sobota, 9 listopada 2013

"Przyjdźcie utrudzeni"

Witajcie kochani blogowicze!

Tak naprawdę to miałam tu napisać wpis w zeszły weekend, lecz o zupełnie innej tematyce.
Jednak jakoś nie miałam natchnienia, ani zbytnio czasu, by napisać.

Niestety znów zaczął się u mnie trudniejszy czas duchowo. Powróciła pustynia duchowa, czas walki duchowej, tęsknoty za przytuleniem Przyjaciela i Jego obecnością, za przytuleniem innych ludzi. To czas, kiedy ciężej jest mi się modlić, trwać na Adoracji. Mimo wszystko trwam! Staram się być częściej na Mszy Świętej również na tygodniu, staram się trwać. Często nawet mimo zniechęcenia, trudności, trwam... 
W tym czasie miałam również niemiłą sytuację z pewnym kolegą, przez co też wiele złego się wydarzyło, musiałam z nim zerwać kontakt. W minionym tygodniu miałam we wtorek pójść do spowiedzi, lecz niestety ksiądz nie spowiadał. Na spotkaniu wspólnoty ciężko mi było trwać w modlitwie, ciężko mi było słuchać katechezy. Odczuwałam smutek duszy, to mnie wewnętrznie bolało, niszczyło. 
Już od dawien dawna nurtowało mnie pytanie: Dlaczego, gdy trwamy w grzechu, to sprawia, że nas tak wewnętrznie boli, odbiera radość życia? 
Tego dnia dostałam w końcu odpowiedź, w mojej formacji. W rozważeniu z podręcznika z mojej formacji, przeczytałam takie słowa: "Kiedy wchodzimy w grzech, Bóg daje nam odczuć swój ból. Bóg czuje ból utraty swojego dziecka, a nas boli sumienie- im większy ból, tym większa jest Jego miłość". 
Teraz już wiem, dlaczego tak się czuję, gdy trwam w grzechu.

Na szczęście następnego dnia, czyli w środę, udało mi się już pójść do spowiedzi. To była piękna spowiedź, a po spowiedzi jeszcze, ksiądz bardzo mocno mnie przytulił :) Czułam Ojcowskie przytulenie, przytulenie Boga. Byłam bardzo radosna z wolności, wolności od grzechu!
W czwartek niestety powrócił smutek duszy, byłam jakoś duchowo przybita. Odczuwałam smutek duszy, miałam duchową walkę. Chciałam pójść wieczorem na Mszę Świętą, lecz czułam jakieś zniechęcenie.        W tym momencie przypomniały mi się słowa z Pisma Świętego, które dostałam kiedyś na modlitwie wstawienniczej: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28).
I tak myślałam: właśnie, gdy jestem taka przybita, zniechęcona, wręcz nawet nie do życia, Jezus chce, bym do Niego przyszła, On chce mnie pokrzepić! Chce mi dodać sił! Chce bym przyszła właśnie teraz, kiedy niedomagam, gdy mi się zwyczajnie nic nie chce. Mimo to, Jezus chce bym do Niego taka przyszła!
W końcu jakoś się zebrałam i pojechałam. Zdążyłam jeszcze na kończącą się Adorację. 
Na początku Mszy bardzo ładne piosenki były śpiewane. Po czytaniach i "Alleluja" nagle usłyszałam dokładnie te słowa, które mi się przypomniały przed Mszą!
Byłam w szoku! To było dla mnie potwierdzeniem, że Jezus chciał, bym przyszła. Jeszcze w dodatku po Mszy, podeszły do mnie pewne osoby, które dopiero poznałam tydzień temu i mnie przytuliły! Wiele osób mnie wtedy przytuliło :) Bardzo mnie ta Msza pokrzepiła, a później jeszcze spotkanie! Na stancji również poprawiły mi humor dziewczyny, z którymi mieszkam i było bardzo wesoło. Później przeczytałam jeszcze takie słowa: "Minęły lata, ale przed Bogiem wciąż jesteś dzieckiem- Jego Dzieckiem. I On Cię prosi byś przyszedł do Niego i pozwolił Mu się przytulić jak dziecko. Ufnie, bez zażenowania, tak po prostu. On bardzo pragnie położyć na Tobie swoje ręce i Cię błogosławi". To było mi potrzebne tego dnia to przytulenie! Do każdego się przytulałam, na stancji nawet moje współlokatorki też przytuliłam!

