środa, 29 stycznia 2014

Owoce Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego

Kochane Owieczki!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić czymś ważnym, o czym było mi trudno tutaj pisać wcześniej, szczególnie w listopadzie minionego roku. Teraz jest odpowiedni czas, by się tym podzielić, gdyż właśnie skończyłam ten etap formacji.
Wczoraj (czyli we wtorek 28 stycznia) mieliśmy modlitwę wstawienniczą nad każdym z nas w ramach zakończenia Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego, podczas której Duch Święty przyszedł do mnie z mocą, uzdrawiał i uwalniał!

Przez ostatnie 3,5 miesiąca w mojej wspólnocie miałam formację Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Już Wam o tym pisałam w połowie października, kiedy dopiero zaczynałam tę formację. Na samym początku tego Seminarium dostałam od Boga obietnicę:  "Albowiem przywrócę ci zdrowie i z ran ciebie uleczę" (Jr 31,17).


Jak wiecie, to był dla mnie dość trudny i bardzo bolesny czas. W drugim tygodniu formacji mieliśmy tydzień o uzdrowieniu historii naszego życia, czyli wszystkich okresów naszego życia, począwszy od tego jeszcze sprzed naszego urodzenia. Bardzo ciężki dla mnie był dzień formacji, w którym było o uzdrowieniu z okresu prenatalnego. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłam czegoś dziwnego podczas osobistej modlitwy. Skuliłam się w kształcie embrionu i później przez dłuższy czas bardzo się trzęsłam. W taki sposób Bóg mnie uzdrawiał i uwalniał. Jednak jeszcze wiele razy, gdy później słyszałam na ten temat, sprawiało to we mnie niesamowity ból i nie byłam w stanie o tym słuchać. Bóg dotykał tych miejsc, które były wielką raną w moim sercu, nawet z tego okresu, którego w ogóle nie pamiętałam.Wiem jedynie, że mogłam nawet umrzeć, miałam zatrzymanie akcji bicia serca i nie chciałam wyjść na świat.
Podczas tego Seminarium, Bóg pokazywał mi po raz kolejny, że jestem wyjątkowa w Jego oczach i bym siebie zaakceptowała i pokochała taką, jaka jestem. Bardzo dobrze mi to przypominał przez konkretne fragmenty z Pisma Świętego, szczególnie poprzez Psalm 139..., o którym już na tym blogu wspominałam wiele razy.
Tak naprawdę potrzebowałam uzdrowienia ze złych wspomnień i sytuacji, kiedy czułam się odrzucona          i niekochana, z fałszywego spojrzenia na samą siebie. Szczególnie to odrzucenie było dla mnie bardzo bolesne i w czasie tego Seminarium również tego doświadczałam, ale musiałam to odczuć po raz kolejny i przepracować to razem z Jezusem i Jemu oddać te bolesne doświadczenia.
Następnym bardzo trudnym etapem w formacji był tydzień o ludzkich dekalogach, również o fałszywych dekalogach, które sami sobie wpajaliśmy przez całe życie. Mi wmawiano wiele różnych złych i kłamliwych rzeczy na mój temat, a ja w to wierzyłam, co spowodowało wielką ranę na moim sercu. Jezus mnie uwolnił z tych wszystkich kłamstw na mój temat! O ile bardziej byłam lżejsza!
Bóg pokazywał mi również, jak ważne jest przebaczenie, komu powinnam jeszcze tak w pełni wybaczyć i że to właśnie brak przebaczenia może być przyczyną moich różnych chorób. 

