Witajcie drogie owieczki!
Tuż przed Wielkim Piątkiem, chciałabym się w tym wpisie z Wami podzielić moimi przemyśleniami i doświadczeniami z minionego piątku w ubiegłym tygodniu.
W piątek 11 kwietnia br. po raz pierwszy wybrałam się na Drogę Krzyżową na Majdanek.
Myślę, że każdy czytający mojego bloga, wie co to za miejsce. To tam znajduje się jeden z obozów koncentracyjnych, gdzie zginęło wielu niewinnych ludzi. To miejsce namaszczone szczególnym cierpieniem i tym bardziej szczególne jest odbycie Drogi Krzyżowej w tym właśnie miejscu.
Na Drogę Krzyżową szłam w pewnej intencji, powierzając bliskie mi osoby i ich trudy ewangelizacji w tym czasie. Gdy tylko dotarłam na Majdanek wraz z moją koleżanką, podszedł do nas ksiądz i oznajmił nam, że będziemy niosły palmy w procesji. Jak się okazało, palmy te miały gdzieś ok. trzy metrowe i przywieźli je z samej Jerozolimy! Ustawiliśmy się w dwa rzędy, zostawiając środek dla ludzi niosących krzyż. Jeszcze w dodatku ksiądz mnie wybrał, abym szła na samym początku jednego rzędu!
Moja pierwsza Droga Krzyżowa na Majdanku i od razu zostałam rzucona na głęboką wodę! Oczywiście nie byłam tym zachwycona, szczególnie że musiałam iść na samym przodzie, nawet przed krzyżem. Nie chciałam ani nieść tej palmy, która wbrew pozorom aż taka lekka nie była, ani nie chciałam prowadzić, ani tym bardziej być fotografowana przez wielu fotoreporterów, a już na pewno nie chciałam być pokazywana w Telewizji Lubelskiej! Zostałam do tego po prostu przymuszona...
Podczas Drogi Krzyżowej Jezusa był i tam jeden człowiek, który został przymuszony do pomocy dźwigania krzyża. Tym człowiekiem był Szymon z Cyreny. On wcale nie chciał pomóc Jezusowi i ulżyć Mu w Jego cierpieniu. Zmusili go do tego. To zupełnie jak teraz mnie przymusili do noszenia palmy. Sama byłam jak ten Szymon z Cyreny. Wiem jak to jest, gdy kogoś przymuszają do czegoś, gdy się nie chce, nie ma się najmniejszej ochoty, lecz wolałoby się iść za tłumem. Mimo ciężaru tej palmy oraz zawrotów głowy, które czasem miałam i mogłam tam nawet zemdleć, czy też się przewrócić, byłam posłuszna i szłam ze swoim krzyżem. Szymon Cyrenejczyk również był posłuszny i pomógł Jezusowi nieść krzyż, więc czemu ja bym nie mogła tego zrobić dla Jezusa? Ofiarowałam to, co miałam.

Chciałabym Wam przytoczyć tekst rozważania, który mnie poruszył podczas Drogi Krzyżowej na Majdanku.
Stacja V. Szymon z Cyreny pomaga Panu Jezusowi dźwigać krzyż.
Gdybyś miała być prezentem? Kolejne spojrzenie w lustro i myśl: Boże, dlaczego akurat ze mną Ci nie wyszło? Żeby choć samo "opakowanie" było kiepskie, a tu i "środek" najchętniej wymieniłabyś na lepszy model. A Boża logika jest zupełnie inna.
Dlaczego Mędrcy ze Wschodu ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę? Bo po prostu to właśnie mieli! Do żłóbka z Nowonarodzonym śpiesznie pobiegli także pasterze z ciepłym mlekiem, serem czy zabitą owieczką. Dlaczego akurat te rzeczy? Bo to mieli! Ofiarowali to, co mieli! Nic więcej nie mogli. Dlaczego Józef z Maryją zanieśli do Świątyni parę synogarlic? Bo tylko na tyle było ich stać. Szymon pomaga nieść krzyż Jezusowi. Nie mógł zrobić nic więcej, nie mógł Go uratować. Tylko ponieść Jego krzyż.

Chciałabym Wam przytoczyć tekst rozważania, który mnie poruszył podczas Drogi Krzyżowej na Majdanku.
Stacja V. Szymon z Cyreny pomaga Panu Jezusowi dźwigać krzyż.
Gdybyś miała być prezentem? Kolejne spojrzenie w lustro i myśl: Boże, dlaczego akurat ze mną Ci nie wyszło? Żeby choć samo "opakowanie" było kiepskie, a tu i "środek" najchętniej wymieniłabyś na lepszy model. A Boża logika jest zupełnie inna.
Dlaczego Mędrcy ze Wschodu ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę? Bo po prostu to właśnie mieli! Do żłóbka z Nowonarodzonym śpiesznie pobiegli także pasterze z ciepłym mlekiem, serem czy zabitą owieczką. Dlaczego akurat te rzeczy? Bo to mieli! Ofiarowali to, co mieli! Nic więcej nie mogli. Dlaczego Józef z Maryją zanieśli do Świątyni parę synogarlic? Bo tylko na tyle było ich stać. Szymon pomaga nieść krzyż Jezusowi. Nie mógł zrobić nic więcej, nie mógł Go uratować. Tylko ponieść Jego krzyż.
Moje życie jest wspaniałym prezentem dla mnie i dla drugiego człowieka. Według Boga- najlepszym, idealnym. A mimo to tak bardzo przerażają mnie moje puste ręce i często kołaczące się w głowie zdanie: "jestem do niczego". A jeszcze bardziej przeraża mnie moja krótka pamięć i ciągłe zapominanie, że Bóg złożył w te ręce mnóstwo cennych darów.
Może pasterzy też przerażało, że Jezusowi niosą tylko jakieś "ochłapy" tego, co powinni ofiarować dla uczczenia Króla. Może i Szymon z Cyreny przeżywał to samo. A tymczasem ich gest ofiary z tego, co po prostu mieli, przetrwał w świadomości pokoleń.
Mam wiele darów. Ty masz wiele darów. Sporo z nich pewnie nie jest jeszcze odkrytych. Ucz się dostrzegania najdrobniejszych talentów swego życia, które możesz ofiarować Bogu i ludziom.
Warto posłuchać rozważania o. Adama Szustaka na ten temat:
Mam wiele darów. Ty masz wiele darów. Sporo z nich pewnie nie jest jeszcze odkrytych. Ucz się dostrzegania najdrobniejszych talentów swego życia, które możesz ofiarować Bogu i ludziom.
Warto posłuchać rozważania o. Adama Szustaka na ten temat:
A czy Wy drodzy czytelnicy mojego bloga macie również takie sytuacje, gdy ktoś Was do czegoś przymusza, a Wy tego bardzo nie chcecie robić? Czy mimo to stajecie się posłuszni? Czy raczej się poddajecie? Czy zmuszacie się do czegoś, by to zrobić? Czy niesiecie swój krzyż, cierpienie, znosicie choroby?
Te pytania pozostawiam Wam. Zastanówcie się nad tą stacją, kiedy będziecie na Drodze Krzyżowej i spróbujcie się odnaleźć w tej sytuacji, czy i Wy jesteście Szymonem z Cyreny?






