poniedziałek, 26 grudnia 2016

Przebaczajmy na wzór świętego Szczepana!

Drogie Boże Owieczki!

Dziś jest dla mnie szczególny dzień i chciałam się z Wami podzielić pewnymi refleksjami, jak również kolejnym fragmentem z mojej książki, który jest o dzisiejszym patronie - świętym Szczepanie. 

Ten dzień - 26 grudnia jest dla mnie szczególny, ponieważ jest to 26 rocznica mojego Chrztu Świętego. W ten Rok Jubileuszowy Chrztu Polski chciałam pójść do miejsca mojego Chrztu i podziękować za ten dar. Niestety nie udało mi się tam pójść, ponieważ źle się czułam i każdy dłuższy spacer, podróż źle na mnie wpływa. To jest spowodowane guzem w mózgu, który ostatnio niestety coraz bardziej daje o sobie znać. Czasem już myślę, że lepiej by było umrzeć niż tak cierpieć... Postanowiłam, że pójdę do mojej parafii z intencją dziękczynną za mój Chrzest. W tym czasie Jezus do mnie powiedział, do mojego serca: "umieram dla siebie, rodząc się dla innych". Zastanawiałam się, co to może oznaczać. Można to rozumieć dwojako. Z jednej strony, że Jezus umarł po to, by dla nas się narodzić. Oddał za nas Swoje życie, byśmy my mogli się narodzić dla Niego. Z drugiej strony pomyślałam, że to również chodzi o mnie samą, że ja mam dla siebie umrzeć, umrzeć z mojego egoizmu, czasem samolubstwa, tego co ja chcę, by urodzić się dla innych, żyć dla nich, poświęcić się im. Tak naprawdę może chodzić i o jedno i o drugie. Z takimi myślami poszłam na Mszę. Co ciekawe, na rozpoczęciu było pokropienie wodą święconą na pamiątkę Chrztu Świętego! Bardzo się ucieszyłam, bo to tym bardziej było dla mnie szczególne, że właśnie 26 lat po moim Chrzcie, mogłam zostać pokropiona na jego pamiątkę. W kazaniu usłyszałam, że św. Szczepan zginął śmiercią męczeńską, by narodzić się dla życia wiecznego. Jezus się narodził na Ziemi, by Szczepan narodził się dla nieba. 
Dzisiejszy patron pokazuje nam, jak mamy wybaczać innym. W mojej książce napisałam:

Ludzkie przebaczenie jest często warunkowe. Mówimy: „przebaczyłbym, gdyby on pierwszy mnie przeprosił”, „przebaczyłbym, gdyby nie zraniłby mnie znowu” i stawiamy wiele innych podobnych warunków.
W innym fragmencie Ewangelii, Jezus mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5, 44). Mamy kochać tych, którzy nas nienawidzą, prześladują nas, czyli mamy im wybaczać wyrządzone nam krzywdy!
Tutaj warto przywołać historię pierwszego męczennika – Św. Szczepana. Działał cuda i wielkie znaki wśród ludu, co nie podobało się władzy – Sanhedrynowi. Postanowili go ukamienować. Gdy kamienowali Szczepana, ten modlił się: „«Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu!»” (Dz 7, 59-60). Święty Szczepan nie osądzał swoich zabójców. Miał tyle miłosierdzia dla nich, że prosił Jezusa za nimi, by nie pamiętał im tego grzechu, a sam oddawał swoje cierpienie Panu. Św. Szczepan uczy nas, jak kochać swoich nieprzyjaciół. Niestety nie każdego z nas stać na takie czyny. Również i sam Jezus modlił się na krzyżu, prosząc za swoich oprawców: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). To podkreśla, jak duże znaczenie dla Chrystusa miała kwestia przebaczenia.

A jak jest z naszym przebaczeniem? Czy nie osądzamy innych, ich czyny względem nas? Czy nie mówimy, że nigdy w życiu komuś czegoś nie wybaczymy? Święty Szczepan nie dość, że nie osądzał swoich oprawców, to jeszcze prosił Boga, by im wybaczył ich grzechy, nie brał ich pod uwagę. Powinniśmy brać przykład ze św. Szczepana!

piątek, 23 grudnia 2016

Czy wciąż czekasz na Boże Narodzenie?

Boże owieczki!

Grudzień to miesiąc, w którym szczególnie zajmujemy się porządkami w naszych domach. Myjemy okna, trzepiemy dywany, sprzątamy w regałach, ścieramy kurze, robimy ogromne zakupy – to nasze zewnętrzne przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Skupiamy uwagę na tym, co zewnętrzne, a nie na tym, co duchowe, co tak naprawdę powinno być najważniejsze.

Czy te nasze wysprzątane mieszkania, upieczone pyszne ciasta, nie przysłaniają nam prawdziwego narodzenia Jezusa w naszym życiu?

Jezus to EMMANUEL- czyli Bóg z nami. Jezus przychodzi do naszej codzienności. Rodzi się w naszych sercach, które nieraz przepełnione są smutkiem, niepokojem, bezradnością. Jezus rodzi się w naszej biedzie, beznadziejnej sytuacji, w ciemności i w pustce. On przychodzi, tak jak chce. Przychodzi do miejsc, które wybrał. Nie są one wcale przypadkowe. Popatrz w swoje serce i zobacz, co w nim jest. Czy jest w nim obecny Jezus?
Jezus przyszedł na świat ponad 2000 lat temu. Narodził się, byś Ty mógł żyć, byś mógł mieć życie wieczne. Lecz… czy narodził się On w Twoim życiu? Czy doświadczasz Jego obecności w swoim życiu? Czy doświadczasz Jezusa, który jest Światłością i daje radość?  Czy Jezus naprawdę się narodził? A może wciąż czekasz na Boże Narodzenie?

Zajrzyj w głąb swojego serca, gdzie czujesz się bezwartościowy, nędzny. Zajrzyj w swoją biedę, w biedę swojego grzechu. Jezus rodzi się po to, by wejść w tą biedę i wlać w nią obfitość Swojej miłości. On chce wejść w Twoje poczucie niskiej wartości. Chce wejść w Twój smutek i beznadziejną sytuację.
Pozwól Jezusowi, by narodził się w Twoim sercu. Pozwól Mu, by pokazał Ci, jak ważny jesteś w Jego oczach. Pozwól Mu, by pomógł Ci dostrzec, że jest przy Tobie w tej trudnej sytuacji, w jakiej się znajdujesz. Pozwól Mu zniszczyć smutek i by odrodził Twoje serce, które będzie przepełnione radością!

