środa, 7 marca 2018

Dawaj, nie oczekując niczego w zamian!

Boża Owczarnio!
       Już kiedyś na blogu pisałam o byciu hojnym, o tym, że warto dawać. Pisałam wtedy bardziej w kontekście dawania dziesięciny. Kto nie czytał, to zapraszam do przeczytania tutaj: https://owieczka-pana.blogspot.com/2017/11/radosnego-dawce-miuje-bog-czyli-o-tym.html. 
       Dziś chciałabym znów poruszyć ten temat, ale w trochę innym kontekście, a mianowicie, że w ogóle warto dawać pieniądze, jałmużnę. Jest Wielki Post, a w tym czasie jesteśmy zachęcani, by dawać jałmużnę jako wyrzeczenie, ale i pomoc drugiemu człowiekowi. Ja osobiście nie mam pracy już ponad 2 lata, więc nie mam dochodów. Czasem raz na kilka miesięcy trafi się jakaś dorywcza praca. 
       Na tegoroczny Wielki Post postanowiłam zaopatrzyć się w Zdrapkę Wielkopostną. Pierwszym zadaniem było zaplanowanie modlitwy, postu i jałmużny. Zastanawiałam się, jak mogę zaplanować jałmużnę, jak nie mam żadnych dochodów, mało na koncie i w ogóle praktycznie nic nie mam. Ciężko dawać komuś pieniądze, jakiemuś ubogiemu, jeśli samemu się nie ma. 
     W styczniu Bóg tak mnie zaskoczył, że dostałam zapłatę za reportaż, który napisałam na warsztaty, z których powstała Antologia. Napisali do mnie, że chcą zamieścić mój reportaż w Gazecie Wyborczej. Nie oczekiwałam żadnej zapłaty. A tu się okazało, że trochę za to dostanę. Dodatkowo jeszcze ksiądz po kolędzie zaproponował mi pewne zadanie do wykonania, za które mi zapłaci. W lutym dałam dziesięcinę z tego, co zarobiłam. Dałam ją w innej formie niż dawałam dotychczas, bo się trochę wstydziłam. Kilka tygodni później na sam koniec lutego Pan Bóg zwrócił mi 5 razy więcej za to, co dałam. Dzięki temu kilka dni później mogłam się podzielić z potrzebującym. 
    W miniony poniedziałek (5 marca) brałam udział w kolejnym warsztacie rozwojowym o przywództwie, które prowadzi trener couch, psycholog biznesowy - Andrzej Śmiech. Piszę o tym, ponieważ na tych warsztatach mieliśmy niesamowite ćwiczenie, które uwolniło mnie od zależności finansowej i oczekiwaniu czegoś w zamian, jeśli ja komuś coś dam, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze. Zazwyczaj nie miałam przy sobie pieniędzy, no bo nic nie zarabiałam, więc skąd miałam coś mieć? A tym razem wzięłam, bo chciałam po drodze pójść do apteki, ale jakoś tak było zimno, że pojechałam autobusem i od razu poszłam na miejsce spotkania. Miałam przy sobie 6 zł. A tu nagle trener pyta nas na warsztatach, czy mamy przy sobie jakieś pieniądze. Każdy coś tam przy sobie miał. Poprosił nas, byśmy wyjęli jakąś monetę, czy banknot i dali to osobie obok. Z kolei ta druga osoba dała nam to, co miała. A później to, co dostaliśmy, mieliśmy dać kolejnej osobie. Tak minęło kilka kolejek, aż w końcu zakończyło się ćwiczenie i zostaliśmy z tym, co nam ktoś dał. Niektórzy może się wzbogacili, inni stracili. Mi zostało aż całe 1,5 zł, więc już nie miałam i tak kupić tego, co chciałam w aptece, więc dałam do puszki, zostając z niczym. Zostałam z niczym, ale to ćwiczenie uwolniło mnie od tego, że nie oczekiwałam niczego w zamian, że dostanę coś więcej niż dałam. To mnie uwolniło od zależności finansowej. W końcu to są Boga pieniądze, a nie moje. I dziś (7 marca), czyli 2 dni później dostałam od taty pewną sumę pieniędzy, choć niewielką. Ja dałam komuś coś od siebie, Bóg dał mi więcej. Z jednej strony straciłam, a z drugiej zyskałam wiele więcej niż mogłam się spodziewać. A nie oczekiwałam, że coś dostanę, że to mi się zwróci. Potraktowałam to ćwiczenie jako danie jałmużny, bo w końcu jest Wielki Post i pomyślałam, że może komuś bardziej się przydadzą te pieniądze niż mi. Zyskałam też wolność, by nie być zależnym od tego, czy coś mam, czy nie, czy mi starczy na coś, czy nie. Bóg się o nas troszczy i możemy dostać wiele więcej, jeśli nie oczekujemy niczego w zamian. A w dzisiejszych realiach jest to bardzo trudne, by nie oczekiwać czegoś w zamian, zwłaszcza wtedy, gdy praktycznie nic nie mamy.
       Mocne są też słowa w Księdze Przysłów: "Kto uszy zatyka na krzyk ubogiego, sam będzie wołał bez skutku" (Prz 21, 13). Kiedy nie przejmujesz się ubogimi, nie dajesz jałmużny, to również i Bóg będzie głuchy na Twoje wołania o pomoc. Bóg Ci nie będzie mógł pomóc, jeśli sam nie pomożesz potrzebującym. Mocne słowa, prawda? Warto się nad tym zastanowić. Może niewiele masz, ale warto dawać cokolwiek, tyle, ile można dać. Gdy my sami będziemy w potrzebie, wtedy Bóg się o nas zatroszczy i nam pomoże. Dawaj, nie oczekując niczego w zamian!

