Witajcie owieczki w ręku Pana!
Dokładnie rok temu, w dniach od 17 lipca do 22 lipca 2012 r., uczestniczyłam w Rekolekcjach Uzdrowienia Wewnętrznego. Te rekolekcje nosiły tytuł: "Od smutku do radości".
Rok temu byłam bardzo niepoukładana wewnętrznie. Było wiele rzeczy, wiele ran, które potrzebowały być uzdrowione. Nie dość, że odczuwałam wtedy jeszcze gorszą pustynię duchową, niż tą którą miałam ostatnio, miałam straszne skrupuły, w nocy męczyły mnie koszmary senne i nawet się budziłam o 3 w nocy z płaczem, nie raz nawet z krzykiem.
Byłam perfekcjonistką- wszystko musiało być idealnie zrobione, bez żadnej skazy i dopracowane do końca. A jeśli tak nie było, wpadałam w rozpacz. Ten perfekcjonizm mnie niszczył!
Wówczas również moje serce było przepełnione niepokojem, miałam blokadę w sobie i uraz w sercu szczególnie w relacji z najbliższymi, z rodzicami. Ciężko mi było im tak w pełni przebaczyć i dlatego też miałam problem z IV przykazaniem... Byłam bardzo często smutna, nieszczęśliwa, nie było we mnie takiej prawdziwej radości. Nie doświadczałam miłości, czułam się niekochana, odrzucona. Nigdy nie dziękowałam Bogu za to, że żyję, wręcz odwrotnie- często raczej chciałam umrzeć, coś sobie zrobić. Bardzo byłam zraniona, a niestety też wiele zranień często się powtarzało, co powodowało, że trwałam w błędnym kole. Miałam problem z gniewem, często padałam wręcz w furię, jak również z lenistwem, z którym właściwie wciąż walczę. Najgorsze jednak dla mnie było fałszywe poczucie winy, w które często wpadałam, gdy mnie ktoś niesłusznie oskarżał o coś, co później powodowało rozpacz... Nie akceptowałam siebie, nie potrafiłam siebie kochać, bałam się wychodzić na środek wśród ludzi i coś mówić lub cokolwiek robić. Często też i ja sama obwiniałam innych, a siebie traktowałam jak ofiarę.
A duchowo... często miałam walkę duchową, pustynię i bardzo nie chciałam być oczyszczana, buntowałam się przeciwko oczyszczaniu mnie przez Boga. Miałam różne dręczenia. Miałam opór przed ucałowaniem relikwii, czy też dotknięciem rzeczy świętych, jakoś mnie od tego odpychało... W sercu gościł ciągły niepokój.
Na tych rekolekcjach, które przeżywałam w zeszłym roku, Jezus uzdrowił mnie ze zranień związanych z relacją z moimi rodzicami, szczególnie z mamą. Wtedy zaczęło się stopniowe uzdrawianie tej relacji. Już nawet podczas mojego pobytu na tych rekolekcjach, rodzice do mnie zadzwonili i pytali mnie, jak się tam czuję. A wcześniej byli bardzo przeciwni, bym tam w ogóle pojechała i miałam wiele problemów z tym związanych.
Jezus uwolnił mnie od perfekcjonizmu, już nie musi być u mnie wszystko perfekcyjne i idealnie zrobione! Zostałam uzdrowiona z moich zranionych uczuć, już nie odczuwam odrzucenia. Przede wszystkim również Jezus mnie uwolnił z lęku przed wychodzeniem przed innymi i to jeszcze w tym czasie! Już wtedy się przełamałam i wzięłam udział w jednej ze scenek, czytałam czytanie na Mszy Świętej, a na koniec powiedziałam świadectwo przed wszystkimi!
Miesiąc później po tych rekolekcjach, w zeszłym roku, w dzień moich urodzin, po raz pierwszy dziękowałam za swoje życie! To była mega przemiana, tym bardziej, że jeszcze rok wcześniej (w 2011r.), chciałam umrzeć i miałam myśli samobójcze!
Jezus sprawił, że stałam się bardziej szczęśliwa, moje serce było przepełnione radością i pokojem.
Co prawda te rekolekcje były dla mnie bolesnym czasem, bo bardzo często tam płakałam, ale był to płacz uzdrawiający i oczyszczający, ale był to również czas, kiedy doświadczyłam czegoś niesamowitego. Będąc na Adoracji, kiedy byłam taka zapłakana, chciałam wtedy, by Jezus mnie przytulił do Siebie. Najpierw położyłam się rękami na ławce, a później jakoś na nogach. Kiedy tak leżałam na nogach, czułam, jakbym leżała nie na swoich nogach, lecz jakbym leżała na nogach Jezusa! Taką niesamowitą bliskość poczułam! Moje serce się wyciszyło i uspokoiło. W tym czasie, można było podejść do Najświętszego Sakramentu i dotknąć, lecz ja tego nie zrobiłam, bo mnie coś odpychało i czułam się niegodna.
Przede wszystkim, te Rekolekcje były dla mnie najpiękniejszym prezentem imieninowym, jaki dostałam! Dokładnie w dzień moich imienin, zaczynały się te rekolekcje, czyli 17 lipca. To był dzień, którego nigdy nie zapomnę. Kiedy wszyscy mnie tak mile przyjęli, składali życzenia, przytulali i czuło się taką niesamowitą miłość!
To były przepiękne rekolekcje, które bardzo mnie zmieniły i zaczęły nowy etap w moim życiu. Od zeszłorocznych Rekolekcji Uzdrowienia Wewnętrznego, Jezus ciągle mnie uzdrawia z różnych zranień, również jeszcze ze zranień z wczesnego dzieciństwa. Przede wszystkim uzdrowił moje głębokie zranienia sprzed poczęcia, które były tak głębokie, że odczuwałam to fizycznie, poprzez przeszywający ból serca, jakby mi ktoś wbijał igłę w serce... Bardzo wiele się zmieniło od zeszłego roku i ciągle się zmienia, Jezus cały czas mnie uzdrawia i leczy moje poranione serce!
Nie tylko mnie Jezus uzdrowił podczas tych rekolekcji, ale również i inne osoby, obecne na rekolekcjach. Również i Was moje kochane owieczki, Jezus może przytulić Was do Swojego Serca i uzdrowić Wasze poranione serca! Tylko pozwólcie Mu na to!
A na koniec, umieszczam Wam piosenkę, która stała się hitem podczas tych rekolekcji i której słowa wciąż są mi bardzo bliskie po dzień dzisiejszy:
"Wierzę Mu, bo On ma moc przezwyciężyć w moim sercu zło. Wierzę Mu, bo On ma właśnie taką moc!"


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!