Postanowiłam, że podzielę się z Wami kolejnym fragmentem z mojej książki, która mam nadzieję, niedługo się ukaże. Wczoraj zaczął się Wielki Post, więc jak się możecie domyślić, ten fragment jest związany właśnie z Wielkim Postem. W mojej książce napisałam o siedmiu sposobach, czyli kluczach do uzdrowienia. Jednym z nim jest Wielki Post. Ja to nazwałam: "czterdzieści dni przebaczenia".
A oto fragment książki, który pozostawiam Wam do refleksji.
CZTERDZIEŚCI DNI PRZEBACZENIA - WIELKI POST
Jak już wspominałam wcześniej, dzięki
ojcu karmelicie, moim postanowieniem na Wielki Post 2015 roku było to, by
wybaczyć wszystkim, którzy mnie skrzywdzili. W Środę Popielcową nie wiedziałam,
komu powinnam wybaczyć. Przypomniały mi się wtedy słowa:
"Będziesz
miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim
umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest
to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego
przykazania większego od tych" (Mk 12, 30-31).
Uświadomiłam sobie wtedy, że nie możemy kochać innych,
wybaczyć im, jeśli w nas samych jest brak przebaczenia do siebie samego. Te
czterdzieści dni Wielkiego Postu zaczęłam od przebaczenia sobie.
Jeśli nie wybaczyłabym sobie, nie potrafiłabym przebaczyć innym.
Przez bolesne słowa, które usłyszałam od
innych na mój temat, czułam się nic nie warta, brzydka, głupia, niekochana,
nieakceptowana i odrzucona. To spowodowało, że byłam perfekcjonistką. Wszystko musiało być idealnie dopracowane.
Dlatego, że inni mnie nie akceptowali, mówili kłamstwa o mnie, ja sama siebie
nie akceptowałam i wierzyłam w fałszywe słowa na swój temat, które mi wmawiano
przez całe moje życie. Miałam niskie poczucie własnej wartości, nie lubiłam
swojego wyglądu, nie widziałam w sobie żadnego piękna ani pozytywnych cech.
Sposób traktowania mnie przez mężczyzn powodował, że czułam się jak przedmiot.
To wszystko miało wpływ na mój fałszywy obraz siebie. Spowodowało, że nie
potrafiłam siebie kochać takiej, jaka jestem i raniłam siebie przez
autoagresję. Musiałam sobie to wszystko wybaczyć.
Tego dnia, w Środę Popielcową 18 lutego
2015 roku, Duch Święty natchnął mnie, bym posłuchała z Internetu konferencji
Neala Lozano o mocy przebaczenia. Neal Lozano jest osobą świecką i zajmuje się
modlitwą uwolnienia od wpływu złego ducha. Opracował metodę według pięciu
kluczy. Jednym z tych kluczy jest przebaczenie. Neal mówił, że poprzez gorycz
zakorzenia się nieprzebaczenie. W trakcie tej konferencji powiedział, żeby na
głos wypowiadać: „W Imię Jezusa
Chrystusa wybaczam sobie np.: autoagresję, nieakceptację siebie, myśli
samobójcze, itp.” Można też powiedzieć: „Panie, przebacz mi to, że...”. Po przebaczeniu trzeba wyrzec się
złych duchów, które mogły mieć na nas wpływ. Robimy to w ten sam sposób,
czyli: „W Imię Jezusa Chrystusa wyrzekam się ducha odrzucenia, ducha myśli
samobójczych, ducha nieakceptacji siebie”. Po tym, jak już wymienimy wszystkie
duchy, które mają na nas wpływ, należy powiedzieć również na głos: „W Imię Jezusa Chrystusa łamię moc wszystkich tych duchów, których się
wyrzekłam/em”. Na koniec modlitwy trzeba prosić Ducha Świętego o
wypełnienie tych uwolnionych miejsc: miłością, radością, pokojem. Ważne, by robić to na
głos! Tak też zrobiłam przez czterdzieści
dni Wielkiego Postu, by wybaczyć sobie i innym. W tym czasie uczestniczyłam
w rekolekcjach wielkopostnych, które prowadził ks. Krzysztof Kralka SAC.
Podczas rekolekcji powiedział: „Bóg mówi: »Miłosierdzia
pragnę, a nie ofiary. Więc jeśli masz z kimś na pieńku, nie ma jedności i
przebaczenia, żryj cukierki, ale przebaczaj!»”.
Mówił także, że jeśli nie wybaczamy, to żyjemy z dala od Boga. Uświadomiłam
sobie, że przez wiele lat tak naprawdę żyłam z dala od Pana, bo nie wybaczałam
innym. Nie chciałam już, żeby tak było. Duch Święty pokazywał mi każdego dnia,
komu miałam wybaczyć. Stopniowo wybaczałam tym, którzy mnie zranili. Przebaczyłam
mojemu zmarłemu lekarzowi, któremu nie chciałam i nie potrafiłam
przebaczyć przez dziesięć lat. Nie zamierzałam mu wybaczyć tego, że przez niego
cierpię od wielu lat na pewną chorobę i mam inne, poważniejsze problemy
zdrowotne. Kolejną osobą, której wybaczyłam, był chłopak. On bardzo mnie
skrzywdził. Najtrudniej było mi darować winy samej sobie, a także księżom.
Długo odwlekałam decyzję wybaczenia tym kapłanom, którzy mnie zranili.
Natomiast, kiedy to zrobiłam, to czułam wtedy, jakby ktoś rozwiązał gruby sznur
z mojej szyi, a ja mogłam spokojnie oddychać! Tak było też w momencie
wybaczenia innym osobom. Czułam wtedy namacalną zmianę w moim ciele, jakby ktoś
zrzucił ze mnie tonę kamieni!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wulgarne komentarze będą usuwane!