Kochane Owieczki!
Znów miałam zastój twórczy w pisaniu tutaj na bloga. Zbyt dużo się ostatnio dzieje w moim życiu i życiu moich bliskich. Nowe ciężkie choroby, trudne doświadczenia. A tymczasem 2017 rok się skończył już prawie miesiąc temu... Miałam tu pisać 2 razy w miesiącu i nie zawsze to mi się udawało przez miniony rok. Choć i tak w minionym roku napisałam więcej wpisów niż w roku 2016 i 2014!
Chciałabym w tym roku napisać tu więcej wpisów niż w pierwszym roku istnienia tego bloga, ale nie wiem, czy mi się to uda. Dopiero teraz dodaję mój pierwszy wpis w tym roku. Choć ten wpis miałam dodać jeszcze w grudniu minionego roku...
Chciałabym w tym roku napisać tu więcej wpisów niż w pierwszym roku istnienia tego bloga, ale nie wiem, czy mi się to uda. Dopiero teraz dodaję mój pierwszy wpis w tym roku. Choć ten wpis miałam dodać jeszcze w grudniu minionego roku...
Jakiś czas temu, kiedy czekałam na autobus, a miałam kilka minut do jego przyjazdu, obserwowałam sytuację na przystanku. Moim obiektem obserwacji były gołębie. Miałam dwie takie sytuacje, które różniły się bardzo od siebie. Wywarły na mnie wrażenie i skłoniły do pewnej refleksji, którą chciałabym się z Wami podzielić.
Pierwsza sytuacja: Rywalizacja i walka o jedzenie.
Kobieta z boku przystanku jadła bułkę i rzucała ją również gołębiom, które wokół niej się zgromadziły. Gołębię walczyły o to, by móc coś zjeść. Jedne wyrywały sobie okruchy od drugich. Te, które były silniejsze, miały co jeść. Słabsze odeszły z niczym. Poprzez tę sytuację Bóg mi pokazał wspólnotę ludzi z którymi tworzymy jakieś więzi, czy to w rodzinie, czy w Kościele, czy też w innych miejscach. Nieraz tak właśnie jest, że walczymy ze sobą o coś: o czyjeś uznanie, o posługi, bycie potrzebnym, o charyzmaty, choć przecież są łaską. Walczymy nawet o miłość. Rywalizujemy ze sobą o to, kto ma więcej talentów, darów, czy też charyzmatów, kto do czego się nadaje. Ci, którzy czują się pewni siebie, mają więcej siły, czy też są bardziej cenieni przez innych, oni nie muszą się obawiać o przetrwanie. A co ze słabszymi? Przeważnie zostają oni w tym miejscu, gdzie są i akceptują daną sytuację, często na tym tracąc lub odchodzą w inne miejsce, w którym będą mieli szansę na przetrwanie i gdzie nikt nie będzie ze sobą rywalizował, zwłaszcza o czyjeś spojrzenie, akceptację, miłość.
Druga sytuacja: Podążanie we wspólnym kierunku.
Druga sytuacja również miała miejsce na przystanku, lecz była zupełnie inna od pierwszej. Spora grupa gołębi była przy przystanku, później odleciały, ale wróciły po inne gołębie, które tam zostały i później wspólnie leciały w jednym kierunku. Tu nie było rywalizacji. Była pomoc słabszym gołębiom i lot w tym samym kierunku. I to jest piękne, że ptaki łączą się w stado i podążają we wspólnym kierunku, pilnując, czy wszystkie lecą. Jeśli ktoś zostaje w tyle, lecą po niego.
Czy to nie jest piękne? Powinniśmy uczyć się tego w naszych rodzinach, wspólnotach, środowiskach, w których żyjemy. Powinniśmy podążać razem w jednym kierunku i pomagać tym, którzy są słabsi od nas. Niestety nie zawsze tak jest. Trzeba nieraz miesiącami prosić się, by ktoś znalazł czas na spotkanie, rozmowę, pomoc, czy modlitwę. A tymczasem ktoś naprawdę może zmagać się z walką o życie...
Drogi Czytelniku, chcę byś zastanowił się nad tym, co jest dla Ciebie ważniejsze, czy rywalizacja, czy jednak dobro innych i podążanie wspólnie we własnym kierunku? Zależy Ci bardziej na opinii innych, byciem "kimś", kto jest doceniony przez innych i zapraszany do różnych ważnych zadań, wydarzeń? Czy może jednak wolisz nie wyróżniać się z tłumu i razem z innymi wspierać się i dążyć do jednego celu?
Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Pierwsza sprawi, że możesz stać się egoistą i choć będziesz z ludźmi, to tak naprawdę zostaniesz sam. Natomiast jeśli podejmiesz decyzję, by iść z innymi we wspólnym kierunku, zyskasz przyjaciół, będziesz bardziej szczęśliwy, zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże Ci zrozumieć trudną sytuację, wesprze Cię, albo chociaż pobędzie z Tobą, nawet wspólnie milcząc. Zastanów się, na czym Ci tak naprawdę zależy. Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję.
