sobota, 9 lipca 2016

Więzienie nieprzebaczenia

Kochana Owczarnio!

Znów jakoś dawno nie pisałam, choć chciałam wrócić tutaj do systematycznego pisania. W poprzednim wpisie pisałam Wam o tym, że planuję wydać książkę. Jedno Wydawnictwo mi odpisało, że mogliby wydać moją książkę, ale z powodu tego, że jestem debiutantką, to muszę mieć wkład w wydanie, czyli 3000 zł. To moje marzenie, by wydać książkę, ale nie stać mnie. Obecnie jeszcze dowiedziałam się, że mam 3 guzy w mózgu, więc czeka mnie kosztowne leczenie. Na mojego guza leki nie są refundowane. Prawdopodobnie będę miała radioterapię. Może ktoś z Was miałby pomysł, jak znaleźć sponsorów na wydanie książki lub może macie jakiś znajomych w wydawnictwach, gdzie by mogli mi wydać książkę? 
Na zachętę umieszczam Wam fragment z 1 rozdziału mojej książki.

"Więzienie nieprzebaczenia"

            Drogi czytelniku, wyobraź sobie, że trafiłeś do więzienia. W dodatku w celi jesteś zupełnie sam. Nie masz żadnego współwięźnia. Jesteś ty i twoja cela. Powody trafienia za kratki mogą być różne – kradzież, oszustwa, przekręty finansowe, niespłacone długi, zabójstwo. To jednak w rzeczywistości nie muszą być prawdziwe przyczyny, dlaczego tam się znalazłeś.
Tak naprawdę każdy z nas może być w więzieniu, nie będąc w nim fizycznie. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że sami zamykamy się w lochu, którym jest brak przebaczenia. Prymas Stefan Wyszyński powiedział kiedyś: „Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej”. Jeśli wybaczysz, przywrócisz sobie wolność. Przebaczenie to klucz i tylko ty go posiadasz. Wszystko zależy od ciebie, czy z niego skorzystasz.
W tym rozdziale pragnę wprowadzić Cię, mój czytelniku, do mojej celi więziennej, w której byłam praktycznie całe życie. Chcę ci pokazać, jak ona wyglądała od wewnątrz, by później odkryć przed tobą możliwości skorzystania z klucza, jakim jest przebaczenie. Sam zobaczysz, jakie są tego owoce, by móc żyć w pełni i obfitości, doświadczając prawdziwych cudów w swoim życiu.

