środa, 29 stycznia 2014

Owoce Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego

Kochane Owieczki!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić czymś ważnym, o czym było mi trudno tutaj pisać wcześniej, szczególnie w listopadzie minionego roku. Teraz jest odpowiedni czas, by się tym podzielić, gdyż właśnie skończyłam ten etap formacji.
Wczoraj (czyli we wtorek 28 stycznia) mieliśmy modlitwę wstawienniczą nad każdym z nas w ramach zakończenia Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego, podczas której Duch Święty przyszedł do mnie z mocą, uzdrawiał i uwalniał!

Przez ostatnie 3,5 miesiąca w mojej wspólnocie miałam formację Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Już Wam o tym pisałam w połowie października, kiedy dopiero zaczynałam tę formację. Na samym początku tego Seminarium dostałam od Boga obietnicę:  "Albowiem przywrócę ci zdrowie i z ran ciebie uleczę" (Jr 31,17).


Jak wiecie, to był dla mnie dość trudny i bardzo bolesny czas. W drugim tygodniu formacji mieliśmy tydzień o uzdrowieniu historii naszego życia, czyli wszystkich okresów naszego życia, począwszy od tego jeszcze sprzed naszego urodzenia. Bardzo ciężki dla mnie był dzień formacji, w którym było o uzdrowieniu z okresu prenatalnego. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłam czegoś dziwnego podczas osobistej modlitwy. Skuliłam się w kształcie embrionu i później przez dłuższy czas bardzo się trzęsłam. W taki sposób Bóg mnie uzdrawiał i uwalniał. Jednak jeszcze wiele razy, gdy później słyszałam na ten temat, sprawiało to we mnie niesamowity ból i nie byłam w stanie o tym słuchać. Bóg dotykał tych miejsc, które były wielką raną w moim sercu, nawet z tego okresu, którego w ogóle nie pamiętałam.Wiem jedynie, że mogłam nawet umrzeć, miałam zatrzymanie akcji bicia serca i nie chciałam wyjść na świat.
Podczas tego Seminarium, Bóg pokazywał mi po raz kolejny, że jestem wyjątkowa w Jego oczach i bym siebie zaakceptowała i pokochała taką, jaka jestem. Bardzo dobrze mi to przypominał przez konkretne fragmenty z Pisma Świętego, szczególnie poprzez Psalm 139..., o którym już na tym blogu wspominałam wiele razy.
Tak naprawdę potrzebowałam uzdrowienia ze złych wspomnień i sytuacji, kiedy czułam się odrzucona          i niekochana, z fałszywego spojrzenia na samą siebie. Szczególnie to odrzucenie było dla mnie bardzo bolesne i w czasie tego Seminarium również tego doświadczałam, ale musiałam to odczuć po raz kolejny i przepracować to razem z Jezusem i Jemu oddać te bolesne doświadczenia.
Następnym bardzo trudnym etapem w formacji był tydzień o ludzkich dekalogach, również o fałszywych dekalogach, które sami sobie wpajaliśmy przez całe życie. Mi wmawiano wiele różnych złych i kłamliwych rzeczy na mój temat, a ja w to wierzyłam, co spowodowało wielką ranę na moim sercu. Jezus mnie uwolnił z tych wszystkich kłamstw na mój temat! O ile bardziej byłam lżejsza!
Bóg pokazywał mi również, jak ważne jest przebaczenie, komu powinnam jeszcze tak w pełni wybaczyć i że to właśnie brak przebaczenia może być przyczyną moich różnych chorób. 

W grudniu miałam ciężki czas, gdy nagle wiele osób było przeciwko mnie, nie wierzyli mi i nie chcieli pomóc. Zaczęłam się buntować przeciwko tym osobom, ale też i przeciw temu, że może chcieli mi tak naprawdę pomóc. Ten bunt mnie niszczył i moje relacje z innymi. Odkryłam też, że to właśnie przez bunt nie potrafię przyjąć Bożej Miłości i uwierzyć w to, że Bóg mnie kocha bezwarunkowo i jestem Jego umiłowaną córką. Podczas spotkania wspólnotowego, gdy była na koniec modlitwa o uwolnienie od buntu, ja wtedy bardzo się trzęsłam, Jezus mnie tego dnia uwolnił od buntu! Od tamtej pory stałam się bardziej spokojna, moje relacje z innymi się polepszyły i nie buntuję się przeciwko innym, a przede wszystkim uwierzyłam i przyjęłam, że jestem umiłowaną córką Boga i nie jestem przypadkiem!
W tym czasie również Jezus mnie uwolnił od lęku przed ciemnością! Wcześniej bardzo się bałam chodzić w ciemne pomieszczenia, gdzieś gdzie nie było światła lub później się pojawiało. Bałam się nawet wejść do ciemnego kościoła i nie minęły dwie minuty, jak stamtąd od razu wyszłam! Teraz już tak nie jest. 
W czasie tego Seminarium nauczyłam się żyć słowami: "Bądź wola Twoja", nauczyłam się oddawać woli Bożej moje cierpienie związane z chorobą, która w sumie trwa już prawie 11 lat, lecz dopiero od około 2 lat jestem leczona przez lekarza. Nawet jeśli cierpię fizycznie, to mówię: "Bądź wola Twoja", jeśli tak ma być i to cierpienie jest po coś, może być świadectwem dla innych. Odkryłam również, że może jeszcze przez ten następny rok mam tak cierpieć, tak jak ta kobieta z Ewangelii cierpiąca na upływ krwi od 12 lat. Chodziła ona po różnych lekarzach, wydawała pieniądze, lecz nic jej nie pomagało. Ja również tak samo, chodzę po lekarzach, dostaję różne skierowania na badania, dostaję nowe leki i nadal nic nie wiadomo konkretnego. Może dopiero po tych 12 latach, Jezus mnie uzdrowi. Dzięki formacji nauczyłam się przyjmować to z pokorą i widzieć w tym Bożą wolę, a dzięki temu mam ogromną radość w sercu- Bożą radość! I jeśli to moje cierpienie ma być świadectwem dla innych, to bądź wola Twoja! Wraz z Maryją pragnę mówić: "Fiat voluntas Tua".

