Witajcie Kochani!
"Dzięki Bogu jest Pan Bóg, bo gdyby nie było Pana Boga, to nie daj Boże"
To zdanie bardzo odzwierciedla moją sytuację od kilku dni. Od czwartku nie dzieje się u mnie dobrze, wręcz jest bardzo źle. Z powodu pewnej sytuacji w domu, nawet myślałam o ucieczce, zniknięciu gdzieś, przenocowaniu kilku dni u kogoś. Niesprawiedliwie mnie o coś osądzali, czego ja nie zrobiłam, przez co pojawiło się we mnie fałszywe poczucie winy. Woleli wierzyć w kłamstwa innych i to, co inni mówili, niż mi! Na szczęście właśnie, jest Pan Bóg! Bóg przyszedł mi z pomocą!
Już w czwartek wieczorem, miałam okazję być na spotkaniu, gdzie były osoby z mojej wspólnoty. Po raz kolejny Jezus mnie uwolnił! Szczególnie od fałszywego poczucia winy. Oczyszczał mnie poprzez płacz. Nie byłam w stanie się pogodzić z tym, że diabeł poprzez skutki grzechów moich przodków, ma prawo mieć wpływ na dalsze pokolenie, a w tym przypadku na mnie. Gdy o tym usłyszałam, jeszcze bardziej płakałam. To jest niesprawiedliwe. Dlaczego to akurat ja mam cierpieć niewinnie? Dlaczego na mnie się mści?
Bóg przyszedł do mnie z pocieszeniem, z błogosławieństwem Ojcowskim i znów doświadczyłam niezwykłej Bożej Miłości i usłyszałam słowa, że jestem Umiłowanym Dzieckiem! Dał mi to doświadczyć również poprzez ludzi, ich ciepło, troskę, poprzez przytulenie. Bóg jest obecny w każdym z nas!
"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat"
"Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba" Algernon Charles Swinburne
W piątek, duchowo nadal nie było ze mną dobrze. Byłam przygnębiona, znów zaczęłam się zamykać w sobie. Sytuacja w domu się pogarszała. Po południu pojechałam na Mszę Święta. Na tej Mszy, było dużo dzieci i na koniec śpiewali bardzo radośnie i z krzykiem! Okazało się, że tam potrzebowali pomocy do opieki nad dziećmi, zarówno małymi, jak i trochę starszymi, więc zostałam pomóc. Kiedy opiekowałam się dziećmi, nosiłam je na rękach; przytulałam, gdy trzeba było pocieszyć, sprawiało mi to niezwykłą radość i odkrywałam swoje powołanie! Odkryłam swój instynkt macierzyński! Dzięki tym dzieciom, moje serce się rozradowało! To nie tylko ja im pomagałam, zajmowałam się nimi, pilnowałam, ale to one bardzo mi pomogły! Dzieci są niezwykłym darem od Boga!
"Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je" (Mk 10, 15-16)
W sobotę, byłam nadal wewnętrznie rozbita. Wieczorem miałam znów nieciekawą sytuację w domu, przez co płakałam. Postanowiłam pojechać na Wieczór Chwały. Umówiłam się z koleżanką, że do niej dojadę i razem pojedziemy. Nie chciałam jechać sama, bo nie wiedziałam, gdzie to dokładnie jest. Gdy już jechałam w autobusie, okazało się, że ona już tam jedzie, więc musiałam jechać sama. Wysiadłam na samym końcowym na Południu, a się okazało, że powinnam wysiąść dużo wcześniej. Po drodze dowiedziałam się, że aż 3 przystanki wcześniej muszę pójść, na inną część osiedla. Tak szłam, zaczęłam aż płakać, bo zostałam pozostawiona samej sobie. Szłam, płakałam i rozmyślałam, że najlepiej to by było gdzieś zniknąć, coś sobie zrobić. Rozmyślałam również o tym, że tyle ludzi, ogląda i zajmuje się takimi śmieciami, zaśmiecając swoje serce, poprzez złe obrazy, czy inne rzeczy... W końcu jakoś udało mi się dotrzeć na właściwe miejsce. Stanęłam z tyłu i akurat znalazłam sobie miejsce przy wywietrzniku, skąd leciało ciepło i mogłam się tam zagrzać, gdyż strasznie zmarzłam. Nadal jeszcze płakałam. Trochę się spóźniłam, ale zdążyłam w sam raz na rozpoczęcie Mszy Świętej. Okazało się, że czytania będą już z niedzieli. Bardzo mnie dotknęły słowa z czytania, jak i z Psalmu, kazanie. Szczególnie takie słowa:
"Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie" (Iz 43, 18-19a)
Uwierzyłam w te słowa, że dokona się we mnie ta nowa rzecz. A już słowa z Psalmu, to już był cel w dziesiątkę:
"Odmień znowu nasz los, Panie,
jak odmieniasz strumienie na Południu.