Na koniec jeszcze mocna refleksja. Rymcerze zamieścili na swoim profilu na Facebooku taki wpis:
Druga sytuacja: Podążanie we wspólnym kierunku.
Druga sytuacja również miała miejsce na przystanku, lecz była zupełnie inna od pierwszej. Spora grupa gołębi była przy przystanku, później odleciały, ale wróciły po inne gołębie, które tam zostały i później wspólnie leciały w jednym kierunku. Tu nie było rywalizacji. Była pomoc słabszym gołębiom i lot w tym samym kierunku. I to jest piękne, że ptaki łączą się w stado i podążają we wspólnym kierunku, pilnując, czy wszystkie lecą. Jeśli ktoś zostaje w tyle, lecą po niego.
Czy to nie jest piękne? Powinniśmy uczyć się tego w naszych rodzinach, wspólnotach, środowiskach, w których żyjemy. Powinniśmy podążać razem w jednym kierunku i pomagać tym, którzy są słabsi od nas. Niestety nie zawsze tak jest. Trzeba nieraz miesiącami prosić się, by ktoś znalazł czas na spotkanie, rozmowę, pomoc, czy modlitwę. A tymczasem ktoś naprawdę może zmagać się z walką o życie...
Drogi Czytelniku, chcę byś zastanowił się nad tym, co jest dla Ciebie ważniejsze, czy rywalizacja, czy jednak dobro innych i podążanie wspólnie we własnym kierunku? Zależy Ci bardziej na opinii innych, byciem "kimś", kto jest doceniony przez innych i zapraszany do różnych ważnych zadań, wydarzeń? Czy może jednak wolisz nie wyróżniać się z tłumu i razem z innymi wspierać się i dążyć do jednego celu?
Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Pierwsza sprawi, że możesz stać się egoistą i choć będziesz z ludźmi, to tak naprawdę zostaniesz sam. Natomiast jeśli podejmiesz decyzję, by iść z innymi we wspólnym kierunku, zyskasz przyjaciół, będziesz bardziej szczęśliwy, zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże Ci zrozumieć trudną sytuację, wesprze Cię, albo chociaż pobędzie z Tobą, nawet wspólnie milcząc. Zastanów się, na czym Ci tak naprawdę zależy. Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję.
Na koniec jeszcze mocna refleksja. Rymcerze zamieścili na swoim profilu na Facebooku taki wpis:
"Pewnego dnia w małej miejscowości w Polsce prowadziliśmy nasz projekt Nie Zmarnuj Swojego Życia. Zorganizowały go Siostry Zakonne. Po działaniach w kilku szkołach, niedaleko noclegu podeszła do nas dziewczyna. Opowiedziała nam historię, która nas powaliła.
Była z dobrego domu, gdzie patologia to tylko słowo w słowniku na szafce w dużym pokoju. Rodzice w porządku. Dobry dom. Ona i Jej...kilka lat młodsza siostra. Zawsze starała się o względy rodziców. Starała się by byli z Niej zawsze dumni. Z czasem jednak zaczęły się porównania. Dlaczego Twoja siostra przynosi same 5, 6 ze szkoły, a Ty 4-, 4+ ? Z dnia na dzień porównania tak się nasiliły, że dziewczyna nie dawała rady. Ciągle była oceniana. Z czasem coraz bardziej krytykowana. Płacz w pokoju nie pomagał. Ciągła faworyzacja młodszej. W pewnym momencie dziewczyna wpadła w złe towarzystwo. Narkotyki, alkohol, papierosy, imprezy...
Na pozór ułożona rodzina. Wszystko ok...a faworyzacja młodszej siostry prawie Ją zabiła.
Miała 3 próby samobójcze. Rodzice po latach się ocknęli. Pomogły Siostry Zakonne. Dziewczyna zaczęła wierzyć w siebie. Nauczyła się nie porównywać. Oceny poszły w górę.
Postanowiliśmy, że zrobimy o tym utwór. Powstał numer ''Lepsza niż Ja''. To temat Tabu, ale wielu z Was może to przeżywać w swoich domach. Puśćcie to swoim Rodzicom. Uczmy się na błędach innych. Nie oceniamy i nie rańmy się wzajemnie".
Postanowiliśmy, że zrobimy o tym utwór. Powstał numer ''Lepsza niż Ja''. To temat Tabu, ale wielu z Was może to przeżywać w swoich domach. Puśćcie to swoim Rodzicom. Uczmy się na błędach innych. Nie oceniamy i nie rańmy się wzajemnie".
Bęsiu/Rymcerze
Do odsłuchania poniżej rap na ten temat:
