Kochana Owczarnio!
Znów jakoś dawno nie pisałam, choć chciałam wrócić tutaj do systematycznego pisania. W poprzednim wpisie pisałam Wam o tym, że planuję wydać książkę. Jedno Wydawnictwo mi odpisało, że mogliby wydać moją książkę, ale z powodu tego, że jestem debiutantką, to muszę mieć wkład w wydanie, czyli 3000 zł. To moje marzenie, by wydać książkę, ale nie stać mnie. Obecnie jeszcze dowiedziałam się, że mam 3 guzy w mózgu, więc czeka mnie kosztowne leczenie. Na mojego guza leki nie są refundowane. Prawdopodobnie będę miała radioterapię. Może ktoś z Was miałby pomysł, jak znaleźć sponsorów na wydanie książki lub może macie jakiś znajomych w wydawnictwach, gdzie by mogli mi wydać książkę?
Na zachętę umieszczam Wam fragment z 1 rozdziału mojej książki.
"Więzienie nieprzebaczenia"
Drogi czytelniku, wyobraź sobie, że
trafiłeś do więzienia. W dodatku w celi jesteś zupełnie sam. Nie masz żadnego
współwięźnia. Jesteś ty i twoja cela. Powody trafienia za kratki mogą być
różne – kradzież, oszustwa, przekręty finansowe, niespłacone długi, zabójstwo.
To jednak w rzeczywistości nie muszą być prawdziwe przyczyny, dlaczego tam się
znalazłeś.
Tak
naprawdę każdy z nas może być w więzieniu, nie będąc w nim fizycznie. Często
nie zdajemy sobie sprawy z tego, że sami zamykamy się w lochu, którym jest brak
przebaczenia. Prymas Stefan Wyszyński powiedział kiedyś: „Przebaczenie
jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej
celi więziennej”. Jeśli wybaczysz, przywrócisz sobie wolność. Przebaczenie to
klucz i tylko ty go posiadasz. Wszystko zależy od ciebie, czy z niego
skorzystasz.
W
tym rozdziale pragnę wprowadzić Cię, mój czytelniku, do mojej celi więziennej,
w której byłam praktycznie całe życie. Chcę ci pokazać, jak ona wyglądała
od wewnątrz, by później odkryć przed tobą możliwości skorzystania z klucza,
jakim jest przebaczenie. Sam zobaczysz, jakie są tego owoce, by móc żyć w
pełni i obfitości, doświadczając prawdziwych cudów w swoim życiu.
Historia
więźniarki
Urodziłam się w pozornie
katolickiej rodzinie. W latach szkolnych podstawówki zawsze starałam się być na
niedzielnej Mszy Świętej. Czynnie też uczestniczyłam na lekcjach religii. Znalazłam
się w tym czasie w pierwszej celi, jaką było osamotnienie. Zawsze siedziałam
sama w ławce, a inni przesiadali się do mnie tylko wtedy, gdy nauczyciele
im kazali lub gdy jedna z dziewczyn pokłóciła się z drugą. Byłam takim
piątym kołem u wozu, zawsze na doczepkę. Nigdy nie używałam
wulgarnych słów, przez co moi rówieśnicy mnie nie rozumieli, nie akceptowali,
wyśmiewali się ze mnie. Przez brak akceptacji, czułam się samotna. Już wtedy
pojawiło się w moim sercu ziarno nienawiści.
Kiedy byłam w
gimnazjum, wstąpiłam do Ruchu Światło – Życie, czyli oazy. Moje życie znacznie
się zmieniło. Stałam się bardziej otwarta na ludzi, częściej uczestniczyłam we
Mszy Świętej. Jednak ta moja „przynależność” do oazy po jakimś czasie stała się
zwykłą pobożnością, spełnianiem praktyk religijnych, byciem bardziej ze względu
na ludzi niż dla Boga. Z jednej strony byłam blisko Boga, a z drugiej
strony miałam w sercu nienawiść. Pewnego dnia pokłóciłam się z moją dobrą
przyjaciółką z klasy. Nie rozmawiałyśmy ze sobą przez ponad pół roku. Mijałyśmy
się codziennie w drodze do szkoły i z powrotem, ale nie byłam w stanie jej
wybaczyć. Okres dojrzewania przyniósł kolejną falę nienawiści, która wepchnęła
mnie do kolejnej celi. Wszystko zaczęło się od tego, że pewna dziewczyna
z mojej klasy powiedziała do mnie: „Po co Ty jesteś w tej klasie? Nie
powinno Cię tu być. Chodź, zabijemy Cię. Po co Ty tu jeszcze jesteś?” Te słowa
były dla mnie jak nóż wbity w serce. Bardzo mnie to zabolało, przez co
miałam myśli samobójcze i nie widziałam sensu mojego życia. Nie miałam w nikim
wsparcia. Nienawidziłam tak bardzo tej dziewczyny, że nie mogłam już nawet na
nią patrzeć, a gdy ją gdzieś widziałam, omijałam ją z daleka i szłam na drugą
stronę po to tylko, by jej nie spotkać. Po jakimś czasie zapomniałam
o tej sytuacji, ale moje serce wciąż było zranione. Po kilku latach, gdy
spotkałam tę dziewczynę, pojawiło się we mnie to samo uczucie nienawiści, jak
sprzed kilku lat i chęć odwetu. Wyparłam ze świadomości moje zranienie (na
kilka lat), przez co nie byłam świadoma, że w moim sercu nadal nie potrafię
wybaczyć tej dziewczynie.
