W tym wpisie chciałabym Wam przedstawić krótką historię pewnej świętej, ale również chciałabym się podzielić tym, dlaczego ja sama uważam się za taką szczęściarę.
Szczęściara czyli Święta Józefina Bakhita, bo to oznacza to imię, urodziła się w 1868 w Olgossie w Sudanie. Jako kilkuletnia dziewczynka została porwana przez arabskich handlarzy niewolników, co spowodowało, że z przeżytej traumy zapomniała, jak ma na imię. Nazwano ją „Bakhita”, co znaczy "mająca szczęście, szczęściara". Była wielokrotnie sprzedawana, torturowana, chłostana i doświadczyła wielu cierpień fizycznych, np. na jej ciele zrobiono tatuaż, który wycięto nożem, a rany zasypywali solą. W końcu zdarzyło się tak, że wykupił ją włosko konsul, u którego została opiekunką. Wtedy po raz pierwszy potraktowano ją po ludzku, doświadczyła wiele dobra, miłości. Gdy jej właściciele wyjechali w służbową podróż, oddali ją "do przyuczenia" siostrom kanosjankom, gdzie poznała Boga. W wieku 21 lat została ochrzczona i przyjęła imię Józefina. Przyjęła również I Komunię Świętą i została bierzmowana. Postanowiła zostać w klasztorze i złożyć śluby zakonne. Kiedy zapytano Bakhitę, co uczyniłaby, spotkawszy swoich prześladowców, powiedziała: "Uklękłabym, aby ucałować ich ręce, gdyż gdyby się to nie stało, nie byłabym dzisiaj chrześcijanką i zakonnicą".
Przez ponad 50 lat życia zakonnego była wierną, pełną miłości, ciepła i
troski służebnicą. Do jej obowiązków należały przede wszystkim zadania
fizyczne. Była kucharką, szwaczką, praczką czy furtianką. Ta ostatnia
funkcja sprawiła, że o jej cieple przekonali się także świeccy spoza
murów zakonnych. Wielokrotnie wystawiana na próbę, wyszydzana z powodu
swojego pochodzenia okazała się pełną wiary chrześcijanką. Zmarła w 1947 roku.
Dzielę się z Wami tu na blogu jej krótką historią, ponieważ bardzo mnie urzekła i wiele mnie nauczyła.
Stało się to dzięki filmowi o niej samej, który obejrzałam w wakacje 2013 r. Święta Bakhita nauczyła mnie, by być szczęśliwą mimo cierpienia i prześladowania. Ona cierpiała dużo bardziej niż ja. Szczególnie nauczyłam się od niej, by nie mścić się na prześladowcach, na tych którzy mnie zranili w jakiś sposób, lecz by odnosić się do nich z miłością i szacunkiem, bo tego uczy nas Jezus. To dzięki niej udało mi się przebaczyć i "zbombardować" miłością osobie, która niedawno (trochę ponad tydzień temu) bardzo mnie zraniła, niesłusznie oskarżała, przez co nawet myślałam o śmierci i o tym, że nie powinnam się w ogóle urodzić. Mimo cierpienia, potrafię teraz mimo wszystko być radosna i pełna pokoju i dzielić się miłością z innymi, mimo iż mi tej miłości nie okazano.
