Dzisiaj moi drodzy czytelnicy chciałabym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami z następnego dnia rekolekcji, czyli z 8 marca.
Sobota (8.03.2014r.)- Dzień Kobiet
Z racji Dnia Kobiet obudzili nas wszyscy mężczyźni śpiewając nam pieśń: "Oblubieniec czeka już..." :)
Dzień zaczęliśmy od półgodzinnej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Uczyłam się trwać na modlitwie, być wytrwała mimo pewnych trudności.
Już na pierwszym temacie konferencji usłyszałam, że jeśli uważam, że nie nadaję się do bycia Prorokiem, to oznacza to, że jest to właściwy czas i właśnie jak najbardziej się do tego nadaję! Szok! Dowiedziałam się również, że ciemność może być symbolem początku. Ja właśnie byłam w takiej ciemności, lecz odkryłam, że to może być dla mnie początek czegoś nowego.
Później mieliśmy o symbolice ikony Jezusa z Przyjacielem- czyli ze św. Menesem. Okazało się, że imię Menes oznacza "trwanie, wytrwanie". Przyjaciel Jezusa to ten, który trwa przy Jezusie. Ja przy Nim trwam, trwając na Adoracji przed Najświętszym Sakramentem, czyli przed Jezusem. Jestem przyjacielem Jezusa, ale również i jestem Przyjacielem Oblubieńca, czyli ewangelizatorem. Dotknęło mnie, gdy usłyszałam, że Jezus posyła nas do ludzi, aby im mówić o cenie ich godności.
Drugi temat był dla mnie osobiście dość trudny, ponieważ dotyczył on OIKOS Proroka- czyli rodziny. Ciężko mi było pojąć to, gdy usłyszałam, że to właśnie rodzina przygotowuje nas do misji, że jest to najlepsze miejsce w jakim się znaleźliśmy, właśnie w tej dokładnie rodzinie, w której żyjemy. Przy tym temacie mieliśmy trudne zadanie, by wypisać swoją rodzinę, co im zawdzięczamy, ale również co mi ciąży, przeszkadza. Odkrywaliśmy również nasze inne OIKOSy, w których byliśmy i w którym obecnie się znajdujemy. Każdy z nich przygotowuje nas do konkretnej misji.
Przy następnym temacie mieliśmy trudną dla mnie dynamikę, gdzie musieliśmy pobrudzić się błotem, doświadczyć brudnego grzechu i przyznać się przed innymi, że jest się grzesznikiem i takim się pozostanie wśród innych. Trzeba było również później podejść do innych i poprosić, aby przyjęli mnie jako grzesznika. To było dla mnie trudne doświadczenie.
Później nie najlepiej się czułam fizycznie, kręciło mi się w głowie, miałam nudności i byłam ogólnie osłabiona. Po raz kolejny zaczęła się u mnie duchowa pustynia i miałam trudności w modlitwie uwielbienia. Nie byłam w stanie uwielbiać Pana.
Podczas ostatniego tematu dowiedziałam się, że im bliżej człowiek jest Boga, tym bardziej doświadcza grzechu, poznaje swoją grzeszność. Tak rzeczywiście jest! Usłyszałam również, że im większa jest misja, tym większe oczyszczenie i doświadczenie grzechu. To Bóg mnie teraz nieźle oczyszcza... czeka mnie wielka misja... Bóg pokazał mi, że jeśli chcę być prorokiem, nie mogę żyć w ciemności, w jakiej aktualnie się znajduje, dlatego mnie wyprowadził na pustynię, by mnie oczyścić i przygotować do misji. Bardzo dotknęły mego serca słowa: "Powołałem Cię słusznie". Cały czas ciężko jest mi w to uwierzyć.

W tym czasie Bóg potwierdził mi, że to moje wielkopostne postanowienie trwania na Adoracji, nie jest przypadkiem, lecz w ten sposób chce mnie oczyszczać z grzechu, który mnie zniewala, z którym walczę od dłuższego czasu. Tego dnia poruszyło mnie również kazanie na Mszy Świętej, w którym ksiądz mówił o tym, że Jezus bierze nas na ramiona i przytula. Ja aż zaczęłam płakać...
Byłam też świadkiem ciekawej rozmowy dziewczynki z mamą.
Dziewczynka zapytała: "Mamo, dlaczego oni mówią w obcych językach?", a jej mama odpowiedziała, że to Duch Święty. Po chwili ciszy ludzie znów modlili się językami, a dziewczynka: "ooo dlaczego znów mówią w obcych językach?" Dzieci i ich prostota :)
W ciągu dnia nie zabrakło również wolnego czasu na ciastko i herbatę, wspólne rozmowy.
Mnie dwóch chłopczyków ciągle zaczepiało podczas wspólnych posiłków, bym bawiła się z nimi w berka.
Jeden z nich był taki słodziak, że aż zrobiłam sobie z nim zdjęcie :)
Dali mi dużo radości, ożywili mnie i nauczyli takiej prostoty, ufności Bogu.
Wieczorem mieliśmy 3 godziny zabaw, podczas których bawili się i dzieci i dorośli. Były zabawy zespołowe z balonem, jak i przeciąganie. Bawiliśmy się również w tunel, ale również i w pokazywanie, co było bardzo śmieszne. Zabawy te zbliżyły nas do siebie i pozwoliły nawiązać bliższą relację. A na koniec wszystkie kobiety dostały piękne tulipany!
Jedność wspólnoty, nawiązywanie relacji, wspólna zabawa, wsparcie w trudnych chwilach- tak, to jest mój OIKOS!
Czy Wy znacie swój OIKOS? Co jest Waszym drugim OIKOSem? Czy macie świadomość, że żyjecie w rodzinie, która jest najlepsza dla Was i najlepiej Was przygotuje do Waszej misji? Za co dziękujecie Bogu, co dostaliście od swojej rodzinie, a co na Was ciąży? Spróbujcie odpowiedzieć sobie na te pytania, a odkryjecie bardzo wiele.

dziękuję za te rozważania :)
OdpowiedzUsuń