Witaj moja Owczarnio!
Tak się zastanawiałam, czy poruszać tutaj temat hipnozy jako zagrożenia duchowego. Nie wiem, jaka będzie Wasza reakcja. Jednak Duch Święty mi pokazał, że warto, bym o tym tutaj napisała, by ostrzec innych, jak straszne skutki ma hipnoza i ćwiczenia hipnotyczne.
W styczniu zeszłego roku (2015), by dostać staż, musiałam wziąć udział w dwóch szkoleniach. Jednym z nich było szkolenie zatytułowane: "Radzenie sobie ze stresem". Szkolenie to prowadził psycholog, couch, który jak się dowiedziałam jakiś czas temu, że pisał artykuły do miesięcznika "Egzorcysta". Psycholog ten mówił, że przeprowadzi dla nas ćwiczenia relaksacyjne i nas tego nauczy. Był to tzw. trening autogenny Schultza. Dopiero po fakcie dokonanym, psycholog uświadomił nas, że były to ćwiczenia hipnotyczne. Większość psychologów stosuje hipnozę i większość ludzi uważa to za dużą pomoc i nie widzi w tym nic złego. Niestety jednak nie zważają oni na skutki duchowe. Chciałabym podzielić się z Wami z mojego własnego doświadczenia, jakie skutki duchowe miała na mnie hipnoza.
Już po paru dniach po zakończeniu szkolenia, na którym miałam ćwiczenia hipnotyczne, czułam wielkie zniechęcenie do spowiedzi. Bardzo nie chciałam pójść i poszłam tylko dlatego, że prosiła mnie moja animatorka. Miałam straszne myśli samobójcze, które pojawiały się nawet w kościele. Tak naprawdę nie widziałam sensu życia i chciałam umrzeć. Chciałam też kilka razy wpaść pod samochód, ale zawsze ktoś mnie ratował w ostatnim momencie.
Miałam również myśli wulgarne i bluźniercze przeciw księżom i Kościołowi. Nie mogłam wytrzymać w kościele i na modlitwie uwielbienia. Kilka razy nawet chciałam coś zrobić, by ksiądz upadł z Najświętszym Sakramentem. Cały czas się spóźniałam na Mszę Świętą, szczególnie w niedzielę. Raz opuściłam Mszę niedzielną, co nigdy mi się nie zdarzało. Nie byłam w stanie ucałować relikwii świętych i błogosławionych.
Źle myślałam o księżach i napisałam obraźliwego SMSa do mojego kierownika duchowego, który później zrezygnował z kierownictwa.
Około 6 razy chciałam wyrzec się wiary i wszystkiego, co związane z Kościołem. Chciałam wyrzucić szkaplerz i go zdjęłam na 2 dni. Nie widziałam sensu w modlitwie, w uczestniczeniu we Mszy Świętej. Nie chciałam chodzić do spowiedzi. Nie chciałam również jeździć na spotkania wspólnoty, buntowałam się przeciw duszpasterzowi i odpowiedzialnym za wspólnotę. Buntowałam się przeciw Bogu. Chciałam odejść ze wspólnoty i już się nie formować. Chciałam przestać chodzić na Mszę w niedzielę, przestać się modlić i wierzyć.
Kiedy byłam sama w mieszkaniu, miałam straszne dręczenia demoniczne - talerz sam zleciał i się stłukł, okna się same otwierały lub zamykały i rzeczy spadały. Miałam straszne koszmary senne, przez które nie byłam w stanie normalnie funkcjonować.
Oczywiście też zniechęcało mnie, by czytać Pismo Święte i robiłam to coraz rzadziej aż w końcu przestałam. Będąc w kościele, odczuwałam ciężar w sercu. Zdarzyło się też, że miałam wizualizację złego ducha. Często usypiałam nagle w kościele, nie mogłam się na niczym skupić, ani na modlitwie ani na Słowie Bożym.
Często byłam bez powodu bardzo smutna, przygnębiona i płakałam, miałam niepokój w sercu. Nie miałam siły do walki duchowej i nie widziałam sensu, by być żołnierzem Jezusa. Oprócz zniechęcenia, by pójść na Mszę Świętą, często również pojawiały się wcześniej fizyczne dolegliwości - nagła senność, biegunka, mocne bóle brzucha i głowy.
Niestety takie skutki duchowe na człowieku ma hipnoza. Wbrew pozorom, dla niektórych bardzo pomocna.
Dopiero po 10 miesiącach, gdy spotkałam się z ks. egzorcystą i kiedy pomodlił się o uwolnienie od wszystkiego tego, co było skutkiem tej hipnozy, to wtedy dopiero minęły te wszystkie złe myśli przeciw księżom i Kościołowi. Już nie chciałam się wyrzekać wiary, mogłam ucałować relikwie świętych, nie spóźniam się na Mszę niedzielną, nie chcę pozbywać się szkaplerza. Jestem bardziej radosna i uśmiechnięta, odzyskałam pokój serca, a przede wszystkim widzę sens mojego życia i chcę być prawdziwym uczniem i żołnierzem Jezusa, brać udział w walce duchowej!
