środa, 28 sierpnia 2013

Budujące spotkania

Witajcie kochane owieczki!

Może ostatnio duchowo zbyt wiele się nie dzieje, więc podzielę się z Wami zwykłymi, a może nawet i niezwykłymi (?) spotkaniami z różnymi bliskimi mi osobami.
Każdy dzień zeszłego tygodnia był dniem spotkania, spotkania z drugim człowiekiem, jego trudnościami, ale również to było spotkanie z samym Jezusem.
Będzie trochę długo, bo to był długi tydzień, kiedy nic nie pisałam. 

Poniedziałek (19.08.2013)
Tego dnia miałam śmieszną sytuację, że aż się pół dnia śmiałam sama z siebie. Biorę taki lek, przez który można mieć też zaburzenia widzenia.Chciałam umyć włosy i tak się dziwiłam, dlaczego mi się nie pienią...    A co się okazało, że wzięłam odżywkę zamiast szamponu! Jakie było moje zdziwienie, że aż potem pół dnia się z tego śmiałam :) 
Poprzez tą sytuację, tak się zastanawiałam i tak pomyślałam, że tak może być też i z naszą modlitwą. Prosimy o coś Boga, a się okazuje, że źle prosimy. Bo jak mamy coś otrzymać, jeśli tego nie skonkretyzujemy? 
Przypomniały mi się wtedy słowa z Pisma Świętego:

"Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby, poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą" (Łk 11, 11-13)

To mi się skojarzyło z tą moją sytuacją. Wzięłam odżywkę zamiast szamponu, a mogłam w gorszym wypadku wziąć jeszcze co innego, co mogło mi coś zrobić, np. wyżreć włosy! Bóg się o mnie troszczy, by nie stała mi się krzywda. 
Tego dnia spotkałam się później z J. u której obejrzałam trochę filmu z jej wesela, na którym byłam. To było dla mnie niesamowite, jak wspominała ten dzień, wszystko dokładnie pamiętała, co mówiła. Taka niezwykła radość z małżeństwa! To i mnie rozradowało!

Wieczorem przy rozważaniu z mojej formacji przeczytałam takie piękne słowa:
"Serce niepodzielone jest rzeczą dobrą i piękną pod warunkiem, że się Kogoś kocha! Lepiej bowiem mieć serce podzielone, które kocha niż niepodzielny kamień".

Oraz piękne słowa z Pisma Świętego:
"Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Nie bądźcie więc niewolnikami ludzi" (1 Kor 7, 23)
Wtorek (20.08.2013)
Dzień, w którym czułam się nieobecna, jakbym ciałem była na ziemi, duszą gdzieś w przestworzach. Taka szłam na Mszę i spotkanie mojej wspólnoty. Kiedy szłam w stronę kościoła, po drodze spotkałam M. ode mnie ze wspólnoty i poszłyśmy razem, po drodze rozmawiając. Powiedziała mi, bym nauczyła się pokochać siebie, spróbowała zrobić coś dla siebie, czasem coś odpuściła sobie. Również dowiedziałam się, że już jakiś czas temu chciała ze mną porozmawiać i akurat o mnie myślała i się spotkałyśmy. Ah ten Duch Święty!
Mnie umocniło to, abym siebie pokochała. To nie był przypadek, że się spotkałyśmy, a ja akurat dużo wcześniej dotarłam! Na Mszy i na spotkaniu, nadal czułam się taka nieobecna i ciężko było mi się modlić. Później jeszcze dowiedziałam się czegoś niemiłego od pewnego chłopaka, w którym byłam zakochana, a sprawił, że wbił mi nóż w serce...
Wieczorem dostałam pocieszenie z Pisma Świętego:
"Wy bowiem jesteście dla nas chwałą i radością" (1 Tes 2,20)

Środa (21.08.2013)
Spotkałam się z M. ode mnie z osiedla. Opowiadała mi, jak Duch Święty pięknie działał przez nią na oazie, jakie cuda namacalne były obecności Bożej! Bardzo mnie też tym umocniła, co mówiła. To piękne, że i oaza w końcu otwiera się na charyzmatyczne działanie Ducha Świętego i Duch Święty chce również w taki sposób działać poprzez ich posługę! Dziękuję Ci M. bardzo za to ubogacające świadectwo! Dałaś mi wiele radości!

