Witajcie Kochani!
Ten wpis miał się pojawić w dzień po moich urodzinach, dlatego umieszczam go z datą 1 września.
Mimo, iż piszę o tym, z tygodniowym opóźnieniem. Byłam w tym czasie w górach, dlatego nie miałam jak pisać, ale nadrobię zaległości :)
W piątek 30 sierpnia miałam okazję wysłuchać konferencji ks. Michała Misiaka.
Mówił on konferencję zatytułowaną: "Narodzić się na nowo". Mnie poruszyły słowa o tym, że Bóg nas chciał, On pierwszy nas zechciał byśmy przyszli na świat! Ks. Misiak pytał nas, czy dziękujemy Bogu za nasze życie. Ja tak naprawdę to pierwszy raz zaczęłam dziękować Bogu za moje życie, rok temu w moje urodziny. Wtedy poszłam na Mszę Świętą i dziękowałam Bogu za moje życie.
Wcześniej tego nigdy nie robiłam, raczej robiłam coś odwrotnego- chciałam umrzeć, często miałam myśli samobójcze, nawet w moje urodziny!
Ks. Michał powiedział bardzo fajną konferencję, dzielił się również świadectwami z różnych akcji ewangelizacyjnych, które prowadził. Bardzo mnie to umocniło.
Później miałam trochę czasu na różne przemyślenia i stwierdziłam, że grzech to jest jak śmiercionośny zabójca, który niszczy wszelkie relacje, zabija radość w sercu. Mi aż chciało się płakać, nie mogłam wytrzymać bez spowiedzi i tylko czekałam z niecierpliwieniem, kiedy będę mogła skorzystać ze spowiedzi. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, błąkałam się bez celu, byłam przygnębiona.
Przyszedł ten czas i po spowiedzi, było o wiele lepiej! Powróciła radość w sercu! Znów mogłam się cieszyć, być radosna, po prostu odżyłam!
I nadszedł dzień moich urodzin- 31 sierpnia.Od rana dostawałam wiele SMSów z życzeniami, kilka osób też dzwoniło. Cały dzień się szykowałam, bo wieczorem miałam świętować w gronie najbliższych.
W moim kalendarzyku był taki cytat do tego dnia: "Bóg daje orzechy, ale ich nie rozgryza" (Johann Wolfgang Goethe). Tak pomyślałam, że ja właśnie jestem nie raz takim ciężkim orzechem do zgryzienia. Wiele osób często mnie nie rozumie, przez co wychodzą nieporozumienia, niepotrzebne kłótnie.
Kiedy szłam do sklepu, po drodze spotkałam znajomych i mi zaczęli spontanicznie śpiewać "Sto lat" :) Bardzo miło mi się zrobiło. Początkowo nie najlepiej się czułam, jakaś senna byłam, ale jakoś w końcu pojechałam, gdzie poszłam najpierw na Mszę Świętą.
Od zeszłego roku, w moje urodziny, zawsze idę na Mszę Świętą, by podziękować za dar życia, który otrzymałam. Od 2 lat, dzień moich urodzin to "Dzień Dziękczynienia". Powiadomiłam też te osoby, które miały razem ze mną świętować i bardzo mile mi się zrobiło, gdy wiele z nich przyszło na Mszę Świętą. To był dla mnie najpiękniejszy prezent!
Na Mszy była Liturgia Słowa na niedzielę 1 września.
Najpierw słowa refrenu z Psalmu mnie dotknęły: "Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz", a później kolejne słowa: "Bóg dom gotuje dla opuszczonych, jeńców prowadzi ku lepszemu życiu".
Te słowa były bliskie mojej sytuacji.
W Ewangelii były takie słowa:
"Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych" (Łk 14, 13-14).
A ja właśnie przygotowywałam przyjęcie urodzinowe. Bardzo ta Ewangelia pasowała do mojej obecnej sytuacji. Jak się okazało, przyszło tak wiele osób, których nawet się nie spodziewałam, że przyjdą! Byłam bardzo mile zaskoczona! Dostałam również wiele wspaniałych prezentów, bardzo miłe życzenia, również zaskoczył mnie telefon od jednej osoby. Świetnie się bawiłam! Byłam bardzo szczęśliwa i to były bardzo udane urodziny i cieszę się, że mogłam je spędzić w gronie tak wspaniałych ludzi! Dziękuję tym, którzy ze mną świętowali tego dnia! Dziękuję Wam za wszystko!
Na koniec komentarz od ks. Jana Twardowskiego:
"Kiedy na przyjęcie zapraszamy bogaczy, dyrektorów, posłów, możemy liczyć na rewanż. Na co liczymy, kiedy zapraszamy żebraków, kulawych, ułomnych, niewidomych, którymi trzeba się zająć? Czy liczymy na zapłatę w niebie? Czy liczymy na nagrodę przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych?
Czy liczymy na wdzięczność ludzką- nie na prezenty, protekcję, ale na wdzięczną dobroć, na wdzięczną wierność, wdzięczny uśmiech, wdzięczne podziękowanie?
Kiedy kogoś naprawdę kochamy i służymy mu- nie liczymy na nic, bo miłość prawdziwa jest szaleństwem Bożym. Chce tylko dawać i zupełnie nie umie rachować.
Czy liczymy na wdzięczność ludzką- nie na prezenty, protekcję, ale na wdzięczną dobroć, na wdzięczną wierność, wdzięczny uśmiech, wdzięczne podziękowanie?
Kiedy kogoś naprawdę kochamy i służymy mu- nie liczymy na nic, bo miłość prawdziwa jest szaleństwem Bożym. Chce tylko dawać i zupełnie nie umie rachować.
Kiedy odczuwamy ból doznawanej niewdzięczności, zawiedzionej miłości? Wtedy, kiedy sami przestajemy kochać.
Nagroda przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych przychodzi wtedy, gdy kochając, nie liczymy na nic. Prawdą jest jednak i to, że od Boga można oczekiwać więcej niż od ludzi".


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!