poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Spacer na pustyni"

Witajcie drodzy czytelnicy!

Miałam nie pisać tutaj nic o tym, co przeżywam i doświadczam, ale jednak stwierdziłam, że napiszę, bo może to kogoś umocni. Nie chciałam pisać, bo w sumie to nie miałam natchnienia do pisania, ani nastroju.

Doświadczenie duchowej pustyni
Od ponad 2 tygodni w moim życiu duchowym, zaczęła się tzw. duchowa pustynia. Bóg wydaje mi się taki daleki, nie czuję Jego bliskości i miłości. Doświadczam wielkiej tęsknoty za Bogiem, za codzienną Mszą Świętą. Jestem oschła na modlitwie, mam trudności w wielbieniu Boga, słowa z Pisma Świętego jakoś mniej do mnie docierają, źle się czuję podczas Mszy Świętej i do tego dziwne uczucie smutku, takiego smutku duszy. To nie jest taki smutek z powodu jakieś sytuacji, czy też niemiłego wydarzenia lub, że ktoś powiedział na mnie obraźliwego. To jest taki dziwny smutek, który powoduje, że chce się aż płakać, gdy widzi się ludzi, którzy bez trudu potrafią wielbić Boga na całego! Poprzez tą duchową pustynię, trudno jest mi uwielbiać Pana. Jest to bardzo trudny i bolesny czas oczyszczenia. Brakuje mi również takiego fizycznego przytulenia się do kogoś.
W czasie tej pustyni, staram się trwać w modlitwie, być wierna i cierpliwa. Najważniejsze by trwać przy Bogu mimo wszystko, mimo iż Go nie czuję, ciężko mi się modlić, czasem aż płaczę. Staram się też często uczestniczyć we Mszy Świętej, być na Adoracji. To mi bardzo pomaga. I bliskość ludzi, wspólnota! Ważne jest, by nie być samemu i nie dawać się złym nastrojom, myślom. Pomaga mi również słuchanie muzyki, takiej spokojnej, również muzyki uwielbienia.

Na jednej ze stron znalazłam artykuł, czym tak właściwie jest pustynia duchowa i przeczytałam tam takie słowa:

"Człowiek, który do tej pory był ‘pewny’ swojej wiary, Bóg dotykał go w codzienności niemal namacalnie, teraz zaczyna doświadczać oschłości na modlitwie, oporów w wyrażaniu dziękczynienia i wielbienia Panu, trudności w służbie innym i posługiwaniu we wspólnocie, rodzinie czy parafii. Nie odczuwamy innych braków, jedynie Bóg zdaje się być nieobecny i daleki, a Jego miłość nieodczuwalna. Jedynym i podstawowym ‘głodem’ człowieka w tym czasie jest pragnienie obecności Boga.  By była ona dla nas ‘oczywista’, tak jak wtedy gdy z taką łatwością oddawaliśmy się modlitwie, posługom, uwielbianiu Pana; doświadczaliśmy Jego mocy i działania w nas i widzieliśmy je w innych ludziach. Pustynia jest czymś nieuniknionym na drodze wiary, jest czasem oczyszczenia i uporządkowania tego, co w nas jest jeszcze nieuporządkowane. Dotyczy głównie naszych uczuć, pragnień, intencji. To właśnie dlatego odczuwamy oschłość, brak uczuć na modlitwie, zaczynamy szukać pocieszenia czy czasami wręcz fizycznego przytulenia [...] Pustynia duchowa to czas trudny i bolesny, czas wielkiej tęsknoty za Bogiem. Człowiek wie, że On jest, ale nie doświadcza Go. Zarazem jest to czas, w którym człowiek jest wzywany do ufnego kroczenia za Panem, porzucenia kolejnych zabezpieczeń i podpórek, oparcia się całkowitego na Bogu."

W tym czasie bardzo bliskie mi są słowa z Psalmu 42:
"Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?" (Ps 42, 2-3)

I dalsze słowa:
"Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo i czemu jęczysz we mnie?" (Ps 42,6)

Pewnego dnia, rozważałam z mojej formacji taki fragment, który bardzo opisywał to, jak się czułam, właśnie taka spustoszona:
"Tam zobaczyli, że świątynia jest spustoszona, ołtarz zbezczeszczony, bramy popalone, na dziedzińcu krzaki rozrośnięte jakby w lesie albo na jakieś górze, a pomieszczenie dla kapłanów zamienione w ruinę. Rozdarli więc swoje szaty, podnieśli ogromny płacz, głowy posypali popiołem" (1 Mch 4,38-39).

Dalej słowa:
"Oczyścili oni świątynię i wynieśli splugawione kamienie na nieczyste miejsce" (1 Mch 4,43).

A na koniec słowa pocieszenia dla mnie, to co się stało z tą spustoszoną świątynią:
"Potem zaś, zgodnie z nakazami Prawa, wzięli nieociosanych kamieni i na wzór poprzedniego wybudowali nowy ołtarz. Naprawili też świątynię i poświęcili wnętrze przybytku i dziedzińce" (1 Mch 4,47-48).

Tak się dzieje właśnie ze mną. Wewnętrznie jestem spustoszona jak ta świątynia, potrzebuję oczyszczenia i muszę być kamieniem oszlifowanym, czyli ociosanym. Dlatego też przeżywam tą duchową pustynię, czyli inaczej nazwane "strapienie duchowe". Poprzez to doświadczenie, Bóg mnie oczyszcza i szlifuje moje wnętrze, jeszcze bardzo poranione przez rany z dzieciństwa. Bóg naprawia mój charakter i chce mnie samą naprawić, zamienić w nową świątynię. Bo my wszyscy jesteśmy świątynią Ducha Świętego, mieszkającego w nas.

"Orędzie serca" Anonim brazylijski
Tej nocy miałem sen, śniło mi się, że spacerowałem po plaży razem z Chrystusem, na ekranie nocy ukazały się wszystkie dni mojego życia. Patrząc za siebie zobaczyłem, że przy każdym dniu mojej wędrówki, przedstawionej na ekranie, znajdowały się na piasku dwie pary stóp.Śledząc je na całej drodze, dotarłem aż do kresu moich dni.Stanąłem wtedy spoglądając wstecz i spostrzegłem, że na niektórych odcinkach widniał tylko jeden ślad. Przedstawiały one najtrudniejsze dni mojego życia, dni największych zmartwień, największych lęków i największych cierpień.
Wtedy zapytałem:
"Panie, obiecałeś mi, że będziesz razem ze mną przez wszystkie dni mojej wędrówki. Dlaczego więc opuściłeś mnie w najtrudniejszych chwilach mojego życia?"
A wtedy Pan odpowiedział:
"Synu mój, wiesz dobrze, że jeśli obiecałem ci, że będę z tobą przez wszystkie dni twojej podróży i że nie opuszczę cię ani na chwilę to dlatego, że bardzo cię kocham.
Dotrzymałem mojego słowa...
Kiedy widziałeś na piasku tylko jedną parę stóp to były chwile, w których musiałem nieść cię w ramionach. 

A na koniec piosenka rapera DwaPe, zatytułowana "Spacer na pustyni" i stąd też tytuł mojego wpisu:

Ta piosenka zaczyna się takimi słowami: "Pewnego razu Bóg zaprowadził  mnie na pustynię, skwar okropny, horyzont płynie. Myślę sobie: czemu właśnie tutaj?"

Jeśli i Wy, drodzy czytelnicy, przeżywacie taką pustynię, to jest to Wam potrzebne. To ma swój cel i sens. Musicie tylko dzielnie trwać przy Bogu, mimo wszystko i cierpliwie to znosić. W tym czasie strapienia duchowego, nie powinno się podejmować żadnych życiowych i ważnych decyzji, bo wtedy przeżywa się zakłócenie w duszy, uczucia są pomieszane. Coś co jest dobre, za chwilę wydaje nam się już nie być dobre i na odwrót.
Na pocieszenie pewne zdanie autorstwa o. Adama Szustaka:
"W momencie, jak Ci się wszystko rozsypuje, żebyś sobie potrafił powiedzieć: Właśnie rozpoczyna się największa jazda mojego życia".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wulgarne komentarze będą usuwane!