środa, 16 lipca 2014

Uwielbienie ma MOC

Drogie Owieczki!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić, jak ważna jest modlitwa uwielbienia i jak wiele daje... czyli jaką ma niesamowitą MOC! 

Już w czerwcu br. odkryłam dla mnie coś niesamowitego. W tym czasie miałam różne niemiłe sytuacje, a najbardziej załamałam się, gdy nie zdałam jednego egzaminu. To był dla mnie ciężki dzień pod każdym względem. Jakiś czas płakałam. Zazwyczaj w takich sytuacjach, było ze mną bardzo kiepsko i smutek trwał dość długo. Lecz to się odmieniło...

Miałam okazję wziąć udział w warsztatach uwielbienia flagami. Flagowanie to inaczej modlitwa uwielbienia. W ten sposób oddaje się chwałę Bogu, wręcz nawet całym ciałem! Mimo wielu godzin prób, tańczenia z flagami różnych układów do utworów, dawało mi to wielką radość. Postanowiłam w ten sposób oddać Bogu ten mój smutek i radować się mimo wszystko. Oddałam Bogu ten mój niezdany egzamin oraz bym zdała drugi egzamin. 
W Uroczystość Bożego Ciała wraz z uczestniczkami z warsztatów uwielbienia flagami, flagowałyśmy na dużej scenie przed ok. 15 tys. ludzi! Bóg mnie uwolnił z panicznego lęku przed wystąpieniem publicznym i wlał w moje serce pokój i niezwykłą radość. Modlitwa uwielbienia flagami sprawiła, że zapomniałam o tym niezdanym egzaminie i byłam bardzo radosna, tak że aż tam skakałam pod sceną! Uwielbienie ma MOC uwolnienia i uzdrowienia serca! Ma moc wlania radości w serce!
Uwielbienie w trudnościach sprawiło, że przed następnym egzaminem byłam spokojna i oczywiście zdałam ten drugi egzamin! A ten drugi egzamin był tak samo ciężki jak pierwszy, którego nie zdałam, a nie zdało go 8 osób! A ja zdałam! Również zdałam poprawkowy egzamin!
Kiedy uwielbiamy Boga w każdej sytuacji, nasza rzeczywistość bardzo się zmienia! :)

Doświadczyłam tego również w ostatnim tygodniu. Jeden dzień miałam bardzo ciężki, trudna sytuacja i relacja z bliską osobą. Do tego ataki złego na mnie, upominanie się o mnie jako zemsta za moje włączenie się w ewangelizację na pewnym portalu. Byłam dobita i jechałam autobusem do katedry. Jak na złość, kierowca zapomniał zatrzymać się na przystanku autobusowym przy katedrze i nawet nie skręcił w tamtą stronę, lecz pojechał dalej. Musiałam spory kawałek przejść. Na Mszy Świętej nic do mnie nie docierało, pół Mszy przepłakałam. Miałam dziwny mur w sobie i mimo iż słuchałam Słowa Bożego, a później katechezy, nic do mnie nie docierało. Zmieniło to uwielbienie. Po modlitwie uwielbienia odczułam pokój w sercu, a łzy mnie oczyściły. Uwielbienie zmienia serce!

Bardzo dobrze to też pokazuje film "Boska interwencja". Główny bohater tego filmu jest trenerem drużyny footballowej. Jego drużyna ciągle odnosiła porażki. Groziło mu zwolnienie, a w dodatku jeszcze okazało się, że jest bezpłodny i nie będzie mógł mieć dzieci. Jednak w tych wszystkich trudnościach, zaczął uwielbiać Boga. To uwielbienie przyniosło niespodziewane owoce i sprawiło niesamowite cuda! Film ten pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych! Polecam Wam go obejrzeć. Tutaj link do tego filmu: http://pl.gloria.tv/?media=451372

A czy Wy, drodzy czytelnicy, uwielbiacie Boga w każdej sytuacji? Nawet jeśli ta sytuacja po ludzku jest bez wyjścia, czy uwielbiacie w tym Boga? 
Uwielbienie ma MOC zmienić beznadziejną sytuację w niezwykłe CUDA!

wtorek, 8 lipca 2014

Zesłani z Nieba

Witaj Boża Owczarnio!