Ja sama uważam się za taką szczęściarę. Tak naprawdę mimo wielu prześladowań zarówno ze strony bliskich, jak i mnie bliższych osób, mimo doświadczenia choroby od 11 lat, to tak naprawdę jestem szczęściarą! Poznałam Jezusa i mam z Nim głęboką i prawdziwą relację. Codziennie mi posyła Swojego Ducha Świętego, który jest moim Pocieszycielem. Dostałam "rodzinę"- wspólnotę, w której mogę wzrastać i doświadczać miłości, której nigdy nie otrzymałam. Otrzymałam nowe życie- życie pełne pokoju, radości i szczęścia! Od października mogę ponownie studiować i udało mi się zaliczyć semestr! Miałam dużo szczęścia, bo naprawdę z wielkim fartem zdałam egzamin ustny! Bóg ochronił mnie wcześniej, bym nie zapisywała się na niektóre przedmioty, które miałam do wyboru, bo mogłabym mieć wtedy poważniejsze trudności. Bóg obdarzył mnie wspaniałymi ludźmi, których poznałam i stali się dla mnie wsparciem. Czasami mam wrażenie, że żyję wśród aniołów! Bóg zmienia moje życie, moje spojrzenie na świat, uzdrawia mnie i uwalnia. Będąc z Nim- jestem SZCZĘŚCIARĄ! On daje mi wszystko, o co Go tylko poproszę, a czasem nawet nie muszę prosić! Jakaż ja jestem szczęściara! Czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, możesz uważać się za szczęściarza? Czy jesteś szczęściarzem? Czy potrafisz być dobrym dla innych, gdy Ci bardzo Cię zranią i sprawią, że będziesz chciał się zabić? Czy znajdujesz swoje szczęście w Bogu? Czy z Nim i przy Nim czujesz się szczęśliwy, a może nadal masz pustkę w sercu? Oddaj Mu swoje zranienia, słabości, troski i stań jak bezradne dziecko. On uleczy Twoje serce i sprawi, że będziesz szczęśliwy pomimo różnych trudności!
Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami z minionego weekendu, a właściwie z dwóch dni.
Piątek (7.02. 2014r.)
Obudziłam się z płaczem, bo śnił mi się koszmar. Miałam traumę po tym śnie... To był również początek mojej walki przed ważnymi wydarzeniami.
Nie byłam w stanie jakoś wstać, lecz musiałam, by pojechać na ważną wizytę. Później spotkałam się z koleżanką, z którą bardzo dawno się nie widziałam. Bardzo mile spędziłyśmy czas. Pojechałam na trochę na stancję, by coś zjeść i trochę się spakować i chwilę potem jechałam do parafii na Majdanku, gdzie zaczynaliśmy Weekend Alfa dla bierzmowanych. Weekend Alfa czyli weekend w ramach ewangelizacyjnego Kursu Alfa. Miałam jakieś dziwne zniechęcenie, by tam jechać. Dziwnie się czułam.
Z ekipą mieliśmy wspólną modlitwę i dopiero po modlitwie wpuszczaliśmy bierzmowanych. Jakie było ich zdziwienie, gdy nie było kolacji!
Na początek była modlitwa z animacją, a następnie wykład o tym kim jest i co czyni Duch Święty. Wykład był krótki, ale treściwy. Niestety też mieliśmy przeciwności, bo nagle komputer przestał działać i film nie chciał się wyświetlić, ale na szczęście jakoś w końcu się naprawił. Ja miałam trochę wolnego czasu, gdyż nie musiałam iść na spotkanie w małej grupce, bo nie mam grupki. Jakoś byłam strasznie przemęczona i ledwo tam siedziałam. Usypiałam w miejscu i jakoś tak duchowo było nie najlepiej. Zostałam poproszona, by przygotować szklankę z ciemną herbatą i po zakończeniu małych grupek, ksiądz pokazał pewne doświadczenie. Na zakończenie modliliśmy się do Ducha Świętego i śpiewaliśmy pieśni. Podczas modlitwy miałam takie myśli, że serca wielu osób są jak połamane gałęzie i Duch Święty je ożywi i złoży jak kości odłączone od siebie. Miałam wrażenie, że następnego dnia tak się stanie i Duch Święty złączy kości w całość, czyli ożywi serca bierzmowanych! Skojarzył mi się z tym pewien fragment z Pisma Świętego o ożywieniu kości. Niestety nie pamiętałam tego fragmentu, gdzie dokładnie się on znajduje. Po tej modlitwie Duch Święty napełnił mnie radością i kiedy czekałam na spotkanie ekipy, aż tam biegałam i skakałam i dostałam wiele energii! A jedna osoba z ekipy stwierdziła, że jestem ich takim kwiatuszkiem! :D
Z ekipą dzieliliśmy się naszymi przeżyciami, a później jeszcze długo mieliśmy próbę do naszego przedstawienia. Zeszło nam z tym aż do 22, a na stancji byłam dużo później. Musiałam jeszcze się spakować, przygotować świadectwo, więc poszłam spać jakoś po 2 w nocy! Pomodliłam się do Ducha Świętego, bym nie zaspała następnego dnia.
