Witajcie kochane owieczki!
Dawno nic tu nie pisałam, a to dlatego, że dużo się działo, ale również też mnie nie było, gdyż byłam na Kursie Jan, o którym Wam tutaj napiszę, czego tam doświadczyłam. Napiszę również, jakie miałam przeciwności tuż przed pojechaniem na ten Kurs, jak również o kolejnych znakach Bożej Miłości do mnie w postaci serc. Opiszę to, co doświadczyłam każdego dnia z osobna.
Zanim pojechałam na Kurs Jan, na spotkaniu mojej wspólnoty 23 kwietnia 2013, rozważaliśmy fragment z Pisma Świętego: 2 Sm 12, 1-25.
Były tam takie słowa:
"A Pan umiłował go i posłał [o tym wiadomość], i za pośrednictwem Natana nazwał go Jedidiasz- ze względu na Pana" (2 Sm 12,25).
W przypisie pisało, co oznacza imię Jedidiasz- "Umiłowany przez Pana".
Na spotkaniu w grupie dzieliliśmy się tym fragmentem. Ja w modlitwie poprosiłam o uwierzenie, że naprawdę jestem umiłowaną córką oraz o przyjęcie tego.
Na Kurs Jan jechałam z myślą, by nauczyć się być prawdziwym uczniem Jezusa, szczególnie w mojej rodzinie, gdzie mnie prześladują z powodu mojej wiary. Jechałam tam również, by się wyciszyć wewnętrznie, po prostu odpocząć i nie myśleć o pewnych sytuacjach. To była dla mnie też taka jakby ucieczka z domu, ucieczka od problemów.
Piątek (26 kwietnia 2013)- początek Kursu Jan
Przed Kursem Jan...
Na Kurs Jan musiałam pojechać kawałek za Lublin. Moja koleżanka jechała tego dnia do domu, więc pojechałyśmy razem busem o 15, który jechał do Lublina. Po drodze dostałam od niej kartkę, na której była wędka z sercem! A ja wszędzie widzę serca! Miło mi się zrobiło. Gdy jechałyśmy razem, droga była spokojna i nie było żadnych przeszkód ani przeciwności po drodze. W sercu coś odczuwałam, że coś jest nie tak, że nie mam przeciwności, by jechać na Kurs Jan. Wcześniej trochę w domu miałam przeciwności, ale je pokonałam. Moja koleżanka wysiadła w Puławach. Kiedy wysiadła, a ja zostałam sama, wtedy zaczęły się przeciwności. Najpierw jeszcze dużo przed Lublinem, były korki, tak iż mogliśmy stać z pół godziny. Na szczęście tam nie zostaliśmy i pojechaliśmy inną drogą. Jakiś dziwny smutek miałam i szukałam jakiś znaków serc na niebie, lecz nie widziałam. W Lublinie miałam mieć autobus o 17:22 i modliłam się, by na niego zdążyć, by być na 18 na miejscu. Po drodze były takie korki, a w Lublinie nie dało się przejechać, więc zdążenie na autobus było niemożliwe. W dodatku jeszcze bus nie zatrzymał się na przystanku, na którym zawsze się zatrzymywał, przez co musiałam wysiąść na Dworcu PKS i stamtąd iść na pieszo długi kawałek na przystanek, z którego miałam jechać do danego miejsca. Gdy już byłam na przystanku, okazało się, że autobus będzie dopiero za 20 minut i to po 18... Zmartwiło mnie to, nawet trochę zniechęciło. Czułam wewnętrzną walkę duchową. Wiadomo, że "przeciwnik" chciał mi bardzo popsuć moje plany.
Początek Kursu Jan...
Na dane miejsce, gdzie miał być Kurs Jan, dotarłam pół godziny po czasie. Zobaczyłam tam czerwone pluszowe serce. To serce, którego szukałam na niebie przed przyjazdem. Bardzo miło mi się zrobiło, gdy je zobaczyłam. W dodatku zostałam przydzielona do grupy koloru żółtego, a to jest mój ulubiony kolor!
