poniedziałek, 13 stycznia 2014

Doświadczenie komunii między ludźmi- Taize w Strasburgu cz. II

Witaj kochana owczarnio!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi kolejnymi przeżyciami z pobytu na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu. Podzielę się z Wami, jakie niespodzianki przygotował dla mnie Bóg na ten czas :)
Jednak w tym wpisie uda mi się opisać jedynie kolejny dzień, więc będzie trochę więcej części z moimi przeżyciami i doświadczeniami na Taize :)

Niedziela (29 grudnia 2013r.)- zapoznanie z lokalną parafią i ze Strasburgiem
Każdy z uczestników Taize, który został przyjęty do danej parafii, w niedzielę zawsze ma uczestniczyć w nabożeństwie lub Mszy Świętej. Ja akurat miałam to szczęście i trafiłam do katolickiej parafii. Po śniadaniu, które nam przygotowali, pojechaliśmy wszyscy razem do kościoła. I znów kolejne zaskoczenie- dzieci          i ministranci szli w procesji w rozpoczęciu Mszy Świętej i byli poprzebierani w stroje jak Trzej Królowie. Ministranci i ministrantki (tam dziewczyny mogą służyć przy Ołtarzu) siedzieli tak poubierani i służyli. Jak się okazało, w tamtej parafii jest taka tradycja, że w tą Niedzielę dzieci przychodzą poprzebierane i później do 6 stycznia chodzą od domu do domu i mówią innym dzieciom o misjach i w taki sposób pomagają innym dzieciom, którzy potrzebują pomocy. Piękna tradycja i uwrażliwianie dzieci na pomoc innym ludziom!
Psalm śpiewał chór i bardzo mi się podobało jak śpiewali. Śmieszna sytuacja była, gdy kilka osób musiało tłumaczyć na inny język, to co te dzieci robią. Dało mi to wiele radości!
Kiedy wyszliśmy z kościoła, bardzo mile mnie zaskoczyło, że ks. proboszcz tej parafii stał na zewnątrz          i każdego mile witał, jak również i ludzie rozmawiali ze sobą. Czuło się taką rodzinną atmosferę!
Po Mszy zaczepiła mnie koleżanka i musiałam pomóc jej w tłumaczeniu na niemiecki, to co chciała przekazać Pani, u której mieszkała, ponieważ ona nie znała niemieckiego, a ta Pani nie umiała angielskiego     i nie mogły się porozumieć.

Wróciłyśmy do naszego domku po rzeczy, a potem wszyscy mieliśmy spotkanie w Domu Parafialnym. Tam podzielili nas szybko na małe grupy. Ku mojemu zdziwieniu, bardzo sprawnie i bardzo dobrze to zorganizowali! Okazało się, że w sumie u nas na parafii jest najwięcej Włochów i Polaków, ale również byli Chorwaci i Białorusini. Małe grupy były oczywiście międzynarodowe i musieliśmy porozumiewać się po angielsku. Oczywiście na początku wszyscy przedstawiliśmy się sobie nawzajem. Tego dnia naszym tematem było: "Co zrobić, żeby komunia między ludźmi kochającymi Chrystusa stała się dostrzegalna?".
Taki był temat naszego rozważania w grupach. Obok nas miała spotkanie inna grupa i na zakończenie grali w jakąś zabawę, a my później również graliśmy w grę w naszej grupie.

Po naszym spotkaniu, mieliśmy czas na wspólny posiłek, a później ruszyliśmy naszym specjalnym autokarem do Strasburga. Był czas tzw. spotkań tematycznych w Strasburgu. Ja poszłam z większością zwiedzać katedrę. Niestety znów padał deszcz i tak chodziliśmy w deszczu, zwiedzając Strasburg. Kiedy szliśmy na tzw. pociąg, którym mieliśmy dojechać na kolację, jakimś cudem się zmieściliśmy w nim. Było tak pełno ludzi, że ledwo się stało. Na kolejnych przystankach ludzie chcieli wsiadać, ale nie dało rady! Mnie rozbawiła jedna sytuacja. Gdy tak staliśmy w zapchanym pociągu, jakiś Pan zza szyby pokazał nam język! To dlatego, że on się nie zmieścił, a my sobie jechaliśmy!
Tym razem na szczęście udało nam się dotrzeć na czas na kolację i mieliśmy pełną siatkę, również i coś ciepłego do zjedzenia! Cóż to była dla nas za radość!

