czwartek, 31 października 2013

Układanie puzzli

Witajcie kochane owieczki! 

Na początku bardzo Was przepraszam, że już tak długo tu nic nie pisałam. Wiele się działo w tym czasie, trochę miałam zamieszanie na studiach.

Drogi czytelniku mojego bloga, czy nie masz czasem wrażenia, jakby Twoje życie było układanką puzzli?
Jakby wszystko, co Cię spotyka, układało się w jedną całość?
Właśnie do takiego wniosku ostatnio doszłam! Moje życie jest jak układanie puzzli! A Bóg te puzzle trzyma w ręce i składa je tak, by nie brakowało żadnego elementu, by wszystko było ułożone, tak jak być powinno!



Wszystkie sytuacje, spotkania ze znajomymi były puzzlami do układanki. Długo zastanawiałam się, na jakie seminarium magisterskie mam pójść. Chciałam się rozejrzeć na kilku seminariach, ale na te, na które chciałam pójść, nie udało mi się trafić, gdyż nikt nie przychodził. Do kilku profesorów również pisałam e-maile. Tylko jedną dostałam odpowiedź. To, że nikt nie przyszedł, to było dla mnie znakiem, abym tam nie szła. W końcu udało mi się pójść na jedno seminarium. Jednak był pewien problem... W tym samym czasie miałam jedne ćwiczenia specjalizacyjne i nie wiedziałam, co mam robić. Poszłam więc zapytać Panią doktor, która prowadziła te zajęcia i powiedziała, że mogę je jakoś inaczej zaliczać :) Sprawa stała się jasna. Lecz na 2 zajęciach tego seminarium, jakoś zaczęłam się tam dziwnie czuć i zastanawiałam się, czy to na pewno na to seminarium mam chodzić. Miałam jeszcze kilka dni do namysłu, by zakodować te zajęcia na stronie, aby później znalazły się w indeksie.
Kilka dni później spotkałam się z moją koleżanką, z którą się umawiałam na spotkanie już dość dłuższy czas. Tak wyszło, że rozmawiałyśmy też o studiach i tak się złożyło, że poradziła mi, do jakich profesorów nie iść na seminarium. Akurat w tym roku skończyła magisterkę i teraz zaczyna doktorat z tego kierunku! Poradziła mi, do kogo można pójść, a których lepiej unikać. Okazało się, że na te seminaria, co chciałam pójść, to lepiej właśnie ich trzeba unikać! Bóg mnie ochronił, bym nie miała podobnej sytuacji z minionego roku. Moja koleżanka spadła mi z nieba, była dla mnie darem tego dnia! To już zaczęło mi się układać w całość, dlaczego miałam tyle przeciwności wcześniej. W końcu zdecydowałam, że zmieniam seminarium i poszłam do jednego z profesorów, którego mi poleciła moja koleżanka. To był bardzo dobry wybór! To seminarium też niestety jest w tych samych godzinach, co zajęcia specjalizacyjne, lecz wyszła propozycja, że mogę chodzić na podobny przedmiot z innym kierunkiem dzień wcześniej :) Bóg wszystko poukładał w całość, to co jest Jego wolą! To On układa moje życie, inni są Jego narzędziami i mi w tym pomagają, a ja staram się tak decydować, by to było planem Bożym i abym była szczęśliwa. Jeśli Bogu się powierzymy, On wszystko w naszym życiu wyprostuje!
Każda sytuacja, przeciwności, spotkanie z ludźmi, miało swój cel! Każde wydarzenie było elementem puzzla, co pomagało stworzyć całość układanki!
Nigdy wcześniej tak na to nie patrzyłam. Dopiero w tym ostatnim czasie, tak do mnie to dotarło.
A czy Ty, drogi czytelniku, dostrzegasz poszczególne puzzle swojego życia? Dostrzegasz sytuacje, wydarzenia, ludzi których spotykasz? Słuchasz tego, co chcą Ci przekazać? Może to właśnie w tym miejscu, w danym czasie, przez konkretną sytuację i spotkaną osobę, Bóg chce Ci coś powiedzieć i chce, byś pomógł Mu znaleźć kolejne puzzle? Zastanów się nad tym!

czwartek, 17 października 2013

Bóg dotrzymuje obietnic!