Najpierw była kolacja, na którą się spóźniłam i jadłam sama. Mieliśmy później Mszę Świętą.
W Ewangelii były słowa: "Niech się nie trwoży serce wasze" (J 14,1). W kazaniu ksiądz mówił, że wszyscy jesteśmy umiłowanymi synami, umiłowanymi córkami. Te słowa bardzo rozradowały moje serce!
Po Mszy mieliśmy pierwszy wykład. Wtedy usłyszeliśmy naszą misję:
"Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19a).
W przypisie pisze: "Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich narodów".
Usłyszałam również, że najlepszą rzeczą na świecie, jest usłyszeć słowa: "Podejrzewam, że jesteś uczniem Jezusa". Chciałabym kiedyś usłyszeć od kogoś takie słowa, szczególnie od osób, które niewiele mają wspólnego z Kościołem. To musiałoby być piękne, usłyszeć takie słowa od takich osób, po których by się nie spodziewało ich usłyszeć. Ekipa szukała osoby, która by mogła dzwonić dzwonkiem 5 minut przed danym punktem z dnia i ja zgłosiłam się sama do tej posługi. Bardzo lubię dzwonić dzwonkiem! Wszyscy aż się zdziwili, że sama się zgłosiłam i nie musieli szukać osoby do dzwonienia.
Śpiewaliśmy też moją ulubioną pieśń lednicką: "Słowa Jego są słodyczą"
Sobota (27 kwietnia 2013)- 2 dzień Kursu Jan
Tego dnia, rano przy śniadaniu, zobaczyłam, że ułożyli krzesła w kształcie serca! To kolejne serce, które zobaczyłam podczas tego Kursu, a to był dopiero początek...
Dostałam również fragment z Pisma Świętego- Wj 19,5.
A są to takie słowa: "Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i
strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród
wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia".
Nie bardzo rozumiałam te słowa, co mogą one oznaczać, o co chodzi z tą szczególną własnością.
Na jednym z wykładów usłyszałam, że jeśli jesteśmy prześladowani, to wszystko jest w porządku z naszym byciem uczniem Jezusa. Wtedy inni widzą nas jako ucznia Jezusa. Te słowa pomogły mi zrozumieć, dlaczego jestem prześladowana. To mnie uspokoiło.
Na jednej z przerw, pewna osoba mnie zapytała, czy miałam jakieś przeciwności przed przyjechaniem na Kurs i powiedziała, że jeśli miałam, to oznacza, że dostanę wielką łaskę.
Tego dnia pod wieczór mieliśmy okazję być "sam na sam" ze sobą, jak również przede wszystkim, "sam na sam" z Najlepszym Nauczycielem- z Jezusem. Mogłam się wsłuchiwać w głos Mistrza w moim sercu i to, co On chce mi powiedzieć. Bardzo dokładnie usłyszałam słowa: "Nie uciekaj od siebie. Pokochaj siebie taką, jaką jesteś. Nie uciekaj!". Usłyszałam również słowa: "Nie polegaj tylko na sobie, czy na innych. Przyjdź do Mnie, zaufaj Mi, a Ja Cię poprowadzę, umocnię Twoje słabe kości". Później jeszcze usłyszałam zapewnienie: "Ja Cię nie zostawię, nie opuszczę. Nigdy Cię nie zostawiłem samej".
Kiedyś, gdy mnie inni zostawiali, czułam się bardzo samotna, nie byłam w stanie wytrzymać tej samotności, opuszczenia, dręczyły mnie wtedy złe myśli, nawet i myśli samobójcze, wpadałam wtedy w rozpacz, wręcz nawet w "czarną rozpacz". Przypomniała mi się też sytuacja sprzed 2 lat w wakacje, gdy mnie inni zostawili w górach i to w dodatku w dzień moich urodzin! Ja wtedy musiałam iść sama. Wszyscy mieli mnie gdzieś...