O 19 mieliśmy w danych halach wspólną modlitwę. Podczas tej modlitwy był czas na śpiew, ale również i był czas przeznaczony na modlitwę w ciszy. Tej ciszy właśnie tak bardzo potrzebowałam i z takim założeniem jechałam na Taize, by móc się tam wyciszyć. Również oczywiście było czytane czytanie. 
Bóg do mnie przemówił w tych słowach:

"Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał- aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje" (J 15, 16).

Później brat Alois mówił rozważanie, które również mnie poruszyło. Szczególnie takie słowa:

"Cierpienia i porażki mogą sprawić, że bardziej zaufamy miłości Boga, która jest ponad wszystkim i nie pozwala się nam zawłaszczyć. 
Jak odnaleźć to zaufanie? Mogą nam pomóc dwa rodzaje działań. Pierwsze to milczenie przed Bogiem. Oczywiście, możemy jak dzieci w modlitwie prosić Boga. Pójdźmy jednak głębiej! Modlitwa nie jest jedynie prośbą o to, czego potrzebujemy, ale jest otwieraniem się przed Bogiem w ciszy naszych serc, aby ogarnęło nas Jego pełne miłości spojrzenie. Skoro Chrystus nazywa nas przyjaciółmi, to znaczy, że Bóg czeka na naszą miłość. Tak, przy mnie, słabym, niedoskonałym, Bóg staje się żebrakiem, proszącym o miłość, której wyrazem jest moja uboga modlitwa.
Drugie działanie: patrzeć na Chrystusa, słuchać Go. Chociaż Jezus był Synem Bożym, wiedział, czym jest milczenie Boga. Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wziął na Siebie tragizm naszego życia, nasze porażki, nasze winy, naszą przemoc. Nawet pośród najgłębszej nocy Jezus wierzył w miłość Boga. Może więc nas poprowadzić nie dlatego, że w ten sposób ciemności będą nam oszczędzone, ale dlatego, żeby przebrnąć przez nie razem z nami, zapewniając  niewidzialną obecność Ducha Świętego. I Boża Miłość sprawia, że nasze życie rozwija się o tyle, o ile przekazujemy tę miłość innym. [...] Przyjmijmy miłość Boga i pozwólmy, aby przemieniała nasze życie. Jeżeli miłujecie się wzajemnie, mówi Jezus, wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami".


Jakże piękne te słowa! Bardzo mnie poruszyły i potwierdziły, bym uwierzyła prawdziwie w Bożą Miłość!
To też mi pokazało, bym prosiła w modlitwie jak dziecko. Bym stała się takim dzieckiem przed Jezusem.
Tego dnia zauważyłam, że po kilku miesiącach po moim uzdrowieniu, powróciła wysypka na skórze na ręce. Zastanawiałam się, jaka może być tego przyczyna, czy może przez brak przebaczenia, czy też może inna. 
Zaczęłam prosić w modlitwie o rozeznanie.

Po zakończeniu modlitw, ruszyliśmy naszym specjalnym autokarem. Kierowca był tak uprzejmy, że pytał nas, czy ktoś nie został i czekał aż wszyscy przyjdą. Po drodze ćwiczyliśmy śpiewy na ranne modlitwy następnego dnia.
Z dziewczynami poznałyśmy wnuczkę naszych gospodarzy oraz jej koleżankę. Mogłyśmy z nimi porozmawiać.


To był dla mnie dzień pełen życzliwości, radości i zabawy, nauki komunii między ludźmi, nawet jeśli się nie potrafiliśmy dogadać w danym języku.
A czy Wy w swoim otoczeniu dostrzegacie komunię między ludźmi kochającymi Chrystusa?

sobota, 11 stycznia 2014

Boża niespodzianka- Taize w Strasburgu cz. I

Witaj wciąż powiększająca się owczarnio!