Chciałabym się podzielić z Wami moimi spotkaniami z tzw. VIPami, a którzy zostali zesłani mi w dniach, gdy było mi ciężko i nie miałam znikąd pomocy.
Te spotkania miały miejsce na przełomie marca/kwietnia br., ale wtedy nie bardzo miałam jak o tym pisać.

Kiedy w lutym przeżywałam ciężką walkę duchową, nikt mi nie chciał pomóc, nawet księża, na których wcześniej mogłam polegać. Nawet we wspólnocie nie miałam wsparcia, a co gorsza... to nawet jedna osoba przyczyniła się do tego, że byłam w takim stanie, że miałam aż myśli samobójcze. To było dla mnie trudne doświadczenie. Nie wiedziałam, co mam robić. 
Już od dłuższego czasu wiedziałam, że w połowie marca w Lublinie będzie prowadził rekolekcje wielkopostne znany dominikanin o. Adam Szustak i będzie aż tydzień, co umożliwiło, by w końcu umówić się z nim na prywatną rozmowę. Jakimś cudem udało mi się umówić na termin! Problem był jedynie taki, że miałam w tym czasie zajęcia na uczelni, ale akurat dzień wcześniej okazało się, że nie będzie tych zajęć i będę miała 1,5 godzinne okienko! Bóg mi umożliwił spotkanie bez opuszczania niepotrzebnie zajęć! 
To był dla mnie naprawdę bardzo trudny czas i każda rozmowa była mi pomocą. Ojciec Szustak spadł mi wtedy jak z Nieba! Co ciekawe nawet mnie pamiętał, gdy był w moim mieście i mówił konferencję, a wtedy do niego podeszłam. Nawet udało mi się go rozśmieszyć :D Rozśmieszyłam go stwierdzeniem, że takie szczęście w nieszczęściu mnie spotkało, że udało mi się w końcu z nim porozmawiać :D 
Ojciec Szustak powiedział mi, co mam zrobić, by pokazać innym, że to co robię jest dla mnie ważne, a wiara daje mi szczęście. Dzięki niemu zmieniłam swoje zachowanie i to przyniosło owoce. Rozmowa z o, Szustakiem sprawiła, że odzyskałam pokój serca, którego tak mi brakowało.
W kwietniu br. również miałam gorszy czas, nie tylko psychicznie ale i duchowo. Miałam koszmary senne, budziłam się o 3 w nocy i zdarzały się dręczenia w nocy. Niektórzy mi wmawiali różne rzeczy, nie znając opinii moich lekarzy i zamiast pomóc, to jeszcze pogarszali moją sytuację. Znów Bóg mi zesłał pomoc. Miałam okazję spotkać się i porozmawiać z ks. Markiem Dziewieckim, który jest również psychologiem. Akurat prowadził rekolekcje w Lublinie. Poszliśmy wtedy na spacer i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Ks. Marek mi bardzo pomógł i wiele wyjaśnił, otworzył mi oczy na błędne spojrzenie na pewne sprawy i uświadomił mi coś ważnego i mogłam się przekonać, że inni nie mieli racji. Utwierdził mnie w tym, co myślałam, czym pewne problemy mogą być spowodowane i wcale to nie wynika z psychiki! 
Jak mi kamień spadł z serca po tej rozmowie. O ile bardziej byłam spokojna i rozradowało się moje serce!
Ta rozmowa dana mi była na ten czas i Bóg się pięknie posłużył ks. Markiem.
Mimo iż czujemy się bezsilni, nie mamy znikąd pomocy, to Bóg zsyła nam w tym czasie potrzebne nam osoby, które nam pomogą. Czasem mogą naprawdę spaść nam jak z Nieba! Już nie raz o tym się przekonałam. Mam nadzieję, że i Wam, moi drodzy czytelnicy, Bóg zsyła Wam odpowiednich ludzi, których macie spotkać i przez ich obecność pomaga Wam w tych trudniejszych chwilach, gdy zostajecie opuszczeni przez Waszych bliskich przyjaciół i ludzi, na których mogliście polegać.
Czasem Bóg działa w najmniej spodziewany dla nas sposób! :)

wtorek, 1 lipca 2014

Przytulanie uzdrawia!