W grudniu miałam ciężki czas, gdy nagle wiele osób było przeciwko mnie, nie wierzyli mi i nie chcieli pomóc. Zaczęłam się buntować przeciwko tym osobom, ale też i przeciw temu, że może chcieli mi tak naprawdę pomóc. Ten bunt mnie niszczył i moje relacje z innymi. Odkryłam też, że to właśnie przez bunt nie potrafię przyjąć Bożej Miłości i uwierzyć w to, że Bóg mnie kocha bezwarunkowo i jestem Jego umiłowaną córką. Podczas spotkania wspólnotowego, gdy była na koniec modlitwa o uwolnienie od buntu, ja wtedy bardzo się trzęsłam, Jezus mnie tego dnia uwolnił od buntu! Od tamtej pory stałam się bardziej spokojna, moje relacje z innymi się polepszyły i nie buntuję się przeciwko innym, a przede wszystkim uwierzyłam i przyjęłam, że jestem umiłowaną córką Boga i nie jestem przypadkiem!
W tym czasie również Jezus mnie uwolnił od lęku przed ciemnością! Wcześniej bardzo się bałam chodzić w ciemne pomieszczenia, gdzieś gdzie nie było światła lub później się pojawiało. Bałam się nawet wejść do ciemnego kościoła i nie minęły dwie minuty, jak stamtąd od razu wyszłam! Teraz już tak nie jest. 
W czasie tego Seminarium nauczyłam się żyć słowami: "Bądź wola Twoja", nauczyłam się oddawać woli Bożej moje cierpienie związane z chorobą, która w sumie trwa już prawie 11 lat, lecz dopiero od około 2 lat jestem leczona przez lekarza. Nawet jeśli cierpię fizycznie, to mówię: "Bądź wola Twoja", jeśli tak ma być i to cierpienie jest po coś, może być świadectwem dla innych. Odkryłam również, że może jeszcze przez ten następny rok mam tak cierpieć, tak jak ta kobieta z Ewangelii cierpiąca na upływ krwi od 12 lat. Chodziła ona po różnych lekarzach, wydawała pieniądze, lecz nic jej nie pomagało. Ja również tak samo, chodzę po lekarzach, dostaję różne skierowania na badania, dostaję nowe leki i nadal nic nie wiadomo konkretnego. Może dopiero po tych 12 latach, Jezus mnie uzdrowi. Dzięki formacji nauczyłam się przyjmować to z pokorą i widzieć w tym Bożą wolę, a dzięki temu mam ogromną radość w sercu- Bożą radość! I jeśli to moje cierpienie ma być świadectwem dla innych, to bądź wola Twoja! Wraz z Maryją pragnę mówić: "Fiat voluntas Tua".

W ostatnim tygodniu formacji Bóg pokazał mi, abym przyjęła prawdę o sobie, również tę trudną prawdę, szczególnie bym zaakceptowała i przyjęła prawdę, że jestem dzieckiem nieślubnym (niesakramentalnym). Kiedy dowiedziałam się o tym kilka lat temu, bardzo to mocno przeżyłam i to spowodowało wielką ranę w moim sercu. Jednak Bóg dał mi łaskę chrztu świętego, przyjął mnie do Siebie jako Dziecko Boże, dzięki czemu mogę wzrastać w wierze. Jestem wdzięczna Bogu za mój chrzest, za księdza który mnie ochrzcił i że mogę być w rodzinie chrześcijańskiej - w Kościele!
Szkoda, że nie wszyscy doceniają to, że są ochrzczeni, że urodzili się i wychowali w katolickiej rodzinie, że ich rodzice są mocno wierzący. Nawet nie wiedzą, jak wiele tracą!
Duch Święty wiele rzeczy odkrywał przede mną podczas Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Dzięki tej formacji mogłam lepiej poznać samą siebie i odkryć tak wiele, co było wcześniej przede mną zakryte. Odkryłam również, jak ważna jest osobista modlitwa i że wtedy Bóg również może działać w naszych sercach i móc je uzdrawiać! Jezus mnie uzdrowił z wielu głębokich zranień, oczyścił ze złych nawyków i rzeczy, które potrzebowały oczyszczenia. Jezus mnie również uwolnił ze złych wpływów na moje życie, które mną panowały przez tak wiele lat! Mimo iż formacja ta dobiegła końca, to nadal potrzebuję jeszcze uzdrowienia z wielu aspektów mojego życia, wciąż potrzebuję Bożego działania, Bożego dotyku tych zranionych miejsc, które jeszcze nie zostały w pełni uzdrowione.

Mimo iż był to dla mnie bardzo bolesny i trudny czas tego etapu formacji, dlatego też nie byłam w stanie tu cokolwiek pisać, ale jestem wdzięczna Bogu za ten czas! To Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego było bardzo potrzebne i warto było walczyć o każdy dzień! 
Jezus mnie uzdrowił z wielu ran, dlatego też teraz mogę dawać Wam tu świadectwo i pisać o tym, o czym nie mogłam pisać w listopadzie. To jest znak uzdrowienia! 
Chwała Panu za ten ważny czas Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego i że przemieniał moje serce, uzdrawiał i uwalniał!

