Witam Was serdecznie!
Chciałabym się z Wami czymś podzielić, tym jaki miałam mój własny plan na
moje życie, a jaki miał plan dla mnie Bóg. Jak myślicie, który plan okazał się
dla mnie lepszy? Na to pytanie, znajdziecie odpowiedź, jeśli przeczytacie moje
świadectwo :)
W tym poście napiszę tu o moim planie na życie. Natomiast w kolejnym podzielę się, jaki plan miał wobec mnie Bóg.
W tym poście napiszę tu o moim planie na życie. Natomiast w kolejnym podzielę się, jaki plan miał wobec mnie Bóg.
Pod wpływem natchnienia z mojej formacji, gdzie właśnie rozważałam przez
najbliższe tygodnie, tematy o Bożym planie, postanowiłam się tym z Wami
podzielić. Przede wszystkim chciałam się podzielić, jakie kiedyś były moje
plany, a jak to Bóg wszystko pokierował.
Oto fragment z mojej formacji:
"Bóg ma do zrealizowania nowy plan dla tych, którzy Go zawiedli,
plan "B". Bóg może również wezwać Ciebie do nowego dzieła. W Bogu
jest Twoja moc i nadzieja. Nie w Twej własnej sprawiedliwości. Cud Jego
prowadzenia polega na odrodzeniu i odbudowaniu w nas wszystkiego, co
najpiękniejsze. Przed przemianą uważałeś, że jesteś właścicielem swojego życia;
robiłeś, co chciałeś. Lecz teraz zacząłeś inaczej patrzeć na życie: pojawiły
się nowe zainteresowania, nowe zajęcia i nowa wolność. Pewnie zorientowałaś(eś)
się, że nie zawsze Twój plan na przyszłość jest planem Bożym. Dopóki nie
zrezygnujesz ze swoich własnych planów, nie będziesz wiedział, jakie są plany
Boże dotyczące Twojego życia. Bóg odkrywa swe zamierzenia stopniowo.
Wielokrotnie po jakimś czasie odkrywamy prawdę o Bożych drogach. Inni ludzie są
też narzędziem objawiania nam woli Bożej. We wspólnocie Kościoła przeżywamy
Boże prowadzenie. Ty nie czekaj, że Bóg od razu powie Ci "wszystko".
Bądź otwarta(y). Bóg Cię nie zostawi. Nie zapomni o Tobie".
Teraz napiszę Wam moje świadectwo, jaki miałam kiedyś swój plan na moje
życie. A w kolejnym poście, jak nim pokierował Bóg i zobaczycie, czy to się zgadza z tym
fragmentem, co Wam zacytowałam.
Mój plan na życie
W klasie maturalnej miałam marzenie, by po maturze wyjechać na studia do
innego miasta. Chciałam pojechać na studia do Lublina. Chciałam się
wyrwać z domu, gdzie już nie mogłam wytrzymać.
W maju 2009 r., miałam maturę. Egzaminy ustne wszystkie zdałam.
Wyniki matur pisemnych miały być pod koniec czerwca, więc do tego czasu,
cieszyłam się wolnością. Miałam plany na wakacje, że wyjadę do Holandii do
pracy z moją siostrą cioteczną.
30 czerwca 2009 r. były wyniki matur... Okazało się, że nie zdałam jednego egzaminu podstawowego i że będę go poprawiała w sierpniu. To był dla mnie najgorszy dzień w moim życiu. Byłam totalnie załamana, z nikim nie chciałam rozmawiać, ciągle płakałam, chciałam umrzeć i coś sobie zrobić. Moje plany z wyjazdem do Holandii legły w gruzach i w ogóle jakiekolwiek plany wakacyjne. Przez całe wakacje musiałam uczyć się do poprawy egzaminu, który miałam w sierpniu.
30 czerwca 2009 r. były wyniki matur... Okazało się, że nie zdałam jednego egzaminu podstawowego i że będę go poprawiała w sierpniu. To był dla mnie najgorszy dzień w moim życiu. Byłam totalnie załamana, z nikim nie chciałam rozmawiać, ciągle płakałam, chciałam umrzeć i coś sobie zrobić. Moje plany z wyjazdem do Holandii legły w gruzach i w ogóle jakiekolwiek plany wakacyjne. Przez całe wakacje musiałam uczyć się do poprawy egzaminu, który miałam w sierpniu.
Był taki dzień, że chciałam sobie coś zrobić. A mianowicie- chciałam wyskoczyć z okna!
Już nawet miałam je
otwarte, szykowałam się... a tu nagle zadzwonił dzwonek do drzwi i musiałam wyjść
otworzyć. Dzwoniła moja babcia. Babcia mnie uratowała! Później, jednak też
robiłam różne inne rzeczy, by tylko sobie coś zrobić.
W tym czasie mało się modliłam, nie formowałam się w żadnej wspólnocie, do
spowiedzi chodziłam co 2 miesiące, czasem rzadziej, Bóg nie był w moim
życiu na pierwszym miejscu, duchowo po prostu umierałam.
W sierpniu zdałam już poprawkowy egzamin maturalny i musiałam czekać do
września na odbiór świadectwa maturalnego. W tym czasie zastanawiałam się, co
dalej, gdzie pójść na studia i na jaki kierunek. Mama mi doradziła, bym
zarejestrowała się na studia w moim mieście rodzinnym, na nowy wydział, który otworzyli, na
filologię germańską. Tak też zrobiłam, ale również zarejestrowałam się na KUL
do Lublina. Ja wtedy bardzo chciałam wyjechać z mojego miasta rodzinnego, taki był mój plan na
przyszłość. Tam, gdzie mieszkam, wcześniej kończyła się rekrutacja, a z Lublina wyników
jeszcze nie było, więc złożyłam dokumenty w moim mieście. Kilka dni później okazało
się, że do Lublina również się dostałam. Lecz było już za późno, by
gdziekolwiek znaleźć tam mieszkanie, pieniądze na to, itp. Moja mama nie
chciała mnie tam puścić, więc zostałam na 3 lata w domu. Moje plany,
marzenia o wyjeździe z domu na studia, znów legły w gruzach. Ale właśnie, to
były moje plany. Boży plan na moją przyszłość był zupełnie inny.
Zaczęłam studiować germanistykę. Poznałam fajnych ludzi, więcej imprezowałam, w domu rzadko bywałam, bo wolałam być poza nim. Po wielu staraniach i ciężkich podejściach, udało mi się zdobyć prawo jazdy!
Po I roku studiów pojechałam w wakacje do Holandii do pracy, co
chciałam tam pojechać rok wcześniej! Początkowo czułam się tam dobrze, ale
później działy się trudne dla mnie rzeczy. Pewien chłopak bardzo mnie tam
skrzywdził, przez co znienawidziłam wszystkich chłopaków. Również moje
współlokatorki tak mnie traktowały, że przez nie cały czas płakałam, wpadałam w
depresję, chciałam jak najszybciej stamtąd wyjechać. Bardzo je wtedy
znienawidziłam. Kilka dni przed moim wyjazdem, dowiedziałam się, że mój kolega
z klasy z liceum popełnił samobójstwo, co mnie jeszcze bardziej dobiło. Byłam w
niezłym szoku...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!