Przyjmij Jezusa- Słowo! Słowo, które jest obecne i daje życie!

czwartek, 22 grudnia 2016

Minął rok od cudu!

Kochane Boże owieczki!

Postanowiłam częściej tu pisać. W zeszłym roku nie napisałam ani jednego wpisu, ponieważ wtedy pisałam pracę magisterską, później pracowałam kilka miesięcy, a potem jeszcze dużo zła się działo w moim życiu, więc nie chciałam tu nic pisać. Jednak dokładnie rok temu, czyli 22 grudnia 2015 r. wydarzyło się coś bardzo ważnego, czym chciałabym się z Wami podzielić. To będzie również fragment z mojej książki, która już na dniach zostanie wydana. Myślę, że po Świętach będzie już w sprzedaży.

W mojej książce napisałam tak:

22 grudnia 2015 roku poprosiłam wstawienników (osoby posługujące modlitwą wstawienniczą), aby przeprowadzili mnie przez modlitwę przebaczenia. Opowiedziałam im całą sytuację. Poprowadzili mnie przez modlitwę uwolnienia według pięciu kluczy Neala Lozano. Więcej na ten temat możesz przeczytać w jego książce: Modlitwa uwolnienia. Musiałam najpierw wybaczyć wszystko samej sobie i wyrzec się wielu złych duchów, które miały na mnie wpływ. Dopiero po tym, gdy to zrobiłam, przebaczałam innym. Po tej modlitwie czułam, że Jezus uwolnił mnie od tego nieprzebaczenia i od wielu innych rzeczy. To była długa i zarazem ciężka modlitwa, ale dokonała cudu w moim życiu! Poczułam wielką ulgę w sercu i doświadczyłam pokoju oraz radości.
Przemiana dokonała się również w mojej rodzinie. Pierwszy raz od wielu lat miałam bardzo spokojne Święta Bożego Narodzenia. Na nowo polubiłam ten Bożonarodzeniowy czas i już nie denerwowało mnie śpiewanie kolęd. Najważniejsze jednak było to, że nie tylko ja zmieniłam nastawienie do moich rodziców, ale również oni zaczęli mnie inaczej traktować.
Adwent 2015 roku był dla mnie prawdziwym radosnym oczekiwaniem, a Jezus prawdziwie narodził się na nowo w moim sercu, które dał mi nowe, bym potrafiła kochać i wybaczać. Jezus uwolnił mnie od nieprzebaczenia, rozwiązał kajdany, które miałam w sobie. Przemienił moje serce! Nie ma w nim żalu i goryczy, ani pretensji. Jest przepełnione radością i pokojem. Przebaczenie uzdrawia i uwalnia serce! Chwała Panu za łaskę przebaczenia!

O jeszcze innym cudzie związanym z przebaczeniem, przeczytacie na samym końcu w mojej książce. To jest tylko fragment.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Moja święta przyjaciółka

Kochana owczarnio!

Nie miałam możliwości z kim się tym podzielić, więc pomyślałam, że mogę się z Wami podzielić na moim blogu. To, czego ostatnio doświadczam od listopada, to jest niesamowite i przekracza ludzkie myślenie!

Nigdy nie zastanawiałam się nad wymawianymi słowami w wyznaniu wiary, czyli w Składzie Apostolskim. Nigdy tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym, czy ja tak właściwie, tak naprawdę wierzę w to wszystko, a szczególnie w końcowe słowa:
"Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny". Chodzi mi tu głównie o "świętych obcowanie". Od 1 listopada br. mogę teraz stanowczo stwierdzić, że WIERZĘ, prawdziwie wierzę w ŚWIĘTYCH OBCOWANIE!

A wszystko zaczęło się od zasypiania... na modlitwie! Tak, właśnie od zasypiania na modlitwie. Zaczęło mi się to często zdarzać, choć w nocy się zaczęłam wysypiać. Byłam na Adoracji w ciszy i tak się modliłam, aż nagle usnęłam. Kiedy wstałam, postanowiłam przeczytać fragment z Pisma Świętego. Przeczytałam ze 2 razy i znów usnęłam. Wtedy też dowiedziałam się, że i święci tak mieli, a dokładniej miała tak św. Tereska od Dzieciątka Jezus (z Lisieux). Później święta ta zaczęła się do mnie "dobijać" na różne sposoby. Znajomy ksiądz szukał kogoś, kto mógłby zrobić plakat zachęcający na dni skupienia i jak się okazało, te dni skupienia organizowały siostry Tereski od Dzieciątka Jezus! Potem koleżanka na fb wysłała mi w wiadomości grafikę z cytatem tej świętej. Zamieszczam go poniżej.
Później znajoma siostra zakonna pożyczyła mi książkę do przeczytania i właśnie o tej świętej! 1 listopada pojechałam z moją grupą ze wspólnoty na Adorację wieczystą do Skarżyska-Kamiennej. Tam zobaczyłam siostrę zakonną w habicie. Zastanawiałam się, jakie to może być zgromadzenie. Domyślałam się, że może to karmelitanka. W domu znalazłam informacje w Internecie, że tam są karmelitanki od Dzieciątka Jezus! Zaczęłam się zastanawiać, co ta święta chce ode mnie. Zapytałam znajomego ojca karmelitę i odpowiedział mi, że "ona tak zaczepia tych, których wybrała" i że chce się ze mną zaprzyjaźnić. Jedna osoba ze wspólnoty powiedziała mi, że ta święta chce mi pomóc w wyjściu z błędnego koła, w którym się znalazłam i wyprowadzi mnie na prostą drogę. Zaczęłam szukać coraz więcej informacji na temat tej świętej. W dodatku, kiedy robiłam porządki, znalazłam w jednej z moich szuflad w biurku relikwiarzyk św. Tereski! Nawet nie wiem, skąd go tam miałam i kto mi go dał, bo ja go nie kupiłam. To bardzo namacalne obcowanie ze świętymi!
Przeczytałam jedną książkę o niej, a potem drugą z jej słowami, jej ostatnimi rozmowami z jej siostrą. Dzięki tym książkom dowiedziałam się, że i ona tak miała, że każdy uważał, że się nad sobą rozczula, że jest powolna. Nikt jej nie wierzył w jej chorobę, ani w to, czego duchowo doświadczała. Zasypiała na modlitwie, czuła bliską obecność diabła. Raz nawet poprosiła siostry, by pokropiły jej łóżko wodą święconą. Św. Tereska miała mocne dręczenia przeciwko wierze, miała koszmary senne, nocne dręczenia i miała trudność w odmawianiu różańca!
Kiedy zaczęłam się przyjaźnić ze św. Tereską, zaczęłam ją prosić o łaski dla siebie i innych. W imieniny mojego spowiednika poprosiłam ją, by zesłała mu deszcz róż. A wieczorem na Mszy dostał cały bukiet białych róż! Św. Tereska mówiła, że po jej śmierci będzie zsyłała deszcz róż, czyli deszcz łask. Gdy miałam mocne dręczenia złego w nocy, wezwałam św. Tereską i od razu wszystko ustało! Słyszałam wtedy jakby jej słowa i szeptała do mnie taki zarówno dziecinnym, ale kobiecym głosem: "Dziecko Boga, zaufaj". Diabeł boi się św. Tereski! Znalazłam piękną, krótką nowennę za jej wstawiennictwem i odmówiłam ją w intencji, by koszmary senne i dręczenia złego, które miałam w nocy od 12 lat, czyli zaczęły się, kiedy miałam ok. 14 lat, by w końcu minęły. Każdego dnia nowenny widziałam róże. W noc po zakończeniu nowenny, dręczenia znikły i koszmary senne również! Wreszcie po ponad 12 latach śpię spokojnie w nocy, bez lęku, bez płaczu, bez krzyku, bez bólów serca! Jezus mnie uwolnił za wstawiennictwem mojej świętej przyjaciółki!
Mój spowiednik mi potwierdził, bym trzymała się św. Tereski i że to jest moja droga. Powiedział, że nie każdy ma taki kontakt ze świętymi, taką opiekę duchową. Cały czas mi przypomina, bym się jej trzymała, że ona mi pomoże w trudnym czasie przez to świętych obcowanie :)
A czy wy wierzycie w Świętych obcowanie? Czy macie swojego świętego przyjaciela?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

"Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca"

Kochane, drogie owieczki!

Znów dawno tu nic nie pisałam, ale postanowiłam w końcu jakoś się ogarnąć i zmotywować, by tu coś napisać. Szczególnie zmotywowało mnie to, że zobaczyłam, że w tym roku napisałam tu tylko 4 posty! W porównaniu do poprzednich lat, to bardzo, bardzo mało. Aczkolwiek więcej niż w 2015 roku, bo wtedy nic nie napisałam! Chociaż od września mam bardzo dużo czasu wolnego, ponieważ znów nie pracuję, to jednak jakoś ciężko mi tu coś pisać. 

W poprzednim wpisie wspomniałam Wam o tym, że chciałabym wydać swoją książkę i umieściłam fragment tej książki. Pisałam, że potrzebuję 3000 zł jako wkładu autorskiego. Wydawnictwo w końcu zeszło na niższą kwotę, W dodatku Bóg się tak zatroszczył, że zesłał mi dofinansowanie, które dostałam dzięki znajomemu z Warszawy. Tak się stało, że we wrześniu podpisałam umowę wydawniczą! Od tamtego czasu musiałam nanosić wiele poprawek tekstu, aż w końcu trafiło do wydawnictwa. Od ponad miesiąca wydawnictwo robi korektę i wszystkie inne potrzebne prace nad tekstem. W tym tygodniu mam dostać moją książkę od wydawnictwa i nanieść korektę autorską. Możliwe, że za jakieś 2-3 tygodnie moja książka zostanie wydana! W umowie z wydawnictwem mam, że książka musi zostać wydana najpóźniej do 31 grudnia. Fragment książki, który umieściłam w lipcu, będzie nieco zmieniony w książce z pewnych względów. Tu na blogu piszę pod pseudonimem, dlatego te osoby, które chciałyby kupić moją książkę, proszę Was o wysłanie do mnie wiadomości na profilu fb mojego bloga. Wtedy podam wszelkie potrzebne informacje. 
Wiem, że ta książka to Boże dzieło, więc Bóg spełnia moje marzenia! Kto by pomyślał, że kiedykolwiek wydam książkę! Wydawca powiedział, że rzadko kiedy wydawnictwa wydają debiutantów.

"Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca" (Ps 37, 4).

sobota, 9 lipca 2016

Więzienie nieprzebaczenia

Kochana Owczarnio!

Znów jakoś dawno nie pisałam, choć chciałam wrócić tutaj do systematycznego pisania. W poprzednim wpisie pisałam Wam o tym, że planuję wydać książkę. Jedno Wydawnictwo mi odpisało, że mogliby wydać moją książkę, ale z powodu tego, że jestem debiutantką, to muszę mieć wkład w wydanie, czyli 3000 zł. To moje marzenie, by wydać książkę, ale nie stać mnie. Obecnie jeszcze dowiedziałam się, że mam 3 guzy w mózgu, więc czeka mnie kosztowne leczenie. Na mojego guza leki nie są refundowane. Prawdopodobnie będę miała radioterapię. Może ktoś z Was miałby pomysł, jak znaleźć sponsorów na wydanie książki lub może macie jakiś znajomych w wydawnictwach, gdzie by mogli mi wydać książkę? 
Na zachętę umieszczam Wam fragment z 1 rozdziału mojej książki.

"Więzienie nieprzebaczenia"

            Drogi czytelniku, wyobraź sobie, że trafiłeś do więzienia. W dodatku w celi jesteś zupełnie sam. Nie masz żadnego współwięźnia. Jesteś ty i twoja cela. Powody trafienia za kratki mogą być różne – kradzież, oszustwa, przekręty finansowe, niespłacone długi, zabójstwo. To jednak w rzeczywistości nie muszą być prawdziwe przyczyny, dlaczego tam się znalazłeś.
Tak naprawdę każdy z nas może być w więzieniu, nie będąc w nim fizycznie. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że sami zamykamy się w lochu, którym jest brak przebaczenia. Prymas Stefan Wyszyński powiedział kiedyś: „Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej”. Jeśli wybaczysz, przywrócisz sobie wolność. Przebaczenie to klucz i tylko ty go posiadasz. Wszystko zależy od ciebie, czy z niego skorzystasz.
W tym rozdziale pragnę wprowadzić Cię, mój czytelniku, do mojej celi więziennej, w której byłam praktycznie całe życie. Chcę ci pokazać, jak ona wyglądała od wewnątrz, by później odkryć przed tobą możliwości skorzystania z klucza, jakim jest przebaczenie. Sam zobaczysz, jakie są tego owoce, by móc żyć w pełni i obfitości, doświadczając prawdziwych cudów w swoim życiu.

