Witam wszystkich serdecznie, którzy tu zaglądają!
Do dzisiejszego wpisu, bardzo pasuje to zdjęcie z tym podpisem:
W ostatnim czasie bardzo mocno tego doświadczyłam, a właściwie cały czas tego doświadczam. Totalne wywrócenie do góry nogami! Wszystko staje na głowie!
Chciałabym się z Wami podzielić ważnymi refleksjami i to, co odkryłam...
Minionego roku...
W wakacje ubiegłego roku (2012r.), kiedy rejestrowałam się na studia magisterskie do Lublina, wtedy bardziej chciałam uciec z domu, uciec od problemów rodzinnych, mieć święty spokój. Chciałam po prostu wyjechać, by być z dala od domu. By być prawdziwie wolna! Modliłam się wtedy, bym dostała się na studia. Miałam wiele niepokoju w sercu, ale Bóg uczył mnie zaufania, bym Mu się powierzyła. Tak też zrobiłam! Dostałam się na studia! Kiedy już zaczęłam studiować, problemy nie znikały, a ja wciąż uciekałam. Jak wiecie, tak się stało, że w lutym skończyłam studiować, bo wykładowca się uwziął i nie dał mi zaliczenia, zawaliłam też drugi przedmiot. Nie było możliwości, by to poprawić. Poprzez nawał problemów, zarówno duchowych, jak i psychicznych i fizycznych, ciężko mi było się uczyć, miałam problemy z koncentracją. Zawaliłam studia i wróciłam do domu, gdzie nie chciałam wracać, ale nie mogłam od tego uciec. Bóg tak chciał, bym wróciła do mojego miasta rodzinnego i zmierzyła się z problemami, bym od nich nie uciekała. Nie zaliczyłam semestru na studiach, bo to okazało się, tylko moją ucieczką.
Bóg spełnił moje pragnienie, bym studiowała w Lublinie, lecz to było tylko na jakiś czas. Ten czas okazał się również bardzo potrzebny- tam dokonało się moje uwolnienie! Tam przystąpiła do tzw. spowiedzi z furtek, miałam okazję uczestniczyć w rekolekcjach prowadzonych przez Pana Lecha Dokowicza- twórcy filmu "Duch". To tam po raz pierwszy doświadczyłam niesamowitej bliskości nieba! Mogłabym tu jeszcze wiele wyliczać...
Powrót do miasta rodzinnego...
Wróciłam do domu, gdzie potrzeba było naprawić relacje. Od początku mojego powrotu, Jezus zaczął uzdrawiać te relacje, zaczął uzdrawiać moje serce, moje patrzenie na pewne sprawy. Już nie uciekałam od problemów, lecz je rozwiązywałam, wszystko dzięki łasce Bożej! Było też wiele momentów, kiedy miałam próby wiary, czy jestem wierna Chrystusowi, czy idę za Nim. To były trudne momenty, ale dzięki wspólnocie, ludziom których poznałam, udało mi się je przezwyciężyć! Miałam możliwość posługiwać przy Kursie Alfa dla studentów, gdzie mogłam również modlić się wstawienniczo. Duch Święty obdarzył mnie wtedy wieloma łaskami! Przede wszystkim zostałam uzdrowiona z kataru alergicznego, alergii skórnej! To Jezus mnie uzdrowił! Poznałam wielu nowych, wspaniałych ludzi, nawiązałam nowe relacje, odnowiłam stare. Nauczyłam się bardziej doceniać to, co mam! Zaczęłam pracować nad sobą, nad swoim zachowaniem i charakterem. Stałam się bardziej otwarta na innych, bardziej śmiała i odważna. Przestałam się bać przemawiać publicznie. Jezus zaczął również uzdrawiać moje spojrzenie na samą siebie. W moim sercu zagościł pokój i radość, częściej jestem radosna i uśmiechnięta. Nauczyłam się być bardziej dla innych. Przede wszystkim zostałam uwolniona od koszmarów sennych, od myśli samobójczych! Przede wszystkim był to czas wielu łask! Stałam się bardziej duchowo wolna, pełna pokoju, przyjmowania z pokorą trudnych doświadczeń. To był czas potrzebny, by uzdrowić moją psychikę, ciało i duszę, odnowić relację z Panem, by była czystsza i wierniejsza Jemu i Jego Słowu. To Bóg chciał, bym wróciła na ten czas do rodzinnego miasta, gdzie chciał przemienić moje serce, oczyścić mnie, uzdrowić moje głębokie zranienia z dzieciństwa. Taka była wola Boża, bym skończyła studia germanistyki w lutym. Mimo iż wiele osób mi mówiło, bym walczyła, ja wiedziałam, że nic się nie zmieni, bo wolą Bożą był mój powrót.