W tym czasie moje
życie było beznadziejne, nie widziałam w nim sensu, nie kochałam siebie ani nie
potrafiłam kochać innych. Miałam w sobie wiele nienawiści, do siebie, do ludzi,
miałam żal do Boga, że tyle cierpię i że nie mogę być szczęśliwa. W moim
życiu cały czas obecny był smutek, wielka samotność, rozpacz. Ciągle
doświadczałam odrzucenia, czułam się niekochana i nieakceptowana. Byłam
nieśmiała, małomówna, zamknięta w sobie. Miałam w sobie dużo lęku i strachu.
Ciągle się czymś zamartwiałam. W domu nie doświadczałam miłości, były
tylko złorzeczenia, przekleństwa kierowane w moją stronę, co sprawiało, że
chciałam cały czas uciekać.
Nie miałam dobrych relacji z rodzicami, ani z
rodzeństwem. Moi rodzicie często się kłócili. Ta sytuacja jeszcze bardziej mnie dobijała
i zamykałam się przed ludźmi. Bałam się wychodzić na środek sali i
publicznie przemawiać, to było dla mnie nie do przebicia. Nie akceptowałam
siebie, swojego wyglądu, przez negatywne słowa, które ciągle o sobie
słyszałam od mojej mamy. Byłam w rozpaczy, depresji, wszystko nie miało dla
mnie sensu, a świat miał dla mnie jedną barwę - czarną. To niestety odbiło
się na moim zdrowiu. Prawie codziennie miałam silne migreny, problemy z sercem,
problemy żołądkowe i jakby jeszcze tego było mało dostawałam nerwicy. Brak
przebaczenia powodowało u mnie bezsenność, a jak już spałam, to zazwyczaj
miałam koszmary senne związane z osobami, które mnie skrzywdziły, którym nie
potrafiłam i nie chciałam wybaczyć.
Historia
ta pokazuje, jak wiele zła dzieje się w życiu przez brak przebaczenia.
Nieprzebaczenie zamyka człowieka nie tylko na siebie samego, ale również i na
inne relacje. Odgradza nas od relacji z Bogiem i z ludźmi. Zamykamy się na
innych, niszcząc więzi międzyludzkie. Gardzimy ludźmi, co może prowadzić nawet
do nienawiści. Pogarda innym, gorycz, czyli inaczej brak przebaczenia jest
przeciwnością miłości. Nie potrafimy kochać innych, ponieważ odrzucamy ich od
siebie, widzimy w nich krzywdzicieli, osądzamy i oceniamy, jesteśmy
podejrzliwi, a tym samym pojawiają się uprzedzenia. Gdy osądzamy innych,
nie mamy czasu, aby ich kochać. Jeśli nie wybaczamy, choruje również nasze
ciało – pojawiają się choroby. Tracimy równowagę wewnętrzną – pojawia się
nerwica. W ostateczności nasz duch jest otwarty na fałszywe inspiracje,
nie mamy w sobie miłości.
Choroby,
dolegliwości, różne skutki psychosomatyczne (jest to wpływ psychiki na ciało
człowieka, z której mogą wynikać różne choroby), brak radości z życia, nie
pojawiają się tak same z siebie, lecz mają w tym swoją przyczynę. Do takich
stanów emocjonalnych, psychicznych i duchowych przysługują się tzw. „kaci”,
którzy dręczą myśli, zadają ból.

