sobota, 16 marca 2013

Boży plan "B" na moją przyszłość

Kochani czytelnicy bloga!

To, co napisałam w poprzednim wpisie, to właśnie po tamtej sytuacji, rozpoczął się Boży plan, tzw. plan "B" na moją przyszłość.

Po wakacjach, po upływie pół roku, poszłam w końcu do spowiedzi. Postanowiłam odbudować i umocnić moją wiarę, która wówczas całkowicie się rozsypała. Nic dziwnego, że się rozsypała, bo przecież była budowana na piasku... Wtedy, zaczęłam chodzić do Duszpasterstwa Akademickiego. 
9 listopada 2010 r. rozpoczął się w Duszpasterstwie Kurs Alfa, w którym wzięłam udział. Ten Kurs zapoczątkował moje nowe życie, moją duchową i nie tylko duchową przemianę! To, czego tam doświadczyłam, nie chciałam tego zniszczyć, dlatego postanowiłam też poszukać wspólnoty, w której mogłabym formować swoje serce. Tak się stało, że trafiłam do Wspólnoty Św. Dobrego Łotra. Od tego momentu, Jezus zaczął mnie zmieniać, moje serce, stopniowo zaczął mnie uwalniać i uzdrawiać. Niestety nadal bardzo często byłam bardzo smutna, wpadałam w depresję, przez to co się działo w domu. W dodatku jeszcze, mój kolejny kolega, którego poznałam w Holandii, popełnił samobójstwo. To mnie wtedy bardzo dobiło, przez co prawie bym zawaliła studia. W tym czasie, zaczęły się również modlitwy o moje uwolnienie. Cały czas się formowałam i pracowałam nad sobą. Bóg tak pokierował moim życiem, że mogłam zacząć formację we wspólnocie. Rok po moim uczestnictwie w Kursie Alfa, w 2011 r. moja wspólnota prowadziła Kurs Alfa dla dorosłych i ja wtedy byłam pomocnikiem animatora. 

W wakacje 2011 r. chciałam również pojechać do pracy do Holandii, lecz się okazało, że nie ma pracy.
Również chciałam wtedy pojechać do Rzymu i nawet miałam już wykupiony bilet, lecz niestety tak się stało przez pewną sytuację, że nie mogłam tam pojechać, przez co również straciłam sporo pieniędzy...
Wtedy postanowiłam, że nie będę nic planować, skoro wszystkie moje plany są na nic, oddawałam moje plany Bogu. Ja sama już nie dawałam sobie rady, byłam totalnie załamana. Postanowiłam poprosić o modlitwę wstawienniczą. Podczas tej modlitwy, usłyszałam takie oto piękne słowa:  
"Nie bój się mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12, 32).

Uwierzyłam w te słowa, dały mi nadzieję. Co prawda, pieniędzy nie odzyskałam, ale mogłam wtedy wziąć udział w Kursie Emaus- kursie przybliżającym Słowo Boże.


W zeszłym roku 3 lipca 2012 r. obroniłam licencjat, a tym samym skończyłam studia. Oczywiste było, że chciałam wyjechać do innego miasta, bo tutaj nawet nie miałam możliwości kontynuowania magisterki. W domu sytuacja się pogarszała, marzyłam aby stąd wyjechać, jak najszybciej. Chciałam kontynuować studia w Lublinie. Tym razem, modliłam się, bym studiowała w miejscu, zgodnie z wolą Bożą, tam gdzie mnie Bóg poprowadzi. Dostałam się na KUL! Problemów ze znalezienie stancji, nie miałam, bo mieszkanie samo się znalazło! Bóg zatroszczył się za mnie, a ja o nic nie musiałam się troszczyć! Również w lipcu, brałam udział w rekolekcjach Uzdrowienia Wewnętrznego, które bardzo mnie zmieniły i odzyskałam radość w sercu, już nie bałam się, jak będzie od października. Po tych rekolekcjach, Jezus zaczął uzdrawiać moją relację z mamą. We wrześniu mieliśmy rekolekcje wspólnotowe, które bardzo przeżywałam. Na tych rekolekcjach Jezus zaczął uzdrawiać moje zranienia sprzed poczęcia i moje spojrzenie na samą siebie. Nie akceptowałam siebie, nie wierzyłam w to, że Bóg mnie tak bardzo kocha i że jestem Jego Umiłowaną Córką!