Sobota (8.02. 2014r.)- Dzień pełen Ducha!
Musiałam wyjątkowo wcześnie wstać jak na mnie, bo aż po 7! Jakimś cudem nie zaspałam i nawet byłam w miarę wyspana. Spakowałam jeszcze torbę i zabrałam się samochodem z jednym z animatorów z ekipy. Koło 8:30 mieliśmy wspólną modlitwę ekipy. Byłam jakaś nie do życia, wręcz mówiłam, że "umieram". Już od samego rana miałam wiele posług. Najpierw byłam w recepcji i zapisywałam na listę, podpisywałam indeksy. Po wykładzie na temat, jak być wypełnionym Duchem Świętym, mówiłam świadectwo. Tak się zestresowałam, że zapomniałam o czym miałam mówić i niezbyt dobrze mi to świadectwo poszło...
Chciałam powiedzieć im o darze śmiechu, gdy nagle się zaczyna śmiać i nie można się uspokoić. Tak miałam podczas jednego Wieczoru Chwały, że nagle zaczęłam się śmiać, kilka osób obok zaczęło się śmiać, później z tyłu kościoła i z przodu, aż w końcu jakaś starsza babcia nas uspakajała, żebyśmy się tak nie śmiali, bo jesteśmy w kościele! Ja powiedziałam, że to nie ja, to Duch Święty i jeszcze bardziej się śmialiśmy! :D Również chciałam powiedzieć w moim świadectwie o darze łez, że Duch Święty uzdrawia i oczyszcza poprzez łzy i że mimo iż się płacze, to jest się później szczęśliwym!
Kolejną moją posługą było przygotowywanie kanapek, pomoc w kuchni. Przeszliśmy później do kościoła, gdzie najpierw mieliśmy modlitwę przebaczenia, a potem modlitwę o wylanie Ducha Świętego. Podczas modlitwy przebaczenia odkryłam, że już jestem wolna od nieprzebaczenia! Kiedy animatorzy z pomocnikami modlili się wstawienniczo, ja pomagałam w wyświetlaniu tekstu piosenek, które w tym czasie śpiewaliśmy. W pewnym momencie śmiesznie było, gdy jedną piosenkę śpiewaliśmy w kółko kilkakrotnie :D
Gdy już wszyscy byli po modlitwie, bierzmowani przeszli na środek kościoła, a podczas jednej z piosenek wraz z kilkoma osobami wyszłam na środek i tańczyliśmy! :D Cóż to była za radość! :D
Wszyscy z ekipy stanęliśmy na środku kościoła i ksiądz się nad nami pomodlił. Jedna z osób nagle zaczęła się śmiać i potem i ja się śmiałam i jeszcze kilka innych osób i bierzmowani również! To było niesamowite! Po wyjściu z kościoła miałam ochotę skakać i tańczyć! :D
Mieliśmy trochę czasu wolnego, by coś zjeść. Po przerwie mogliśmy wysłuchać ostatniego wykładu, który bardzo mi się podobał. Po wykładzie zaczęliśmy tzw. "popołudnie humoru". Zanim inni się przygotowywali, ja byłam zmuszona wyjść na środek sali i pokazywać jak klaskać do piosenki! W końcu nadszedł występ z piosenką "Ona tańczy dla mnie" w wersji zmienionej :D Wszyscy tak się dobrze bawiliśmy, że aż zrobiliśmy pociąg! :D Czekały mnie jeszcze dwa przedstawienia, w których brałam udział! W pierwszym za wiele nie musiałam robić, bo jedynie tylko stałam. W drugim skeczu musiałam trochę mówić, ale mnie trochę gardło zaczęło boleć i za głośno nie mogłam mówić. W dodatku tak mnie to rozśmieszyło, co graliśmy, że aż płakałam ze śmiechu!Tak zakończyliśmy nasz Weekend Alfa, który przyniósł wiele radości i śmiechu! Miałam ochotę skakać i tańczyć!