W ostatnim tygodniu formacji Bóg pokazał mi, abym przyjęła prawdę o sobie, również tę trudną prawdę, szczególnie bym zaakceptowała i przyjęła prawdę, że jestem dzieckiem nieślubnym (niesakramentalnym). Kiedy dowiedziałam się o tym kilka lat temu, bardzo to mocno przeżyłam i to spowodowało wielką ranę w moim sercu. Jednak Bóg dał mi łaskę chrztu świętego, przyjął mnie do Siebie jako Dziecko Boże, dzięki czemu mogę wzrastać w wierze. Jestem wdzięczna Bogu za mój chrzest, za księdza który mnie ochrzcił i że mogę być w rodzinie chrześcijańskiej - w Kościele!
Szkoda, że nie wszyscy doceniają to, że są ochrzczeni, że urodzili się i wychowali w katolickiej rodzinie, że ich rodzice są mocno wierzący. Nawet nie wiedzą, jak wiele tracą!
Duch Święty wiele rzeczy odkrywał przede mną podczas Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Dzięki tej formacji mogłam lepiej poznać samą siebie i odkryć tak wiele, co było wcześniej przede mną zakryte. Odkryłam również, jak ważna jest osobista modlitwa i że wtedy Bóg również może działać w naszych sercach i móc je uzdrawiać! Jezus mnie uzdrowił z wielu głębokich zranień, oczyścił ze złych nawyków i rzeczy, które potrzebowały oczyszczenia. Jezus mnie również uwolnił ze złych wpływów na moje życie, które mną panowały przez tak wiele lat! Mimo iż formacja ta dobiegła końca, to nadal potrzebuję jeszcze uzdrowienia z wielu aspektów mojego życia, wciąż potrzebuję Bożego działania, Bożego dotyku tych zranionych miejsc, które jeszcze nie zostały w pełni uzdrowione.

Mimo iż był to dla mnie bardzo bolesny i trudny czas tego etapu formacji, dlatego też nie byłam w stanie tu cokolwiek pisać, ale jestem wdzięczna Bogu za ten czas! To Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego było bardzo potrzebne i warto było walczyć o każdy dzień! 
Jezus mnie uzdrowił z wielu ran, dlatego też teraz mogę dawać Wam tu świadectwo i pisać o tym, o czym nie mogłam pisać w listopadzie. To jest znak uzdrowienia! 
Chwała Panu za ten ważny czas Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego i że przemieniał moje serce, uzdrawiał i uwalniał!

Na koniec piosenka:
"To mój Pan, wiele mi uczynił,
On moim Bogiem.
To mój Pan, wiele mi uczynił,
On mnie uzdrowił"

piątek, 24 stycznia 2014

Zaufaj Bogu, a staną się cuda!- Taize w Strasburgu cz. V

Droga Owczarnio!

Tym razem to już będzie mój ostatni post o pobycie na Taize w Strasburgu.
Będzie on również, że tak określę "na czasie", gdyż właśnie przez ten tydzień trwały modlitwy o jedność chrześcijan i w wielu miastach odbywały się ekumeniczne nabożeństwa.
Europejskie Spotkania Młodych Taize mają właśnie na celu jedność wszystkich chrześcijan i są to spotkania ekumeniczne różnych wyznań. Dlatego też w parafiach, gdzie uczestnicy są przyjmowani, są wspólne modlitwy i śpiewy, jak również trwanie na modlitwie w ciszy i tak samo jest na modlitwach popołudniowych i wieczornych na kilku halach do tego przeznaczonych.
 
Środa (1.01.2014 r.)- Nowy Rok
Po krótkiej nocy, byłam niezbyt wyspana. Na śniadaniu postanowiłam przeczytać gospodarzom to moje podziękowanie, by w razie poprawili błędy. Byli zachwyceni tym, co napisałam. Parę razy przećwiczyłam czytanie.

Razem z Panem Geroldem pojechaliśmy do kościoła. Wszyscy mówili i twierdzili, że to ma być Msza Święta, lecz tak nie było... To była bardziej Liturgia Słowa ze śpiewem, którą w dodatku odprawiała jakaś pastorka i ona też głosiła kazanie! Normalnie szok! Poza tym według mnie się wywyższała, brakowało jej pokory. Trochę mnie to zraziło. Bardzo się stresowałam w trakcie, gdyż na sam koniec miałam wygłosić to moje podziękowanie. Z racji, że to było nabożeństwo ekumeniczne, nie było Komunii Świętej, co mnie bardzo zasmuciło i bardzo pragnęłam przyjąć Komunię Świętą. Miałam nawet takie myśli, by podejść po zakończeniu do księdza i zapytać o możliwość przyjęcia Komunii, tylko niestety nie wiedziałam, jak to jest po niemiecku. Po zakończeniu nabożeństwa najpierw jedna osoba podziękowała po angielsku wszystkim, a później ja musiałam wyjść przed ambonę i wygłosić moje podziękowanie. Bardzo się stresowałam, co też sprawiło, że język mi się plątał i nie mogłam się wysłowić. Mimo to Niemcom chyba się podobało, bo bardzo długo bili mi brawo!

W parę osób zostaliśmy trochę dłużej po nabożeństwie i okazało się, że dwie osoby poszły zapytać księdza o możliwość Komunii i zgodził się! Wszyscy, którzy chcieliśmy przyjąć Komunię, musieliśmy poczekać. Stanęliśmy naokoło Ołtarza.Gdy klęczeliśmy po Komunii, ksiądz nad każdym z nas chwilę się pomodlił! A ja tak bardzo potrzebowałam błogosławieństwa księdza i bez proszenia, je otrzymałam! Bóg wysłuchał mojej modlitwy! Choć innym nic nie mówiłam, to Bóg wiedział i mi pomógł. Byłam bardzo szczęśliwa!
Po zakończeniu nabożeństwa, ksiądz się witał z nami poza kościołem, a następnie każdy pojechał ze swoją rodzinką. Z moimi współlokatorkami miałyśmy trochę czasu, by móc się spakować. Później czekał na nas pyszny obiad, podczas którego wręczyłyśmy prezenty naszym gospodarzom. Byli bardzo mile zaskoczeni. Niestety w końcu nadszedł czas pożegnania. Było mi smutno. Bardzo się zżyłam z nimi. Wspaniali ludzie! Kiedy czekaliśmy na autokar, ksiądz do mnie podszedł i wycałował :D Coś tam też mi mówił i stwierdziłam, że jest zwariowany! :D Po nich wszystkich było widać, że szkoda im było, że już wyjeżdżamy.
Poruszyło mnie bardzo, gdy nasz gospodarz Pan Gerold wyjął chusteczkę i machał nią nam na pożegnanie. To było takie wzruszające i czułe. Gdy już byliśmy w naszym specjalnym autokarze, którym mieliśmy jechać do Strasburga, jeszcze przed wyjazdem wszedł do nas ksiądz i nas pobłogosławił na podróż! Mega!
A nasz kochany kierowca znalazł moją czapkę! 
Wszyscy w autokarze zaśpiewaliśmy naszemu kierowcy piosenkę z dedykacją, którą wszyscy znali, posłuchajcie sami:


Tak wspaniały był mój pierwszy dzień Nowego Roku 2014! Tak naprawdę to było moje 4 Spotkanie Taize, lecz był to mój najlepszy jak dotąd wyjazd! Super współlokatorki, wspaniała rodzinka, niesamowici ludzie w naszej parafii, poruszające rozważania br. Aloisa i najlepsza organizacja! Pomyśleć, że pierwszego dnia byłam bardzo smutna i pełna obaw. Bóg miał dla mnie wspaniałe niespodzianki!
Jeśli zaufacie Bogu, w Waszym życiu staną się cuda!
Ja zaufałam mimo wielu obaw i jak widać, Bóg sprawił cuda!
Mimo iż tego dnia fizycznie bardzo cierpiałam, lecz tego tak nie pokazywałam, to potrafiłam być szczęśliwa! Miałam pokój w sercu i radość! Bóg jest moim szczęściem i to On daje prawdziwą radość w pełni!

