sobota, 17 lutego 2018

Bóg mówi przez osoby

Drogie Owieczki!
Tak mi przyszło na myśl, by napisać taki cykl, jak Bóg przemawia na różne sposoby w codziennym życiu, zarówno w sposób naturalny, jak i ponadnaturalny, czyli charyzmatyczny, pod wpływem działania Ducha Świętego, a co wcale nie jest nowym wymysłem katolików, tylko wydarzenia te działy się już ponad 2000 lat temu, co też zostało zapisane w Piśmie Świętym w Dziejach Apostolskich, jak i w Liście do Koryntian. Biblia jest wciąż aktualna i dzieje się na naszych oczach! Tylko nie każdy to dostrzega, bo nie wszyscy chodzą do kościoła, bo po co? Przecież tam nie ma nic ciekawego!
       Po pewnym wpisie tutaj, który wywołał nieco zamieszanie, zastanawiałam się, czy Bóg chce, bym dalej prowadziła tego bloga, bym pisała. Myślałam też nad dalszym pisaniem książek i ich wydaniu. Od dawna nic nie pisałam w tym zakresie czegoś dłuższego, co można by wydać. Mam zastój w twórczości. Tak się zastanawiałam, czy to moje pisanie ma sens, czy mam dalej pisać cokolwiek. Bóg szybko odpowiedział na moje wątpliwości. Najpierw tata przyniósł mi książkę na temat dziennikarstwa w mediach. Później dostał telefon od jednego redaktora Gazety, który mnie pochwalił i powiedział, że mogę pisać książki. W tym czasie również wiele osób zaczęło mnie pytać, czy napisałam drugą książkę, czy coś teraz piszę. Też kilka osób potwierdziło mi, że podobają im się moje wpisy tutaj na blogu i że mam talent do pisania i powinnam go rozwijać. To jeszcze bardziej potwierdziło mi, że Bóg chce, bym dalej pisała tego bloga i bym w ogóle pisała, tworzyła nowe teksty.
       Tak naprawdę to drugą książkę zaczęłam pisać po skończeniu pierwszej, ale do tej pory jeszcze nie jestem w stanie jej skończyć. Wiem, że na nią nie jestem jeszcze gotowa, póki sama tak naprawdę tym nie żyję. Nie była by to książka autentyczna. Może kiedyś ją skończę i uda się ją wydać, ale na pewno jeszcze nie w najbliższym roku, ani raczej w następnym. Zaczęłam pisać zupełnie inne teksty, tworzyć coś innego, co nawet do mnie nie pasuje. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Niektórzy uważają, że mam talent i powinnam się w tym dalej rozwijać.
     Kilka dni temu miałam sen, w którym koleżanka poprosiła mnie, bym pomogła jej napisać książkę. Pokazała mi na kartce plan z rozdziałami. A wczoraj ten sen się wypełnił, tylko o pomoc poprosił mnie mężczyzna, nie koleżanka. Wysłał mi wstęp i początek rozdziału książki i chce, bym mu pomogła w napisaniu tej książki. To kolejne dla mnie potwierdzenie, że mam się rozwijać w pisaniu, pomagać też w tym innym.
       Jeśli masz jakieś wątpliwości, jakie jest Twoje powołanie, co powinieneś robić w życiu, czy to co robisz to jest tą właściwą drogą, to Bóg może mówić do Ciebie przez inne osoby, które mogą Ci potwierdzić Twoje obdarowanie i to do czego jesteś powołany. Ja już więcej potwierdzeń nie potrzebuję do tego, że powinnam pisać dalej. Wiem, że Bóg chce, bym to robiła, więc będę się w tym dalej rozwijać. Obserwuj, słuchaj, a wtedy Bóg przemówi do Ciebie w zadziwiający sposób.

niedziela, 11 lutego 2018

Jezus może Cię uzdrowić (rozważanie niedzielne Ewangelii)

Droga Owczarnio!
Już bardzo dawno nie pisałam tu rozważania do niedzielnej Ewangelii. Na ile będę mogła, chciałabym do tego wrócić.
Fragment dzisiejszej Ewangelii:

       "Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: "Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić ". A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony". Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich". Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego" (Mk 1, 40-45).