Historia więźniarki
Urodziłam się w pozornie katolickiej rodzinie. W latach szkolnych podstawówki zawsze starałam się być na niedzielnej Mszy Świętej. Czynnie też uczestniczyłam na lekcjach religii. Znalazłam się w tym czasie w pierwszej celi, jaką było osamotnienie. Zawsze siedziałam sama w ławce, a inni przesiadali się do mnie tylko wtedy, gdy nauczyciele im kazali lub gdy jedna z dziewczyn pokłóciła się z drugą. Byłam takim piątym kołem u wozu, zawsze na doczepkę. Nigdy nie używałam wulgarnych słów, przez co moi rówieśnicy mnie nie rozumieli, nie akceptowali, wyśmiewali się ze mnie. Przez brak akceptacji, czułam się samotna. Już wtedy pojawiło się w moim sercu ziarno nienawiści.
Kiedy byłam w gimnazjum, wstąpiłam do Ruchu Światło – Życie, czyli oazy. Moje życie znacznie się zmieniło. Stałam się bardziej otwarta na ludzi, częściej uczestniczyłam we Mszy Świętej. Jednak ta moja „przynależność” do oazy po jakimś czasie stała się zwykłą pobożnością, spełnianiem praktyk religijnych, byciem bardziej ze względu na ludzi niż dla Boga. Z jednej strony byłam blisko Boga, a z drugiej strony miałam w sercu nienawiść. Pewnego dnia pokłóciłam się z moją dobrą przyjaciółką z klasy. Nie rozmawiałyśmy ze sobą przez ponad pół roku. Mijałyśmy się codziennie w drodze do szkoły i z powrotem, ale nie byłam w stanie jej wybaczyć. Okres dojrzewania przyniósł kolejną falę nienawiści, która wepchnęła mnie do kolejnej celi. Wszystko zaczęło się od tego, że pewna dziewczyna z mojej klasy powiedziała do mnie: „Po co Ty jesteś w tej klasie? Nie powinno Cię tu być. Chodź, zabijemy Cię. Po co Ty tu jeszcze jesteś?” Te słowa były dla mnie jak nóż wbity w serce. Bardzo mnie to zabolało, przez co miałam myśli samobójcze i nie widziałam sensu mojego życia. Nie miałam w nikim wsparcia. Nienawidziłam tak bardzo tej dziewczyny, że nie mogłam już nawet na nią patrzeć, a gdy ją gdzieś widziałam, omijałam ją z daleka i szłam na drugą stronę po to tylko, by jej nie spotkać. Po jakimś czasie zapomniałam o tej sytuacji, ale moje serce wciąż było zranione. Po kilku latach, gdy spotkałam tę dziewczynę, pojawiło się we mnie to samo uczucie nienawiści, jak sprzed kilku lat i chęć odwetu. Wyparłam ze świadomości moje zranienie (na kilka lat), przez co nie byłam świadoma, że w moim sercu nadal nie potrafię wybaczyć tej dziewczynie.
W tym czasie moje życie było beznadziejne, nie widziałam w nim sensu, nie kochałam siebie ani nie potrafiłam kochać innych. Miałam w sobie wiele nienawiści, do siebie, do ludzi, miałam żal do Boga, że tyle cierpię i że nie mogę być szczęśliwa. W moim życiu cały czas obecny był smutek, wielka samotność, rozpacz. Ciągle doświadczałam odrzucenia, czułam się niekochana i nieakceptowana. Byłam nieśmiała, małomówna, zamknięta w sobie. Miałam w sobie dużo lęku i strachu. Ciągle się czymś zamartwiałam. W domu nie doświadczałam miłości, były tylko złorzeczenia, przekleństwa kierowane w moją stronę, co sprawiało, że chciałam cały czas uciekać.
 Nie miałam dobrych relacji z rodzicami, ani z rodzeństwem. Moi rodzicie często się kłócili. Ta sytuacja jeszcze bardziej mnie dobijała i zamykałam się przed ludźmi. Bałam się wychodzić na środek sali i publicznie przemawiać, to było dla mnie nie do przebicia. Nie akceptowałam siebie, swojego wyglądu, przez negatywne słowa, które ciągle o sobie słyszałam od mojej mamy. Byłam w rozpaczy, depresji, wszystko nie miało dla mnie sensu, a świat miał dla mnie jedną barwę - czarną. To niestety odbiło się na moim zdrowiu. Prawie codziennie miałam silne migreny, problemy z sercem, problemy żołądkowe i jakby jeszcze tego było mało dostawałam nerwicy. Brak przebaczenia powodowało u mnie bezsenność, a jak już spałam, to zazwyczaj miałam koszmary senne związane z osobami, które mnie skrzywdziły, którym nie potrafiłam i nie chciałam wybaczyć.

Historia ta pokazuje, jak wiele zła dzieje się w życiu przez brak przebaczenia. Nieprzebaczenie zamyka człowieka nie tylko na siebie samego, ale również i na inne relacje. Odgradza nas od relacji z Bogiem i z ludźmi. Zamykamy się na innych, niszcząc więzi międzyludzkie. Gardzimy ludźmi, co może prowadzić nawet do nienawiści. Pogarda innym, gorycz, czyli inaczej brak przebaczenia jest przeciwnością miłości. Nie potrafimy kochać innych, ponieważ odrzucamy ich od siebie, widzimy w nich krzywdzicieli, osądzamy i oceniamy, jesteśmy podejrzliwi, a tym samym pojawiają się uprzedzenia. Gdy osądzamy innych, nie mamy czasu, aby ich kochać. Jeśli nie wybaczamy, choruje również nasze ciało – pojawiają się choroby. Tracimy równowagę wewnętrzną – pojawia się nerwica. W ostateczności nasz duch jest otwarty na fałszywe inspiracje, nie mamy w sobie miłości.
Choroby, dolegliwości, różne skutki psychosomatyczne (jest to wpływ psychiki na ciało człowieka, z której mogą wynikać różne choroby), brak radości z życia, nie pojawiają się tak same z siebie, lecz mają w tym swoją przyczynę. Do takich stanów emocjonalnych, psychicznych i duchowych przysługują się tzw. „kaci”, którzy dręczą myśli, zadają ból.

niedziela, 29 maja 2016

Bądź natrętny!

Witaj moja owczarnio!

Znów jakoś dawno nic tutaj nic nie pisałam. Było wiele różnych wydarzeń w moim życiu w tym czasie, wiele trudnych doświadczeń. Ciężko jest mi tu pisać systematycznie tak, jak kiedyś to robiłam. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje.
Odkryłam również, że Bóg mnie powołuje do większego pisania i napisałam książkę na temat przebaczenia. Aktualnie czekam na odpowiedzi różnych wydawnictw. Zaczęłam pisać również drugą książkę, choć z tą mi idzie ciężej. Proszę Was o modlitwę w tej intencji, jeśli jest taka wola Boża, by ta książka o przebaczeniu została wydana.