Na koniec piosenka:
"To mój Pan, wiele mi uczynił,
On moim Bogiem.
To mój Pan, wiele mi uczynił,
On mnie uzdrowił"

piątek, 24 stycznia 2014

Zaufaj Bogu, a staną się cuda!- Taize w Strasburgu cz. V

Droga Owczarnio!

Tym razem to już będzie mój ostatni post o pobycie na Taize w Strasburgu.
Będzie on również, że tak określę "na czasie", gdyż właśnie przez ten tydzień trwały modlitwy o jedność chrześcijan i w wielu miastach odbywały się ekumeniczne nabożeństwa.
Europejskie Spotkania Młodych Taize mają właśnie na celu jedność wszystkich chrześcijan i są to spotkania ekumeniczne różnych wyznań. Dlatego też w parafiach, gdzie uczestnicy są przyjmowani, są wspólne modlitwy i śpiewy, jak również trwanie na modlitwie w ciszy i tak samo jest na modlitwach popołudniowych i wieczornych na kilku halach do tego przeznaczonych.
 
Środa (1.01.2014 r.)- Nowy Rok
Po krótkiej nocy, byłam niezbyt wyspana. Na śniadaniu postanowiłam przeczytać gospodarzom to moje podziękowanie, by w razie poprawili błędy. Byli zachwyceni tym, co napisałam. Parę razy przećwiczyłam czytanie.

Razem z Panem Geroldem pojechaliśmy do kościoła. Wszyscy mówili i twierdzili, że to ma być Msza Święta, lecz tak nie było... To była bardziej Liturgia Słowa ze śpiewem, którą w dodatku odprawiała jakaś pastorka i ona też głosiła kazanie! Normalnie szok! Poza tym według mnie się wywyższała, brakowało jej pokory. Trochę mnie to zraziło. Bardzo się stresowałam w trakcie, gdyż na sam koniec miałam wygłosić to moje podziękowanie. Z racji, że to było nabożeństwo ekumeniczne, nie było Komunii Świętej, co mnie bardzo zasmuciło i bardzo pragnęłam przyjąć Komunię Świętą. Miałam nawet takie myśli, by podejść po zakończeniu do księdza i zapytać o możliwość przyjęcia Komunii, tylko niestety nie wiedziałam, jak to jest po niemiecku. Po zakończeniu nabożeństwa najpierw jedna osoba podziękowała po angielsku wszystkim, a później ja musiałam wyjść przed ambonę i wygłosić moje podziękowanie. Bardzo się stresowałam, co też sprawiło, że język mi się plątał i nie mogłam się wysłowić. Mimo to Niemcom chyba się podobało, bo bardzo długo bili mi brawo!

W parę osób zostaliśmy trochę dłużej po nabożeństwie i okazało się, że dwie osoby poszły zapytać księdza o możliwość Komunii i zgodził się! Wszyscy, którzy chcieliśmy przyjąć Komunię, musieliśmy poczekać. Stanęliśmy naokoło Ołtarza.Gdy klęczeliśmy po Komunii, ksiądz nad każdym z nas chwilę się pomodlił! A ja tak bardzo potrzebowałam błogosławieństwa księdza i bez proszenia, je otrzymałam! Bóg wysłuchał mojej modlitwy! Choć innym nic nie mówiłam, to Bóg wiedział i mi pomógł. Byłam bardzo szczęśliwa!
Po zakończeniu nabożeństwa, ksiądz się witał z nami poza kościołem, a następnie każdy pojechał ze swoją rodzinką. Z moimi współlokatorkami miałyśmy trochę czasu, by móc się spakować. Później czekał na nas pyszny obiad, podczas którego wręczyłyśmy prezenty naszym gospodarzom. Byli bardzo mile zaskoczeni. Niestety w końcu nadszedł czas pożegnania. Było mi smutno. Bardzo się zżyłam z nimi. Wspaniali ludzie! Kiedy czekaliśmy na autokar, ksiądz do mnie podszedł i wycałował :D Coś tam też mi mówił i stwierdziłam, że jest zwariowany! :D Po nich wszystkich było widać, że szkoda im było, że już wyjeżdżamy.
Poruszyło mnie bardzo, gdy nasz gospodarz Pan Gerold wyjął chusteczkę i machał nią nam na pożegnanie. To było takie wzruszające i czułe. Gdy już byliśmy w naszym specjalnym autokarze, którym mieliśmy jechać do Strasburga, jeszcze przed wyjazdem wszedł do nas ksiądz i nas pobłogosławił na podróż! Mega!
A nasz kochany kierowca znalazł moją czapkę! 
Wszyscy w autokarze zaśpiewaliśmy naszemu kierowcy piosenkę z dedykacją, którą wszyscy znali, posłuchajcie sami:


Tak wspaniały był mój pierwszy dzień Nowego Roku 2014! Tak naprawdę to było moje 4 Spotkanie Taize, lecz był to mój najlepszy jak dotąd wyjazd! Super współlokatorki, wspaniała rodzinka, niesamowici ludzie w naszej parafii, poruszające rozważania br. Aloisa i najlepsza organizacja! Pomyśleć, że pierwszego dnia byłam bardzo smutna i pełna obaw. Bóg miał dla mnie wspaniałe niespodzianki!
Jeśli zaufacie Bogu, w Waszym życiu staną się cuda!
Ja zaufałam mimo wielu obaw i jak widać, Bóg sprawił cuda!
Mimo iż tego dnia fizycznie bardzo cierpiałam, lecz tego tak nie pokazywałam, to potrafiłam być szczęśliwa! Miałam pokój w sercu i radość! Bóg jest moim szczęściem i to On daje prawdziwą radość w pełni!

Tak oto dobiegł końca mój ostatni wpis o Europejskim Spotkaniu Taize w Strasburgu. Jeśli nigdy nie byliście, to bardzo polecam! To jest niezwykłe doświadczenie i wspomnienia na całe życie!

niedziela, 19 stycznia 2014

Potrzeba przebaczenia- Taize w Strasburgu cz. IV

Witajcie kochane owieczki!

W tym wpisie opiszę Wam, jak spędziłam ostatni dzień roku 2013, czyli w Sylwestra!
To już będzie mój przedostatni post o moich doświadczeniach i przeżyciach na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu.

Wtorek (31.12.2013r.)- Sylwester
Po niezbyt miłej dla mnie nocy, nie najlepiej się czułam psychicznie, po koszmarze sennym. Wyjątkowo mieliśmy później śniadania i modlitwy w parafii. 
Już na porannych rozważaniach dotknęło mnie czytanie: 

"Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy" (Mt 18, 21-22).

Od kilku dni zastanawiałam się, czy ja tak naprawdę przebaczyłam w pełni niektórym osobom i czy to przez brak nieprzebaczenia pojawiła się na mojej ręce wysypka. Bóg dał mi odpowiedź, mam wybaczać siedemdziesiąt siedem razy! Czyli cały czas!
Poruszyły mnie również słowa modlitwy: "Ty dajesz nam pokój, pokój, którego sami sobie nie możemy dać. Przebaczasz nam i czynisz nas wolnymi, wolnymi aby kochać".
Po modlitwie przeszliśmy do Domu Parafialnego, gdzie mieliśmy już nasze ostatnie spotkanie w małych grupkach. Poprzez moją barierę językową, nie odzywałam się na spotkaniu, ale rozumiałam to, co inni mówią. Druga grupa dość głośno się obok zachowywała i my siebie słabo słyszeliśmy, dlatego przysunęliśmy się bardziej do siebie. Co ciekawe, akurat wtedy poruszaliśmy bardziej osobiste doświadczenia. Na koniec tradycyjnie jeszcze graliśmy w różne gry :)
Po spotkaniu poszliśmy na wspólny posiłek. Włosi zaproponowali, aby wspólnie się pomodlić i nauczyli nas śpiewać ciekawej modlitwy, zresztą bardzo głośnej, jak to Włosi :)