       Dziś jest 11 lutego, a to także Narodowy Dzień Chorego. Od kilku lat i ja świętuję ten dzień jako mój. W tym dniu można przyjąć sakrament namaszczenia chorych. Dziś, właśnie w ten dzień wyjątkowo wypada niedziela. Jednak Bóg też przychodzi w Swoim Słowie. W dzisiejszej Ewangelii do Jezusa przychodzi trędowaty, czyli ktoś, kto żył na marginesie, w izolacji od innych. Wszyscy bali się być blisko takiej osoby, a co dopiero go dotknąć! Jezus nie bał się jego trądu, wyciągnął do niego rękę i go dotknął, a później oczyścił, uzdrowił. Jezus polecił mu, by pokazał się kapłanowi, zaświadczył mu o swoim uzdrowieniu oraz by dał na ofiarę. 
       A co jest Twoim trądem? Może jakiś grzech, z którym zmagasz się wiele lat? Może boisz się pójść do spowiedzi po wieloletniej przerwie? Co jest Twoją chorobą, przez którą czujesz się wyizolowany? Co jest Twoim trądem, który sprawia, że inni nie chcą Cię dotknąć? 
       Wyobraź sobie, że stoisz naprzeciwko Jezusa. Jesteś ze swoim trądem, grzechem, chorobą. Powiedz Mu o tym, co chcesz, by Ci uczynił, z czego uzdrowił, oczyścił. Choć możesz czuć się bardzo brudny, śmierdzący, a inni będą uciekać na Twój widok. To Jezus do Ciebie podchodzi, bierze delikatnie Twą rękę i mówi: "Bądź oczyszczony".
       Na koniec chciałabym się z Wami czymś podzielić. Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, dostałam królika. Po 3 latach okazało się, że mam uczulenie na sierść. Na moich dłoniach pojawiały się straszne krostki, wysypka, z którą czułam się jak trędowata i czasem nawet specjalnie zakładałam bandaż, by to zakryć. Mimo, iż królika oddałam, to uczulenie później i tak nie znikało. Pojawiało się co jakiś czas. Bardzo źle się z tym czułam. Tak było aż do 2013 roku. To wtedy nastąpił przełom. W moim mieście w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego było wydarzenie na głównym deptaku, które odbywa się już od kilku lat. Co roku jest inny gość. Wtedy przyjechała charyzmatyczka z USA - Maria Vadia. Duch Święty bardzo mocno się nią posługuje. Wtedy właśnie powiedziała, że jest wiele osób, które chorują na alergie, katar sienny i Jezus ich z tego uzdrawia. Od tamtej pory nie mam kataru siennego! Nie muszę chodzić z kilkoma paczkami chusteczek przy sobie. Uczulenie na ręce również znikło!
       Jak wiecie jednak, to są też leki, które powodują wysypkę. Kiedy w styczniu chorowałam, okazało się, że herbatka z dziewanny mnie uczuliła. Na mojej ręce pojawiła się wysypka. Znów czułam się jak trędowata. Poniżej zdjęcie ręki z wysypką:
 
       20 i 21 stycznia w mojej diecezji odbyły się warsztaty o uzdrowieniu, które prowadził coraz bardziej znany ostatnio w świecie chrześcijańskim - Marcin Zieliński. 20 stycznia na koniec dnia odbyło się nabożeństwo z modlitwą o uzdrowienie. Mam wiele różnych chorób. Modliłam się wtedy o uzdrowienie mojego kręgosłupa, gdyż nawet nie mogłam tam stać. Nie mogłam również klęczeć. Na nabożeństwie nie czułam jakoś różnicy, bym była uzdrowiona w jakiś sposób. Dopiero następnego dnia rano zobaczyłam, że na mojej ręce nie ma już wysypki. Krostki zniknęły, choć poprzedniego dnia jeszcze były widoczne. Jezus uzdrowił moją rękę z wysypki, z którą czułam się jak trędowata. Poniżej zdjęcie jako dowód :)
       Pomyśl o swoim trądzie, o chorobie, z którą się źle czujesz. Poproś Jezusa, by wziął Cię za rękę i uzdrowił z tego, z czym czujesz się jak trędowaty z dzisiejszej Ewangelii. Jezus może Cię uzdrowić, jeśli tylko Go o to poprosisz i uwierzysz, że jest to możliwe. Moje zdjęcia są tego dowodem, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych :) 

piątek, 9 lutego 2018

"Nieustraszona. Pokonaj własne demony i kochaj całym sercem" Sonji Corbitt - recenzja