W październiku 2012 r. zaczęłam studia w Lublinie na KULu. Od razu wiedziałam, że chcę tam znaleźć jakąś wspólnotę, w której będę mogła się formować, by nie zniszczyć tego, co odbudowałam, co Jezus we mnie zmienił. Chciałam być w takiej wspólnocie, która prowadzi kursy ewangelizacyjne, tj. Kurs Alfa, Kurs Nowe Życie, gdzie mogłabym również działać czynnie. Od osób z mojej wspólnoty, dowiedziałam się, że w Lublinie działają prężnie Pallotyni i tam prowadzą również kursy ewangelizacyjne.

Najpierw trafiłam do wspólnoty Przyjaciół Oblubieńca u Pallotynów. Tam poznałam wspaniałych ludzi, miałam fajną grupę. Niestety tak się stało, że liderka i inni, rozeznali, że powinnam pójść do innej wspólnoty. Poczułam się odrzucona i niechciana. Bardzo mnie to zraniło, byłam zrozpaczona, ciężko było mi się z tym pogodzić. Wiedziałam jednak, że muszę być posłuszna woli Bożej, że taki jest plan Boży, a to przyniesie dobre owoce. W tym czasie, gdy to rozeznawałam, dowiedziałam się dzięki koleżance, którą poznałam we wspólnocie u Pallotynów, że pewien ksiądz prowadzi rachunek sumienia do tzw. spowiedzi     z furtek. Udało mi się tam pójść. Wtedy, gdy usłyszałam o odrzuceniu, o ranach sprzed poczęcia, zaczęłam płakać... Na uczelni miałam przedmiot o Biblii i gdy ksiądz cytował pewien fragment z Pisma Świętego, a w nich były słowa "łono matki", poczułam kłucie w sercu, jakby ktoś we mnie igłę wbił. Później bardzo często, gdy te słowa słyszałam, tak reagowałam, czy płaczem, czy bólem w sercu. Nie chciałam słyszeć tych słów, dlatego też tak bardzo nie polubiłam Psalmu 139. Na tym rachunku sumienia, poznałam koleżankę, która również była we wspólnocie Przyjaciół Oblubieńca, tylko w kościele pw. Ducha Świętego. Tak trafiłam do kolejnej wspólnoty. Tam również miałam wspaniałą grupę i w tej wspólnocie zostałam dłużej. Jednak po jakimś czasie, zaczęłam się tam dziwnie czuć, czegoś mi zaczęło brakować. Tam dopiero ta wspólnota zaczęła się tworzyć. Chodziłam tam co 2 tygodnie, bo często w te dni wracałam do Radomia. Na spotkaniach zaczęło mi brakować dłuższej modlitwy uwielbienia, więcej śpiewu. Bardzo mi tego brakowało, bo te modlitwy były bardzo krótkie. Zależało mi na dłuższym uwielbieniu, bo to mi pomagało, również mnie uwalniało! Rozeznałam w sercu, że moje miejsce jest, gdzie indziej, gdzieś indziej jestem powołana.

