piątek, 5 kwietnia 2013

Niezwykły czas Świąt Wielkiej Nocy

Witajcie Kochani!

Jak rapuje EKS: 
"Wołajmy "Gloria", wołajmy "zwycięstwo" z miłością w sercu,
ufnością jak dziecko, przecież cały świat czeka na Twoje świadectwo, krzycz Alleluja, bo nadchodzi królestwo"


Jezus Zmartwychwstał! Pokonał śmierć i zło! 
On umarł za nas, za nasze grzechy, by nas zbawić i byśmy mieli życie wieczne!

"Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami" (Rz 5,8)

Jezus jest naszym Zbawicielem!
A co najważniejsze, to JEZUS NAS NIE ZBAWIA- ON JUŻ NAS ZBAWIŁ!

"Zbawiciel, On porusza góry, On może wybawić mnie, może wybawić mnie.
Na zawsze Sprawca Odkupienia, Zmartwychwstał, pokonał śmierć. Jezus pokonał śmierć!"

 


To jest również 3 punkt Kerygmatu, który Wam tu głoszę w prostszej i skróconej wersji.

Trwamy w okresie oktawy Wielkiej Nocy. Chciałabym się z Wami podzielić, jak ja przeżywałam Triduum Paschalne i Wielkanoc.

Już w Wielki Czwartek- święto kapłanów, kiedy wysyłałam życzenia znanym mi kapłanom, również i ja dostałam od nich piękne życzenia, podziękowania, które rozradowały moje serce i bardzo mnie dotknęły.
Szczególnie też podziękowania od księdza, który mi napisał, że piękniejszych życzeń jeszcze nigdy nie dostał!
A z kolei od innego:
"Wielkanoc przypomina nam o tym, że Bóg kocha nas nieodwołalnie i do końca i że Jego miłości nie da się zamknąć w grobie. Naprawdę żyje ten, kto naprawdę kocha. 
Kto kocha zawsze, ten w błogosławiony sposób poradzi sobie w każdej sytuacji".

Przepiękne słowa... 

A jeszcze od innego:
"Życzę, abyś kochana Aneto pozostała wierna Chrystusowi. Niech On obdarza tymi łaskami, których potrzebujesz, by jeszcze pełniej realizować swoje powołanie do ewangelizacji".

Niestety rano miałam też niezbyt miłą dla mnie sytuację, gdy ktoś mnie obwiniał i miał do mnie pretensje o coś, co ja nic złego nie zrobiłam. Na szczęście, Jezus przyszedł mi z pomocą! 
To dzięki Wieczerzy Pańskiej, odzyskałam spokój i radość serca.
Późnym wieczorem poszłam na Adorację. Nie musiałam nic mówić, wystarczyło, że tam byłam. Pięknie też śpiewali i czułam się tam tak bezpiecznie, błogo, że mogłabym tam zostać.


Wyszłam z Adoracji koło 21:40 i stamtąd kierowałam się w stronę DA, gdzie wraz z wieloma osobami robiliśmy niespodziankę dla księży z racji ich święta. Było już bardzo ciemno i trochę się bałam tak iść sama. Powtarzałam po drodze słowa z Psalmu 23:

"Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza" (Ps 23,4)

Te słowa zawsze dodają mi odwagi i otuchy. Gdy w końcu dotarłam bezpiecznie na miejsce, było tam już sporo osób. Jak już się wszyscy zebrali, wspólnie złożyliśmy życzenia, była babka z świeczką strzelającą, zaśpiewaliśmy piosenkę, była niespodzianka z fajerwerkami, balony, a na koniec piliśmy winko, które księża dostali w prezencie, jak również zjedliśmy pizzę przy wspólnej rozmowie. Świętowania nie było końca.
W końcu jakoś po 23, poszliśmy wszyscy do kaplicy i wspólnie odmówiliśmy Kompletę. Do domu wróciłam jakoś po północy.  
To był wspaniały dzień! Nigdy tak jeszcze nie świętowałam Wielkiego Czwartku!

Wielki Piątek- dzień pamiątki Męki Pańskiej. 
W tym dniu nie Mszy Świętej, lecz jest Liturgia Męki Pańskiej. Podczas tej Liturgii jest Adoracja Krzyża i wszyscy procesyjnie podchodzą do krzyża i go całują. Do zeszłego roku, zawsze przed tym momentem ucałowania krzyża, miałam dziwny lęk, opór, blokadę w sercu, a nawet jakiś wstręt. To była dla mnie bariera
i mimo, iż szłam i całowałam, to nie było to dla mnie takie oczywiste ani naturalne, tylko bardziej z przymusu, obowiązku. W ten Wielki Piątek- 30 marca br. po raz pierwszy w życiu, szłam ucałować krzyż z taką niezwykłą radością w sercu i z pokojem i bez żadnego oporu, ani wstrętu! Gdy szłam, to aż promieniała ze mnie ta radość i uśmiech!
A to wszystko dzięki uwolnieniu, które się dokonało 1 lutego br.!