Witaj moja droga, duża owczarnio!

Jakiś czas temu pisałam Wam tu o tym, co Bóg mi powiedział w moim sercu podczas Adoracji na rekolekcjach.Dziś chciałabym Wam znów przypomnieć te ważne dla mnie słowa i pokazać Wam, że to nie były jakieś puste słowa przeze mnie wymyślone, że to naprawdę mówił do mnie Bóg i spełnił to, co mi wtedy obiecał!

Pierwszymi słowami, jakie usłyszałam były: "Nie martw się o wszystko, Ja to zaplanowałem, z kim będziesz mieszkać, z kim studiować". Już trochę czasu minęło, od kiedy zaczęłam znów studiować           i zaczynam poznawać bliżej osoby, z którymi studiuję. Jak się okazuje, w mojej grupie jest też kilka osób bardziej wierzących i jest ważny Bóg w ich życiu, co mnie bardzo cieszy, że nie jestem sama :)
Na stancji również mieszkam z fajnymi osobami, mam bardzo fajną współlokatorkę :) To wszystko było w planach Bożych! Ja jedynie za dużo wtedy się martwiłam i niepotrzebnie!
Kolejne bardzo ważne dla mnie słowa, które usłyszałam w sercu podczas tej porannej Adoracji, brzmiały tak: "Ufaj, niebawem Cię uzdrowię". Te słowa bardzo mnie umocniły i wlały w moje serce nadzieję, że rzeczywiście tak będzie. Wtedy jeszcze miałam często bóle głowy, które wywoływał lek, który biorę na moją chorobę, o której już Wam tu wspominałam wiele razy. Często też się źle czułam. Rzeczywiście, tak 
się działo, że stopniowo Jezus mnie już uzdrawiał. Pisałam Wam we wrześniu o moim uzdrowieniu 
z zawrotów głowy, które również powodował ten lek. 

Około 2 tygodnie temu w pierwszą środę października od rana bolała mnie strasznie głowa i bardzo źle 
się czułam. Poszłam wtedy do neurologa i kiedy czekałam na wizytę, coraz gorzej się czułam, coraz bardziej bolała mnie głowa i ledwo tam siedziałam. Neurolog mnie pobadała, postukała itp. w różnych miejscach  
i dała mi skierowanie na tomografię głowy. Miałam mieć później jeszcze zajęcia, ale już nie zdążyłam na nie pójść i chciałam chociaż zdążyć pójść na 18 na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie do pobliskiego kościoła, gdzie niedaleko mam stancję. Nie wiedziałam, czy zdążę tam dotrzeć, bo kolejka przede mną była duża. Na szczęście jakoś po 17 udało mi się wyjść i koło 17.30 szybko szłam w stronę kościoła.
Zależało mi być na tej Mszy. Po drodze modliłam się, bym mogła być na czas. Oczywiście zdążyłam!
Kazanie, które usłyszałam wtedy, dało mi wiele nadziei. Już po tym kazaniu byłam umocniona!
Na Adoracji był taki czas, kiedy wszyscy mieliśmy dotknąć się miejsc w naszym ciele, które mamy chore i ja oczywiście położyłam rękę na głowie. Modliliśmy się o uzdrowienie tych miejsc. W pewnym momencie ksiądz powiedział takie "słowa poznania": "8 osób zostaje uzdrowionych z bólów głowy, zawrotów głowy i z tego, co te bóle powoduje". Ja początkowo nie wiedziałam, czy to do mnie, nie byłam pewna.
Chwilę później ksiądz jeszcze dopowiedział, że dzisiaj te osoby doświadczały tych dolegliwości i żeby podniosły rękę do góry, Jezus je uzdrawia i te osoby czują ciepło na głowie. Ja czułam i podniosłam rękę! Te słowa było do mnie i Jezus mnie uzdrowił z tego bólu głowy! Od tamtej pory, ta głowa mnie już nie boli!
To kolejne uzdrowienie z skutku ubocznego tego leku i choroby.