Drogi Czytelniku mojego bloga! Co robisz, gdy czujesz się słaby, przybity? Kiedy jesteś w dołku, wszystko Cię przytłacza wokół? W dodatku jeszcze pogoda do tego się przyczynia- bo jest zimno, deszczowo i pochmurno. Co robisz, kiedy masz wiele problemów na głowie? Kiedy jesteś zmęczony, może nawet brudny? Gdy może czujesz się nieatrakcyjny sam dla siebie. Co robisz w takiej chwili? Gdzie idziesz? 
Właśnie wtedy, kiedy czujesz się najbardziej niedołężny, przemęczony, dobity, Jezus zaprasza Cię do Siebie! Zaprasza Cię, byś przyszedł, Ty który jesteś utrudzony po pracy czy innych zajęciach, 
a On Cię pokrzepi, doda Ci sił! On nie kłamie, nie rzuca słów na wiatr. Te słowa są prawdziwą obietnicą, którą spełnia! 
Przyjdź do Jezusa! Przyjdź, a On Cię ożywi, rozraduje Twe serce i doda sił do życia! Przyjdź i już dłużej nie zwlekaj!

"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28)

czwartek, 31 października 2013

Układanie puzzli

Witajcie kochane owieczki! 

Na początku bardzo Was przepraszam, że już tak długo tu nic nie pisałam. Wiele się działo w tym czasie, trochę miałam zamieszanie na studiach.

Drogi czytelniku mojego bloga, czy nie masz czasem wrażenia, jakby Twoje życie było układanką puzzli?
Jakby wszystko, co Cię spotyka, układało się w jedną całość?
Właśnie do takiego wniosku ostatnio doszłam! Moje życie jest jak układanie puzzli! A Bóg te puzzle trzyma w ręce i składa je tak, by nie brakowało żadnego elementu, by wszystko było ułożone, tak jak być powinno!



Wszystkie sytuacje, spotkania ze znajomymi były puzzlami do układanki. Długo zastanawiałam się, na jakie seminarium magisterskie mam pójść. Chciałam się rozejrzeć na kilku seminariach, ale na te, na które chciałam pójść, nie udało mi się trafić, gdyż nikt nie przychodził. Do kilku profesorów również pisałam e-maile. Tylko jedną dostałam odpowiedź. To, że nikt nie przyszedł, to było dla mnie znakiem, abym tam nie szła. W końcu udało mi się pójść na jedno seminarium. Jednak był pewien problem... W tym samym czasie miałam jedne ćwiczenia specjalizacyjne i nie wiedziałam, co mam robić. Poszłam więc zapytać Panią doktor, która prowadziła te zajęcia i powiedziała, że mogę je jakoś inaczej zaliczać :) Sprawa stała się jasna. Lecz na 2 zajęciach tego seminarium, jakoś zaczęłam się tam dziwnie czuć i zastanawiałam się, czy to na pewno na to seminarium mam chodzić. Miałam jeszcze kilka dni do namysłu, by zakodować te zajęcia na stronie, aby później znalazły się w indeksie.
Kilka dni później spotkałam się z moją koleżanką, z którą się umawiałam na spotkanie już dość dłuższy czas. Tak wyszło, że rozmawiałyśmy też o studiach i tak się złożyło, że poradziła mi, do jakich profesorów nie iść na seminarium. Akurat w tym roku skończyła magisterkę i teraz zaczyna doktorat z tego kierunku! Poradziła mi, do kogo można pójść, a których lepiej unikać. Okazało się, że na te seminaria, co chciałam pójść, to lepiej właśnie ich trzeba unikać! Bóg mnie ochronił, bym nie miała podobnej sytuacji z minionego roku. Moja koleżanka spadła mi z nieba, była dla mnie darem tego dnia! To już zaczęło mi się układać w całość, dlaczego miałam tyle przeciwności wcześniej. W końcu zdecydowałam, że zmieniam seminarium i poszłam do jednego z profesorów, którego mi poleciła moja koleżanka. To był bardzo dobry wybór! To seminarium też niestety jest w tych samych godzinach, co zajęcia specjalizacyjne, lecz wyszła propozycja, że mogę chodzić na podobny przedmiot z innym kierunkiem dzień wcześniej :) Bóg wszystko poukładał w całość, to co jest Jego wolą! To On układa moje życie, inni są Jego narzędziami i mi w tym pomagają, a ja staram się tak decydować, by to było planem Bożym i abym była szczęśliwa. Jeśli Bogu się powierzymy, On wszystko w naszym życiu wyprostuje!
Każda sytuacja, przeciwności, spotkanie z ludźmi, miało swój cel! Każde wydarzenie było elementem puzzla, co pomagało stworzyć całość układanki!
Nigdy wcześniej tak na to nie patrzyłam. Dopiero w tym ostatnim czasie, tak do mnie to dotarło.
A czy Ty, drogi czytelniku, dostrzegasz poszczególne puzzle swojego życia? Dostrzegasz sytuacje, wydarzenia, ludzi których spotykasz? Słuchasz tego, co chcą Ci przekazać? Może to właśnie w tym miejscu, w danym czasie, przez konkretną sytuację i spotkaną osobę, Bóg chce Ci coś powiedzieć i chce, byś pomógł Mu znaleźć kolejne puzzle? Zastanów się nad tym!