Bardzo mnie to wewnętrznie bolało i bardzo płakałam. Odkryłam i poczułam wtedy bliskość Trójcy Świętej.
Gdy mi się przypomniała ta sytuacja, odkryłam, że Jezus mnie uzdrowił! Uzdrowił mnie z poczucia odrzucenia, pustki w sercu, z samotności! Uzdrowił mnie z tego, że źle się czułam sama ze sobą i w ciszy.
Teraz tej ciszy bardzo potrzebowałam.
Pod koniec mojego bycia "sam na sam" z Jezusem, usłyszałam kolejne potwierdzenie: "Ty jesteś moją umiłowaną córeczką, owieczką najdroższą Memu sercu".
W tym czasie, napisałam również wiersz. Odkryłam, że Bóg jest Poetą!
A oto i ten wiersz:
Przyjdź, usiądź, odpocznij, mój Przyjacielu!
Przyjdź, usiądź, odpocznij, mój Przyjacielu!
Wyjdź ludziom naprzeciw, tak jest ich wielu.
Oni Ciebie właśnie potrzebują,
swój uśmiech Tobie podarują.
Chociaż mogą być ubodzy,
w duchowej agonii żyć,
zrób wszystko, co w Twojej mocy,
by ich serce miało po co bić.
Wyciągnij do nich ręce,
ofiaruj im swoje serce,
a Ja Twój Ojciec- Bóg, oddam Tobie miłość w podzięce.
Bądź przy Mnie, mój drogi Przyjacielu,
służących wiernie jest niewielu.
Przypomnij sobie, ilekroć będziesz jak w poniewierce,
że gdzie jest skarb Twój, tam będzie Twoje serce!
Później przed Mszą był czas, by podzielić się świadectwem, czego się doświadczyło podczas wsłuchiwania się w głos Boga. Jako jedna z niewielu, poszłam i powiedziałam świadectwo i przeczytałam również mój wiersz. Tego dnia moja grupa miała dyżur liturgiczny i ja na Mszy czytałam I czytanie. Na początku trochę się zestresowałam, ale jakoś w końcu poszło. Chwała Panu za czas wsłuchiwania się w Jego Słowo!
Niedziela (28 kwietnia 2013)- 3 dzień Kursu Jan
Niedziela (28 kwietnia 2013)- 3 dzień Kursu Jan
Ten dzień był dla mnie wyjątkowo ciężki. Fizycznie niezbyt dobrze się czułam, nie mogłam spać w nocy i byłam jakaś przemęczona. Od rana brakowało mi Mszy Świętej, a miała być dopiero na sam koniec dnia.
Kiedy mieliśmy obiad, na naszych talerzach mieliśmy kawałek wiórka, a na nim napisany fragment z Pisma Świętego. Ja nie miałam najpierw, gdzie usiąść i musiałam sobie wziąć krzesło, a na moim talerzu nie było wiórka i dostałam z innego talerza. To nie był przypadek, że tak się stało, ponieważ dostałam fragment z Psalmu 139, którego nie lubię i w dodatku takie słowa: "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła" (Ps 139,14). To było potwierdzeniem tego, co usłyszałam wczoraj, o czym już pisałam. Później na wykładach, dowiedziałam się, że mam się stać jak mój Nauczyciel- jak Jezus. Jako uczeń powinnam wierzyć swojemu Nauczycielowi i zaufać Mu w ciężkich doświadczeniach. Mam być posłuszna Jego Słowu.Po raz kolejny usłyszałam również, że Duch Święty pokazuje nam, że jesteśmy umiłowanymi synami i córkami, najpiękniejszym skarbem. Dowiedziałam się również, że uczeń Jezusa nie ma kompleksu niższości, zna swoją godność. Po raz kolejny usłyszałam, że potrzebujemy słuchać codziennie o Bożej Miłości, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi, ukochanymi synami i córkami.