Z kolei w miniony wtorek (15 października) byłam rano w szpitalu i zrobiłam badania kontrolne hormonów. Odebrałam również wyniki badań tomografii, które w sumie nic nie wykazały i napisali, bym zrobiła jeszcze rezonans magnetyczny. Po południu pojechałam znów do szpitala i poszłam po wyniki badań, które robiłam rano. Okazało się, że poziom prolaktyny mam już w normie! W zaskakująco szybki sposób, nie mam już nadmiaru prolaktyny! Zadzwoniłam do mojego lekarza i powiedział mi, że mogę już lek brać co 2 dni, a nie codziennie! To jest kolejne potwierdzenie, że Jezus mnie uzdrawia i naprawdę niebawem mnie uzdrowi! Może już niedługo nie będę musiała w ogóle brać tego leku. Muszę tylko być cierpliwa i ufać! 
Bóg dotrzymuje Swoich obietnic! Wystarczy tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać...

Tego dnia byłam na spotkaniu wspólnoty i w końcu duszpasterz i liderka rozeznali, że mogę przychodzić we wtorki i brać udział w kolejnym etapie formacji, czyli w Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Wcześniej mówili mi, bym przychodziła w inne dni, kiedy jest prowadzone Seminarium Odnowy Wiary, gdzie jest głoszony Kerygmat. Ja chciałam wrócić do wspólnoty.
Wieczorem szukałam w Internecie fragmentów z Pisma Świętego, gdzie jest o dotrzymaniu Bożej obietnicy.
Natknęłam się na taki fragment, który opisuje o obietnicy zdrowia i uzdrowieniu ze zranień: 
"Albowiem przywrócę ci zdrowie i z ran ciebie uleczę" (Jr 31,17). Te słowa były dla mnie potwierdzeniem, że to Bóg posyła mnie właśnie na to Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego, podczas którego uzdrowi moje rany, które jeszcze nie są w pełni uleczone i potrzebują Jego uzdrowienia. Jak również te słowa jeszcze bardziej utwierdzają mnie w tym, że Bóg uzdrowi mnie w pełni z tej choroby hormonalnej. Potrzeba tylko czasu...
Ostatnie jeszcze słowa, które usłyszałam na rekolekcjach: "Ja Cię wspomogę, postawię Ci ludzi na Twojej drodze". Tego doświadczam każdego dnia spędzonego tutaj na studiach. Codziennie Bóg mi kogoś posyła, kto może mi pomóc w danym czasie w konkretnej sytuacji. Posyła mi, czy to osoby ze wspólnoty, ludzi ze studiów, jak również i z mojego miasta. Ludzi, których znam lepiej lub mniej. Nie zostawia mnie samej! Gdyby nie pomoc, po prostu bycie ze mną pewnych osób w zeszłym tygodniu, to nie wiem, co by ze mną było. Nie chcę tu Wam opisywać, co się działo, ale nie było to dla mnie proste doświadczenie. 
Są sytuacje, o których po prostu lepiej nie wspominać, dlatego nie będę tu wszystkiego opisywać, co się dzieje u mnie duchowo. Ważne, że Jezus był przy mnie i nie zostawił mnie samej sobie! Postawił mi na mojej drodze ludzi, na których mogę polegać!

Czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, doświadczyłeś kiedyś dotrzymania obietnicy przez Boga? 
Czy w ogóle Bóg Ci coś kiedyś obiecał? Może czekałeś i nie byłeś na tyle cierpliwy, że przestałeś w to wierzyć, że kiedykolwiek to się spełni? Wierzysz w to, że Bóg dotrzymuje obietnic?
Cokolwiek o tym myślisz, zaufaj Mu, bądź cierpliwy, a wtedy stanie się niemożliwe! Może to, co Bóg obiecał Ci kiedyś dawno temu, o czym już dawno zapomniałeś, pewnego dnia zaskoczy Cię i spełni obietnicę!

piątek, 11 października 2013

Niesamowite działanie Boże

Witajcie drogie owieczki!