Czwartek (22.08.2013)
Ten dzień był dla mnie wyjątkowy! To był wspaniały dzień spędzony w Lublinie ze wspaniałymi ludźmi! Pojechałam z koleżanką na KUL i w dziekanacie była bardzo miła pani, która w dodatku złożyła mi już życzenia urodzinowe! Bardzo mile mnie zaskoczyła i mile mi się zrobiło. A moja koleżanka z kolei stwierdziła, że znalazła się w niebie :D Spotkałam się później z pewnym chłopakiem, którego poznałam tam w Lublinie na Kursie Alfa. Dał mi coś w prezencie, co mnie mile zaskoczyło. Starałam się mu pomóc i umocnić, jakoś pokrzepić. Odprowadziliśmy moją koleżankę na PKS i pojechaliśmy pod kościół św. Maksymiliana Kolbe, gdzie spotkałam się z kolejną bliską mi osobą, którą poznałam w Lublinie. Razem z nią poszłyśmy najpierw na chwilę do ks. proboszcza, który również bardzo mile mnie zaskoczył. Kiedy go pozdrowiłam od mojego kolegi, z którym był na Kursie Paweł, zdziwił się, skąd go znam, a potem powiedział: "A ja myślałem, że jesteś nasza" :) Poczułam się, jakbym została tam przyjęta do rodziny :) Później poszłyśmy do domu A. Zrobiła na mnie wrażenie, kiedy pokazała mi, że zostawiła sobie tylko potrzebne ubrania, a resztę oddała. To piękne i niesamowite ewangeliczne zachowanie! Jej świadectwo powołania, jak Bóg przez nią działa w pomocy innym, bardzo mnie umocniło! Dziękuję Ci za to ubogacające spotkanie!
Później spotkanie z jednym księdzem, przejażdżka po Lublinie, rozmowa na różne tematy i odkrycie, że wszystko co mnie spotykało, to ma sens! Wszystko jest po coś! Nie wiedząc, czemu, ksiądz nazwał mnie "smerfetką" :) A na koniec zabrał mnie na obiad! Wcześniej jakoś źle się czułam, niewiele mogłam jeść, bo mnie mdliło i tak się w końcu złożyło, że nie jadłam obiadu. Tak się mile zakończył mój pobyt w Lublinie! Dziękuję za Wasze miłe przyjęcie mnie i świadectwa!

Zanim wróciłam do domu, spotkałam się jeszcze z tzw. dla mnie "duchowymi rodzicami" ode mnie ze wspólnoty. Chciałam się ich o coś poradzić, bo czułam się zagubiona z pewną sytuacją. Przyjęli mnie ich dzieci i bardzo mnie zdziwiło, jak jedna z ich córek, bardzo się otworzyła na mnie, opowiadała mi co robi. Kiedy wrócili "duchowi rodzice", podzieliłam się z nimi, dlaczego przyszłam, co mnie nurtuje. Gdy rozmawiałam dłuższy czas z "duchową mamą", powiedziała mi pewną sytuację z "Opowieści z Narnii", gdzie pewien chłopiec zamienił się w smoka i przez to bardzo płakał. A ktoś mu powiedział, że może poprzez to ma dokonać czegoś ważnego i rzeczywiście mógł uratować innych na morzu, gdzie jako chłopiec nie mógłby im pomóc. To porównała do mojej choroby, która mnie spotkała. Może poprzez tą chorobę, Bóg chce, bym czegoś dokonała, zmieniła. To tylko Bóg wie. Na koniec mojego spotkania z nimi, pomodlili się nade mną wstawienniczo. To było też dla mnie ważne. Zrozumiałam, że Jezus jest zawsze przy mnie, że to ja bardziej Go zostawiam, odchodzę... A On jest, On wchodzi do mego serca i w Nim jest, nie wychodzi.

"Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3,20)
Piątek (23.08.2013)
Po południu wyszłam z koleżanką na rower. Pojechałyśmy na lody, jakaś pszczoła nam przeszkadzała przez jakiś czas. Kiedy wracałyśmy z przejażdżki, byłam już na pasach i o mały włos, a wylądowałabym z rowerem pod samochodem! Na szczęście w porę, moja koleżanka zareagowała i mnie uratowała! Kto wie, co by było jakbym sama jechała, a mój Anioł Stróż chyba chwilowo zaspał... Na szczęście mojej koleżanki Anioł Stróż nie spał i mnie uratował :) Dziękuję za uratowanie życia!

Wieczorem w moim rozważaniu przeczytałam takie słowa, co do tej pszczoły:
"Mała jest pszczoła wśród latających stworzeń, lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy" (Syr 11,3)
Sobota (24.08.2013)
Pojechałam do mojej bliskiej koleżanki, z którą zrobiłam wywiad, który niebawem może ukaże się na portalu www.ojezu.pl . Bardzo mnie umocniło, to co opowiadała o swoich historiach w czasie podróży autostopem. Również powiedziała mi śmieszną historię, która jej się przytrafiła. Opowiadała mi, jak doświadczyła opieki Bożej, jak poprzez modlitwę, Bóg ją uratował! Jej świadectwo mnie umocniło!
Późnym wieczorem rozmawiałam jeszcze z moim kolegą z Lublina i powiedział mi, że wierzy, że Bóg postawił mu mnie na jego drodze, bym go umocniła. Jak również, że dzięki mnie, podniósł się z zamartwienia i smutku do wiary, że gdyby nie ja, to mógłby później stracić wiarę, a po rozmowie ze mną dostał siłę, by iść dalej za Jezusem i nie zamartwiać się. Powiedział mi również, że moja pomoc jest dla niego ogromnym darem. Cieszę się bardzo, że mogłam mu pomóc w jakiś sposób. To również i mnie umocniło, co mi powiedział.

Niedziela (25.08.2013) 
W ten dzień dowiedziałam się, że mojego spowiednika już nie będzie w naszej parafii, lecz dostał probostwo. Trochę mnie to zasmuciło, bo muszę sobie znaleźć nowego spowiednika, ale z drugiej strony ucieszyło mnie, bo moje słowa prorocze się potwierdziły! Kiedyś, kiedy była Msza Święta z okazji imienin mojego spowiednika i on w tym czasie był trochę chory, podczas składania życzeń, ja miałam takie natchnienie od Ducha Świętego, że w niedługim czasie zostanie proboszczem. Chwilę później nasz ks. proboszcz powiedział, że teraz to już tylko probostwo go uzdrowi! Co mnie jeszcze bardziej utwierdziło w tym, że to jest od Ducha Świętego. Podzieliłam się później tym z moim spowiednikiem. A teraz po 2 latach, te słowa się potwierdziły!
Ten niesamowity tydzień z umacniającymi mnie spotkaniami, zakończyłam spotkaniem ze znajomymi na działce u kolegi, oglądając samoloty z Air Show.

Dziękuję Wam kochani za spotkania każdego dnia! Dziękuję za Wasze świadectwa, które i mnie umacniają!

3 komentarze:

  1. Bardzo lubię cię czytać, to taka prostota, prosta prawda : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Miło mi to słyszeć :) Ja piszę prostymi słowami, po prostu o codziennych wydarzeniach z życia :) i poprzez te wydarzenia staram się przybliżać innym Jezusa w tych prostych sytuacjach, bo w każdych jest On obecny! Zawsze jest przy nas :)

      Usuń

Wulgarne komentarze będą usuwane!