A przede wszystkim również w tym czasie powstał ten blog ewangelizacyjny!
Decyzja
Od lutego br. miałam dużo czasu, by móc się zastanowić, co dalej... Czy będę pracować, czy wrócę gdzieś na studia. Czas szybko leciał i przyszedł czerwiec, kiedy trzeba było podjąć jakąś decyzję.Ciężko mi było podjąć, gdzie chcę iść na studia i coraz bardziej mnie to dobijało. W końcu, kiedy nastał dzień pociechy duchowej- zalogowałam się na studia do Lublina! Po upływie czasu, odkryłam, że to było dane mi od Boga, bym tam się zarejestrować. To było kilka dni pociechy, a później powróciła pustynia duchowa. Tym razem, kiedy czekałam na wyniki rekrutacji, byłam spokojna. Ufałam Bogu i Jego woli.Składałam na inny kierunek, więc tak na prawdę, mogli mnie nie przyjąć, lub mogło mi zabraknąć punktów. Ja ufałam Bogu, oddałam to Jemu. Prosiłam też moich bliskich znajomych, ludzi ze wspólnoty o modlitwę w tej intencji.
Dokładnie trochę ponad tydzień temu- 18 lipca, czyli dzień po moich imieninach, dostałam najlepszy prezent od mojego Ojca w niebie- dostałam się ponownie na studia do Lublina! Od października wracam na studia!
Ufam Mu, że On mnie poprowadzi, pomoże mi, bym tym razem skończyła te studia. Ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, by tak było.
Teraz przede wszystkim mam inne nastawienie- nie jadę do Lublina na studia z powodu ucieczki z domu od problemów!
Ufam Mu, że On mnie poprowadzi, pomoże mi, bym tym razem skończyła te studia. Ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, by tak było.
Teraz przede wszystkim mam inne nastawienie- nie jadę do Lublina na studia z powodu ucieczki z domu od problemów!
Jak widać, wszystkie doświadczenia nas spotykające, są po coś. Wszystko jest po coś i ma swój sens i cel!
Mimo iż, nam po ludzku, może to się wydać bardzo trudne, nie do pokonania, to Bóg wyprowadzi z tego dobro! Nawet większe niż nam się wydaje!
Czas trudnego doświadczenia...
Ten czas mojego powrotu do domu; czas pustyni, który przeżywałam, był przygotowaniem mnie do trudniejszego doświadczenia. Zaczęłam mieć większe problemy ze zdrowiem. Możliwe, że nawet mogę mieć operację. Jest u mnie podejrzenie choroby, która jest przyczyną bezpłodności :( Nie ukrywam, że chciałabym mieć w przyszłości dzieci. Odczuwam powołanie do małżeństwa. Początkowo przyjęłam tą wiadomość z pokorą, mimo wszystko, miałam pokój serca. Od 1,5 tygodnia, coraz gorzej się czułam, co powodowało, że miałam gorsze samopoczucie. Pojawił się niepokój w sercu, złe myśli, zwątpienie.
Niestety zły duch znów namieszał w moim sercu. Jednak dzięki ludziom ode mnie ze wspólnoty, dzięki kochanym kobietkom, które w środę pomodliły się nade mną wstawienniczo, zostałam uwolniona od niepokoju w sercu i złych myśli! Powrócił pokój w sercu i wewnętrzna radość! Znów jestem dobrej myśli! To była dla mnie dość mocna modlitwa, też płakałam. Ufam Bogu, że wyprowadzi z tego dobro! Bóg wie, co robi!
Moi drodzy czytelnicy, proszę Was o modlitwę w mojej intencji, o uzdrowienie z tej choroby, bym mogła mieć kiedyś dzieci! Będę bardzo wdzięczna.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!