Historia więźniarki
Urodziłam się w pozornie katolickiej rodzinie. W latach szkolnych podstawówki zawsze starałam się być na niedzielnej Mszy Świętej. Czynnie też uczestniczyłam na lekcjach religii. Znalazłam się w tym czasie w pierwszej celi, jaką było osamotnienie. Zawsze siedziałam sama w ławce, a inni przesiadali się do mnie tylko wtedy, gdy nauczyciele im kazali lub gdy jedna z dziewczyn pokłóciła się z drugą. Byłam takim piątym kołem u wozu, zawsze na doczepkę. Nigdy nie używałam wulgarnych słów, przez co moi rówieśnicy mnie nie rozumieli, nie akceptowali, wyśmiewali się ze mnie. Przez brak akceptacji, czułam się samotna. Już wtedy pojawiło się w moim sercu ziarno nienawiści.
Kiedy byłam w gimnazjum, wstąpiłam do Ruchu Światło – Życie, czyli oazy. Moje życie znacznie się zmieniło. Stałam się bardziej otwarta na ludzi, częściej uczestniczyłam we Mszy Świętej. Jednak ta moja „przynależność” do oazy po jakimś czasie stała się zwykłą pobożnością, spełnianiem praktyk religijnych, byciem bardziej ze względu na ludzi niż dla Boga. Z jednej strony byłam blisko Boga, a z drugiej strony miałam w sercu nienawiść. Pewnego dnia pokłóciłam się z moją dobrą przyjaciółką z klasy. Nie rozmawiałyśmy ze sobą przez ponad pół roku. Mijałyśmy się codziennie w drodze do szkoły i z powrotem, ale nie byłam w stanie jej wybaczyć. Okres dojrzewania przyniósł kolejną falę nienawiści, która wepchnęła mnie do kolejnej celi. Wszystko zaczęło się od tego, że pewna dziewczyna z mojej klasy powiedziała do mnie: „Po co Ty jesteś w tej klasie? Nie powinno Cię tu być. Chodź, zabijemy Cię. Po co Ty tu jeszcze jesteś?” Te słowa były dla mnie jak nóż wbity w serce. Bardzo mnie to zabolało, przez co miałam myśli samobójcze i nie widziałam sensu mojego życia. Nie miałam w nikim wsparcia. Nienawidziłam tak bardzo tej dziewczyny, że nie mogłam już nawet na nią patrzeć, a gdy ją gdzieś widziałam, omijałam ją z daleka i szłam na drugą stronę po to tylko, by jej nie spotkać. Po jakimś czasie zapomniałam o tej sytuacji, ale moje serce wciąż było zranione. Po kilku latach, gdy spotkałam tę dziewczynę, pojawiło się we mnie to samo uczucie nienawiści, jak sprzed kilku lat i chęć odwetu. Wyparłam ze świadomości moje zranienie (na kilka lat), przez co nie byłam świadoma, że w moim sercu nadal nie potrafię wybaczyć tej dziewczynie.
W tym czasie moje życie było beznadziejne, nie widziałam w nim sensu, nie kochałam siebie ani nie potrafiłam kochać innych. Miałam w sobie wiele nienawiści, do siebie, do ludzi, miałam żal do Boga, że tyle cierpię i że nie mogę być szczęśliwa. W moim życiu cały czas obecny był smutek, wielka samotność, rozpacz. Ciągle doświadczałam odrzucenia, czułam się niekochana i nieakceptowana. Byłam nieśmiała, małomówna, zamknięta w sobie. Miałam w sobie dużo lęku i strachu. Ciągle się czymś zamartwiałam. W domu nie doświadczałam miłości, były tylko złorzeczenia, przekleństwa kierowane w moją stronę, co sprawiało, że chciałam cały czas uciekać.
 Nie miałam dobrych relacji z rodzicami, ani z rodzeństwem. Moi rodzicie często się kłócili. Ta sytuacja jeszcze bardziej mnie dobijała i zamykałam się przed ludźmi. Bałam się wychodzić na środek sali i publicznie przemawiać, to było dla mnie nie do przebicia. Nie akceptowałam siebie, swojego wyglądu, przez negatywne słowa, które ciągle o sobie słyszałam od mojej mamy. Byłam w rozpaczy, depresji, wszystko nie miało dla mnie sensu, a świat miał dla mnie jedną barwę - czarną. To niestety odbiło się na moim zdrowiu. Prawie codziennie miałam silne migreny, problemy z sercem, problemy żołądkowe i jakby jeszcze tego było mało dostawałam nerwicy. Brak przebaczenia powodowało u mnie bezsenność, a jak już spałam, to zazwyczaj miałam koszmary senne związane z osobami, które mnie skrzywdziły, którym nie potrafiłam i nie chciałam wybaczyć.

Historia ta pokazuje, jak wiele zła dzieje się w życiu przez brak przebaczenia. Nieprzebaczenie zamyka człowieka nie tylko na siebie samego, ale również i na inne relacje. Odgradza nas od relacji z Bogiem i z ludźmi. Zamykamy się na innych, niszcząc więzi międzyludzkie. Gardzimy ludźmi, co może prowadzić nawet do nienawiści. Pogarda innym, gorycz, czyli inaczej brak przebaczenia jest przeciwnością miłości. Nie potrafimy kochać innych, ponieważ odrzucamy ich od siebie, widzimy w nich krzywdzicieli, osądzamy i oceniamy, jesteśmy podejrzliwi, a tym samym pojawiają się uprzedzenia. Gdy osądzamy innych, nie mamy czasu, aby ich kochać. Jeśli nie wybaczamy, choruje również nasze ciało – pojawiają się choroby. Tracimy równowagę wewnętrzną – pojawia się nerwica. W ostateczności nasz duch jest otwarty na fałszywe inspiracje, nie mamy w sobie miłości.
Choroby, dolegliwości, różne skutki psychosomatyczne (jest to wpływ psychiki na ciało człowieka, z której mogą wynikać różne choroby), brak radości z życia, nie pojawiają się tak same z siebie, lecz mają w tym swoją przyczynę. Do takich stanów emocjonalnych, psychicznych i duchowych przysługują się tzw. „kaci”, którzy dręczą myśli, zadają ból.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wulgarne komentarze będą usuwane!