Tak oto dobiegł końca mój ostatni wpis o Europejskim Spotkaniu Taize w Strasburgu. Jeśli nigdy nie byliście, to bardzo polecam! To jest niezwykłe doświadczenie i wspomnienia na całe życie!

niedziela, 19 stycznia 2014

Potrzeba przebaczenia- Taize w Strasburgu cz. IV

Witajcie kochane owieczki!

W tym wpisie opiszę Wam, jak spędziłam ostatni dzień roku 2013, czyli w Sylwestra!
To już będzie mój przedostatni post o moich doświadczeniach i przeżyciach na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu.

Wtorek (31.12.2013r.)- Sylwester
Po niezbyt miłej dla mnie nocy, nie najlepiej się czułam psychicznie, po koszmarze sennym. Wyjątkowo mieliśmy później śniadania i modlitwy w parafii. 
Już na porannych rozważaniach dotknęło mnie czytanie: 

"Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy" (Mt 18, 21-22).

Od kilku dni zastanawiałam się, czy ja tak naprawdę przebaczyłam w pełni niektórym osobom i czy to przez brak nieprzebaczenia pojawiła się na mojej ręce wysypka. Bóg dał mi odpowiedź, mam wybaczać siedemdziesiąt siedem razy! Czyli cały czas!
Poruszyły mnie również słowa modlitwy: "Ty dajesz nam pokój, pokój, którego sami sobie nie możemy dać. Przebaczasz nam i czynisz nas wolnymi, wolnymi aby kochać".
Po modlitwie przeszliśmy do Domu Parafialnego, gdzie mieliśmy już nasze ostatnie spotkanie w małych grupkach. Poprzez moją barierę językową, nie odzywałam się na spotkaniu, ale rozumiałam to, co inni mówią. Druga grupa dość głośno się obok zachowywała i my siebie słabo słyszeliśmy, dlatego przysunęliśmy się bardziej do siebie. Co ciekawe, akurat wtedy poruszaliśmy bardziej osobiste doświadczenia. Na koniec tradycyjnie jeszcze graliśmy w różne gry :)
Po spotkaniu poszliśmy na wspólny posiłek. Włosi zaproponowali, aby wspólnie się pomodlić i nauczyli nas śpiewać ciekawej modlitwy, zresztą bardzo głośnej, jak to Włosi :)

Później ruszyliśmy w drogę do Strasburga. Okazało się, że mamy trochę sporo czasu, więc zwiedzaliśmy okolicę. Chcieliśmy w kilka osób pójść na wieżę widokową w katedrze, lecz niestety się tam nie dostaliśmy, gdyż była strasznie długa kolejka. W tym czasie skorzystałam z okazji i kupiłam kilka pamiątek. Również wtedy zrodziło się w moim sercu pragnienie, by mnie pobłogosławił ksiądz, by złamać wpływ tych koszmarów sennych, które wywołały niepokój w moim sercu.
O godzinie 13 była wspólna modlitwa w katedrze. W katedrze ciężko mi było się modlić, nie mogłam w ogóle się skupić. Jakoś tak się złożyło, że się wszyscy rozdzieliliśmy i ja jedynie spotkałam jedną koleżankę.
Szukałyśmy razem reszty osób, lecz nie udało nam się ich znaleźć. Za to po drodze spotkałyśmy dziewczyny z księdzem, z którym przyjechaliśmy, lecz oni byli na innej parafii. Razem poszliśmy na pociąg, by pojechać na spotkanie wszystkich Polaków. W pociągu było sporo Polaków i śpiewaliśmy kolędy oraz inne pieśni. To zawsze bardzo mi się podoba, taka ewangelizacja w pociągach!

Kiedy szłam na halę, w której mieliśmy mieć spotkanie wszystkich Polaków, spotkałam moje dwie koleżanki, z którymi mieszkałam 2 lata temu na Taize w Berlinie! Miałyśmy się umówić na spotkanie, lecz nam się nie udało i tak jak w ubiegłym roku w Rzymie, spotkałyśmy się jakoś przypadkowo! Choć to raczej nie był przypadek! Cóż to była za radość z naszego wspólnego nieoczekiwanego spotkania!
Na spotkaniu dowiedzieliśmy się, że kolejne Taize ma być w Pradze! Po tej radosnej wieści, oczekiwaliśmy wspólnej Eucharystii.
Jak się okazało, Mszy Świętej przewodniczył ks. biskup mojej diecezji. Niesamowity był dla mnie widok tylu Polaków i to jak razem zaczęliśmy śpiewać kolędę! Ta jedność! Kiedy kazanie mówił ks. biskup to tak miałam wrażenie, że je już gdzieś kiedyś słyszałam- tak, rok temu w Rzymie! :D Śmialiśmy się z niektórymi i że jak zwykle powtórzył swój znany dowcip, a raczej anegdotkę.
Gdy podchodziłam do Komunii Świętej, bardzo mnie rozśmieszył ksiądz, kiedy ja podeszłam to spojrzał, ile zostało mu komunikantów i tak zrobił: "hm... hmm", że mu się kończyły, a ludzi było cała masa! Odchodziłam uśmiechnięta od ucha do ucha, bo tak mnie rozśmieszył! :D
Po zakończeniu Mszy Świętej wszyscy Polacy kierowali się w drogę na kolację. Ledwo co się mieściliśmy!
Po kolacji mieliśmy już ostatnią wspólną modlitwę na hali w Strasburgu. Po raz kolejny Bóg mocno poruszył moje serce poprzez rozważanie br. Aloisa:

"Bez przebaczenia nie ma przyszłości w życiu osobistym każdego człowieka ani w stosunkach między krajami. Czasami przebaczenie wydaje się niemożliwe. Ale ta chwilowa niemożność nie powinna oznaczać definitywnej odmowy. Podtrzymywanie i, jeśli to możliwe, wyrażenie pragnienia przebaczenia już jest pierwszym krokiem do uleczenia. Aby włączyć się w te działania, współcześni młodzi ludzie mają przynajmniej jedną możliwość: nie zgadzać się na przekazywanie kolejnym pokoleniom uraz i rozgoryczenia wynikających z zadanych dawniej cierpień, często wciąż jeszcze bolesnych. Nie chodzi o to, by zapominać o dawnych cierpieniach, ale o to, by przerwać łańcuch, który podtrzymuje historyczne pretensje, i w taki sposób, dzięki przebaczeniu, powoli leczyć pamięć".

To rozważanie wiele mi pokazało. Odkryłam, że jednak jeszcze w moim sercu nie ma pełnego przebaczenia i to może być przyczyną moich różnych chorób i dolegliwości. Bóg dał mi bardzo konkretną odpowiedź na dręczące mnie pytanie o przebaczenie! 