Chciałabym się podzielić z Wami pewnym wydarzeniem, które miało miejsce w miniony wtorek, a co było dla mnie niesamowitym działaniem Bożym.

Wcześniej skończyły się jedne moje zajęcia i tak długo się zastanawiałam, co robić. Miałam dużo czasu wolnego. Chwilę tak posiedziałam, zjadłam śniadanie i poszłam na dół. Tam usiadłam i chciałam coś sprawdzić na komputerze, lecz niestety hasło mi nie wchodziło. Kilka chwil później dosiadła się do mnie dziewczyna z I roku i uświadomiła mnie, że od 12 są rektorskie, specjalnie na rekolekcje. Mówiła mi, jak było poprzedniego dnia i zapraszała mnie, bym poszła. Ja początkowo nie wiedziałam, czy iść, bo na 14 musiałam być w Szpitalu i trochę głupio by mi było wychodzić w połowie, bo do 14 trwały rekolekcje.
Jakoś w końcu mnie przekonała i poszłam!

Rekolekcje były na jednej z Auli uczelni. Co chwila ktoś wchodził, Aula się napełniała po brzegi.
W końcu cała Aula się wypełniła! To był dla mnie szok. Ks. rekolekcjonista powiedział, że najpierw obejrzymy film 30 minutowy, a potem będzie Adoracja ok. 20 minutowa i przeczytany będzie Psalm. 
Ja w myślach miałam, byle nie Psalm 139. Ksiądz również mówił, by nie wychodzić przed Adoracją.
Mówił też, że jesteśmy piękni i różne miłe słowa, lecz nie każdy z nas w to wierzy. Oglądaliśmy film metrażowy pt.: "Most". Można go obejrzeć na youtubie :) aczkolwiek w trochę innej wersji niż my go oglądaliśmy. Po obejrzeniu filmu, ksiądz krótko skomentował, a następnie zaczęła się Adoracja! 
Nagle cała Aula wypełniona młodymi ludźmi ucichła i wszyscy uklękli! To było dla mnie niesamowite! Ta cisza, wszyscy wpatrzeni w Najświętszy Sakrament na Auli! Adoracja trwała zaledwie 15 minut, ale bardzo mnie to umocniło i wiedziałam, że Jezus jest ze mną, jest blisko mnie i będzie blisko podczas badania tomografii głowy. W trakcie Adoracji, ksiądz zaczął czytać Psalm i słucham... No i co się okazało?
Oczywiście- Psalm 139! Kolejny raz Bóg przypomniał mi o Swojej miłości do mnie, że jestem Jego pięknym dziełem, cudownie mnie stworzył! Jednak teraz zauważyłam, że już moja reakcja na ten Psalm była inna niż zawsze. Nie reagowałam zdenerwowaniem, czy też oporem do tych słów. Słuchałam ich ze spokojem
 i radością w sercu. Jezus uzdrowił moje spojrzenie na siebie! Mój fałszywy obraz siebie! 

Niestety, kiedy zaczynali śpiewać pieśni uwielbienia, ja musiałam już opuścić Aulę i pojechać do Szpitala. Miałam pokój w sercu i czułam obecność Bożą, jak również wsparcie modlitewne innych. Jechałam tam      z poczuciem, że Jezus jest blisko mnie, byłam bardziej spokojna, choć nadal trochę się bałam tego badania.

Po tych wydarzeniach, dostrzegłam, że to było działanie Boże. To On zaplanował, bym jednak została na uczelni, zapoznała się z tą dziewczyną i abym poszła na te rekolekcje. A mogłam przecież dużo wcześniej wyjść z uczelni i odpocząć trochę, a później pojechać do Szpitala. Bóg jednak miał co do mnie zupełnie inny plan. Chciał, abym uczestniczyła w rekolekcjach, mimo iż niepełnych. Chciał, bym Go adorowała i przede wszystkim, żebym znów usłyszała, że jestem godna podziwu, pięknie mnie stworzył i bym w to wreszcie uwierzyła! To wszystko było już z góry zaplanowane! 

