niedziela, 6 kwietnia 2014

Hannah

Witajcie Drogie Owieczki!

Znów tu dawno nic nie pisałam. Wiele ostatnio się dzieje i staram się jakoś to wszystko poukładać, znaleźć na wszystko czas. Od jakiegoś czasu mam poważniejsze problemy zdrowotne i muszę robić różne badania, chodzić po różnych lekarzach, nowe leki mi przepisują. Póki co nic konkretnego nie wiadomo, a tymczasem do połowy sierpnia mam już zapełnione terminy przez wizyty u lekarzy i badania!

Już ponad rok temu powstał ten blog, dlatego też chciałabym się z Wami podzielić, dlaczego piszę pod pseudonimem Hannah, skąd się to właściwie wzięło.

Nie podaję mojego prawdziwego imienia, ponieważ przed tym blogiem kiedy miałam inny i tam pisałam używając moje imię, miałam później wiele problemów przez to i w końcu musiałam skasować blog. Jednak mimo to postanowiłam założyć kolejny, który możecie teraz czytać i dlatego piszę tu pod pseudonimem.
Moje imię pochodzi z hebrajskiego Hannah, co oznacza "łaska". Jakiś czas temu jeden z moich wykładowców uświadomił mnie, że moje imię pochodzi od imienia Janina. Z kolei imię Janina pochodzi również z hebrajskiego Johanan- to znaczy "Bóg okazał miłosierdzie, Bóg jest łaskawy". To wcalenie jest bez znaczenia i nie jest to przypadkiem. W życiu chrześcijanina nic nie jest przypadkiem! Doświadczam tego w moim życiu i codziennie odkrywam, jak wielką łaskę dostałam od Boga.

Przede wszystkim dostałam łaskę życia! Jak już Wam tu kiedyś wspominałam, tak naprawdę mogłam się nie urodzić, gdyż nie chciałam wyjść na świat. Później mogłam nawet umrzeć, ponieważ podczas mojego urodzenia miałam zatrzymanie akcji bicia serca. To że w ogóle żyję, jest wielką łaską!
Miałam wiele sytuacji w życiu, kiedy moje życie było zagrożone, mogłam umrzeć lub zginąć. Miałam dwa wypadki samochodowe, kilka razy potrąciłby mnie samochód, a nawet i autobus! Raz przejechał po mnie rowerzysta, a innym razem wisiałam nad przepaścią w górach. Kiedy tak leżałam na skrawku nad przepaścią, wtedy jacyś ludzie mnie zauważyli i uratowali! Bóg zesłał mi ich na ratunek, mimo iż ja wtedy tak naprawdę chciałam umrzeć. To wtedy tak właściwie odkryłam, jak wielką wartość ma życie i to, że  życie jest łaską!
 
26 grudnia 1990 r. Bóg obdarzył mnie łaską chrztu świętego i stałam się Jego córką. Mimo iż nie mogę pamiętać tego momentu, to była dla mnie ogromna łaska. Otrzymać chrzest święty jako niesakramentalne dziecko, to jest niezwykła łaska! A co więcej- stać się Dzieckiem Bożym! To jest przeogromna łaska!
Jako jedna z mojej rodziny otrzymałam łaskę głębokiej wiary, prawdziwej relacji i głębokiej więzi z Jezusem, doświadczeniu Żywego Boga w życiu codziennym! Jedynie ja z rodziny chodzę do kościoła, modlę się i rozważam Pismo Święte, żyjąc Nim i wcielając Je w swoje życie. To stało się w grudniu  2010r., gdy mogłam uczestniczyć w Kursie Alfa oraz Kursie Nowe Życie, dzięki którym doświadczyłam nowego życia i odnowiłam moją więź z Jezusem. Ta więź stała się rzeczywista i głęboka. Od tamtego czasu rozwijam się i formuję, staję się autentycznym świadkiem Jezusa.
Ponad rok temu w połowie marca dostałam łaskę, by założyć tego bloga i na nim ewangelizować i pokazywać, że możliwe jest codzienne życie z Bogiem i że Bóg jest Żywy, żyje wśród nas! Od Boga otrzymałam dar przemawiania do ludzkich serc poprzez słowo pisane. Wiele osób mi dziękuję, że prowadzę tego bloga, a to co piszę, dotyka ich serc i ma moc. Ufam Bogu, że to co piszę tutaj na blogu, przyniesie obfite owoce w życiu nie tylko moim, ale również i w Waszym życiu, moi drodzy czytelnicy!

To dla mnie najważniejsze łaski, jakie otrzymałam od Boga i którymi chciałam się z Wami podzielić. Oczywiście jest jeszcze ich wiele więcej, ale nie sposób ich tu wszystkich wymienić.
Czy Wy, drodzy czytelnicy bloga zastanawialiście się kiedyś nad znaczeniem własnego imienia? Co ono oznacza i jakie ma ono znaczenie w waszym życiu? Czy dziękujecie Bogu za łaski, które od Niego otrzymaliście? Czy dostrzegacie je?

sobota, 15 marca 2014

Mój OIKOS

Drogie Owieczki Pana!
Dzisiaj moi drodzy czytelnicy chciałabym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami z następnego dnia rekolekcji, czyli z 8 marca.