W tym wpisie chciałabym Wam uświadomić, że warto być natrętnym. Warto upominać się Bogu i ciągle Go prosić o coś. Choć zazwyczaj nikt nie przepada za takimi ludźmi, szczególnie dziewczyny nie lubią nachalnych chłopaków.

W Ewangelii według św. Łukasza jest taka przypowieść:

"Dalej mówił do nich: "Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: "Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać". Lecz tamten odpowie z wewnątrz: "Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie". Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje" (Łk 11, 5-8).

Jezus uczył swoich uczniów, by byli natrętni w proszeniu. Opowiedział im przypowieść o natrętnym przyjacielu, od którego chciał pożyczyć chleby i to w dodatku w nocy o północy! Kto "normalny" przychodzi do sąsiadów o tej porze? No nikt! Lecz jeśli byłby to przyjaciel, to przyjmie go o każdej porze i mu pomoże w tym, o co by go prosił. Choć w przytoczonej przypowieści, tamten ów przyjaciel, początkowo niemile go traktuje, to w ostateczności z powodu jego natrętnego błagania, pożycza mu to, o co go prosi. Tak też jest w relacji między człowiekiem a Bogiem. Jeśli będziemy się "naprzykrzać", będziemy natrętni, wręcz nachalni Bogu, to On w końcu postanowi nas wysłuchać i da nam to, o co Go poprosimy. Oczywiście, jeśli będziemy wierzyć, że to otrzymamy.

Chciałabym się teraz z Wami podzielić owocem mojego natręctwa. W zeszłym roku miałam bardzo mocne migreny, brałam różne leki od neurologa, ale niewiele pomagały. Migreny te powodowały nawet niedowład połowy ciała, tzn. nie czułam jednej połowy ciała, nie mogłam ruszać ani ręką ani nogą. Przez te niedowłady, opuszczałam często zajęcia na studiach. W grudniu zeszłego roku (2015) neurolog stwierdziła u mnie migrenę porażenną. Dostałam na to mocne leki, które miałam brać tylko w momencie ataków. Następną wizytę u neurologa miałam mieć dopiero w połowie lutego. Stwierdziłam, że szybciej mnie Jezus uzdrowi, niż dostanę się na kolejną wizytę do neurologa. Byłam tak natrętna w swoim błaganiu o uzdrowieniu, że usłyszałam kilkakrotnie poznanie na Mszy z modlitwą o uzdrowienie, że Jezus uzdrawia z silnych bóli migrenowych. W styczniu zostałam uzdrowiona z migreny, a na kolejnej wizycie u neurologa nie musiałam prosić o leki na migrenę! W dodatku również Jezus uzdrowił moje drętwienie ciała! Od lutego już nie miałam niedowładu ciała!

Kolejna taka sytuacja była związana z bólem kręgosłupa. Miałam rotację kręgów, musiałam mieć nastawiane kręgi i masowany kręgosłup. Wykryto kifozę i oczywiście wadę skrzywienia kręgosłupa. Te masaże, czy też i nastawienie kręgów pomogło na jakiś czas. 15 maja br. w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego w moim mieście był Marsz dla Życia i Rodziny, a później koncert rapera Wiecznego i zespołu "ZaNim Uwielbienie" Witka Wilka. W tym czasie chodziłam z flagami, machałam nimi, wielbiłam Boga poprzez tą modlitwę uwielbienia flagami. Nagle dostałam tak strasznego bólu kręgosłupa, że aż musiałam odłożyć flagi, przestać flagować i po prostu odejść. Ledwo też szłam, myślałam, że zemdleję. Ten ból był nie do zniesienia. Ból ten utrzymywał się przez następne dni i tak trwało to przez 2 tygodnie. Prosiłam codziennie Jezusa o zabranie bólu, o uzdrowienie kręgosłupa, części lędźwiowej, bo ta mnie bolała. Zawsze rano budziłam się z bólem kręgosłupa, nie mogłam leżeć ani dłużej stać ani siedzieć w ławce w kościele. Minionego wtorku, tzn. 24 maja 2016 r. byłam na spotkaniu mojej wspólnoty, gdzie jest zawsze posługa charyzmatami. Było słowo poznania o uzdrowieniu kręgosłupa lędźwiowego i by oddać kontrolę Bogu nad własnym życiem. Wiem, że te słowa były do mnie i je przyjęłam. Ja cały czas chcę nadmiernie kontrolować swoje życie, zamiast oddać kontrolę Bogu. Jednak postanowiłam, że oddam tę kontrolę Bogu, chociaż nie wiem, jak to właściwie zrobić. Od środy - 25 maja 2016 r. nie boli mnie już kręgosłup! Nawet przy dużym wysiłku, ten kręgosłup mnie nie bolał! Chwała Panu za uzdrowienie!

Jak widać, moje świadectwa pokazują, że warto o coś natrętnie prosić i wierzyć w to, że się otrzyma. Otrzymałam dwa potężne uzdrowienia, na które żadne leki i masaże nie pomagały! Jezus jest w stanie uzdrowić ze wszystkich chorób! Wystarczy tylko natrętnie prosić i wierzyć, że tak się stanie.
Życzę Wam, byście nie bali się być natrętnymi! Proście Boga cały czas, a On z powodu waszego natręctwa to Wam da!

piątek, 22 stycznia 2016

Hipnoza - skutki duchowe

Witaj moja Owczarnio!

Tak się zastanawiałam, czy poruszać tutaj temat hipnozy jako zagrożenia duchowego. Nie wiem, jaka będzie Wasza reakcja. Jednak Duch Święty mi pokazał, że warto, bym o tym tutaj napisała, by ostrzec innych, jak straszne skutki ma hipnoza i ćwiczenia hipnotyczne.
W styczniu zeszłego roku (2015), by dostać staż, musiałam wziąć udział w dwóch szkoleniach. Jednym z nich było szkolenie zatytułowane: "Radzenie sobie ze stresem". Szkolenie to prowadził psycholog, couch, który jak się dowiedziałam jakiś czas temu, że pisał artykuły do miesięcznika "Egzorcysta". Psycholog ten mówił, że przeprowadzi dla nas ćwiczenia relaksacyjne i nas tego nauczy. Był to tzw. trening autogenny Schultza. Dopiero po fakcie dokonanym, psycholog uświadomił nas, że były to ćwiczenia hipnotyczne. Większość psychologów stosuje hipnozę i większość ludzi uważa to za dużą pomoc i nie widzi w tym nic złego. Niestety jednak nie zważają oni na skutki duchowe. Chciałabym podzielić się z Wami z mojego własnego doświadczenia, jakie skutki duchowe miała na mnie hipnoza.