Bardzo trafnie to też stwierdza znany dziennikarz TVP- Krzysztof Ziemiec: "Nic w życiu nie dzieje się bez sensu, nic nie dzieje się bezcelowo".

A czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, dostrzegasz działanie Boże w Twoim życiu? Czy czujesz, że to On kierował Twoimi krokami? Czy wierzysz w to, że Bóg przemawia przez napotkanych ludzi, konkretne wydarzenia, sytuacje? Czy doświadczasz tego? 

Na koniec dla Was dedykacja:

piątek, 4 października 2013

Czas rekolekcji- czas wsłuchiwania się w Słowo

Witaj moja kochana owczarnio!

Ten wpis miałam umieścić już w zeszłą niedzielę, ale tyle rzeczy się działo, że już nie miałam jak napisać.
Później niestety miałam problemy z łącznością do Internetu i dopiero teraz już dobrze działa, więc wreszcie mogę się z Wami tu podzielić moimi nowymi doświadczeniami z minionego weekendu, który spędziłam na rekolekcjach wspólnotowych.

Jak już Wam pisałam wcześniej... Jeszcze tuż przed rekolekcjami czułam, że Bóg chce mi coś ważnego powiedzieć oraz doświadczyć na tych rekolekcjach i powinnam na nich być. Nie myliłam się!

W sobotę 28 września mieliśmy rano Adorację Najświętszego Sakramentu. To był czas wsłuchiwania się w to, co Bóg chce nam powiedzieć do serca. Bez Pisma Świętego, odmawiania modlitw. Po prostu trwanie    w ciszy. Tego właśnie potrzebowałam! Podczas tej ciszy, usłyszałam słowa skierowane do mnie: "Nie martw się o wszystko, Ja to zaplanowałem, z kim będziesz mieszkać, z kim studiować".
Następnie usłyszałam słowa, które dały mi nadzieję na moje uzdrowienie z choroby: "Ufaj, niebawem Cię uzdrowię".
Na sam koniec usłyszałam potwierdzenie, że Bóg jest ze mną i mi pomoże: "Ja Cię wspomogę, postawię Ci ludzi na Twojej drodze".
To jednak nie było wszystko. Mieliśmy pierwszą konferencję, a na niej ks. rekolekcjonista powiedział, że będzie o Słowie! Konferencję zaczął cytatem bł. Jana Pawła II: "Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana". Potwierdzam te słowa! Kiedy mi przekazali wiarę, szczególnie podczas Kursu Nowe Życie, moja wiara została umocniona. Od tamtej pory, cały czas, świadectwo innych mnie umacniało. Teraz ja mogę umacniać innych, również Was, moi drodzy czytelnicy! Poprzez tego bloga, mogę umacniać Waszą wiarę, chociaż możecie tego nawet nie dostrzegać. Ks. rekolekcjonista zacytował jeszcze słowa z Pisma Świętego: "Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa" (Rz 10, 17). 

To prawdziwe słowa! Tak naprawdę jest! Ksiądz również mówił, że słowo ma zawsze moc, czy to złe, czy dobre, każde słowo ma znaczenie! Musimy uważać na to, co mówimy i komu mówimy, bo nie raz możemy komuś wyrządzić wielką krzywdę, przez co ta osoba może mieć traumę i zamknąć się w sobie na bardzo długi czas. Później nagle ktoś się dziwi, dlaczego on/ona jest zamknięty/a? Dlaczego jest nieśmiały i nic nie mówi, nie bierze udziału w dyskusji? Może właśnie kiedyś usłyszał bardzo raniące go słowa, które sprawiły, że już nie chciał nigdy się odzywać. Rekolekcjonista powiedział to też na swoim przykładzie, swoje świadectwo.