Sobota (8.03.2014r.)- Dzień Kobiet

Z racji Dnia Kobiet obudzili nas wszyscy mężczyźni śpiewając nam pieśń: "Oblubieniec czeka już..." :)
Dzień zaczęliśmy od półgodzinnej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Uczyłam się trwać na modlitwie, być wytrwała mimo pewnych trudności.
Już na pierwszym temacie konferencji usłyszałam, że jeśli uważam, że nie nadaję się do bycia Prorokiem, to oznacza to, że jest to właściwy czas i właśnie jak najbardziej się do tego nadaję! Szok! Dowiedziałam się również, że ciemność może być symbolem początku. Ja właśnie byłam w takiej ciemności, lecz odkryłam, że to może być dla mnie początek czegoś nowego.
Później mieliśmy o symbolice ikony Jezusa z Przyjacielem- czyli ze św. Menesem. Okazało się, że imię Menes oznacza "trwanie, wytrwanie". Przyjaciel Jezusa to ten, który trwa przy Jezusie. Ja przy Nim trwam, trwając na Adoracji przed Najświętszym Sakramentem, czyli przed Jezusem. Jestem przyjacielem Jezusa, ale również i jestem Przyjacielem Oblubieńca, czyli ewangelizatorem. Dotknęło mnie, gdy usłyszałam, że Jezus posyła nas do ludzi, aby im mówić o cenie ich godności.
Drugi temat był dla mnie osobiście dość trudny, ponieważ dotyczył on OIKOS Proroka- czyli rodziny. Ciężko mi było pojąć to, gdy usłyszałam, że to właśnie rodzina przygotowuje nas do misji, że jest to najlepsze miejsce w jakim się znaleźliśmy, właśnie w tej dokładnie rodzinie, w której żyjemy. Przy tym temacie mieliśmy trudne zadanie, by wypisać swoją rodzinę, co im zawdzięczamy, ale również co mi ciąży, przeszkadza. Odkrywaliśmy również nasze inne OIKOSy, w których byliśmy i w którym obecnie się znajdujemy. Każdy z nich przygotowuje nas do konkretnej misji.
Przy następnym temacie mieliśmy trudną dla mnie dynamikę, gdzie musieliśmy pobrudzić się błotem, doświadczyć brudnego grzechu i przyznać się przed innymi, że jest się grzesznikiem i takim się pozostanie wśród innych. Trzeba było również później podejść do innych i poprosić, aby przyjęli mnie jako grzesznika. To było dla mnie trudne doświadczenie.
Później nie najlepiej się czułam fizycznie, kręciło mi się w głowie, miałam nudności i byłam ogólnie osłabiona. Po raz kolejny zaczęła się u mnie duchowa pustynia i miałam trudności w modlitwie uwielbienia. Nie byłam  w stanie uwielbiać Pana.
Podczas ostatniego tematu dowiedziałam się, że im bliżej człowiek jest Boga, tym bardziej doświadcza grzechu, poznaje swoją grzeszność. Tak rzeczywiście jest! Usłyszałam również, że im większa jest misja, tym większe oczyszczenie i doświadczenie grzechu. To Bóg mnie teraz nieźle oczyszcza... czeka mnie wielka misja... Bóg pokazał mi, że jeśli chcę być prorokiem, nie mogę żyć w ciemności, w jakiej aktualnie się znajduje, dlatego mnie wyprowadził na pustynię, by mnie oczyścić i przygotować do misji. Bardzo dotknęły mego serca słowa: "Powołałem Cię słusznie". Cały czas ciężko jest mi w to uwierzyć.

W tym czasie Bóg potwierdził mi, że to moje wielkopostne postanowienie trwania na Adoracji, nie jest przypadkiem, lecz w ten sposób chce mnie oczyszczać z grzechu, który mnie zniewala, z którym walczę od dłuższego czasu. Tego dnia poruszyło mnie również kazanie na Mszy Świętej, w którym ksiądz mówił o tym, że Jezus bierze nas na ramiona i przytula. Ja aż zaczęłam płakać...
Byłam też świadkiem ciekawej rozmowy dziewczynki z mamą.
Dziewczynka zapytała: "Mamo, dlaczego oni mówią w obcych językach?", a jej mama odpowiedziała, że to Duch Święty. Po chwili ciszy ludzie znów modlili się językami, a dziewczynka: "ooo dlaczego znów mówią w obcych językach?" Dzieci i ich prostota :)

W ciągu dnia nie zabrakło również wolnego czasu na ciastko i herbatę, wspólne rozmowy.
Mnie dwóch chłopczyków ciągle zaczepiało podczas wspólnych posiłków, bym bawiła się z nimi w berka.
Jeden z nich był taki słodziak, że aż zrobiłam sobie z nim zdjęcie :)
Dali mi dużo radości, ożywili mnie i nauczyli takiej prostoty, ufności Bogu.