Walka zwyciężona! Jezus zwyciężył!
Wielką Sobotę i Niedzielę Wielkanocną spędziłam u mojej babci na wsi, która mieszka koło 240 km dalej ode mnie. Moi rodzice ani mój brat nie chodzą do kościoła, a tym razem w niedzielę wszyscy chcieli pójść do kościoła na Mszę Świętą! Początkowo mieliśmy pójść do pobliskiej kaplicy na 10:30, bo tam tylko o tej godzinie była Msza Święta. Niestety nie udało nam się tam dotrzeć. Pozostała nam jeszcze Msza o 12:00 w miejscowości trochę oddalonej, a kościół był dość daleko, gdzie trzeba było dojechać samochodem. Wyszliśmy koło 11.40 i chcieliśmy jechać już samochodem. Nagle tak się stało, że samochód się zakopał w błocie i nie mogliśmy wyjechać... Tak nam chciał w tym przeszkodzić Przeciwnik- czyli diabeł. Tata próbował wyjechać, wujek nawet wziął linę z hakiem, ale nic nie dawało rady. Czekałam z mamą w domu, aż coś się ruszy, nie traciłam nadziei. W końcu po jakimś czasie udało się wyjechać z błota! Pojechaliśmy na Mszę Świętą! Mój tata z bratem pojechali najpierw na cmentarz, a ja poszłam z mamą na Mszę Świętą! Co prawda, dotarliśmy trochę później, ale ważne że się udało! Pan czuwa nad nami! Po raz pierwszy od bardzo dawna byłam razem z mamą na Mszy Świętej! To było dla mnie niezwykłą radością!
Ludzie będący na Eucharystii, jakoś nie byli tacy radośni, weseli. Ja mimo tej okropnej pogody na zewnątrz, a cały czas padał deszcz, miałam niezwykły pokój w sercu i radość, a do Komunii szłam promieniejąc! Po Komunii czułam, że moja twarz promienieje! Jezus obdarzył mnie radością i pokojem, dzięki Niemu pokonaliśmy Przeciwnika, który chciał nam bardzo przeszkodzić!

Tego dnia po południu wracaliśmy samochodem do domu. Po drodze słuchałam muzyki uwielbienia, a co ciekawe, akurat gdy byliśmy w Lublinie, słuchałam piosenki zespołu Razem za Jezusem, pt: "Na zawsze Bóg jest wierny", co było dla mnie niesamowitym działaniem Ducha Świętego, bo gdy przejechaliśmy przez Lublin, ta piosenka się skończyła. Doznałam niesamowitej radości w sercu!

http://w73.wrzuta.pl/audio/38IqnTXVZ5w/razem_za_jezusem_-_na_zawsze_bog_jest_wierny

Poniedziałek Wielkanocny
Od rana niestety znów w moim sercu zagościł dziwny smutek, przez pewną sytuację. Tak było aż do wieczoru. Na 18 szłam na Mszę Świętą do mojej parafii, by później zostać na 19 na Wielkanocny Wieczór Uwielbienia, który prowadziła oaza po raz pierwszy! Na początku jakoś dziwnie się tam czułam i jakiś smutek miałam w sercu. Spotkałam tam sporo znajomych i dołączyłam się do dwóch koleżanek. Były śpiewane różne bardzo radosne pieśni i wszyscy tam bardzo mocno klaskaliśmy z tej radości! Był też czas Adoracji w ciszy. To było niesamowite, gdy była taka cisza, że aż było słychać różne odgłosy. Również było błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, modlitwa uwielbienia z radością!
Później był poczęstunek i z koleżankami, z którymi byłam, miałyśmy śmieszną sytuację, że aż przez 5 minut nie mogłyśmy przestać się śmiać. To był wieczór pełen radości!
Nigdy nie miałam tak radosnego Poniedziałka Wielkanocnego ani tak radosnych Świąt!

To były naprawdę wyjątkowe i bardzo radosne Święta Wielkanocne!
Mimo tej brzydkiej pogody, deszczu, ja miałam w moim sercu wiosnę, radość i pokój!
Doświadczyłam naprawdę Zmartwychwstałego Jezusa!
Mam nadzieję, że i Wasze Święta były tak samo radosne i że doświadczyliście Zmartwychwstałego Jezusa, a jeśli nie, to życzę Wam tego z całego serca!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wulgarne komentarze będą usuwane!