Po modlitwach, kiedy już znaleźliśmy się w autokarze i czekaliśmy na wszystkich aż dotrą, nasz wspaniały kierowca zrobił nam imprezę! Puścił nam na głos świetną piosenkę i cały autokar śpiewał i klaskał! Aż jedna z wolontariuszek, która stała na zewnątrz, gdy zobaczyła, że cały autokar się bawi, weszła do nas na środek i zaczęła tańczyć! To dopiero była zabawa w autokarze! :D W drodze powrotnej do naszej miejscowości, tak śpiewaliśmy i klaskaliśmy. To było niesamowite!
Do posłuchania dla Was jeden z hitów mojego autokaru:

Po powrocie, nasi gospodarze przygotowali nam miłą niespodziankę. Bardzo mile nas to zaskoczyło i stwierdziliśmy, że są bardzo kochani. Z dziewczynami miałyśmy trochę czasu, aby się wyszykować, a później zaprosili nas do siebie na górę, byśmy z nimi i ich przyjaciółmi spędzili trochę czasu.
Musiałam wszystko prawie tłumaczyć, a gdy mnie zapytali, jak długo się uczę niemieckiego i czy dobrze mówię po niemiecku. Odpowiedziałam, że tak, ale moja gramatyka nie jest zbyt dobra. To ich rozśmieszyło i powiedzieli, że to normalne i że oni też dobrze nie znają swojej gramatyki :D Wypiliśmy z nimi trochę szampana, mogliśmy spróbować własnych wyrobów ciasta i różnych ciasteczek. Bardzo mile spędziliśmy ten czas.

Przed godziną 23 poszłyśmy do kościoła, gdzie mieliśmy mieć wspólną modlitwę o pokój. Były czytane fragmenty z Pisma Świętego. Mnie niestety wcześniej wrobili, bym czytała jedną modlitwę. Trochę się stresowałam, ale jakoś dałam radę! Na koniec była krótka modlitwa i w niej poruszyły mnie te słowa: "Potrzebuję ciebie, takiego jakim jesteś, aby moja miłość mogła promieniować w świecie". To były słowa, które pokazały mi, że Bóg mnie potrzebuje taką, jaką jestem i bym siebie taka akceptowała.

Przed godziną 24 wyszliśmy z kościoła i przechodziliśmy do Domu Parafialnego. Mi było strasznie zimno, więc skakałam i biegłam. Aż pewien Niemiec mnie zapytał, co ja robię :D
Wszyscy razem odliczaliśmy sekundy do północy, a później oglądaliśmy pokaz fajerwerków, składaliśmy sobie życzenia. Jedna Włoszka złożyła mi życzenia po polsku! Z moją małą grupką robiliśmy sobie zwariowane zdjęcia. Składaliśmy sobie wzajemnie życzenia, również ks. proboszcz mi złożył życzenia i wyściskał! Nieźle zwariowany :D
W końcu zaczęliśmy naszą odpowiednią część zabawy, tzw. "święto narodów". My z Polakami zaczynaliśmy. Zrobiliśmy zabawę "chusteczka rock and roll", a później uczyliśmy ich tańczyć poloneza na melodię kolędy "Bóg się rodzi" :D Z tym polonezem śmiesznie nam to wyszło :D Ja jeszcze musiałam tłumaczyć na niemiecki, co mają robić! Bardzo śmieszne zabawy wymyślili Włosi i świetnie się wszyscy bawiliśmy! Miałam okazję jeszcze porozmawiać z kilkoma Niemcami. Po zakończonej wspólnej zabawie, pewna osoba do mnie podeszła i powiedziała, bym na następny dzień przygotowała podziękowanie po niemiecku i je przeczytała w kościele! To niezłe dostałam zadanie!
Po powrocie do naszego domku, długo myślałam i pisałam podziękowanie. Najpierw po polsku, a później tłumaczyłam to na niemiecki. Tak długo mi z tym zeszło, że poszłam spać dopiero o 3:40!
Tak minął mi ostatni dzień roku 2013! Trzeba przyznać, że był on dość zwariowany i pełen wrażeń!

Bóg dał mi tego dnia do zrozumienia, jak ważne jest to, by przebaczać innym, bym w końcu przebaczyła w pełni ludziom, którzy mnie zranili. Tak bardzo ważne jest przebaczenie. Nie tylko my sami go potrzebujemy, lecz również i Ci, którzy coś zawinili. 
A czy Wy, drodzy czytelnicy mojego bloga, potraficie wybaczać tym, którzy Was bardzo skrzywdzili? Czy dostrzegacie potrzebę przebaczania innym?
Te pytania pozostawiam Wam.

piątek, 17 stycznia 2014

Radość wspólnoty- Taize w Strasburgu cz. III

Witaj Owczarnio!

 To będzie mój kolejny z rzędu wpis, w którym podzielę się z Wami moimi przeżyciami i doświadczeniami    z mojego pobytu na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu.

Poniedziałek (30.12.2013 r.)
Całą poprzednią noc nie mogłam spać, ponieważ strasznie mnie bolało podbrzusze i również miałam w nocy koszmar senny. Rano zjedliśmy pyszne śniadanie, a później mieliśmy wspólne modlitwy w parafii.
Poruszył mnie tekst modlitwy:

"Jezu Chryste, Ty ogarniasz swoją współczującą miłością każdego człowieka. W Twojej miłości szukamy uzdrowienia naszych ran. I w Ewangelii do każdego z nas mówisz: idź do ludzi odsuniętych na margines, do ubogich, do opuszczonych; w nich znajdziesz mnie- Chrystusa".

Tradycyjnie po modlitwach mieliśmy spotkanie w małych grupkach. Gdy szliśmy z kościoła do Domu Parafialnego na spotkanie w grupkach, ja z koleżanką miałyśmy śmieszną sytuację z jedną osobą i z 10 minut nie mogłam się opanować ze śmiechu! 
Na spotkaniach poruszaliśmy temat: "Miłujcie się wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami". Mieliśmy najpierw przeczytać krótkie rozważanie, gdzie dla mnie były ważne słowa:  

"Nie można żyć wiarą w pojedynkę. Wiara rodzi się, kiedy przeżywamy ją w komunii, kiedy odkrywamy, że w Chrystusie jest źródło jedności, która nie zna granic".