Odkryłam też podczas tego nauczania, że muszę pracować nad moją relacją z Bogiem jako Ojcem.
Najbardziej dotknął mnie temat o relacji z samym sobą. Usłyszałam tam, że jestem cenna, a moja cena to Krew Jezusa, że mam swoją godność. Nie powinniśmy uciekać w hałas, lecz posłuchać prawdy o sobie. Mieliśmy też wtedy modlitwę i podczas słów o uwolnieniu z fałszywego obrazu siebie, zaczęłam płakać. To był płacz uzdrawiający, oczyszczający. Jezus przekonywał moje serce, że jestem Jego Umiłowaną Córką, że jestem cenna i godna w Jego oczach. Śpiewaliśmy wtedy pieśń: "Jesteśmy piękni", po której jeszcze bardziej płakałam. To było dla mnie dość bolesne, lecz bardzo potrzebne, bym w końcu potrafiła siebie pokochać taką, jaką jestem, bo Bóg mnie taką kocha! Muszę i nad tym popracować, nauczyć siebie kochać.
W końcu wieczorem doczekałam się na długo oczekiwaną przeze mnie Mszę Świętą. Warto było tyle czekać! To była przepiękna Msza Święta. Wlała w moje serce radość i spokój, czułam się taka lekka.
Jednak po Mszy czułam taki niedosyt, że nie było dzisiaj Adoracji. Miałam też ochotę na coś słodkiego, lecz niestety nic nie miałam. Chwilę później dostałam od mojej współlokatorki z pokoju, zapakowanego cukierka w papierowej łódeczce, a w nim było serce! Kolejne serce na znak Bożej Miłości do mnie!
W moim kalendarzyku przeczytałam również takie słowa: "Pan Jezus nie powiedział, że po tym pozna swojego ucznia, że będzie chodził do kościoła, znał Biblię, śpiewał pieśni religijne, ale po tym, czy kocha, czy tkwi w miłości- w tej jednej najważniejszej prawdzie" (ks. Jan Twardowski).
W nocy, mój głód Adoracji, został zaspokojony! W dodatku o 3 w nocy! Wcześniej specjalnie zobaczyłam, która jest godzina, bo nie chciałam, by była to 3 w nocy... A ta godzina wcześniej niezbyt dobrze mi się kojarzyła. A tu jednak była to 3 w nocy! Mimo niezadowolenia, poszłam zwarta i gotowa, ponieważ nie chciałam usłyszeć pod drzwiami: "Nie znam Cię", tak jak to usłyszały panny nierozsądne, które szykowały się na wesele, lecz nie były gotowe i nie zostały wpuszczone. Przypomniała mi się ta Ewangelia, którą rozważałam kilka dni wcześniej (Mt 25, 1-13).
Poniedziałek (29 kwietnia 2013)- ostatni dzień Kursu Jan
Ten dzień był również ciężki dla mnie fizycznie. Byłam niewyspana, wpół przytomna. To był ostatni dzień kursu i były poruszane bardzo ważne i zarazem trudne kwestie. A mianowicie..., tzw. kwestia oczyszczenia, dlaczego Bóg nas oczyszcza i w jaki sposób. Dowiedziałam się, że im bardziej ma ktoś odpowiedzialną misję, tym większe jest oczyszczenie. Ja już od ponad roku wiem, że mam odpowiedzialną misję- misję nawrócenia mojej rodziny. Teraz już wiem, dlaczego Bóg mnie tak bardzo oczyszcza, dlaczego tak często bardzo płaczę po jakiś konkretnych słowach. To jest przygotowanie mnie do misji!
Przede wszystkim dowiedziałam się, dlaczego jestem prześladowana- jest to również sposób oczyszczenia! Jezus był prześladowany, uczniowie Jego byli prześladowani, dlatego też jesteśmy prześladowani.