Dziękuję Jezusowi, że w końcu po takim czasie zlitował się nade mną i zesłał mi pomoc! Dziękuję za uwolnienie mnie od wpływu hipnozy!
To świadectwo napisałam po to, by uświadomić niektórych, jak straszne skutki duchowe ma udział w hipnozie. Lepiej zastanówcie się dobrze, do jakiego psychologa się wybieracie. Choć w tym przypadku akurat ten psycholog pracował na katolickiej uczelni!
Już po paru dniach po zakończeniu szkolenia, na którym miałam ćwiczenia hipnotyczne, czułam wielkie zniechęcenie do spowiedzi. Bardzo nie chciałam pójść i poszłam tylko dlatego, że prosiła mnie moja animatorka. Miałam straszne myśli samobójcze, które pojawiały się nawet w kościele. Tak naprawdę nie widziałam sensu życia i chciałam umrzeć. Chciałam też kilka razy wpaść pod samochód, ale zawsze ktoś mnie ratował w ostatnim momencie.
Miałam również myśli wulgarne i bluźniercze przeciw księżom i Kościołowi. Nie mogłam wytrzymać w kościele i na modlitwie uwielbienia. Kilka razy nawet chciałam coś zrobić, by ksiądz upadł z Najświętszym Sakramentem. Cały czas się spóźniałam na Mszę Świętą, szczególnie w niedzielę. Raz opuściłam Mszę niedzielną, co nigdy mi się nie zdarzało. Nie byłam w stanie ucałować relikwii świętych i błogosławionych.
Źle myślałam o księżach i napisałam obraźliwego SMSa do mojego kierownika duchowego, który później zrezygnował z kierownictwa.
Około 6 razy chciałam wyrzec się wiary i wszystkiego, co związane z Kościołem. Chciałam wyrzucić szkaplerz i go zdjęłam na 2 dni. Nie widziałam sensu w modlitwie, w uczestniczeniu we Mszy Świętej. Nie chciałam chodzić do spowiedzi. Nie chciałam również jeździć na spotkania wspólnoty, buntowałam się przeciw duszpasterzowi i odpowiedzialnym za wspólnotę. Buntowałam się przeciw Bogu. Chciałam odejść ze wspólnoty i już się nie formować. Chciałam przestać chodzić na Mszę w niedzielę, przestać się modlić i wierzyć.
Kiedy byłam sama w mieszkaniu, miałam straszne dręczenia demoniczne - talerz sam zleciał i się stłukł, okna się same otwierały lub zamykały i rzeczy spadały. Miałam straszne koszmary senne, przez które nie byłam w stanie normalnie funkcjonować.
Oczywiście też zniechęcało mnie, by czytać Pismo Święte i robiłam to coraz rzadziej aż w końcu przestałam. Będąc w kościele, odczuwałam ciężar w sercu. Zdarzyło się też, że miałam wizualizację złego ducha. Często usypiałam nagle w kościele, nie mogłam się na niczym skupić, ani na modlitwie ani na Słowie Bożym.
Często byłam bez powodu bardzo smutna, przygnębiona i płakałam, miałam niepokój w sercu. Nie miałam siły do walki duchowej i nie widziałam sensu, by być żołnierzem Jezusa. Oprócz zniechęcenia, by pójść na Mszę Świętą, często również pojawiały się wcześniej fizyczne dolegliwości - nagła senność, biegunka, mocne bóle brzucha i głowy.
Niestety takie skutki duchowe na człowieku ma hipnoza. Wbrew pozorom, dla niektórych bardzo pomocna.
Dopiero po 10 miesiącach, gdy spotkałam się z ks. egzorcystą i kiedy pomodlił się o uwolnienie od wszystkiego tego, co było skutkiem tej hipnozy, to wtedy dopiero minęły te wszystkie złe myśli przeciw księżom i Kościołowi. Już nie chciałam się wyrzekać wiary, mogłam ucałować relikwie świętych, nie spóźniam się na Mszę niedzielną, nie chcę pozbywać się szkaplerza. Jestem bardziej radosna i uśmiechnięta, odzyskałam pokój serca, a przede wszystkim widzę sens mojego życia i chcę być prawdziwym uczniem i żołnierzem Jezusa, brać udział w walce duchowej!
Dziękuję Jezusowi, że w końcu po takim czasie zlitował się nade mną i zesłał mi pomoc! Dziękuję za uwolnienie mnie od wpływu hipnozy!
To świadectwo napisałam po to, by uświadomić niektórych, jak straszne skutki duchowe ma udział w hipnozie. Lepiej zastanówcie się dobrze, do jakiego psychologa się wybieracie. Choć w tym przypadku akurat ten psycholog pracował na katolickiej uczelni!


Dzięki za ten wpis. Daje do myślenia. Fajnie, że się tym podzieliłaś.Dzięki.
OdpowiedzUsuńTaki miał cel :)
Usuń