Myślę, że i te słowa są dla Was, moi drodzy czytelnicy, by Wam uświadomić, jak ważna jest wspólnota ludzi. Wielu twierdzi, że nie potrzebują Kościoła, że mogą sami się modlić bez bycia w kościele. Owszem, modlitwa osobista jest również bardzo ważna, by pielęgnować osobistą więź z Bogiem. Lecz samemu się nie można zbawić! Tak samo nie można się podzielić samemu ze sobą swoją wiarą. Wiarę przeżywa się we wspólnocie i dlatego Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, by tworzyli wspólnotę rodzinną. Apostołowie tworzyli wspólnoty. Nikt nie żyje sam dla siebie!
Po spotkaniu w grupkach, połączyliśmy się z drugą grupą i długo graliśmy w różne śmieszne zabawy, choć jedna niezbyt mi się podobała, ponieważ musieliśmy się bić wzajemnie w ręce! Po zwariowanej zabawie poszliśmy zjeść wspólny posiłek. Uczyliśmy się z Włochami różnych łamańców językowych, my w ich języku, a oni w naszym języku. Dało nam to wiele radości i bardziej się integrowaliśmy. W autokarze wszyscy śpiewaliśmy różne piosenki, każdy naród we własnym języku.
O 13 mieliśmy modlitwę na hali. Podczas modlitwy zaczęłam się źle czuć, bardzo mnie bolało podbrzusze i nie mogłam wytrzymać z bólu. Modliłam się, by Jezus odebrał ode mnie ten ból i mnie uzdrowił, choć na jakiś czas. Pamiętam, że poruszyła mnie wtedy jedna pieśń, która była śpiewana, gdy zobaczyłam na tłumaczenie na polski: "Jezu Chryste, Synu Boży, chciej mnie uratować, pośpiesz mi z pomocą". Słowa tej pieśni stały się moją modlitwą. Na koniec było czytane rozważanie. Przytoczę tu kolejne słowa, które mnie poruszyły:

"To Boże życie, "życie wieczne", jest przede wszystkim życiem wspólnym, życiem w komunii. Pozwala nam ono odkryć, ze nie jesteśmy osobnymi indywiduami, ale członkami wielkiej rodziny, rodziny Boga.
[...] Co robić, jeśli ci, którym ofiarujemy przyjaźń, traktują to obojętnie albo nawet wrogo? Jezus wzywa nas, byśmy przebaczali "siedemdziesiąt siedem razy", inaczej mówiąc, żebyśmy nigdy nie zamykali swoich serc dla tych, z którymi ciągle jeszcze nie udaje się nam żyć w zgodzie.
[...] A kiedy wychodzimy innym naprzeciw, kiedy staramy się pomóc tym, którzy tego potrzebują, dokonujemy zadziwiającego odkrycia: tu my jesteśmy obdarowani- otrzymujemy więcej niż możemy dać. Ponieważ prawdziwe szczęście nie polega na gromadzeniu dóbr, ale na oddawaniu życia z miłości".

W tym rozważaniu dostałam odpowiedź na moje pytanie, o którym pisałam w poprzednim wpisie. To dla mnie znak, że powinnam przebaczyć tym, którym nie potrafię w pełni wybaczyć.

Później wszyscy z mojej miejscowości mieliśmy krótkie spotkanie z ks. biskupem naszej diecezji. Zrobiliśmy wspólne pamiątkowe zdjęcie, trochę się pośmialiśmy. Po tym spotkaniu poszliśmy razem zwiedzać Strasburg. Po drodze rozmawiałam z kilkoma osobami, które dzieliły się ze mną swoimi doświadczeniami. To również mnie ubogacało. Niestety w pewnym momencie się zgubiłam, ale jakoś później z powrotem się odnaleźliśmy z resztą grupy.

Pojechaliśmy na kolację, a wieczorem mieliśmy modlitwy. Podczas wieczornych modlitw dostaliśmy świece, które były symbolem światła pokoju. To był niesamowity widok, gdy było tyle świec wokół zapalonych! Musieliśmy wcześniej opuścić halę, by zdążyć na autokar, który na nas czekał. Kiedy śpieszyłam się, po drodze spotkałam kolegę, którego poznałam na moim pierwszym Taize w Rotterdamie! Co to była za radość spotkania! Ucieszyłam się, gdy go spotkałam po tak długim czasie. 
Mało brakowało, a wsiadłabym w inny autokar, ale na szczęście w porę zauważyłam i zdążyłam na mój właściwy autokar. Byłam zmęczona po tym całym dniu i chciałam się zdrzemnąć, lecz mi się nie udało. Ćwiczyliśmy również pieśni na następny dzień. 

Po powrocie do naszych gospodarzy i miejsca zamieszkania, dogadałyśmy się z naszą rodzinką co do następnego dnia i szybko poszłyśmy spać. 
Niestety i tej nocy nie mogłam spać spokojnie i miałam znów koszmary senne. Gdy w nocy się obudziłam, modliłam się słowami: "W Imię Jezusa Chrystusa wyrzekam się ducha nocy i koszmarów sennych". Modliłam się tak w myślach kilka razy, gdyż nie chciałam obudzić innych, a tą modlitwą powinno się modlić na głos. Po tej modlitwie udało mi się usnąć i później spałam już spokojnie i nie miałam żadnych koszmarów! Jezus mnie uwolnił od koszmarów!

Tak skończył się dla mnie kolejny dzień spędzony na Taize. Dzień pełen radości, radości bycia we wspólnocie z ludźmi. 
Życzę i Wam, drodzy czytelnicy, byście czuli się w Kościele jak w jednej wielkiej rodzinie i byście czuli tam jedność. Życzę Wam odnalezienia swojego miejsca we wspólnocie!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Doświadczenie komunii między ludźmi- Taize w Strasburgu cz. II

Witaj kochana owczarnio!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi kolejnymi przeżyciami z pobytu na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu. Podzielę się z Wami, jakie niespodzianki przygotował dla mnie Bóg na ten czas :)
Jednak w tym wpisie uda mi się opisać jedynie kolejny dzień, więc będzie trochę więcej części z moimi przeżyciami i doświadczeniami na Taize :)

Niedziela (29 grudnia 2013r.)- zapoznanie z lokalną parafią i ze Strasburgiem
Każdy z uczestników Taize, który został przyjęty do danej parafii, w niedzielę zawsze ma uczestniczyć w nabożeństwie lub Mszy Świętej. Ja akurat miałam to szczęście i trafiłam do katolickiej parafii. Po śniadaniu, które nam przygotowali, pojechaliśmy wszyscy razem do kościoła. I znów kolejne zaskoczenie- dzieci          i ministranci szli w procesji w rozpoczęciu Mszy Świętej i byli poprzebierani w stroje jak Trzej Królowie. Ministranci i ministrantki (tam dziewczyny mogą służyć przy Ołtarzu) siedzieli tak poubierani i służyli. Jak się okazało, w tamtej parafii jest taka tradycja, że w tą Niedzielę dzieci przychodzą poprzebierane i później do 6 stycznia chodzą od domu do domu i mówią innym dzieciom o misjach i w taki sposób pomagają innym dzieciom, którzy potrzebują pomocy. Piękna tradycja i uwrażliwianie dzieci na pomoc innym ludziom!
Psalm śpiewał chór i bardzo mi się podobało jak śpiewali. Śmieszna sytuacja była, gdy kilka osób musiało tłumaczyć na inny język, to co te dzieci robią. Dało mi to wiele radości!
Kiedy wyszliśmy z kościoła, bardzo mile mnie zaskoczyło, że ks. proboszcz tej parafii stał na zewnątrz          i każdego mile witał, jak również i ludzie rozmawiali ze sobą. Czuło się taką rodzinną atmosferę!
Po Mszy zaczepiła mnie koleżanka i musiałam pomóc jej w tłumaczeniu na niemiecki, to co chciała przekazać Pani, u której mieszkała, ponieważ ona nie znała niemieckiego, a ta Pani nie umiała angielskiego     i nie mogły się porozumieć.