niedziela, 4 marca 2018

Wiadomość łańcuszkowa sprawi, że będziesz szczęśliwy lub nie? Naprawdę w to wierzysz?

Kochane Owieczki!
       Postanowiłam poruszyć kolejny trudny temat, bo mnie już "krew zalewa", kiedy mi wysyłają na Facebooku lub sms-em tzw. wiadomości łańcuszkowe. Jeszcze bardziej mnie denerwuje, kiedy robią to wierzące osoby, żyjące blisko Boga, formujące się we wspólnotach.
     Od jakiegoś czasu dostaję przedziwne tzw. wiadomości łańcuszkowe od różnych osób ze wspólnot. Tematyka tych wiadomości jest różna. Jednym z takich łańcuszków jest wysyłany obrazek, w dodatku przedstawiający Jezusa na krzyżu, a tuż obok grożące słowa, że jak się go nie wyśle, to straci się pracę albo nawet można umrzeć... To jest głoszenie złej nowiny, nowiny śmierci. Jeszcze napisali, że zdjęcie to jest święte. Tylko na tym zdjęciu widocznie widać różne oczy, twarz zrobioną z krzyża. Czy tak wygląda święty obrazek? Czy Jezus groziłby nam śmiercią, jeśli się go nie wyśle innym? Bóg chce naszego szczęścia, życia w obfitości. W Ewangelii św. Jana czytamy: "Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości" (J 10, 10).
Dostałam też inny "pobożny" łańcuszek:

"Modlitwa świętej Teresy. Dostałam to od koleżanki i miałam wybrać 12 kobiet, które mogą tego potrzebować i pomyślałam o Tobie... To tylko chwila przeczytać tę modlitwę. Mam nadzieję, że wybrałam właściwie. Proszę odeślij to do mnie z powrotem (zobaczysz dlaczego). Na wypadek jakby ktoś nie wiedział, święta Teresa jest znana jako święta małych kroków. To znaczy, że wierzyła w robienie małych rzeczy w życiu dobrze i z miłością. Jest także patronką ogrodników i florystów. Jej kwiatami są róże. Pamiętaj, żeby wyrazić życzenie zanim przeczytasz modlitwę. To wszystko co musisz zrobić. Nie ma żadnego załącznika. Po prostu wyślij to do 12 osób i daj mi znać co wydarzyło się czwartego dnia. Przepraszam, że musisz przesłać dalej tę wiadomość, ale spróbuj nie przerywać ciągłości tej korespondencji. Modlitwa jest jednym z najlepszych prezentów, jakie otrzymujemy całkowicie za darmo. Czy pomyślałaś już życzenie? Jeżeli go nie zrobisz nie spełni się! to jest ostatni moment, żeby go zrobić... Modlitwa świętej Teresy: Niech zapanuje pokój. Miej zaufanie do tego,że jesteś dokładnie tam,gdzie powinnaś być. Nie zapominaj o nieograniczonych możliwościach, które rodzą się z wiary. Używaj darów, które otrzymałaś i dziel się miłością, która została ci ofiarowana. Bądź szczęśliwa wiedząc, że jesteś dzieckiem Boga. Niech ta obecność zagości głęboko w Tobie,pozwól swojej duszy śpiewać i tańczyć z radości, a także kochać. Miłości wystarczy dla każdego z nas. Teraz prześlij to 12tu kobietom i pamiętaj, żeby przesłać to z powrotem...do mnie. Ja liczę się jako pierwsza, zobaczysz dlaczego".

Z jednej strony w tym łańcuszku jest o modlitwie, a z drugiej prośba o pomyślenie życzenia. To coś typu: złapałeś złotą rybkę i pomyśl sobie 3 życzenia. Masz na to 3 sekundy. Pomyślałeś? Nie? O, jak przykro, niestety się nie spełni. Tak naprawdę nasze marzenia w większości zależą od nas, czy się spełnią. Jeśli marzysz o dobrej pracy, która będzie dawała Ci radość, to zależy od Twoich możliwości i tego, na ile będziesz starał się znaleźć taką pracę. Niektóre marzenia, owszem nie są realne, jeśli nas na nie nie stać, gdy chcemy wyjechać gdzieś na jakąś super wycieczkę. Lecz jeśli będziemy odkładać pieniądze przez kilka lat, to może stać się to możliwe. Jeśli marzysz, by mieć dobrą figurę, to wszystko zależy od Twojej samodyscypliny, czy będziesz zdrowo się odżywiał, ćwiczył regularnie i utrzymywał daną wagę.

A tu jeszcze inny "pobożny" łańcuszek:

"Poprosiłam Anioła, aby nad Tobą czuwał, ale wrócił. Gdy zapytała dlaczego, że Aniołowie nie pilnują Aniołów. Wśród każdego z nas żyje 20tu Aniołów. 10ciu śpi, 9 bawi się, a jeden właśnie czyta tę wiadomość. Czytaj, czytaj dalej ... to nie są żarty. Pozostałe Anioły wyczuły, że coś Ci doskwiera. Mówią, że ten ból minie, że wkrótce nadejdą lepsze dni. Jeśli wierzysz w Aniołów, prześlij tę wiadomość 10 osobom. Nie ignoruj. Tej nocy dwa Twoje problemy rozwiążą się. Jutro twój dzień będzie o niebo lepszy. Wyślij tę wiadomość 10 osobom (mnie również). Jeżeli nie otrzymam, tzn. że nie zasłużyłam. Jeśli Ty otrzymasz z powrotem 5 wiadomości, w Twoim życiu wydarzy się coś fantastycznego".

       Ten łańcuszek to w ogóle jest niezgodny z nauką Kościoła Katolickiego. Ludzie nie są aniołami, ale mają swoich Aniołów Stróżów. Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który został dany człowiekowi w dniu jego narodzin. Raczej nie jest też możliwe, by aniołowie wiedzieli, co człowieka boli. Aniołowie nie wiedzą, czym jest cierpienie. Tego tak naprawdę zazdroszczą ludziom, że mogą cierpieć dla Boga. Tego dowiadujemy się w Dzienniczku św. siostry Faustyny.

       W wielu wysyłanych łańcuszkach na koniec jest prośba: 
"Jeśli roześlesz tę wiadomość do:
5 osób - czeka Cię szczęście,
10 osób - za miesiąc zdarzy się coś dobrego w Twoim życiu,
15 osób - za dwa tygodnie spełni się jedno z Twoich mniejszych marzeń,
20 osób - jutro spełni się Twoje największe marzenie!
To naprawdę działa!".