Już po paru dniach po zakończeniu szkolenia, na którym miałam ćwiczenia hipnotyczne, czułam wielkie zniechęcenie do spowiedzi. Bardzo nie chciałam pójść i poszłam tylko dlatego, że prosiła mnie moja animatorka. Miałam straszne myśli samobójcze, które pojawiały się nawet w kościele. Tak naprawdę nie widziałam sensu życia i chciałam umrzeć. Chciałam też kilka razy wpaść pod samochód, ale zawsze ktoś mnie ratował w ostatnim momencie.
Miałam również myśli wulgarne i bluźniercze przeciw księżom i Kościołowi. Nie mogłam wytrzymać w kościele i na modlitwie uwielbienia. Kilka razy nawet chciałam coś zrobić, by ksiądz upadł z Najświętszym Sakramentem. Cały czas się spóźniałam na Mszę Świętą, szczególnie w niedzielę. Raz opuściłam Mszę niedzielną, co nigdy mi się nie zdarzało. Nie byłam w stanie ucałować relikwii świętych i błogosławionych.
Źle myślałam o księżach i napisałam obraźliwego SMSa do mojego kierownika duchowego, który później zrezygnował z kierownictwa.
Około 6 razy chciałam wyrzec się wiary i wszystkiego, co związane z Kościołem. Chciałam wyrzucić szkaplerz i go zdjęłam na 2 dni. Nie widziałam sensu w modlitwie, w uczestniczeniu we Mszy Świętej. Nie chciałam chodzić do spowiedzi. Nie chciałam również jeździć na spotkania wspólnoty, buntowałam się przeciw duszpasterzowi i odpowiedzialnym za wspólnotę. Buntowałam się przeciw Bogu. Chciałam odejść ze wspólnoty i już się nie formować. Chciałam przestać chodzić na Mszę w niedzielę, przestać się modlić i wierzyć.
Kiedy byłam sama w mieszkaniu, miałam straszne dręczenia demoniczne - talerz sam zleciał i się stłukł, okna się same otwierały lub zamykały i rzeczy spadały. Miałam straszne koszmary senne, przez które nie byłam w stanie normalnie funkcjonować.
Oczywiście też zniechęcało mnie, by czytać Pismo Święte i robiłam to coraz rzadziej aż w końcu przestałam. Będąc w kościele, odczuwałam ciężar w sercu. Zdarzyło się też, że miałam wizualizację złego ducha. Często usypiałam nagle w kościele, nie mogłam się na niczym skupić, ani na modlitwie ani na Słowie Bożym.
Często byłam bez powodu bardzo smutna, przygnębiona i płakałam, miałam niepokój w sercu. Nie miałam siły do walki duchowej i nie widziałam sensu, by być żołnierzem Jezusa. Oprócz zniechęcenia, by pójść na Mszę Świętą, często również pojawiały się wcześniej fizyczne dolegliwości - nagła senność, biegunka, mocne bóle brzucha i głowy.

Niestety takie skutki duchowe na człowieku ma hipnoza. Wbrew pozorom, dla niektórych bardzo pomocna.
Dopiero po 10 miesiącach, gdy spotkałam się z ks. egzorcystą i kiedy pomodlił się o uwolnienie od wszystkiego tego, co było skutkiem tej hipnozy, to wtedy dopiero minęły te wszystkie złe myśli przeciw księżom i Kościołowi. Już nie chciałam się wyrzekać wiary, mogłam ucałować relikwie świętych, nie spóźniam się na Mszę niedzielną, nie chcę pozbywać się szkaplerza. Jestem bardziej radosna i uśmiechnięta, odzyskałam pokój serca, a przede wszystkim widzę sens mojego życia i chcę być prawdziwym uczniem i żołnierzem Jezusa, brać udział w walce duchowej!
Dziękuję Jezusowi, że w końcu po takim czasie zlitował się nade mną i zesłał mi pomoc! Dziękuję za uwolnienie mnie od wpływu hipnozy!

To świadectwo napisałam po to, by uświadomić niektórych, jak straszne skutki duchowe ma udział w hipnozie. Lepiej zastanówcie się dobrze, do jakiego psychologa się wybieracie. Choć w tym przypadku akurat ten psycholog pracował na katolickiej uczelni!

niedziela, 17 stycznia 2016

Cuda małe i duże 2015 roku!

Kochane Owieczki!

Wiem, że nie pisałam nic tutaj przez ostatni rok. Bardzo Was za to przepraszam. Do czerwca byłam zajęta pisaniem pracy magisterskiej, a to był dla mnie priorytet, żeby się obronić, dlatego cały mój wolny czas poświęciłam na pisanie pracy. 
Głównym powodem, dlaczego tu nic nie pisałam, był mój stan duchowy. Nie mogę napisać, co się działo dokładnie, ponieważ przez to moglibyście mieć problemy. 
W tym wpisie chciałabym tak ogólnie podzielić się z Wami, jakich cudów doświadczyłam
w minionym 2015 roku.

STYCZEŃ 2015
Dowiedziałam się, że moja wada serca się nie zmienia, czyli wszystko jest w normie! Co 5 lat mogę robić badania i sprawdzać, czy nic się nie zmienia! Pierwszy raz w życiu na koniec sesji miałam prawie same 4 i 5!