Wróciłyśmy do naszego domku po rzeczy, a potem wszyscy mieliśmy spotkanie w Domu Parafialnym. Tam podzielili nas szybko na małe grupy. Ku mojemu zdziwieniu, bardzo sprawnie i bardzo dobrze to zorganizowali! Okazało się, że w sumie u nas na parafii jest najwięcej Włochów i Polaków, ale również byli Chorwaci i Białorusini. Małe grupy były oczywiście międzynarodowe i musieliśmy porozumiewać się po angielsku. Oczywiście na początku wszyscy przedstawiliśmy się sobie nawzajem. Tego dnia naszym tematem było: "Co zrobić, żeby komunia między ludźmi kochającymi Chrystusa stała się dostrzegalna?".
Taki był temat naszego rozważania w grupach. Obok nas miała spotkanie inna grupa i na zakończenie grali w jakąś zabawę, a my później również graliśmy w grę w naszej grupie.

Po naszym spotkaniu, mieliśmy czas na wspólny posiłek, a później ruszyliśmy naszym specjalnym autokarem do Strasburga. Był czas tzw. spotkań tematycznych w Strasburgu. Ja poszłam z większością zwiedzać katedrę. Niestety znów padał deszcz i tak chodziliśmy w deszczu, zwiedzając Strasburg. Kiedy szliśmy na tzw. pociąg, którym mieliśmy dojechać na kolację, jakimś cudem się zmieściliśmy w nim. Było tak pełno ludzi, że ledwo się stało. Na kolejnych przystankach ludzie chcieli wsiadać, ale nie dało rady! Mnie rozbawiła jedna sytuacja. Gdy tak staliśmy w zapchanym pociągu, jakiś Pan zza szyby pokazał nam język! To dlatego, że on się nie zmieścił, a my sobie jechaliśmy!
Tym razem na szczęście udało nam się dotrzeć na czas na kolację i mieliśmy pełną siatkę, również i coś ciepłego do zjedzenia! Cóż to była dla nas za radość!

O 19 mieliśmy w danych halach wspólną modlitwę. Podczas tej modlitwy był czas na śpiew, ale również i był czas przeznaczony na modlitwę w ciszy. Tej ciszy właśnie tak bardzo potrzebowałam i z takim założeniem jechałam na Taize, by móc się tam wyciszyć. Również oczywiście było czytane czytanie. 
Bóg do mnie przemówił w tych słowach:

"Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał- aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje" (J 15, 16).

Później brat Alois mówił rozważanie, które również mnie poruszyło. Szczególnie takie słowa:

"Cierpienia i porażki mogą sprawić, że bardziej zaufamy miłości Boga, która jest ponad wszystkim i nie pozwala się nam zawłaszczyć. 
Jak odnaleźć to zaufanie? Mogą nam pomóc dwa rodzaje działań. Pierwsze to milczenie przed Bogiem. Oczywiście, możemy jak dzieci w modlitwie prosić Boga. Pójdźmy jednak głębiej! Modlitwa nie jest jedynie prośbą o to, czego potrzebujemy, ale jest otwieraniem się przed Bogiem w ciszy naszych serc, aby ogarnęło nas Jego pełne miłości spojrzenie. Skoro Chrystus nazywa nas przyjaciółmi, to znaczy, że Bóg czeka na naszą miłość. Tak, przy mnie, słabym, niedoskonałym, Bóg staje się żebrakiem, proszącym o miłość, której wyrazem jest moja uboga modlitwa.
Drugie działanie: patrzeć na Chrystusa, słuchać Go. Chociaż Jezus był Synem Bożym, wiedział, czym jest milczenie Boga. Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wziął na Siebie tragizm naszego życia, nasze porażki, nasze winy, naszą przemoc. Nawet pośród najgłębszej nocy Jezus wierzył w miłość Boga. Może więc nas poprowadzić nie dlatego, że w ten sposób ciemności będą nam oszczędzone, ale dlatego, żeby przebrnąć przez nie razem z nami, zapewniając  niewidzialną obecność Ducha Świętego. I Boża Miłość sprawia, że nasze życie rozwija się o tyle, o ile przekazujemy tę miłość innym. [...] Przyjmijmy miłość Boga i pozwólmy, aby przemieniała nasze życie. Jeżeli miłujecie się wzajemnie, mówi Jezus, wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami".


Jakże piękne te słowa! Bardzo mnie poruszyły i potwierdziły, bym uwierzyła prawdziwie w Bożą Miłość!
To też mi pokazało, bym prosiła w modlitwie jak dziecko. Bym stała się takim dzieckiem przed Jezusem.
Tego dnia zauważyłam, że po kilku miesiącach po moim uzdrowieniu, powróciła wysypka na skórze na ręce. Zastanawiałam się, jaka może być tego przyczyna, czy może przez brak przebaczenia, czy też może inna. 
Zaczęłam prosić w modlitwie o rozeznanie.

Po zakończeniu modlitw, ruszyliśmy naszym specjalnym autokarem. Kierowca był tak uprzejmy, że pytał nas, czy ktoś nie został i czekał aż wszyscy przyjdą. Po drodze ćwiczyliśmy śpiewy na ranne modlitwy następnego dnia.
Z dziewczynami poznałyśmy wnuczkę naszych gospodarzy oraz jej koleżankę. Mogłyśmy z nimi porozmawiać.


To był dla mnie dzień pełen życzliwości, radości i zabawy, nauki komunii między ludźmi, nawet jeśli się nie potrafiliśmy dogadać w danym języku.
A czy Wy w swoim otoczeniu dostrzegacie komunię między ludźmi kochającymi Chrystusa?

sobota, 11 stycznia 2014

Boża niespodzianka- Taize w Strasburgu cz. I

Witaj wciąż powiększająca się owczarnio!

Bardzo mi miło jest, gdy widzę coraz bardziej powiększającą się liczbę odwiedzin mojego bloga oraz tych, którzy polubili mój profil na Facebook'u. Bardzo serdecznie Was witam, tych stałych bywalców mojego bloga, ale również i nowych czytelników.

W tym poście chciałabym Wam opisać moje przeżycia i doświadczenia z mojego pobytu na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu, które odbywało się od 28 grudnia 2013r. do 1 stycznia br.
Podzielę to jednak na dwa wpisy, by w jednym za dużo nie pisać, byście nie mieli zbyt dużo czytania na raz :)
Jak wiecie po moim opisie o mnie (umieszczony po prawej stronie bloga), uwielbiam podróżować. To był już mój 4 wyjazd na Europejskie Spotkanie Młodych Wspólnoty Taize. Byłam już w Rotterdamie, Berlinie i w Rzymie. 
Grupa, z którą ja jechałam, wyjeżdżała 26 grudnia późnym wieczorem, by następnego dnia móc zwiedzić Pragę!