       Czy naprawdę wierzysz w takie rzeczy, że Twoje szczęście zależy od ilości wysłanych wiadomości i odebranych z powrotem? To Bóg decyduje o naszym szczęściu. On jest dawcą szczęścia. Jezus powiedział: "Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (J 10, 17-18).
       Czy wiadomość łańcuszkowa pochodzi od Boga? Na pewno nie. Wiadomości od Boga znajdują się w Piśmie Świętym. W Nim zawarte są wszystkie obietnice dla człowieka. Wysyłanie takich łańcuszków jest przesądem, zabobonem i grzechem przeciwko I przykazaniu. To jest forma wróżbiarstwa i czarnowidztwa. Polecam przeczytać też artykuł, który znajduje się na stronie: http://egzorcyzmy.katolik.pl/lancuszki-w-internecie/. 
Na koniec prośba ode mnie :)

czwartek, 1 marca 2018

Bóg nie kocha Twojej maski

Kochane Owieczki!
Niestety w zeszłym tygodniu nie udało mi się dotrzymać mojego postanowienia, ale nie poddaję się. Postaram się jednak pisać raz na tydzień. Trochę się dzieje w moim życiu, mam trudny czas. W każdym razie to, co teraz tutaj napiszę, to chciałam już napisać bardzo dawno temu. W końcu postanowiłam się do tego zabrać, a tak właściwie zmotywowała mnie konferencja ks. abp Grzegorza Rysia na Zimowym Apelu Młodych u mnie w mieście, który odbył się 24 lutego.
(fot. z książki Drogowskazy Miłości, ks. Krzysztofa Kralki)

      Na Zimowym Apelu Młodych, który odbył się na hali MOSiRu ks. abp. Grzegorz Ryś powiedział konferencję na temat prawdziwej pobożności. Mówił o Abrahamie, bo według niego, to właśnie Abraham jest wzorem prawdziwej pobożności. 
       Niestety wielu jest takich, którzy są fałszywie pobożni. Udają, że się dużo modlą, a w sercu są z dala od Boga. Odmawiają ileś tam różnych modlitw, formułek, coraz to więcej nowenn i litanii, a za chwilę potem kogoś przeklinają, obmawiają, oceniają fałszywie, traktują "jak powietrze", chodzą na imprezy w piątki, idą na zakupy w niedzielę do centrum handlowego. A Pan Bóg do nich mówi: "Ten lud czci mnie wargami, a sercem  swym daleko jest ode mnie" (Mk 7, 6). 
    Ksiądz abp. Grzegorz Ryś podawał również przykład, że w Piśmie Świętym jest nawet taki fragment, w którym Bóg mówi, że wymiotuje tym, co robią ludzie. Wymiotuje ich czynami. Mocne, nie? Czy chcesz być wymiotowany przez samego Boga? Nie wiem jak Ty, ale ja osobiście nie chciałabym zostać wymiotowana przez Boga. 
       Stąd też w moim sercu zrodziło się takie przesłanie:
       Bądź prawdziwy, nie fałszywy. Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Nie udawaj fałszywej radości. Nie przyklejaj fałszywego uśmiechu, jeśli w Twoim sercu nie ma radości, a jest ból i rozpacz. Chce Ci się płakać? Płacz! Jeśli jesteś naprawdę szczęśliwy i radosny, to śmiej się prawdziwie! Nie udawaj przyjaciela, jeśli nie potrafisz znaleźć nawet pół godziny czasu na spotkanie w ciągu tygodnia. Nie udawaj pobożnego, modląc się tylko na pokaz, a w sercu przeklinając innych. Bóg nie kocha Twojej maski, Twojego udawania. Bóg kocha Cię takiego, jakim jesteś! Bądź sobą!

       "Co można oczyścić rzeczą nieczystą? Z kłamstwa jakaś może wyjść prawda?" (Syr 34, 4)