Ci, którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości.
Idą i płaczą, niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radości niosąc swoje snopy" (Ps 126, 4-6)
Prosiłam o to w duchu, by odmienił się mój los, bym znów była radosna.
A słowa: "Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości", szczególnie mnie dotknęły, bo w ostatnich dniach, je rozważałam z mojej formacji, jak również zobaczyłam je w środę na kartce na ścianie u mojej koleżanki, gdy byłam w Lublinie. To nie był przypadek, że to akurat były te słowa.
Później II czytanie i słowa z Listu do Filipian:
"Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania
Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i
uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim -
nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą
sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość
pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy
Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei,
że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z
martwych." (Flp 3, 8-11)
A na koniec Ewangelia o kobiecie cudzołożnej, którą chcieli kamienować, tzn. rzucać w nią kamieniami.
W kazaniu ksiądz powiedział, że i teraz wiele osób kogoś niesłusznie oskarża i rzucają kamieniami.
Po tych słowach, zaczęłam płakać. Całe kazanie przepłakałam. To dokładnie było o mnie. Mnie wiele osób niesłusznie o coś oskarża. Kiedy szłam do Komunii Świętej, po drodze spotykałam wiele osób znajomych i wtedy wszyscy, których spotkałam, mnie przytulili! To było dla mnie bardzo miłe! Poczułam bliskość Jezusa w tych osobach, poprzez to przytulenie!
Po Mszy Świętej była przepiękna Adoracja, podczas której odzyskałam spokój w sercu, radość. Poczułam się bardzo mocno przytulona przez Jezusa!
"Czekam chwili... Kiedy nie będę prosić, a wszystko będzie mi dane"
To słowa piosenki zespołu TGD-
"Czekam chwili". Piszę je tutaj, ponieważ ja właśnie doczekałam się
tej chwili, kiedy nie musiałam prosić, a otrzymałam!
Na Wieczorze Chwały w sobotę, miałam przy sobie wodę do poświęcenia. Myślałam, że będzie święcenie wody, jak zawsze. Msza się skończyła, nie było poświęcenia. Adoracja się skończyła, nadal nie było poświęcenia. W tym czasie ludzie podchodzili do błogosławieństwa przez kapłanów. Ja już miałam pójść i poprosić księdza, by mi poświęcił wodę i gdy szłam, nagle ksiądz powiedział, że teraz poświęci przyniesioną wodę, sól i olej! Nie musiałam iść powiedzieć i prosić, a otrzymałam!
Tak więc dobrze, że jest Pan Bóg, dobrze, że są dzieci i inni ludzie, dzięki którym możemy doświadczyć bliskości Boga, nawet poprzez przytulenie!
Ten Wieczór Chwały bardzo pomógł mi w przetrwaniu tych trudnych doświadczeń, które miały miejsce. Odzyskałam spokój w sercu i znów jestem bardziej radosna.
W każdym z nas jest obecny Jezus! Trzeba to tylko dostrzec!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!