Witaj kochana Boża trzódko! :)

Znów dawno tu nie pisałam, a to wszystko dlatego, że miałam dużo nauki do egzaminów i nie tylko. Dzisiaj zdałam egzamin poprawkowy już w sesji poprawkowej, więc wreszcie mam wakacje! A przy okazji będę mieć więcej czasu, by tu coś napisać :)

"Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresję, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma skutków ubocznych. Przytulanie jest zupełnie naturalne. Jest całkowicie organiczne, naturalnie słodkie, nie zawiera pestycydów, konserwantów ani sztucznych składników i jest w stu procentach odżywcze. Przytulanie jest właściwie doskonałe. Nie ma części, które mogłyby się zużyć, ani baterii, które mogłyby się wyczerpać, nie wymaga okresowych przeglądów. Niewiele energii zużywa, mnóstwo dostarcza, nie tuczy, nie podlega inflacji. Jest wolne od miesięcznych opłat, ubezpieczeń, nie jest narażone na kradzież, nie podlega opodatkowaniu. I, oczywiście, zawsze jest w pełni odwzajemnione."
To właśnie o przytulaniu chciałabym Wam napisać i podzielić się moimi doświadczeniami związanymi z przytulaniem. 

Pod koniec kwietnia miałam okazję spotkać się i porozmawiać z ks. egzorcystą z mojej diecezji. Długo czekałam na tą rozmowę i była dla mnie ważna. W tym czasie było mi ciężko. Po rozmowie, ksiądz pomodlił się nade mną i pobłogosławił, a na koniec mnie przytulił. Poprzez to przytulenie czułam jakby to sam Jezus mnie przytulał do Swojego Serca. Czułam się bezpiecznie w Jego ramionach. Czułam się tak beztrosko. To Jezusowe przytulenie napełniło mnie wewnętrznym pokojem i radością, których mi tak w tym czasie brakowało, gdy miałam trudne doświadczenia. Przytulenie mnie uzdrowiło! Największym owocem tego uzdrawiającego przytulenia Jezusowego stało się to, że zaczęłam błogosławić koleżankę, która mnie wcześniej przeklinała i przez to też ksiądz egzorcysta musiał pomodlić się nade mną. Byłam w szoku, kiedy ta koleżanka sama mnie poprosiła o to, bym ją pobłogosławiła. Również chciała abym ją przytuliła, chociaż ona nie lubi przytulania.
Również pod koniec maja, kiedy miałam modlitwę o uzdrowienie wspomnień, którą przeprowadził nade mną duszpasterz mojej wspólnoty i na koniec tej modlitwy mocno mnie przytulił. Długo mnie tak przytulał i po raz kolejny doświadczyłam, że to sam Jezus mnie przytula do Swojego Serca. Czułam Jego niezwykłą bliskość, bliskość Nieba. W Jego ramionach czułam się bezpieczna i byłam szczęśliwa. Mogłabym tak trwać wiecznie w Jego objęciach. Aż poprosiłam, by mnie ksiądz przytulił drugi raz. To było takie niezwykłe...
Polecam Wam rzucać się w ramiona Jezusa! To przytulanie uzdrawia i daje pokój serca i radość!


Kapłańskie przytulenie to przytulenie przez samego Jezusa!
Każde przytulenie działa pozytywnie na człowieka i sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Szczególnie przytulenie bardzo pomaga nam wtedy, gdy czujemy się samotni, odczuwamy smutek i przeżywamy jakieś trudniejsze chwile. Jednak przytulenie Jezusa jest dość szczególne i tylko przy Nim możemy czuć się tak bezpieczni, że moglibyśmy tak trwać całą wieczność.

Czy wy byliście tak kiedyś przytuleni? :)