Wieczorem mieliśmy 3 godziny zabaw, podczas których bawili się i dzieci i dorośli. Były zabawy zespołowe z balonem, jak i przeciąganie. Bawiliśmy się również w tunel, ale również i w pokazywanie, co było bardzo śmieszne. Zabawy te zbliżyły nas do siebie i pozwoliły nawiązać bliższą relację. A na koniec wszystkie kobiety dostały piękne tulipany!
Jedność wspólnoty, nawiązywanie relacji, wspólna zabawa, wsparcie w trudnych chwilach- tak, to jest mój OIKOS!
Czy Wy znacie swój OIKOS? Co jest Waszym drugim OIKOSem? Czy macie świadomość, że żyjecie w rodzinie, która jest najlepsza dla Was i najlepiej Was przygotuje do Waszej misji? Za co dziękujecie Bogu, co dostaliście od swojej rodzinie, a co na Was ciąży? Spróbujcie odpowiedzieć sobie na te pytania, a odkryjecie bardzo wiele.

piątek, 14 marca 2014

Czas z Przyjacielem

Witajcie kochane owieczki!

Znów tu do Was długo nie pisałam. W zeszły weekend 7-9 marca br. byłam na rekolekcjach wspólnotowych, dlatego też chciałabym się z Wami podzielić tutaj moim doświadczeniem z tego czasu, a przynajmniej z pierwszego dnia. Relację z rekolekcji podzielę na kilka osobnych wpisów.

Piątek (7.03.2014 r.)
Moim postanowieniem wielkopostnym jest codzienne trwanie na tygodniu na Adoracji Najświętszego Sakramentu przez co najmniej 15 min i w miarę możliwości uczestniczenie w Eucharystii. Wybrałam takie postanowienie, ponieważ chcę, by ten Wielki Post mnie zmienił, chcę się rozwijać, a dzięki codziennej Adoracji będę uczyła się wytrwałej modlitwy, a dzięki temu nauczę się walczyć z pewnym grzechem.
Nie wiedziałam, czy na rekolekcjach będę miała okazję być na Adoracji, dlatego poszłam po moich zajęciach na Adorację do kościoła blisko uczelni. Na Adoracji polecałam w modlitwie rekolekcje, ekipę prowadzącą, a przed wyjściem powiedziałam: "Do zobaczenia Panie Jezu na rekolekcjach", nie wiedząc, czy będzie tam Adoracja. 
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, po przyjeździe na miejsce, zobaczyłam w planie, że każdego dnia ma być Adoracja! Bardzo mnie to ucieszyło i Bóg zatroszczył się o to, bym i w weekend mogła wypełnić moje postanowienie wielkopostne.
Najpierw mieliśmy kolację, po której miałam okazję poznać 2 chłopczyków, z którymi później się bawiłam. Dzieci dają dużo radości i są balsamem na zranione serce! Po zabawie mieliśmy Eucharystię, a potem krótkie wprowadzenie do tematu rekolekcji, czyli o Kursie Przyjaciela Oblubieńca, a właściwie o Szkole Proroka. Zostaliśmy zapytani: "Czy chcesz być Prorokiem Jezusa?" Mieliśmy 45 minut Adoracji, by odpowiedzieć Jezusowi na to pytanie. Ja oczywiście uważałam, że się do tego nie nadaję, że nie jestem godna. Lecz powiedziałam w sercu: "Panie Jezu, jeśli chcesz bym była Prorokiem, to ja się zgadzam, tylko ześlij mi ludzi do pomocy, którzy mnie wesprą i utwierdzaj mnie na tej drodze". Bóg mi odpowiedział krótko: "Zaufaj".
A czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, starasz się o nawiązywanie relacji z Jezusem? Czy chcecie się zmieniać i rozwijać w tym Wielkim Poście? Wielki Post to nie tylko wyrzeczenie sobie jedzenia słodyczy przez 40 dni, by później do nich i tak wrócić. To nas nie zmieni. Wielki Post to czas nawrócenia, duchowej przemiany i rozwoju. 
Życzę Wam, by ten Wielki Post przemienił Wasze serca, byście nawiązali na nowo głęboką relację  z Jezusem, który jest Jedynym Przyjacielem, na którym na Was zależy i On pragnie Waszego szczęścia nawet bardziej niż Wy tego pragniecie!

"Świat, w którym jest tak wiele hałasu, tak wiele zagubienia, potrzebuje milczącej adoracji Jezusa ukrytego w hostii. Trwajcie w modlitwie adoracji i uczcie wiernych tej modlitwy. W niej znajdą pocieszenie i światło ludzie strapieni" (Benedykt XVI).