LUTY - MARZEC 2015
12- 14 lutego 2015 r. uczestniczyłam w rekolekcjach - Szkoła Miłości, którą prowadziła charyzmatyczka Maria Vadia. Miałam okazję z nią porozmawiać i modliła się nade mną. Na tej Szkole Miłości doświadczyłam niesamowitej Bożej Miłości. Przede wszystkim Jezus mnie uwolnił od nieprzebaczenia! To było potężne uwolnienie i działy się dziwne rzeczy ze mną, których nie będę tu opisywać. Jezus uzdrowił mnie również z poczucia odrzucenia! To był wspaniały czas Bożej łaski!
Poprzez to uwolnienie od nieprzebaczenia postanowiłam na Wielki Post, że każdego dnia będę wybaczała jednej osobie, która mnie skrzywdziła. To był początek mojego uwolnienia od nieprzebaczenia. W tym czasie również na rekolekcjach wielkopostnych usłyszałam, że jeśli nie wybaczamy, to żyjemy z dala od Boga. Uświadomiłam sobie, że przez wiele lat tak naprawdę żyłam z dala od Boga, bo nie wybaczałam innym. Nie chciałam już, żeby tak było. Każdego dnia Wielkiego Postu, Duch Święty pokazywał mi dokładnie, komu i co powinnam jeszcze wybaczyć. Stopniowo wybaczałam tym, którzy mnie zranili. Wybaczyłam mojemu zmarłemu lekarzowi, któremu nie potrafiłam wybaczyć od 10 lat, że przez niego mam chorobę od 12 lat i poważniejsze problemy zdrowotne. Przede wszystkim wybaczyłam chłopakowi, który bardzo mnie skrzywdził fizycznie i nie tylko, również przez tzw. „zły dotyk” i próbował wykorzystać seksualnie. Przez niego wkradła się nieczystość w moje życie, która zrobiła spustoszenie w moim sercu. Jednak wybaczyłam mu to wszystko! 
KWIECIEŃ 2015
Zdałam egzamin na grafika komputerowego! Nauczyłam się twórczo ewangelizować poprzez tworzenie grafiki komputerowej.
W tym miesiącu odkryłam i zaakceptowałam moje cierpienie. Odkryłam, że cierpienie mnie uszlachetnia, jeśli przeżywam je razem z Jezusem. Dostałam również odpowiedzi na moje pytania, które nurtowały mnie od dłuższego czasu. Jezus w końcu odpowiedział na moje modlitwy! Otrzymałam dar tłumaczenia języków, chociaż o niego w ogóle nie prosiłam! Często modliłam się o dobrą pogodę i ta modlitwa została od razu wysłuchiwana!
Niesamowite było to, że gdy po 2 latach nie widzenia się i braku przebaczenia pewnemu chłopakowi, byłam w stanie z nim normalnie porozmawiać bez urazy, kiedy go przypadkiem spotkałam!

MAJ 2015
Miałam pierwszy egzorcyzm w życiu, który był dla mnie ciężki, ale również był wielkim umocnieniem dla mnie i odzyskałam pokój serca.
Moi tzw. "duchowi rodzice" pomodlili się za mnie wstawienniczo i mieli poznanie, że Jezus mnie całą obmywa Swoją Krwią i uzdrawia całe moje ciało ze wszystkich chorób. Również mieli poznanie, że Jezus chce, bym skończyła studia, bo to będzie zakończenie pewnego etapu, a zacznie się nowy etap. Będę już bardziej służyła innym. Bóg szykuje dla mnie wielkie rzeczy! Odzyskałam pokój serca i czułam się bardziej sobą, jak również otrzymałam wiele łask i zostałam napełniona nadzieją! Mój kierownik duchowy również mi to w tym czasie potwierdził, że Bóg mnie przygotowuje do szczególnej misji i przygotowuje mnie do wielkich rzeczy.
Pewnego dnia na Nocy uwielbienia doświadczyłam niesamowitej bliskości nieba i czułam obecność aniołów!
Miałam również okazję być na spotkaniu z charyzmatyczką Marią Vadią. Było poznanie, że Jezus uzdrawia z guza mózgu, a ja miałam mikrogruczolaka! Uwierzyłam, że Jezus mnie z niego uzdrawia! Uczestniczyłam też w Czasie Chwały prowadzonym przez Armię Dzieci i Marię Vadię. Doświadczyłam wtedy ogromnego uwolnienia od tego, że wierzyłam w kłamstwa złego, ale i innych ludzi. Po tym uwolnieniu tańczyłam i skakałam z radości!
Dowiedziałam się, że dostałam się na staż! Moja modlitwa została wysłuchana i modlitwa innych w tej intencji! Przyjęli tylko 6 osób!

CZERWIEC 2015
Stał się cud największy - Jezus uzdrowił mnie z guza mózgu - mikrogruczolaka! Mikrogruczolak znikł! Słowa poznania o uzdrowieniu z guza mózgu się wypełniły! Modlitwa moich "duchowych rodziców" została wysłuchana! Niestety jednak dowiedziałam się też, że mam drugi guz w mózgu, ale że jest on łagodny. Na Święcie Wspólnoty "Przyjaciół Oblubieńca" Jezus wlał w moje serce głęboki pokój i ufność. Doświadczyłam tego pokoju i już miałam nadzieję, że zostanę kiedyś uzdrowiona z tego drugiego guza. Jezus przemówił do mojego serca: "Zaufaj Mi, a staną się cuda".
LIPIEC 2015
Wyniki prolaktyny wyszły bardzo dobre, a to było dowodem, że mikrogruczolak naprawdę znikł! Endokrynolog stwierdził, że to bajka i kazał mi się zgłosić za 3 miesiące na kontrolę. Obroniłam magisterkę na 4! Skończyłam w końcu studia magisterskie!
Zaczęłam 2 miesięczny staż w Warszawie! Mogłam tam również uczestniczyć w warsztatach uwielbienia flagami. Znajomy ksiądz odprawiał w mojej intencji Mszę Świętą w Bazylice św. Piotra w Watykanie przy grobie św. Jana Pawła II! To był dla mnie wspaniały prezent! Spędziłam wspaniałe imieniny na Stadionie Narodowym, gdzie miałam tego dnia próbę przed występem.
Dostałam błogosławieństwo od o. Johna Bashobory! Zostałam też poproszona o tworzenie grafiki na stronę fb Krajowego Duszpasterstwa Młodzieży. W ten sposób ewangelizowałam innych i docierało do tysiąca ludzi!