Później ruszyliśmy w drogę do Strasburga. Okazało się, że mamy trochę sporo czasu, więc zwiedzaliśmy okolicę. Chcieliśmy w kilka osób pójść na wieżę widokową w katedrze, lecz niestety się tam nie dostaliśmy, gdyż była strasznie długa kolejka. W tym czasie skorzystałam z okazji i kupiłam kilka pamiątek. Również wtedy zrodziło się w moim sercu pragnienie, by mnie pobłogosławił ksiądz, by złamać wpływ tych koszmarów sennych, które wywołały niepokój w moim sercu.
O godzinie 13 była wspólna modlitwa w katedrze. W katedrze ciężko mi było się modlić, nie mogłam w ogóle się skupić. Jakoś tak się złożyło, że się wszyscy rozdzieliliśmy i ja jedynie spotkałam jedną koleżankę.
Szukałyśmy razem reszty osób, lecz nie udało nam się ich znaleźć. Za to po drodze spotkałyśmy dziewczyny z księdzem, z którym przyjechaliśmy, lecz oni byli na innej parafii. Razem poszliśmy na pociąg, by pojechać na spotkanie wszystkich Polaków. W pociągu było sporo Polaków i śpiewaliśmy kolędy oraz inne pieśni. To zawsze bardzo mi się podoba, taka ewangelizacja w pociągach!

Kiedy szłam na halę, w której mieliśmy mieć spotkanie wszystkich Polaków, spotkałam moje dwie koleżanki, z którymi mieszkałam 2 lata temu na Taize w Berlinie! Miałyśmy się umówić na spotkanie, lecz nam się nie udało i tak jak w ubiegłym roku w Rzymie, spotkałyśmy się jakoś przypadkowo! Choć to raczej nie był przypadek! Cóż to była za radość z naszego wspólnego nieoczekiwanego spotkania!
Na spotkaniu dowiedzieliśmy się, że kolejne Taize ma być w Pradze! Po tej radosnej wieści, oczekiwaliśmy wspólnej Eucharystii.
Jak się okazało, Mszy Świętej przewodniczył ks. biskup mojej diecezji. Niesamowity był dla mnie widok tylu Polaków i to jak razem zaczęliśmy śpiewać kolędę! Ta jedność! Kiedy kazanie mówił ks. biskup to tak miałam wrażenie, że je już gdzieś kiedyś słyszałam- tak, rok temu w Rzymie! :D Śmialiśmy się z niektórymi i że jak zwykle powtórzył swój znany dowcip, a raczej anegdotkę.
Gdy podchodziłam do Komunii Świętej, bardzo mnie rozśmieszył ksiądz, kiedy ja podeszłam to spojrzał, ile zostało mu komunikantów i tak zrobił: "hm... hmm", że mu się kończyły, a ludzi było cała masa! Odchodziłam uśmiechnięta od ucha do ucha, bo tak mnie rozśmieszył! :D
Po zakończeniu Mszy Świętej wszyscy Polacy kierowali się w drogę na kolację. Ledwo co się mieściliśmy!
Po kolacji mieliśmy już ostatnią wspólną modlitwę na hali w Strasburgu. Po raz kolejny Bóg mocno poruszył moje serce poprzez rozważanie br. Aloisa:

"Bez przebaczenia nie ma przyszłości w życiu osobistym każdego człowieka ani w stosunkach między krajami. Czasami przebaczenie wydaje się niemożliwe. Ale ta chwilowa niemożność nie powinna oznaczać definitywnej odmowy. Podtrzymywanie i, jeśli to możliwe, wyrażenie pragnienia przebaczenia już jest pierwszym krokiem do uleczenia. Aby włączyć się w te działania, współcześni młodzi ludzie mają przynajmniej jedną możliwość: nie zgadzać się na przekazywanie kolejnym pokoleniom uraz i rozgoryczenia wynikających z zadanych dawniej cierpień, często wciąż jeszcze bolesnych. Nie chodzi o to, by zapominać o dawnych cierpieniach, ale o to, by przerwać łańcuch, który podtrzymuje historyczne pretensje, i w taki sposób, dzięki przebaczeniu, powoli leczyć pamięć".

To rozważanie wiele mi pokazało. Odkryłam, że jednak jeszcze w moim sercu nie ma pełnego przebaczenia i to może być przyczyną moich różnych chorób i dolegliwości. Bóg dał mi bardzo konkretną odpowiedź na dręczące mnie pytanie o przebaczenie! 