czwartek, 17 października 2013

Bóg dotrzymuje obietnic!

Witaj moja droga, duża owczarnio!

Jakiś czas temu pisałam Wam tu o tym, co Bóg mi powiedział w moim sercu podczas Adoracji na rekolekcjach.Dziś chciałabym Wam znów przypomnieć te ważne dla mnie słowa i pokazać Wam, że to nie były jakieś puste słowa przeze mnie wymyślone, że to naprawdę mówił do mnie Bóg i spełnił to, co mi wtedy obiecał!

Pierwszymi słowami, jakie usłyszałam były: "Nie martw się o wszystko, Ja to zaplanowałem, z kim będziesz mieszkać, z kim studiować". Już trochę czasu minęło, od kiedy zaczęłam znów studiować           i zaczynam poznawać bliżej osoby, z którymi studiuję. Jak się okazuje, w mojej grupie jest też kilka osób bardziej wierzących i jest ważny Bóg w ich życiu, co mnie bardzo cieszy, że nie jestem sama :)
Na stancji również mieszkam z fajnymi osobami, mam bardzo fajną współlokatorkę :) To wszystko było w planach Bożych! Ja jedynie za dużo wtedy się martwiłam i niepotrzebnie!
Kolejne bardzo ważne dla mnie słowa, które usłyszałam w sercu podczas tej porannej Adoracji, brzmiały tak: "Ufaj, niebawem Cię uzdrowię". Te słowa bardzo mnie umocniły i wlały w moje serce nadzieję, że rzeczywiście tak będzie. Wtedy jeszcze miałam często bóle głowy, które wywoływał lek, który biorę na moją chorobę, o której już Wam tu wspominałam wiele razy. Często też się źle czułam. Rzeczywiście, tak 
się działo, że stopniowo Jezus mnie już uzdrawiał. Pisałam Wam we wrześniu o moim uzdrowieniu 
z zawrotów głowy, które również powodował ten lek. 

Około 2 tygodnie temu w pierwszą środę października od rana bolała mnie strasznie głowa i bardzo źle 
się czułam. Poszłam wtedy do neurologa i kiedy czekałam na wizytę, coraz gorzej się czułam, coraz bardziej bolała mnie głowa i ledwo tam siedziałam. Neurolog mnie pobadała, postukała itp. w różnych miejscach  
i dała mi skierowanie na tomografię głowy. Miałam mieć później jeszcze zajęcia, ale już nie zdążyłam na nie pójść i chciałam chociaż zdążyć pójść na 18 na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie do pobliskiego kościoła, gdzie niedaleko mam stancję. Nie wiedziałam, czy zdążę tam dotrzeć, bo kolejka przede mną była duża. Na szczęście jakoś po 17 udało mi się wyjść i koło 17.30 szybko szłam w stronę kościoła.
Zależało mi być na tej Mszy. Po drodze modliłam się, bym mogła być na czas. Oczywiście zdążyłam!
Kazanie, które usłyszałam wtedy, dało mi wiele nadziei. Już po tym kazaniu byłam umocniona!
Na Adoracji był taki czas, kiedy wszyscy mieliśmy dotknąć się miejsc w naszym ciele, które mamy chore i ja oczywiście położyłam rękę na głowie. Modliliśmy się o uzdrowienie tych miejsc. W pewnym momencie ksiądz powiedział takie "słowa poznania": "8 osób zostaje uzdrowionych z bólów głowy, zawrotów głowy i z tego, co te bóle powoduje". Ja początkowo nie wiedziałam, czy to do mnie, nie byłam pewna.
Chwilę później ksiądz jeszcze dopowiedział, że dzisiaj te osoby doświadczały tych dolegliwości i żeby podniosły rękę do góry, Jezus je uzdrawia i te osoby czują ciepło na głowie. Ja czułam i podniosłam rękę! Te słowa było do mnie i Jezus mnie uzdrowił z tego bólu głowy! Od tamtej pory, ta głowa mnie już nie boli!
To kolejne uzdrowienie z skutku ubocznego tego leku i choroby.

