Witaj droga mi owczarnio!
Najbliższe kilka wpisów będzie dotyczyło mojego pobytu w górach, moich doświadczeniach z tego tygodnia, tam spędzonego.
Postanowiłam podzielić na kilka wpisów, by łatwiej się czytało, ale również bardziej pasuje tematycznie do niektórych dni.
Tak naprawdę to do końca nie wiedziałam, jak będziemy jechać. Umówiłam się z 2 osobami, że razem pojedziemy. Mieliśmy jechać początkowo jakimś autokarem, ale nie można było się tam dodzwonić. W końcu zdecydowaliśmy, że pojedziemy PKSem. Okazało się, że nie jest możliwe zrobienie
rezerwacji, bo jedzie z Warszawy i nie wiadomo, czy nas zabiorą, lecz
można próbować. Mieliśmy jechać PKSem o 00:50 z niedzieli na
poniedziałek 1/2 września. Postanowiliśmy zaryzykować i jechać tym
PKSem, a gdyby nas nie zabrali, wtedy czekalibyśmy do rana na jakiś
pociąg, czy też inny transport. W razie co, nawet zapytałam koleżanek,
które mieszkają niedaleko dworca, czy byśmy mogli u nich przenocować.
Koleżanka, z którą jechałam, napisała mi wcześniej SMSa o takiej treści: "Pomódlcie się o to, żeby były miejscówki i wierzcie tylko!". No to się modliłam... Odwiedziłam również znajomą siostrę i z nią również polecałam tą intencję. Nie wiedziałam również, jak ja dojadę na dworzec, gdyż rodzice nie mogli mnie zawieźć. Ale... stał się cud! Mój brat zgodził się mnie zawieźć! Co nigdy wcześniej dla mnie nic nie robił, a co dopiero gdzieś zawieźć!
Kiedy już spotkaliśmy się na miejscu, czekaliśmy na PKS. Zastanawialiśmy
się, czy nas zabierze. Oprócz nas we 3, czekały jeszcze 4 inne osoby,
których nie znaliśmy. W sumie nas było 7 osób. Po jakimś czasie
podjechał PKS i kierowca nam powiedział, że ma właśnie w autokarze 7 miejsc wolnych! Czyli dokładnie dla nas wszystkich! Nasza modlitwa została wysłuchana! Modlitwa czyni cuda! Jak to powiedział pewien ksiądz w kazaniu: TO DZIAŁA!
Gdy rano obudziłam się w PKSie, w radiu leciała muzyka, a nagle usłyszałam fragment z Ewangelii na ten dzień. Były tam takie słowa:
"I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman" (Łk 4,27).
Te słowa były mi o tyle bliskie, ponieważ kilka dni wcześniej rozważałam fragment z mojej formacji, właśnie o uzdrowieniu Naamana- 2 Kr 5.
"Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony" (2 Kr 5,14)
Bardzo mnie też to zaskoczyło, że usłyszałam fragment Ewangelii w radiu w PKSie! Pokrzepiły mnie te słowa i dały nadzieję, że i ja mogę zostać uzdrowiona z mojej choroby!
W dzień przyjazdu, czyli w poniedziałek 2 września, kiedy byliśmy w naszym domku, próbowałam dodzwonić się do Szpitala, by zapisać się na wizytę, ale również dodzwonić się na KUL, by dowiedzieć się, o co chodzi z tym listem, który mi przysłali kilka dni wcześniej. Niestety dzwoniłam bezskutecznie. Nie można było w ogóle się tam dodzwonić, nie odbierali, mimo iż był sygnał! Bardzo mnie to zdenerwowało, ponieważ to była dla mnie bardzo ważna sprawa.
Następnego dnia, we wtorek, kiedy byliśmy już na szlaku, postanowiłam spróbować zadzwonić i do Szpitala i na KUL. Początkowo znów nikt nie odbierał, choć był sygnał. Już mnie to bardzo stresowało. Tak szłam i już nie wiedziałam, co robić. W końcu tak wyszło, że powiedziałam akt strzelisty: "Boże, proszę, aby ktoś w końcu odebrał". No i zaczęłam dzwonić... Najpierw do Szpitala. Odebrali od razu! Udało mi się umówić na wizytę! Chwilę później odebrali na KULu! TO naprawdę DZIAŁA! Modlitwa DZIAŁA! Niestety też dowiedziałam się, że muszę dosłać najpóźniej do 6 września ważne dokumenty, bo bez nich mogę nie dostać akademika :/ Załamało mnie to. Ja do 8 września byłam w górach. Na szczęście udało mi się zadzwonić do mojej mamy i ją poprosiłam, by dosłała dokumenty.
Warto się modlić i być cierpliwym! Modlitwa naprawdę czyni cuda!
Na koniec dla Was specjalna dedykacja:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!