Kochane Boże owieczki!
Na Nowy Rok zrobiłam sobie postanowienie, że będę pisała tutaj na bloga przynajmniej 2 wpisy na miesiąc. Już prawie połowa lutego, a ja jeszcze nic nie napisałam. Nie wiem, na ile mi się uda wypełnić to postanowienie. Na pewno znajdziecie tutaj sporo recenzji książek, ponieważ nawiązałam współpracę z wydawnictwami, więc muszę tu również zamieścić te recenzje. Niektóre pojawią się tylko na stronach wydawnictw.
W tym wpisie chciałabym podzielić się z Wami, czym jest sakrament namaszczenia chorych. Wczoraj (11 lutego) obchodziliśmy Światowy Dzień Chorego, a w związku z tym była możliwość przyjęcia tego sakramentu. Tak właściwie sakrament ten jest bardziej znany jako "ostatnie namaszczenie". Jednak jest to źle pojmowane. Jest to sakrament uzdrowienia, dla osób, które są poważnie chore oraz osób w podeszłym wieku. To nie jest sakrament, którego udziela się tylko tuż przed śmiercią. We wstępie Obrzędów Namaszczenia Chorych w pkt 8 czytamy:
"... Z wielką gorliwością i pilnością należy udzielać tego sakramentu wiernym, których życie jest zagrożone z powodu choroby lub podeszłego wieku".
Ja wczoraj przyjęłam sakrament namaszczenia chorych już po raz czwarty. Kilka dni temu dostałam wyniki rezonansu i wykazały, że gruczolak przysadki nadal jest w mojej głowie i ma ok. 4 mm, czyli zmniejszył się ok. 1 mm. Jest to guz nowotworowy, więc jest to poważna choroba. Wczoraj jeszcze głowa mnie tak bolała cały dzień, że miałam aż myśli samobójcze. Coraz częściej boli mnie tak głowa, że po prostu wolę umrzeć. Kilka razy już chciałam sobie coś zrobić. Można stwierdzić, że moje życie jest zagrożone praktycznie cały czas, bo w każdej chwili mogę mieć tak mocne bóle głowy, że aż będę chciała się zabić... W pewien sposób jestem uprzywilejowana, że mogę przyjmować sakrament namaszczenia chorych, bo nie każdy go może przyjąć. Wiele osób chciało przyjąć, ale oni nie byli poważnie chorzy. Przeziębienie, katar czy gorączka to normalna choroba, która po jakimś czasie mija. Guz w mózgu nie minie, jak przeziębienie. Choć tak naprawdę wolałabym być zdrowa, niż uprzywilejowana do przyjmowania sakramentu namaszczenia chorych.
Jezus, kiedy uzdrowił głuchoniemego, najpierw włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka. Dotknięcie śliną czyjegoś języka to jest jak pocałunek. Jezus uzdrowił głuchoniemego przez pocałunek. Piszę to, ponieważ ja tak się czułam poprzez przyjęcie sakramentu namaszczenia chorych. Czułam, jakby Jezus całował moje czoło, moje dłonie poprzez namaszczenie olejem chorych. To piękne, że Kościół daje pomoc osobom chorym. Szkoda tylko, że nie każdy ma tego świadomość, a większość uważa ten sakrament, że jest potrzebny dopiero przed śmiercią.
Jeśli jest ktoś z Was poważnie chory, to zachęcam do przyjęcia tego pięknego sakramentu! Daj się pocałować Jezusowi! Tylko, żeby go przyjąć, trzeba się wcześniej wyspowiadać, uczestniczyć na Mszy Świętej i przyjąć Komunię Świętą.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!