewnemu wszystko już idzie w dobrym kierunku i już niedługo będzie do kupienia!

Tak naprawdę wiele rzeczy można kupić w dzisiejszym świecie. Niestety większość ludzi jest ukierunkowana na szeroko pojęty konsumpcjonizm. Kupujemy ubrania, jedzenie, sprzęt elektroniczny i wiele innych rzeczy. One mają jakąś konkretną, ustaloną cenę. W niektórych parafiach księża dyktują ceny za odprawienie Mszy Świętej, sakramentów. To nie jest dobre. Tak naprawdę to nikogo nie stać na zapłacenie za Mszę Świętą. My możemy dać tylko ofiarę. Jak można chcieć zapłacić za to, gdy Ktoś za nas umarł? Jaką cenę możemy zapłacić? Nie stać nas na to!

Jezus umarł za każdego człowieka: wierzącego i niewierzącego. Za każdego bez wyjątku!
Święty Paweł w Liście do Koryntian napisał: "Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci" (1 Kor 6, 20). Czy zdajesz sobie z tego sprawę, że Jezus oddał za Ciebie życie, byś Ty mógł żyć? Nabył Cię Swoją drogocenną Krwią! Krew Jezusa przyniosła nam zwycięstwo nad nieprzyjacielem - diabłem! Zostałeś wykupiony! Świadczy o tym Apokalipsa św. Jana: "A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa, i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci" (Ap 12, 11).
Natomiast św. Paweł w Liście do Efezjan pisze: "W Nim mamy odkupienie przez Jego krew - odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski" (Ef 1, 7). 
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak ważny jesteś dla Boga, jak ważne jest Twoje życie? A my często nie potrafimy poświęcić nawet chwili na modlitwę, pójście na Mszę. Gonimy za pieniądzem, by mieć w co się ubrać, co zjeść. Robimy to, ale za jaką cenę?
Gdy wszystko nam się układa po naszej myśli, nie myślimy wtedy o Bogu. Dopiero, gdy przychodzą trudności, wtedy zwracamy się do Niego, bo przecież "jak trwoga, to do Boga".
Dobrym przykładem może być główny bohater z filmu "Koniec" z 1978 roku. Sonny (tak ma na imię główny bohater) dowiaduje się, że zostało mu sześć miesięcy życia. Na tę wiadomość reaguje próbą samobójczą, wypływając daleko w głąb oceanu, chcąc się utopić. Gdy znalazł się daleko od brzegu, krzyczy: "Boże, nadchodzę!", nurkując w fale. Przez jakiś czas w filmie nic się nie dzieje, a widz słyszy głos syna Sonny'ego, który pyta, gdzie jest jego ojciec. Po jakimś czasie Sonny nagle się wynurza z wody, próbując złapać oddech i krzyczy: "Chcę żyć!" Kiedy orientuje się, jak daleko wypłynął i zaczyna wracać do brzegu, woła: "Nie dam rady". Mimo to, cały czas płynie i obiecuje: "Boże, jeśli mnie uratujesz, oddam Ci wszystko, całe moje życie. Dam Ci sto procent tego, co mam. Błagam, uratuj mnie! Ja nie chcę umierać!" Cały czas płynie do brzegu, nie wiedząc, czy dopłynie. Kiedy płynie dalej, podnosi wzrok i dostrzega drzewa w oddali. Zaczyna wołać: "Boże, proszę uratuj mnie! Nie wiem, czy uda mi się dopłynąć do brzegu. Uratuj mnie! Jeśli zdołam przeżyć, pięćdziesiąt procent tego, co mam, jest Twoje", Kiedy już coraz bliżej jest brzegu, mówi: "Boże, proszę, pomóż mi przepłynąć ostatnie dwadzieścia metrów. Jeśli mnie uratujesz, oddam Ci dziesięć procent tego, co posiadam". Gdy udaje mu się dopłynąć do brzegu, upada na piasek, wypluwa wodę, patrzy w niebo i stwierdza: "Wiesz, Boże, to naprawdę bezczelne - żądać, abym oddał Ci wszystko, co mam". 
A jak jest u Ciebie? Czy targujesz się z Bogiem? Czy czasem nie żądasz od Niego zbyt wiele? Czy dziękujesz Mu za to, że oddał Swojego Syna za Ciebie, abyś mógł żyć? Może warto się nad tym zastanowić. Jezus pozwolił się za Ciebie zabić, poniósł najgorszą śmierć na krzyżu! A Ty, co robisz, by mieć z Nim relację? 

niedziela, 12 lutego 2017

Sakrament namaszczenia chorych - pocałunek Jezusa

Kochane Boże owieczki!