Kochane Owieczki!
To kolejna recenzja książki dedykowanej kobietom. Ostatnio dostawałam same takie :) Oczywiście znajdą się tu jeszcze recenzje książek nie tylko dla kobiet :)

Autor: Sonja Corbitt
Wydawca: Wydawnictwo eSPe
Ilość stron: 272
       Książkę Sonji Corbitt dostałam w czasie, gdy sama przechodziłam dość ciężką walkę duchową. Nie widziałam wtedy żadnego rozwiązania, nie miałam pomocy. Nikt nie chciał mi pomóc, a jedynym rozwiązaniem, jakie miałam i gdzie mogłam otrzymać odpowiednią pomoc, zostało mi to zabronione. Bóg przysłał mi pomoc poprzez książkę, jak również opaskę na rękę, która miała mi przypominać o tym, że w Jezusie jestem „nieustraszona”.
     „Nieustraszona” nie należy do łatwych książek. Jest napisana w ciężkim języku, choć opisuje łatwe rzeczy do zrozumienia. Już na początku znajdywałam odpowiedzi na moje pytania, co z czego u mnie wynika. Dużą pomocą w każdym rozdziale było podsumowanie na końcu, przydatne fragmenty z Pisma Świętego, które były wypisane. Pomocne były również pytania, które skłaniały do dłuższej refleksji. Stopniowo z każdym rozdziałem spisywałam sobie na oddzielną kartkę fragmenty z Biblii, które mi pomogą w walce duchowej.
     Autorka pisała w książce, że Bóg może robić nam tzw. sprawdziany z danego tematu, co było przedstawione. Tak się zdarzyło u mnie. Pan Bóg zrobił mi kilka takich dość mocnych sprawdzianów, przez które nie mogłam czytać książki przez kilka tygodni. Przeczytanie książki zajęło mi w sumie 4 miesiące z kilku tygodniowymi przerwami z powodu tak mocnej walki duchowej, której doświadczałam w tym czasie.
       Ciekawostką i zaskoczeniem dla mnie był rozdział, w którym była poruszana historia Izraelitów. Dowiedziałam się, że manna, która spadała z nieba miała smak taki, na jaki ktoś miał ochotę. Na marudzenie dzieci z powodu podawanego obiadu, autorka książki znalazła sposób. Kupiła makaron, który był ulubionym daniem jej syna. Na śniadanie, obiad i kolację miał do zjedzenia makaron. Następnego dnia nie chciał już go jeść. Sonja opowiedziała synowi historię o Izraelitach, o mannie i przepiórkach i uświadomiła go, że okazuje jej niewdzięczność, gdy narzeka na to, co podaje na obiad. Zapytała go, czy chciałby jeść makaron dopóki mu by nie wyszedł nosem. Od tamtej pory już nigdy nie słyszała, by chłopiec grymasił przy obiedzie.
       Chociaż to poradnik dla kobiet, to walki duchowej doświadcza każdy chrześcijanin. To temat uniwersalny i w tej książce są poruszone kwestie uniwersalne. Bardzo ciekawym doświadczeniem było wyobrażenie sobie, jak wkładam całą zbroję do walki na siebie, taką jaką mieli żołnierze i jak to opisała autorka. W Liście do Efezjan w rozdziale 16 jest opisane, czym jest ta zbroja i jak ona wygląda. 
Na końcu książki zaskoczyło mnie znaczenie historii proroka Eliasza i jego depresji. Okazuje się, że depresja jest konieczna do duchowego wzrostu, ponieważ jest to naturalny proces wyzbywania się czegoś, co jest nam już niepotrzebne. Bóg wykorzystał depresję Eliasza. Na początku był przy nim, pozwalał mu odpoczywać i spać. Eliasz mógł odzyskać siły, by później móc wyruszyć w długą wędrówkę. To jest dla mnie niezwykła historia. Nigdy na nią tak nie patrzyłam z tej strony. Dowiedziałam się również, że regularna modlitwa powoduje niższą częstotliwość lęków i depresji. Modlitwa i medytacja obniżają ryzyko chorób psychicznych i chorób serca, jak również poprawiają nasz system odpornościowy!
Chcesz być Nieustraszona? Pokonaj własne demony i kochaj całym sercem! Ta książka wiele Ci wyjaśni, co z czego wynika. Pomoże Ci zrozumieć taktyki nieprzyjaciela i pokaże odpowiednie narzędzia, które będą pomocą w walce. 
Wpis powstał za współpracą z Wydawnictwem eSPe.