SIERPIEŃ 2015
Bóg zesłał mi wiele osób, które stały się dla mnie aniołami! Pomogły mi w mojej walce duchowej. Jedna osoba dała mi namiary na swojego kierownika duchowego i miałam się z nim skontaktować przez skype'a.
Wymodliłam wiele małych cudów, które były niemożliwe do zrobienia! Na stażu zablokowałam nagle telefon firmowy i opiekunka stażu była na mnie zła. Modliłam się,by Bóg naprawił ten telefon. Informatycy mówili, że nie da się nic zrobić. Następnego dnia po tym wydarzeniu, okazało się, że telefon sam się odblokował, a pomoc informatyków nie była już potrzebna!
Miałam okazję być w miejscu, gdzie był grób bł. ks. Popiełuszki. Modliłam się tam z intencją o łaskę pełnego wybaczenia moim rodzicom, a szczególnie mojej mamie.
Moja praca motywowała mnie do modlitwy i wymodliłam umiejętności, bym potrafiła naprawiać sprzęty elektroniczne. Udało mi się naprawić drukarkę i 3 niszczarki papieru, w tym jedną, która nie działała od ponad miesiąca! Ja zazwyczaj rzeczy często psuję, a tu jednak cuda się zdarzają i udało mi się coś naprawić!
Bóg pokazał mi, że nie jestem niedorajdą, jak mi wszyscy wmawiali, lecz potrafię wiele zrobić! Dzięki Jego pomocy mogę zrobić wiele i nauczyć się nowych umiejętności.
Na urodziny odzyskałam dane z komputera, a podobno nie dało się ich odzyskać! Modliłam się o to wcześniej przez 2 tygodnie!
WRZESIEŃ 2015
Bóg zesłał mi księdza, z którym mogłam rozmawiać tylko przez skype'a. Bardzo mi pomógł przez rozmowę i pomyślałam, że mógłby zostać moim kierownikiem duchowym, chociaż na odległość.
Otrzymałam w prezencie słuchawki, które i tak chciałam sobie kupić! 
Dowiedziałam się również od neurochirurga, że ten mój nowy guz, to sobie może być i że już nie potrzeba żadnej operacji, a rezonans mogę robić co 2 lata, a nie co 10 miesięcy!
Bóg spełnił moje marzenia i wyjechałam do Włoch! Chciałam być w górach, a wokoło były same góry! Byłam w wielu miejscach świętych. Chciałam być na górze objawienia św. Michała Archanioła, a tego nie było w planie. Jednak Bóg zrobił mi prezent i kierowcy zrobili nam niespodziankę i nas tam zabrali! Stał się też cud, bo moja mama poprosiła mnie o modlitwę w intencji mojego brata! Byłam na Audiencji Generalnej i widziałam z bliska Papieża Franciszka! We Włoszech czułam się jak w bajce! Bóg spełnił prawie wszystkie moje marzenia związane z tym krajem! Mieliśmy Mszę Świętą przy grobie św. Jana Pawła II i mogłam się tam pomodlić!
Znajoma siostra zakonna zamówiła Mszę Świętą w mojej intencji w Częstochowie!
Jezus uzdrowił moje opuchnięte stopy bez żadnych maści!
PAŹDZIERNIK 2015
Po 3 miesiącach okazało się znów, że wyniki prolaktyny wyszły bardzo dobre! Bóg mnie uzdrowił! Endokrynolog w końcu uwierzył w moje uzdrowienie i powiedział, że w styczniu będę mogła całkowicie odstawić lek! Bóg wybawił mnie z choroby! Po 3 latach będę mogła odstawić całkowicie lek! Udało mi się w pełni wybaczyć pewnemu księdzu i spotkałam się z nim, było to bardzo piękne spotkanie!

LISTOPAD 2015
Pierwszy raz w życiu przyjęłam sakrament namaszczenia chorych! To jest wspaniały sakrament uzdrowienia! Jezus mnie uzdrowił z bezsenności! Zyskałam również "duchową rodzinę", na których mogę polegać! Jezus mnie również bardzo mocno uwolnił i dał łaskę, bym potrafiła wybaczać! 

GRUDZIEŃ 2015
Ten miesiąc był miesiącem wielkich cudów! Poprzez świadectwo o. Adama Szustaka, którego słuchałam, Bóg pokazał mi, co zrobi ze mną w Adwencie i w najbliższym czasie. Odkryłam, że "duchowo umrę", Bóg wyrwie mi moje serce, a da nowe. Tak też się stało! Bóg wyrwał moje "stare serce", które było z kamienia i nie przyjmowało Bożej Miłości, a dał mi nowe serce - serce z ciała, które stało się otwarte na Bożą Miłość. Odprawiłam 9 dniową nowennę dziękczynną za moje poczęcie, która pozwoliła mi bardziej poznać prawdę o mnie samej i była rozpoczęciem mojej duchowej przemiany, by w pełni wybaczyć moim rodzicom. W końcu na jednej z Mszy Świętych z modlitwą o uzdrowienie, postanowiłam, że wybaczę w pełni mojemu tacie. Tak też się stało, bo już nie miałam do niego pretensji, gdy go często nie było w domu, że nie chronił mnie przed przekleństwami mamy. Wybaczyłam mu również, że w poprzednim roku 2014 znienawidziłam przez niego Święta Bożego Narodzenia i miałam nadzieję, że będą one inne. W tym czasie również księża modlili się nade mną o uzdrowienie i uwolnienie, bym potrafiła wybaczyć mojej mamie. Bóg do mnie przemawiał bardzo osobiście. Najpiękniejsze, co usłyszałam, to były słowa: "Powołałem cię do tego, abyś żyła i kochała, a nie do tego, abyś umarła". Nie potrafiłam wybaczyć mojej mamie tego, że nie chciała, abym się urodziła, może nawet chcieli mnie zabić, nie byłam przez nią chciana i planowana, tylko byłam "wpadką". Dzięki pewnej rozmowie na skypie z księdzem michalitą, który mnie uświadomił, że najgorsze jest nieprzebaczenie rodzicom i że jak nie wybaczę, to nawet egzorcysta mi nie pomoże, to dokonał się wtedy przełom i postanowiłam wybaczyć w pełni mojej mamie. Ksiądz michalita pomógł mi w tej decyzji i miał dla mnie fragment ze Słowa o uzdrowieniu trędowatego. To było dla niego i dla mnie potwierdzenie, że Bóg mnie uzdrowił. Po tej rozmowie miałam później walkę i myśli, że po co wybaczać, skoro znów moja mama mnie zraniła. Dałam się złapać w tą pułapkę. Wiele zawdzięczam też Papieżowi Franciszkowi, że ogłosił Rok Miłosierdzia i że księża mogą rozgrzeszać z grzechu aborcji. To dzięki temu zmieniłam swoje nastawienie i postanowiłam wybaczyć mamie nawet to, że nie chciała, bym się urodziła. Dzięki wstawiennikom z mojej wspólnoty, którzy przeprowadzili mnie przez modlitwę przebaczenia, udało mi się w pełni wybaczyć mojej mamie! Od tamtej pory przestała mnie przeklinać i złorzeczyć, a nasza relacja bardzo się poprawiła! Ja odzyskałam pokój serca i stałam się radosna, uśmiechnięta i bardzo szczęśliwa! 
Takie cuda Bóg uczynił dla mnie w 2015 roku! Życzę Wam, kochane Owieczki, żeby ten rok - Rok Miłosierdzia był dla Was rokiem pełnym łask i cudów!