Piątek (27 grudnia 2013 r.)- Czeski film, czyli pobyt w Pradze
Od około godz. 10 byliśmy w Pradze. Oprowadzał nas przewodnik, który z nami jechał. Mieliśmy okazję być na zmianie warty gwardzistów. To było niesamowite wrażenie! Bardzo mnie zadziwiło to, że większość kościołów w Pradze jest niestety przeznaczonych albo na koncerty albo w celach turystycznych i za wejście trzeba zapłacić! Normalnie szok!
Wieczorem byliśmy na Mszy Świętej w kościele u dominikanów. Dla mnie ta Msza to był dosłownie czeski film! To był oczywiście katolicki kościół. Chór śpiewał jakieś pieśni i to tak długo, jakby koncert dawali! Ja się czułam jakbym była w operze lub w filharmonii! W pewnym momencie to nawet nie wiedziałam, jaka jest część Mszy Świętej! Zaskoczyła mnie też Ewangelia tego dnia. Była taka bardziej wielkanocna niż z okresu bożonarodzeniowego. W ogóle śpiewy te trwały dłużej niż kazanie! Gdy wszyscy już wyszliśmy z kościoła, każdy z nas był "zniesmaczony" i chciało nam się śmiać. Z racji, że tego dnia było obchodzone święto św. Jana, wypiliśmy pobłogosławione wino :) Zawsze w tym dniu w kościele jest błogosławione wino. 
Ja miałam za to ciekawą sytuację w sklepie z pamiątkami, gdy pewien Czech zaczął mi grać na małych skrzypkach :D Przy tym pytał mnie o różne rzeczy i był bardzo ciekawy. To był dość ciekawy i obfity dzień w różne przygody. Praga jest piękna i polecam wszystkim!

Sobota (28 grudnia 2013r.)- przyjazd do Strasburga
Bardzo wczesnym ranem dotarliśmy do Strasburga. Kiedy czekaliśmy, by dostać się do miejsca przyjęcia, integrowaliśmy się ze sobą, bawiąc się w różne zabawy. Pogoda nie była zbyt ładna, ponieważ padało. Po długim oczekiwaniu, w końcu rozdzielili nas na grupy. Ja początkowo chciałam być w grupie z osobami, z którymi się znałam dłużej i z koleżanką, z którą siedziałam w autokarze, a jakoś tak wyszło, że trafiłam do drugiej grupy... Początkowo trochę się obawiałam, jak to będzie i było mi trochę smutno. Zaufałam Bogu i zobaczyłam, że widocznie to tak ma być, może akurat tam jestem posłana na ten czas. 
Obydwie nasze grupy zostały rozdzielone i zakwaterowane po niemieckiej stronie. Przygotowali nam specjalne autokary, które będą nas tam zawozić i przywozić do Strasburga. Moja grupa została zakwaterowana na części Badenii i mieliśmy w sumie 24 km drogi i jechaliśmy koło 40 minut. Pogoda była paskudna i to sprawiało, że miałam gorsze nastawienie. Lecz, kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, gdzie nas przyjęli na terenie parafii, ku mojemu zaskoczeniu, wszyscy nas bardzo oczekiwali i bardzo mile nas przyjęli! Przygotowali dla nas herbatę i ciasta. Powiedzieli nam, że już wszystko przygotowywali od tygodnia i wypatrywali dzisiaj, kiedy w końcu przyjedziemy! W ogóle przywitał nas Polak! Jak się okazało, od wielu lat już mieszka tam w Niemczech, ale urodził się w Polsce. Również i była też jedna Polka! Dowiedziałam się, że jest tam ponad 50% katolików, co bardzo mile mnie zaskoczyło! Na początku, gdy nas rozdzielali, kto gdzie ma mieszkać, panował trochę harmider, ale w końcu szybko jakoś nas rozdzielili. Ja miałam mieszkać z 3 dziewczynami, w tym jedną znałam lepiej, drugą poznałam w autokarze, a trzecią jedynie kojarzyłam z widzenia. Wzięli nas bardzo mili Państwo. Pomogli nam z rzeczami i poszliśmy do ich domu. Przygotowali nam pokój i zapytali nas, co chcemy na obiad. Rozpakowałyśmy się i postanowiłyśmy się przespać, bo po dwóch nocach w autokarze byłyśmy zmęczone. Wstałyśmy w sam raz na obiad, który był bardzo pyszny! Nawet ja, co niewiele jem i niezbyt przepadam za takimi rzeczami, to bardzo mi smakowało!
Po obiedzie znów poszłyśmy spać i na szczęście w porę się obudziłam, a raczej stwierdziłam, że to Duch Święty mnie obudził! :D Dzięki temu mogłam obudzić dziewczyny i zdążyłyśmy pójść na miejsce, gdzie miał po nas przyjechać specjalny autokar. Na miejsce zaprowadził nas Pan Gerold, u którego mieszkałyśmy. Autokar się spóźniał, ja się modliłam byśmy chociaż zdążyli na kolację. Bardzo miłe było, że z rodzin, u których mieszkaliśmy, czekali z nami aż przyjedzie autokar. Autokar w końcu przyjechał i zawiózł nas na miejsce. Niestety z kolacji niewiele do jedzenia dla nas zostało i nie dostaliśmy nic ciepłego. Po kolacji mieliśmy wspólne modlitwy i śpiewy. Na koniec modlitw br. Alois czytał rozważanie. Był to wstęp do tematu tegorocznego spotkania w Strasburgu. Mieliśmy również medytację nad fragmentem z Pisma Świętego. Ja akurat nie najlepiej się czułam od rana i trochę miałam problemy zdrowotne, a na koniec usłyszałam: 
"Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników". (Łk 5, 31-32)

Te słowa dały mi nadzieję i pocieszyły mnie. Po modlitwach wróciliśmy specjalnym autokarem. Nasz kierowca pytał się, czy wszyscy są i był bardzo troskliwy o nas. Po powrocie do naszej rodzinki, umówiliśmy się na konkretną godzinę śniadania i szybko poszłyśmy spać.

Mimo mojego niezadowolenia i obawy, Bóg przygotował mi wspaniałych ludzi i miejsce, gdzie nas bardzo życzliwie przyjęli! Bóg wie, co jest dla nas dobre i gdzie jest dla nas właściwe miejsce. My możemy się buntować i przeciwstawiać temu, lecz później może się okazać, że to jednak był zamysł Boga wobec nas.
Bóg ma dla nas wspaniałe niespodzianki! Dla mnie przygotowaną niespodzianką była parafia, do której trafiłam, dziewczyny z którymi mieszkałam i rodzina, w której mnie przyjęli tak wspaniale! 
O moich dalszych przeżyciach i doświadczeniach z tego wyjazdu, napiszę w kolejnym wpisie.
A czy Wy, drodzy moi czytelnicy dostajecie takie niespodzianki od Boga? Czy je dostrzegacie? Szczególnie w tych momentach, gdy coś innego wydawało się Wam lepsze dla Was,a Bóg sprawił inaczej, że znaleźliście się w zupełnie innym miejscu niż chcieliście. Bóg naprawdę wie, gdzie powinniśmy być! On ma dla nas wspaniały plan i przygotowuje dla nas takie niespodzianki, których nie moglibyśmy sobie wyobrazić!
W kolejnym moim wpisie, będziecie mogli się o tym przekonać, jakie jeszcze inne niespodzianki i wspaniałości przygotował dla mnie Bóg!

sobota, 4 stycznia 2014

Jaki był ten rok? Co darował, co wziął?- Czyli tzw. rachunek sumienia z minionego roku

Witaj moja owczarnio!