Wraz z ekipą mieliśmy jeszcze podsumowanie dnia i tego, co się działo.
Pożegnałam się z ludźmi, bo wyjeżdżałam na tydzień na ferie. Miałam
wracać busem o 16.30, a jakimś fartem zdążyłam na wcześniejszy, więc
pojechałam wcześniej.
Wróciłam na trochę do domu i rozpakowałam torbę. Niestety tuż po moim powrocie, zostałam od razu zaatakowana, bo pewna osoba powiedziała mi, że mnie zamorduje...
A ja się dziwiłam, dlaczego mi się śniły przez jakiś czas koszmary o tym, że mnie chce ktoś zabić... Zaczęłam tracić moją radość, którą miałam w sobie. Pojechałam z koleżanką na Wieczór Chwały, który przygotowywała moja wspólnota z okazji 7 rocznicy powstania.
Jak już wysiadłyśmy z autobusu to się okazało, że większość ludzi idzie razem z nami :D Aż byłam w szoku! Tuż przed kościołem zobaczyłam kilka osób ode mnie ze wspólnoty i zaproponowali mi bym flagowała. Zgodziłam się i poszłam do osób, które miały flagować. Wspólnie pomodliliśmy się i doszedł do nas ksiądz i nas pobłogosławił na czas posługi a na koniec jeszcze nas przytulił!
Rozdzieliłyśmy się, gdzie mamy stać z flagami. Ja miałam być po lewej stronie Ołtarza, by tam flagować.
Na początku była krótka scenka śmiesznie przedstawiona, a później zaczęliśmy uwielbienie i flagowanie. Kiedy tak flagowałam na początku, miałam złe myśli, przypomniały mi się te słowa, które usłyszałam sprzed wyjścia, ale również wróciło poczucie niegodności, że jestem niegodna, by być tak blisko Ołtarza i tam flagować i powinnam być gdzieś na końcu. Na jakiś czas przestaliśmy flagować, bo była katecheza księdza. Ja w tym czasie modliłam się w ciszy do Ducha Świętego, by zabierał te złe myśli oraz by upewniał mnie i potwierdzał, że mam godność Dziecka Bożego. Dosłownie 2 minuty później, ksiądz powiedział, że jesteśmy godni miłości, umiłowanymi synami i córkami Boga. To była odpowiedź na moją modlitwę! Gdy to usłyszałam, bardzo mnie to poruszyło i zaczęłam płakać. Innym jeszcze momentem, który mnie zaskoczył, była jednoczesna modlitwa i akurat modliłam się o uzdrowienie relacji z bliskimi, a osoba prowadząca powiedziała w tym samym czasie to na głos! Później w moim sercu znów wróciła radość i kiedy były śpiewane pewne piosenki, miałam ochotę skakać i tańczyć! Dałam się prowadzić Duchowi Świętemu i na jakiś czas zamknęłam oczy i flagowałam, tak jak Duch Święty mi na to pozwalał. Niestety jedna flaga cały czas się zwijała, co mnie bardzo denerwowało i przeszkadzało w uwielbieniu. Po tym flagowaniu niestety strasznie bolał mnie kręgosłup. Miłym zaskoczeniem dla mnie było, gdy po Wieczorze Chwały jedna osoba do mnie podeszła i powiedziała mi, że pięknie flagowałam i to moje flagowanie ją wzruszyło! Także to nie było takie tam machanie flagami! Nie wiedziałam, jak wrócę do domu, ale nie martwiłam się o transport i na szczęście jakimś cudem się znalazł!
Poza flagowaniem, musiałam jeszcze być tragarzem! Cały dzień pełen posług! :D
Na koniec dedykuję Wam piosenkę, przy której aż skakałam z radości z flagami mimo zmęczenia po całym dniu i bólu kręgosłupa. Dzięki Duchowi Świętemu ma się siłę, kiedy jest się totalnie wykończonym fizycznie! Cały dzień z Duchem Świętym- polecam! :D