Dowiedziałam się, jakie są sposoby oczyszczenia. M.in właśnie są to prześladowania ze strony świata. Powodem naszego prześladowania jest skarb, który niesiemy. Jeśli nas prześladują, to znaczy, że jest wszystko w porządku. Gorzej, jeśli nas nie prześladują. Jeśli kogoś nie prześladują, to znaczy że ta osoba jest prześladowcą.
Również innym sposobem oczyszczenia są prześladowania ze strony tzw. swoich ludzi- dobrych, sprawiedliwych, nawet i ze wspólnoty. Innym jeszcze sposobem oczyszczenia są niepowodzenia i porażki, problemy i oskarżenia. Czyli wszystko to, o czym również pisałam w kilku postach, co mnie spotykało.
To potwierdza, że kłopoty są darem Bożym! Usłyszałam wtedy też, że jeśli jesteśmy gdzieś posłani i gdy ponosimy porażkę, nie powinniśmy wtedy rezygnować. To mi pokazało, że jednak dobrze zrobiłam, że zostałam na Kursie Alfa, mimo iż czułam się przez nich odrzucona, zraniona. Taki był zamiar Boży.
Udało mi się to przyjąć z pokorą i ze spokojem. Moje serce się uspokoiło. Poczułam wewnętrzną ulgę.
Tego dnia dowiedziałam się również, że jako uczniowie Jezusa mamy dawać o Nim świadectwo, mamy żyć dla innych. Zaskoczeniem była dla mnie informacja, że Bóg nie chce, by nasze serce było związane z darem Bożym, z czymś dobrym.
Jako uczniowie Jezusa mamy oddawać siebie innym, być dobrym jak chleb, by inni mogli nas spożywać. Pragnieniem ucznia powinno być to, by zostać spożytym. A bycie spożytym oznacza oddanie się do dyspozycji. Mamy dawać się innym "zjeść"! Ja pozwalam się innym dawać zjeść.
Jeśli chcecie, drodzy czytelnicy mojego bloga, możecie mnie zjeść! Możecie prosić o pomoc, ja postaram się zawsze pomóc, czy też poradzić w czymś.
Wszystkie te poruszane kwestie, utwierdziły i pokazały mi, że jestem prawdziwym uczniem Jezusa! Jest wszystko w porządku z moim uczniostwem. Tylko muszę nauczyć się te trudności przeżywać.
Na koniec Kursu Jan mieliśmy Mszę Świętą, na której mieliśmy dłuższe uwielbienie. Czułam niesamowity pokój w sercu.
Wieczorem, gdy byłam u koleżanki, u której nocowałam, robiłam moją formację z dzienniczka.
Z tego dnia miałam akurat fragment z Mt 28 i słowa:
"Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19a), czyli: "Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich narodów". Rolą ucznia Jezusa jest formowanie innych uczniów. Po tym poznaje się prawdziwego ucznia Jezusa, że formuje innych uczniów. Musimy również pamiętać, że bez uczniów, plan Boży nie może być zrealizowany!
Kurs Jan zaczęłam i zakończyłam z tymi samymi słowami! To nie jest przypadek, że byłam na tym Kursie akurat w tym czasie!
Chwała Panu za ten niezwykły i wspaniały czas! To było mi bardzo potrzebne, takie wyciszenie!
Jezus mnie uzdrowił i oczyścił, czuję się wewnętrznie lekka! Tak jakbym była po spowiedzi!
Na koniec, polecam Wam obejrzeć ten krótki filmik. Bardzo dobrze pokazuje on, co powinniśmy zrobić, by być uczniem Jezusa. Pokazuje również to, czego Jezus dokonał we mnie, podczas tego Kursu.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=BJMjH5KkFWg
P.S. Bardzo Was przepraszam, że tak dużo napisałam. To było dla mnie ważne, to co tam przeżyłam i czego doświadczyłam i chciałam się tym podzielić. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!