W konferencji ksiądz prowadzący rekolekcje nawiązywał do mojego ulubionego Psalmu- Ps 23 :) Tego dnia z kolei był Psalm śpiewany ze słowami: "Pan nas obroni jak pasterz swe owce". Podczas kazania nagle komuś zadzwonił telefon, a co ciekawe, to z melodyjką "Pan jest Pasterzem moim"! Oczywiście nie zabrakło też nawiązania do przypowieści o zagubionej owcy :) Ja jako Owieczka Pana bardzo cieszyłam się tymi treściami, które słyszałam.
Mieliśmy również czas, by dobrać się w pary i móc pójść na spacer i opowiadać sobie dobre rzeczy. Ja wiele dobrego dowiedziałam się na swój temat, również dostałam odpowiedzi na dręczące mnie pytania, które mnie uspokoiły i pozwoliły lepiej rozeznać pewne rzeczy. Miałam okazję też podzielić się moim świadectwem uzdrowienia z zawrotów głowy.
Nie zabrakło również modlitwy w parach za siebie nawzajem i mówienia drugiej osobie dobre słowa, za co dziękuje się Bogu za tą osobę.Ja podczas tej modlitwy dostałam niesamowitego daru radości, że ciągle się śmiałam, bardzo mnie to rozradowało! Po modlitwie za siebie nawzajem, nawet rekolekcjonista był pod wrażeniem i powiedział, że nigdy nie widział małżonków całujących się podczas modlitwy wstawienniczej!
Miałam też śmieszną sytuację. Mieliśmy przerwę i poszłam na spacer do Sanktuarium, a kiedy wracałam, musiałam zejść z dużego pagórka. Zaczęłam biec i tak aż dobiegłam do domku, w którym mieszkałam. Tam otworzyłam Tymbark, bo chciałam się napić i zobaczyłam napis na nakrętce: "Zwolnij :D" Nieźle mnie to rozśmieszyło! Już później nie biegałam :D

Wieczorem niestety jakoś źle się czułam, taka ociężała, głowa mnie bolała. Na wieczornej konferencji, tak źle się czułam, że aż położyłam się na ławce i mogło to wyglądać jakbym spała, lecz nie spałam, słuchałam! Po prostu tak się ułożyłam, ponieważ nie byłam w stanie normalnie usiedzieć. Ksiądz rekolekcjonista mówił konferencję o nowej ewangelizacji. Podzielił się tym, że jego brat jest z daleka od Boga i nie wyobraża sobie, że on sam będzie w niebie, a jego brat w piekle. Mnie to bardzo poruszyło i zaczęłam płakać. Zrodziły się we mnie pytania: Jak ja mam ewangelizować w mojej całej rodzinie, gdzie jestem sama?          W rodzinie, gdzie jestem jak owca wśród wilków, jak czarna owca.
Przypomniała mi się wtedy sytuacja sprzed prawie 2 lat, kiedy tak właśnie się czułam i nie chciałam być prześladowana, buntowałam się. Modliłam się o Słowo, by Bóg mnie pocieszył, co ja mam robić w tej sytuacji. Otworzyłam fragment: "Idźcie, oto posyłam was jak owce między wilki". Te słowa mnie wtedy dobiły, a nie pocieszyły. Rozbiło mnie to na kawałki, jak młot. To jednak mnie zmieniło i zrozumiałam, że właśnie tutaj do tej rodziny mnie Bóg posyła i mam być tą owieczką wśród wilków. Dopiero wtedy to zaakceptowałam i zmieniłam moje myślenie, moje podejście. Mimo iż po ludzku to Słowo mnie wręcz dobiło totalnie, to tak naprawdę mnie przemieniło i pozwoliło mi zrozumieć moją sytuację w domu.
O 22 zaczęła się Adoracja Najświętszego Sakramentu, która trwała całą noc. Każdy mógł przyjść o danej porze, o której chciał. Ja początkowo miałam w ogóle nie iść, nie zostawać, bo cały czas źle się czułam. Jednak zostałam od razu. Najpierw adorowałam w ciszy, a później postanowiłam pomodlić się o Słowo dla mnie. Modliłam się o Słowo, co mam zrobić, by zewangelizować rodzinę, by wrócili do Jezusa i zostali zbawieni. Pożyczyłam Pismo Święte z ławki za mną i otworzyłam fragment z Księgi Mądrości.