Po modlitwach, kiedy już znaleźliśmy się w autokarze i czekaliśmy na wszystkich aż dotrą, nasz wspaniały kierowca zrobił nam imprezę! Puścił nam na głos świetną piosenkę i cały autokar śpiewał i klaskał! Aż jedna z wolontariuszek, która stała na zewnątrz, gdy zobaczyła, że cały autokar się bawi, weszła do nas na środek i zaczęła tańczyć! To dopiero była zabawa w autokarze! :D W drodze powrotnej do naszej miejscowości, tak śpiewaliśmy i klaskaliśmy. To było niesamowite!
Do posłuchania dla Was jeden z hitów mojego autokaru:

Po powrocie, nasi gospodarze przygotowali nam miłą niespodziankę. Bardzo mile nas to zaskoczyło i stwierdziliśmy, że są bardzo kochani. Z dziewczynami miałyśmy trochę czasu, aby się wyszykować, a później zaprosili nas do siebie na górę, byśmy z nimi i ich przyjaciółmi spędzili trochę czasu.
Musiałam wszystko prawie tłumaczyć, a gdy mnie zapytali, jak długo się uczę niemieckiego i czy dobrze mówię po niemiecku. Odpowiedziałam, że tak, ale moja gramatyka nie jest zbyt dobra. To ich rozśmieszyło i powiedzieli, że to normalne i że oni też dobrze nie znają swojej gramatyki :D Wypiliśmy z nimi trochę szampana, mogliśmy spróbować własnych wyrobów ciasta i różnych ciasteczek. Bardzo mile spędziliśmy ten czas.

Przed godziną 23 poszłyśmy do kościoła, gdzie mieliśmy mieć wspólną modlitwę o pokój. Były czytane fragmenty z Pisma Świętego. Mnie niestety wcześniej wrobili, bym czytała jedną modlitwę. Trochę się stresowałam, ale jakoś dałam radę! Na koniec była krótka modlitwa i w niej poruszyły mnie te słowa: "Potrzebuję ciebie, takiego jakim jesteś, aby moja miłość mogła promieniować w świecie". To były słowa, które pokazały mi, że Bóg mnie potrzebuje taką, jaką jestem i bym siebie taka akceptowała.

Przed godziną 24 wyszliśmy z kościoła i przechodziliśmy do Domu Parafialnego. Mi było strasznie zimno, więc skakałam i biegłam. Aż pewien Niemiec mnie zapytał, co ja robię :D
Wszyscy razem odliczaliśmy sekundy do północy, a później oglądaliśmy pokaz fajerwerków, składaliśmy sobie życzenia. Jedna Włoszka złożyła mi życzenia po polsku! Z moją małą grupką robiliśmy sobie zwariowane zdjęcia. Składaliśmy sobie wzajemnie życzenia, również ks. proboszcz mi złożył życzenia i wyściskał! Nieźle zwariowany :D
W końcu zaczęliśmy naszą odpowiednią część zabawy, tzw. "święto narodów". My z Polakami zaczynaliśmy. Zrobiliśmy zabawę "chusteczka rock and roll", a później uczyliśmy ich tańczyć poloneza na melodię kolędy "Bóg się rodzi" :D Z tym polonezem śmiesznie nam to wyszło :D Ja jeszcze musiałam tłumaczyć na niemiecki, co mają robić! Bardzo śmieszne zabawy wymyślili Włosi i świetnie się wszyscy bawiliśmy! Miałam okazję jeszcze porozmawiać z kilkoma Niemcami. Po zakończonej wspólnej zabawie, pewna osoba do mnie podeszła i powiedziała, bym na następny dzień przygotowała podziękowanie po niemiecku i je przeczytała w kościele! To niezłe dostałam zadanie!
Po powrocie do naszego domku, długo myślałam i pisałam podziękowanie. Najpierw po polsku, a później tłumaczyłam to na niemiecki. Tak długo mi z tym zeszło, że poszłam spać dopiero o 3:40!
Tak minął mi ostatni dzień roku 2013! Trzeba przyznać, że był on dość zwariowany i pełen wrażeń!

Bóg dał mi tego dnia do zrozumienia, jak ważne jest to, by przebaczać innym, bym w końcu przebaczyła w pełni ludziom, którzy mnie zranili. Tak bardzo ważne jest przebaczenie. Nie tylko my sami go potrzebujemy, lecz również i Ci, którzy coś zawinili. 
A czy Wy, drodzy czytelnicy mojego bloga, potraficie wybaczać tym, którzy Was bardzo skrzywdzili? Czy dostrzegacie potrzebę przebaczania innym?
Te pytania pozostawiam Wam.