Na Nowy Rok zrobiłam sobie postanowienie, że będę pisała tutaj na bloga przynajmniej 2 wpisy na miesiąc. Już prawie połowa lutego, a ja jeszcze nic nie napisałam. Nie wiem, na ile mi się uda wypełnić to postanowienie. Na pewno znajdziecie tutaj sporo recenzji książek, ponieważ nawiązałam współpracę z wydawnictwami, więc muszę tu również zamieścić te recenzje. Niektóre pojawią się tylko na stronach wydawnictw. 
W tym wpisie chciałabym podzielić się z Wami, czym jest sakrament namaszczenia chorych. Wczoraj (11 lutego) obchodziliśmy Światowy Dzień Chorego, a w związku z tym była możliwość przyjęcia tego sakramentu. Tak właściwie sakrament ten jest bardziej znany jako "ostatnie namaszczenie". Jednak jest to źle pojmowane. Jest to sakrament uzdrowienia, dla osób, które są poważnie chore oraz osób w podeszłym wieku. To nie jest sakrament, którego udziela się tylko tuż przed śmiercią. We wstępie Obrzędów Namaszczenia Chorych w pkt 8 czytamy:
"... Z wielką gorliwością i pilnością należy udzielać tego sakramentu wiernym, których życie jest zagrożone z powodu choroby lub podeszłego wieku".
Ja wczoraj przyjęłam sakrament namaszczenia chorych już po raz czwarty. Kilka dni temu dostałam wyniki rezonansu i wykazały, że gruczolak przysadki nadal jest w mojej głowie i ma ok. 4 mm, czyli zmniejszył się ok. 1 mm. Jest to guz nowotworowy, więc jest to poważna choroba. Wczoraj jeszcze głowa mnie tak bolała cały dzień, że miałam aż myśli samobójcze. Coraz częściej boli mnie tak głowa, że po prostu wolę umrzeć. Kilka razy już chciałam sobie coś zrobić. Można stwierdzić, że moje życie jest zagrożone praktycznie cały czas, bo w każdej chwili mogę mieć tak mocne bóle głowy, że aż będę chciała się zabić... W pewien sposób jestem uprzywilejowana, że mogę przyjmować sakrament namaszczenia chorych, bo nie każdy go może przyjąć. Wiele osób chciało przyjąć, ale oni nie byli poważnie chorzy. Przeziębienie, katar czy gorączka to normalna choroba, która po jakimś czasie mija. Guz w mózgu nie minie, jak przeziębienie. Choć tak naprawdę wolałabym być zdrowa, niż uprzywilejowana do przyjmowania sakramentu namaszczenia chorych. 
Jezus, kiedy uzdrowił głuchoniemego, najpierw włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka. Dotknięcie śliną czyjegoś języka to jest jak pocałunek. Jezus uzdrowił głuchoniemego przez pocałunek. Piszę to, ponieważ ja tak się czułam poprzez przyjęcie sakramentu namaszczenia chorych. Czułam, jakby Jezus całował moje czoło, moje dłonie poprzez namaszczenie olejem chorych. To piękne, że Kościół daje pomoc osobom chorym. Szkoda tylko, że nie każdy ma tego świadomość, a większość uważa ten sakrament, że jest potrzebny dopiero przed śmiercią. 
Jeśli jest ktoś z Was poważnie chory, to zachęcam do przyjęcia tego pięknego sakramentu!  Daj się pocałować Jezusowi! Tylko, żeby go przyjąć, trzeba się wcześniej wyspowiadać, uczestniczyć na Mszy Świętej i przyjąć Komunię Świętą.