24 listopada 2012 r. w Lublinie miało miejsce tzw. V Forum Ewangelizacyjne. Ten dzień był dla mnie przełomowy.
Na tym Forum było wiele ludzi z różnych wspólnot. Na koniec, kilka osób dzieliło się, z jakich są wspólnot i czym się zajmują ich wspólnoty, jaki jest ich charyzmat. Tego dnia również, po raz pierwszy doświadczyłam niesamowitej bliskości nieba! To było dla mnie coś wspaniałego, nie da się opisać! Wtedy też dowiedziałam się, że w grudniu będzie organizowane szkolenie Kursu Alfa. Dowiedziałam się i zapytałam, czy też można jakoś pomóc w Kursie Alfa. Zostałam zaproszona na najbliższe spotkanie. Pojechałam, a tam powiedzieli mi, że "spadłam im, jak z nieba" :) Od razu mile mnie wszyscy przyjęli i tak się stało, że w końcu dołączyłam do ich wspólnoty, również to była wspólnota Przyjaciół Oblubieńca, tylko w parafii św. Maksymiliana Kolbe. W tej wspólnocie, od razu się odnalazłam i wiedziałam, że to jest moje miejsce i przede wszystkim mogłam również działać czynnie, pomagając przy Kursie Alfa dla bierzmowanych!

Pod koniec grudnia, moje marzenie pojechania do Rzymu się spełniło! Byłam w Rzymie na spotkaniu Taize! Bóg dotrzymał swojej obietnicy i otrzymałam obiecane królestwo!

Jak się później jeszcze okazało, Bóg miał jeszcze inne plany wobec mnie. Mniej więcej w połowie stycznia, okazało się, że nie dostanę w ogóle zaliczenia z jednego przedmiotu i że nawet nie mogę poprawiać tego przedmiotu, a dodatkowo później jeszcze nie dostałam zaliczenia z drugiego przedmiotu. Byłam totalnie załamana, straciłam wtedy nadzieję, nie widziałam sensu wstawania z łóżka i cokolwiek robienia, miałam myśli samobójcze i chciałam skoczyć z okna z 3 piętra. Każdy mi doradzał, bym się nie poddawała, bym walczyła do końca, pocieszali mnie. Ja nie widziałam w tym sensu, nawet nie chciało mi się już chodzić po inne zaliczenia. Wtedy bardzo pomógł mi filmik Kundla Przydrożnego. To dzięki temu filmikowi i słowom o. Adama Szustaka, odzyskałam nadzieję i uwierzyłam, że Bóg ześle mi Archanioła, który mnie uzdrowi i uratuje. 

Posłuchajcie i obejrzyjcie ten filmik: http://vimeo.com/58310532

Ja walczyłam do końca, ale niestety nie było już szansy poprawy, aby cokolwiek zrobić. W Lublinie postanowiłam zostać do 2 lutego, bo wtedy pomagałam w Weekendzie Alfa.  
W tym czasie, a dokładnie 1 lutego 2013 r. Bóg zesłał mi "Archanioła" i wtedy jak już wiecie, zostałam całkowicie uwolniona od wpływu złego ducha! Od tego czasu jestem bardzo radosna i szczęśliwa, mimo iż już nie studiuję, nie mieszkam w Lublinie i póki co, nie mam jeszcze pracy! Bóg miał wobec mnie taki plan. Moje bycie w Lublinie przez pół roku miało swój konkretny cel- uwolnienie mnie od wpływu złego ducha! Jak również uzdrowienie mojej relacji z mamą! 
Czy wrócę na studia, czy będę gdzieś pracować, tego jeszcze nie wiem. Ufam Bogu, że On ma dla mnie dużo lepsze plany niż ja sama! Warto Mu zaufać! Wszystko ma jakiś cel, wszystko jest po coś. Bóg wie, co robi. Zaufajcie Mu i powierzcie Mu swoje życie, swoje plany na przyszłość. On sprawi, że ta przyszłość będzie dużo lepsza od tej, niż sami ją sobie zaplanujecie! A wasze marzenia, na pewno się spełnią! Potrzeba tylko czasu. Bóg ma zawsze dla nas plan "B"!

Bóg miał dla mnie lepszy plan!  Gdybym nie została na studiach w moim mieście rodzinnym, nie trafiłabym na Kurs Alfa, nie formowałabym się we wspólnocie, nie pomagałabym później w Kursach Alfa, nie zmieniłoby się moje życie. Kto wie, co bym wtedy robiła, czy bym nie zeszła na złą drogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wulgarne komentarze będą usuwane!