Witajcie Kochane Owieczki!
W poprzednim wpisie pisałam Wam o duchowej pustyni, czyli strapieniu duchowym. Ta duchowa pustynia u mnie trwa już jakiś czas i w większości dni, nie doświadczałam żadnego pocieszenia duchowego, nie otrzymywałam żadnych łask.
Mimo, iż ta pustynia nadal trwa, w ubiegłym tygodniu, Bóg obdarował mnie kilkoma dniami pocieszenia.
Chciałabym się tym z Wami podzielić, to czego doświadczyłam, co zrozumiałam poprzez te pociechy duchowe.
Najpierw krótko opiszę, czym tak właściwie jest to pocieszenie duchowe.
Pociecha duchowa, tak jak i strapienie duchowe (duchowa pustynia) jest pewnym stanem w życiu duchowym. Jest przeciwieństwem strapienia duchowego.
Św. Ignacy Loyola opisuje to tak:
"Czas pocieszenia jest czasem właściwym, podczas którego człowiek trwa w
Bogu. Stąd bardzo ważną rzeczą jest, by w tym czasie niejako naładować
się energią, siłą, Bożą miłością, (podobnie jak akumulator), by móc
potem wytrwać w czasie kryzysów i próby" (ĆD 323).
Istnieje również i stan pośredni, który ja właśnie przeżywam:
"Stan pośredni bardziej zbliżony do pocieszenia cechuje się
doświadczaniem Boga na głębszej płaszczyźnie. Wiele rzeczy zewnętrznych
jest już bardziej relatywnych, odczuwa się zbliżający się koniec
trudności, łatwiej jest koncentrować się na Bogu i sprawach duchowych."
Doświadczenie pociechy duchowej
W minionym tygodniu taką pociechą dla mnie byli bliskie mi osoby, z którymi mogłam porozmawiać. Dzięki ich obecności, wsparciu, modlitwie, nie czułam się taka samotna w tym wszystkim. Przypomniało mi się, że rok temu, kiedy przeżywałam taki stan pustyni, pewien ksiądz mi powiedział, że na pustyni jest również karawana, że nie jestem sama. Tą karawaną są ludzie! Nawet na Facebooku dostałam wiadomość od kogoś, kto prowadzi profil "Bóg Ojciec Cię Kocha" i mi ta osoba napisała, że się za mnie pomodli! Bardzo mnie to mile zaskoczyło.
Środa (19.06.2013r.)
Tego dnia byłam umówiona na rozmowę z pewnym znajomym księdzem. Na koniec tej rozmowy pomodlił się nade mną o to, bym umiłowała Eucharystię, bym dostrzegała konkretne znaki czasu. Wieczorem poszłam na Mszę Świętą, a później byłam na Adoracji i bardzo mnie umocniła duchowo. Poprzez tą Adorację doświadczyłam takiej duchowej pociechy!
Czwartek (20.06.2013r.)
Od rana fizycznie źle się czułam i przez to narzekałam. Mimo to, poszłam wieczorem na Mszę Świętą. Usłyszałam bardzo przemawiające do serca kazanie, które wiele mi wyjaśniło, co do sytuacji w której się znajdowałam. W tym kazaniu usłyszałam również, by dostrzegać w konkretnych wydarzeniach, gdzie jesteśmy powołani. To mi bardzo pomogło w mojej decyzji w związku z moim powrotem na studia. Po Mszy była okazja przyjąć modlitwę wstawienniczą. Taką modlitwą posługują konkretne osoby do tego przygotowane i łączą się w pary, a następnie modlą się nad osobą, która prosi ich w konkretnej intencji. Ja poszłam do małżeństwa. Powiedzieli mi, że dobrze, że mam duchową pustynię. To mnie zaskoczyło. Co ciekawe, podczas modlitwy, modlili się dla mnie o umiłowanie Eucharystii, tak jak dzień wcześniej modlił się o to ksiądz! Również modlili się, abym była taką dziewczynką w rękach Boga i bym trzymała się Jego ręki. Po tej modlitwie w moje serce wlała się radość i pokój, łatwiej mi było trwać w uwielbieniu.
Piątek (21.06.2013r.)
Tego dnia dostałam niesamowitą pociechę duchową! Przede wszystkim, w końcu po dwóch miesiącach milczenia Boga na moje pytanie, dostałam odpowiedź! Wreszcie zdecydowałam, gdzie się zarejestrować na studia, a nawet zapisałam się na 2 kierunki. Przez dwa miesiące Bóg milczał, a ja nie wiedziałam, co dalej. Teraz już wszystko jest w Jego rękach!
Po południu była straszna burza z gradem, a ja miałam zamiar jechać na Kuźnię Młodych, ale przez tą burzę jakoś mi się odechciewało. Kiedy burza ustała, postanowiłam jednak pojechać i trochę się spóźniłam. Tematem była WIARA RADOSNA. Ksiądz, który prowadził, pokazywał również fragmenty z filmu o św. Filipie Neri- radosnym świętym. Również ksiądz mówił o ojcostwie, jak bardzo jest nam potrzebny ojciec i dlaczego tak się dzieje, gdy go nie ma przy nas, przy dziewczynkach, które chcą usłyszeć, że są piękne w jego oczach, są księżniczkami. Mi aż chciało się płakać, kiedy o tym mówił. Ja nigdy tego nie usłyszałam, dlatego mam tak niskie poczucie wartości. Później był dla mnie najpiękniejszy moment- czas Adoracji. Czas, w którym każdy mógł podejść bardzo blisko Najświętszego Sakramentu i dotknąć u dołu. To miał być znak, symbol, że chcemy się złapać RĘKI OJCA. A oto się właśnie modlili nade mną wstawiennicy poprzedniego dnia, bym trzymała się ręki Boga Ojca! Wtedy naprawdę poczułam, że Bóg trzyma mnie za rękę, poczułam Jego bliskość, serce mi mocniej biło i czułam bliskość NIEBA!
Rok temu, gdy byłam na rekolekcjach i miałam okazję dotknąć Najświętszego Sakramentu, wtedy tego nie zrobiłam, czułam jakiś wstręt, odpychało mnie i czułam się niegodna. Później tego żałowałam, ale miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła dotknąć Najświętszego Sakramentu. I tak się stało, moje pragnienie się spełniło!
Przeczytałam również tego dnia w moim dzienniczku formacyjnym takie słowa:
"Bóg mówi na tak wiele sposobów, aby wzrastała w Tobie pewność drogi Twego życia. Zarówno kiedy stajesz jako bardzo młoda osoba na jej początku i kiedy jako dojrzała, musisz na nowo odkryć piękno tego, co już wybrane, a jeszcze do realizacji".
Mój ulubiony fragment z filmu o św. Filipie Neri:
Tego dnia niestety doświadczenie pustyni powróciło. Pociechą dla mnie była obecność bliskich mi osób. Cały dzień spędziłam radośnie ze znajomymi. Jak dobrze jest mieć karawanę!
Niedziela (23.06.2013r.)- Dzień Ojca
Pojechałam na Wieczór Chwały, który wyjątkowo zaczął się dużo wcześniej. Fizycznie jakoś się źle czułam, bolała mnie głowa, było mi duszno i miałam wrażenie, że zaraz tam zemdleję. Bardzo trafiające do mnie były słowa z Psalmu:
"Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody" (Ps 63,2).
Dokładnie słowa o moim pragnieniu bliskości Boga, o mojej pustyni duchowej, jak jestem wysuszona. Znów odczuwałam pustynię duchową. Na kazaniu również ksiądz powiedział, że jeśli nie czujemy bliskości Boga, to nie oznacza, że Go nie ma, On jest zawsze przy nas. Te słowa były skierowane do mnie. Po Mszy mieliśmy Adorację z modlitwą uwielbienia. Ode mnie ze wspólnoty zachęcili mnie, bym poszła flagować. Początkowo nie chciałam iść, bo jakoś źle się czułam, nie miałam siły do niczego, ale w końcu poszłam. Było tam strasznie ciasno i duszno. Kiedy flagowałam, przez przypadek uderzyłam panią i gdy zapytałam jej, czy się nic nie stało, odpowiedziała mi, że to dla niej było jak dotknięcie Ducha Świętego! Ucieszyło mnie to. Gdy klęczeliśmy, ksiądz przechodził z Najświętszym Sakramentem i błogosławił nim wszystkich i kiedy przechodził obok mnie, tak jakby okrył mnie sutanną jak płaszczem. Czułam się tak bezpiecznie, okryta płaszczem Ojca! Po tym błogosławieństwie, była chwila ciszy. Usłyszałam w sercu słowa: "Poprzez to flagowanie, daję Ci poczuć Siebie". Czyli w tym czasie, Jezus dał mi Siebie poczuć na ten moment, czego tak bardzo pragnęłam. To był czas dany mi, a później znów powróciła pustynia duchowa. Postanowiłam pójść do modlitwy wstawienniczej do moich "duchowych rodziców". W tym czasie, gdy tak czekałam w kolejce, przypominały mi się różne sytuacje, zranienia od strony taty i że go ciągle nie ma w domu. A że to był właśnie Dzień Ojca i znów go w domu nie było, to miało jeszcze większy wpływ na mnie i zaczęłam płakać. Dodatkowo jeszcze ta pustynia duchowa... Kiedy usłyszałam pieśń: "Do Ciebie Panie, woła dusza moja, tęskni ciało me", jeszcze bardziej płakałam. Bardzo mnie to dotknęło. Poprzez to Bóg mnie chciał oczyścić i również uzdrowić moje poranione serce. Przy modlitwie wstawienniczej, również płakałam, po słowach, które usłyszałam.
Na koniec umieszczę Wam pocieszną piosenkę:

co to flagowanie? :)
OdpowiedzUsuńpo przeczytaniu tego posta nasuwa mi się myśl, że każdy inaczej przeżywa pustynię i chyba nie da się jej równoznacznie określić... Ja w tym momencie też mam pustynię, ale przeżywam ją Kompletnie inaczej. Ciebie ruszają jakieś słowa, zdarza Ci się płakać... A u mnie nie ma NIC. Ale też dostaję czasem trochę pocieszenia i mam swoją "karawanę" ;) będę się modlić za Ciebie :*
Flagowanie jest to inaczej modlitwa flagami, modlitwa uwielbienia. Są 2 flagi i podczas pieśni uwielbienia, macha się nimi i robi różne figury- zazwyczaj w kształcie 8 :) Podczas flagowania doświadcza się takiego pokoju i radości serca. Teraz tak nie miałam, bo przeżywam tą pustynię... U mnie też nie ma nic. To było tylko kilka dni pociechy duchowej i pustynia powróciła :( "Karawana" wiele pomaga :) Ja również będę pamiętała o Tobie w modlitwie :*
Usuń