"Dla pouczenia spadła na nich krótka trwoga, ale dla przypomnienia nakazu Twego prawa mieli znak zbawienia. A kto się zwrócił do niego, ocalenie znajdował nie w tym, na co patrzył, ale w Tobie, Zbawicielu wszystkich. I tak naszych wrogów przekonałeś, że to Ty wybawiasz od zła wszelkiego" (Mdr 16,6-8).

"Dla przypomnienia bowiem mów Twoich byli kąsani, i zaraz mieli ratunek, by nie popadli w głębokie zapomnienie i nie stali się niegodni Twojej dobroci. Nie zioła ich uzdrowiły, ani nie okłady, lecz słowo Twe, Panie, co wszystko uzdrawia. Bo Ty masz władzę nad życiem i śmiercią: Ty wprowadzasz w bramy Otchłani i Ty wyprowadzasz" (Mdr 16,11-13).

To były słowa dla mnie, pasowały do mojej sytuacji. Zastanawiałam się długo, jak mam je rozumieć. Doszłam do takiej refleksji, że sama nic nie zdołam. Mam zwrócić się do Jezusa i w Nim znajdę ocalenie. Jezus wybawia od złego i On ma władzę nad życiem i śmiercią. Dało mi to nadzieję, że Jezus wyprowadzi moją rodzinę z Otchłani. Zadanie dla mnie: głosić im Słowo Boże, które uzdrawia! Pytanie: tylko jak? ? ?
Kiedy nad tym się zastanawiałam, zaczęła mi się nucić piosenka: "Nie siłą, nie mocą naszą, lecz mocą Ducha Świętego". Jak się później okazało, to właśnie była odpowiedź na moje pytanie. Mocą Ducha Świętego mam głosić Słowo Boże!
Miałam w ogóle nie zostawać na Adoracji, a w końcu tak wyszło, że zostałam godzinę! Było wcześniej powiedziane, by być pół godziny :D

Ten czas rekolekcji, rzeczywiście był czasem, kiedy Bóg chciał mi coś ważnego powiedzieć. Nie tylko przez Słowo Boże, nauczanie rekolekcjonisty, czy też Jego głos w moim sercu, ale również był to czas, kiedy mogłam wsłuchiwać się w to, co inni chcą mi powiedzieć. Usłyszałam naprawdę wiele wspaniałych rzeczy     i o mnie i nie tylko, słowa pokrzepienia na czas studiów i zmagania się z chorobą. Jeszcze ta sobotnia konferencja o Słowie! To wcale nie był przypadek! To już było dawno zaplanowane. Dla mnie ten czas był ubogacający i bardzo potrzebny, by nabrać siłę na ten rok. Przepiękny czas rekolekcji i również bardzo radosny!

Na koniec umieszczam Wam link do pozytywnej piosenki, której tekst kojarzy mi się z treścią tych rekolekcji: http://hopsiutralala.wrzuta.pl/audio/0WYm4FFAqur/nefre_-_slowo_jest_jak_dynamit

 "Teksty tworzę, które z słów składają się.
W słowach tonę, lubię w myślach kąpać się.
Właśnie one mają niezwyczajną moc.
W którą stronę? powiesz - Prosto w tył czy w bok?

Ja nie lubię rzucać moich słów na wiatr.
Czasem one niczym czyny warte krat.
Słowo ciałem staje się od tylu lat.
Tylko powiem, każdy człowiek to Twój brat.

Czasem chroni, czasem może zranić Cię.
Czy się boisz drogi. Którą iść już wiesz.
Z monotonii kiedy przerwać ciszę chcesz,
to w teorii słowo musi znaleźć się.

Ja mówię słowo.
Człowiek tu powinien wykazywać się mową,
człowiek tu powinien język znać zawodowo
i kiero nawija w Twoją stronę jak prorok.
Czy uwierzysz ile może znaczyć to... "