Przepraszam, że znów tu dawno nie pisałam. W Święta nie miałam jak i kiedy cokolwiek tu napisać, a zaraz po wyjechałam na Europejskie Spotkanie Młodych Taize do Strasburga. O moich przeżyciach i doświadczeniach z tego spotkania, napiszę Wam tutaj w następnym wpisie.

Ten post będzie trochę inny od moich poprzednich postów, ponieważ będzie on podsumowaniem minionego roku 2013. 
Już kilka dni jest po Nowym Roku. Końcówka roku 2013 minęła jak z bicza strzelił. 

31 grudnia, który był kilka dni temu, głównie wszystkim kojarzy się z Sylwestrem, zabawą do białego rana, odliczaniem sekund do północy, piciem szampana i składaniem sobie nawzajem życzeń noworocznych.

31 grudnia to również dla większości osób dzień refleksji- dzień, w którym myślimy, jaki był ten ostatni rok.
Każdy pyta się sam siebie, czy dobrze wykorzystał ten rok: czy był dobry czy też zły? W czym zawiniłem, w czym się powinienem poprawić, co powinienem zmienić w swoim zachowaniu?
Jako chrześcijanie, w tym dniu powinniśmy sobie zrobić tzw. roczny rachunek sumienia. Powinniśmy sobie zadać pytania: Jaką mieliśmy wiarę w Boga w czasie tego roku? Czy staraliśmy się wzrastać duchowo? Czy byliśmy prawdziwymi świadkami Chrystusa, czy też może wstydziliśmy się swojej wiary? Jakimi chrześcijanami byliśmy przez ten rok? Czy nasze duchowe drzewo figowe wydało obfite plony w tym roku, czy też nadaje się do zakopania? Czy wykorzystaliśmy również swoje talenty?

Jeśli należymy do jakiejś wspólnoty katolickie: Co przez ten rok dla niej zrobiliśmy? Czy potrafiliśmy służyć bezinteresowną pomocą innym? Czy dawaliśmy coś z siebie wspólnocie, czy też może tylko braliśmy? A jak było z naszymi obowiązkami- modlitwą, czytaniem Pisma Świętego, uczestniczenie w Eucharystii? Czy ich nie zaniedbywaliśmy? Czy przez ten rok byliśmy żyzną glebą i zostaną w nas wydane owoce: „trzydziestokrotne, sześćdziesięciokrotne, a może nawet stokrotne?” (por. Mk 4, 14-20)

Odpowiedzi na te pytania znamy jedynie my sami. Ten dzień nie powinien być jedynie dobrą zabawą, ale powinniśmy również zastanowić się nad tym, jaki był ten rok i co powinniśmy zmienić w swoim życiu.
Chciałabym się z Wami podzielić moim świadectwem, jaki był dla mnie miniony 2013 rok.
Na pewno był to dla mnie dość ciężki rok, rok pełen prób i przeciwności, trudności, również i prześladowań z różnych stron. Zaczął się dla mnie okropnie, ponieważ w styczniu 2013 r. dowiedziałam się, że już nie będę studiować, nie dostanę zaliczenia z przedmiotu. Przez to bardzo często płakałam, chciałam nawet skakać     z okna i zrobić sobie coś. Chciałam zniknąć całkowicie, wręcz nawet umrzeć. Lecz później zaczęła się moja przemiana. Bóg dał mi doświadczyć wolności w pełni na kilka miesięcy. Powstał najpierw jeden blog ewangelizacyjny, który musiałam skasować z pewnych przyczyn, co też przyniosło mi wiele cierpienia. 
W końcu powstał ten drugi blog, na którym do Was tu piszę. To było działanie Boże! 
Mogłam wrócić do wspólnoty, gdzie poznałam wspaniałe osoby, które dały mi wiele radości i miłości, stały się dla mnie darem. Mogłam pomagać w Kursie Alfa dla studentów, podczas którego również zostałam wystawiona na próbę wiary i czy będę trwać przy Bogu. Bóg mnie w ten sposób oczyszczał i przygotowywał na trudniejsze doświadczenia. Tam również poznałam wiele wspaniałych ludzi, z którymi się zaprzyjaźniłam.

W minionym roku, doświadczyłam również wielu fizycznych uzdrowień, jak również uzdrowień psychiki        i duszy. Otrzymałam wiele duchowych prezentów od Boga! Mogłam uczestniczyć w Kursie Jan, który bardzo mnie przemienił, zmienił moje spojrzenie na siebie samą, ale przede wszystkim nauczył mnie słuchać głosu Boga w moim sercu. Bóg nauczył mnie, jak przetrwać duchową pustynię i że ważne decyzje należy podejmować w czasie pocieszenia. Dzięki temu udało mi się podjąć decyzję, gdzie wrócić na studia. 
Później Bóg uczył mnie przyjęcia cierpienia, choroby i akceptacji Jego woli, co nie było łatwe. Dzięki książce, którą dostałam w prezencie, zrozumiałam, że ta choroba ma sens i jest ona po coś. Zmieniło to moje nastawienie, dzięki czemu było mi łatwiej znieść cierpienie i się z tym pogodzić. Nauczyło mnie to większej ufności Bogu i poleganiu na Nim, a nie na sobie, czy też na innych ludziach.
Ten rok naprawdę wiele mnie nauczył i zmienił mnie. Każda sytuacja i wydarzenie, czegoś mnie nauczyło, również i te trudniejsze doświadczenia. Zaczęłam bardziej doceniać to, co mam. Cieszyć się życiem, mimo wszystko! Przede wszystkim zaczęłam dostrzegać działanie Boga w moim życiu, że On jest żywy i prawdziwy, Jego Słowo jest żywe i zawsze dotrzymuje danych nam obietnic. Za cały ten rok, każde doświadczenie i dobre i złe, za ludzi poznanych- DZIĘKUJĘ!

Na koniec można by sparafrazować jedną ze znanych piosenek na dobranoc:
"Jaki był ten rok? 
Co darował, co wziął? 
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy zrzucił na dno? 
Jaki był ten rok?
Czy coś zmienił, czy nie? Czy był tylko nadzieją na dobre i złe?"

Z okazji Nowego Roku 2014, życzę Wam każdej owieczce z osobna, by Wasz Nowy Rok nie musiał się wstydzić przed Starym, jak również by ten Nowy Rok był lepszy od poprzedniego, a gorszy od następnego! :) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!