Z kolei w miniony wtorek (15 października) byłam rano w szpitalu i zrobiłam badania kontrolne hormonów. Odebrałam również wyniki badań tomografii, które w sumie nic nie wykazały i napisali, bym zrobiła jeszcze rezonans magnetyczny. Po południu pojechałam znów do szpitala i poszłam po wyniki badań, które robiłam rano. Okazało się, że poziom prolaktyny mam już w normie! W zaskakująco szybki sposób, nie mam już nadmiaru prolaktyny! Zadzwoniłam do mojego lekarza i powiedział mi, że mogę już lek brać co 2 dni, a nie codziennie! To jest kolejne potwierdzenie, że Jezus mnie uzdrawia i naprawdę niebawem mnie uzdrowi! Może już niedługo nie będę musiała w ogóle brać tego leku. Muszę tylko być cierpliwa i ufać! 
Bóg dotrzymuje Swoich obietnic! Wystarczy tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać...

Tego dnia byłam na spotkaniu wspólnoty i w końcu duszpasterz i liderka rozeznali, że mogę przychodzić we wtorki i brać udział w kolejnym etapie formacji, czyli w Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Wcześniej mówili mi, bym przychodziła w inne dni, kiedy jest prowadzone Seminarium Odnowy Wiary, gdzie jest głoszony Kerygmat. Ja chciałam wrócić do wspólnoty.
Wieczorem szukałam w Internecie fragmentów z Pisma Świętego, gdzie jest o dotrzymaniu Bożej obietnicy.
Natknęłam się na taki fragment, który opisuje o obietnicy zdrowia i uzdrowieniu ze zranień: 
"Albowiem przywrócę ci zdrowie i z ran ciebie uleczę" (Jr 31,17). Te słowa były dla mnie potwierdzeniem, że to Bóg posyła mnie właśnie na to Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego, podczas którego uzdrowi moje rany, które jeszcze nie są w pełni uleczone i potrzebują Jego uzdrowienia. Jak również te słowa jeszcze bardziej utwierdzają mnie w tym, że Bóg uzdrowi mnie w pełni z tej choroby hormonalnej. Potrzeba tylko czasu...
Ostatnie jeszcze słowa, które usłyszałam na rekolekcjach: "Ja Cię wspomogę, postawię Ci ludzi na Twojej drodze". Tego doświadczam każdego dnia spędzonego tutaj na studiach. Codziennie Bóg mi kogoś posyła, kto może mi pomóc w danym czasie w konkretnej sytuacji. Posyła mi, czy to osoby ze wspólnoty, ludzi ze studiów, jak również i z mojego miasta. Ludzi, których znam lepiej lub mniej. Nie zostawia mnie samej! Gdyby nie pomoc, po prostu bycie ze mną pewnych osób w zeszłym tygodniu, to nie wiem, co by ze mną było. Nie chcę tu Wam opisywać, co się działo, ale nie było to dla mnie proste doświadczenie. 
Są sytuacje, o których po prostu lepiej nie wspominać, dlatego nie będę tu wszystkiego opisywać, co się dzieje u mnie duchowo. Ważne, że Jezus był przy mnie i nie zostawił mnie samej sobie! Postawił mi na mojej drodze ludzi, na których mogę polegać!

Czy Ty, drogi czytelniku mojego bloga, doświadczyłeś kiedyś dotrzymania obietnicy przez Boga? 
Czy w ogóle Bóg Ci coś kiedyś obiecał? Może czekałeś i nie byłeś na tyle cierpliwy, że przestałeś w to wierzyć, że kiedykolwiek to się spełni? Wierzysz w to, że Bóg dotrzymuje obietnic?
Cokolwiek o tym myślisz, zaufaj Mu, bądź cierpliwy, a wtedy stanie się niemożliwe! Może to, co Bóg obiecał Ci kiedyś dawno temu, o czym już dawno zapomniałeś, pewnego dnia zaskoczy Cię i spełni obietnicę!