Bardzo mi miło jest, gdy widzę coraz bardziej powiększającą się liczbę odwiedzin mojego bloga oraz tych, którzy polubili mój profil na Facebook'u. Bardzo serdecznie Was witam, tych stałych bywalców mojego bloga, ale również i nowych czytelników.

W tym poście chciałabym Wam opisać moje przeżycia i doświadczenia z mojego pobytu na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Strasburgu, które odbywało się od 28 grudnia 2013r. do 1 stycznia br.
Podzielę to jednak na dwa wpisy, by w jednym za dużo nie pisać, byście nie mieli zbyt dużo czytania na raz :)
Jak wiecie po moim opisie o mnie (umieszczony po prawej stronie bloga), uwielbiam podróżować. To był już mój 4 wyjazd na Europejskie Spotkanie Młodych Wspólnoty Taize. Byłam już w Rotterdamie, Berlinie i w Rzymie. 
Grupa, z którą ja jechałam, wyjeżdżała 26 grudnia późnym wieczorem, by następnego dnia móc zwiedzić Pragę!

Piątek (27 grudnia 2013 r.)- Czeski film, czyli pobyt w Pradze
Od około godz. 10 byliśmy w Pradze. Oprowadzał nas przewodnik, który z nami jechał. Mieliśmy okazję być na zmianie warty gwardzistów. To było niesamowite wrażenie! Bardzo mnie zadziwiło to, że większość kościołów w Pradze jest niestety przeznaczonych albo na koncerty albo w celach turystycznych i za wejście trzeba zapłacić! Normalnie szok!
Wieczorem byliśmy na Mszy Świętej w kościele u dominikanów. Dla mnie ta Msza to był dosłownie czeski film! To był oczywiście katolicki kościół. Chór śpiewał jakieś pieśni i to tak długo, jakby koncert dawali! Ja się czułam jakbym była w operze lub w filharmonii! W pewnym momencie to nawet nie wiedziałam, jaka jest część Mszy Świętej! Zaskoczyła mnie też Ewangelia tego dnia. Była taka bardziej wielkanocna niż z okresu bożonarodzeniowego. W ogóle śpiewy te trwały dłużej niż kazanie! Gdy wszyscy już wyszliśmy z kościoła, każdy z nas był "zniesmaczony" i chciało nam się śmiać. Z racji, że tego dnia było obchodzone święto św. Jana, wypiliśmy pobłogosławione wino :) Zawsze w tym dniu w kościele jest błogosławione wino. 
Ja miałam za to ciekawą sytuację w sklepie z pamiątkami, gdy pewien Czech zaczął mi grać na małych skrzypkach :D Przy tym pytał mnie o różne rzeczy i był bardzo ciekawy. To był dość ciekawy i obfity dzień w różne przygody. Praga jest piękna i polecam wszystkim!

Sobota (28 grudnia 2013r.)- przyjazd do Strasburga
Bardzo wczesnym ranem dotarliśmy do Strasburga. Kiedy czekaliśmy, by dostać się do miejsca przyjęcia, integrowaliśmy się ze sobą, bawiąc się w różne zabawy. Pogoda nie była zbyt ładna, ponieważ padało. Po długim oczekiwaniu, w końcu rozdzielili nas na grupy. Ja początkowo chciałam być w grupie z osobami, z którymi się znałam dłużej i z koleżanką, z którą siedziałam w autokarze, a jakoś tak wyszło, że trafiłam do drugiej grupy... Początkowo trochę się obawiałam, jak to będzie i było mi trochę smutno. Zaufałam Bogu i zobaczyłam, że widocznie to tak ma być, może akurat tam jestem posłana na ten czas. 
Obydwie nasze grupy zostały rozdzielone i zakwaterowane po niemieckiej stronie. Przygotowali nam specjalne autokary, które będą nas tam zawozić i przywozić do Strasburga. Moja grupa została zakwaterowana na części Badenii i mieliśmy w sumie 24 km drogi i jechaliśmy koło 40 minut. Pogoda była paskudna i to sprawiało, że miałam gorsze nastawienie. Lecz, kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, gdzie nas przyjęli na terenie parafii, ku mojemu zaskoczeniu, wszyscy nas bardzo oczekiwali i bardzo mile nas przyjęli! Przygotowali dla nas herbatę i ciasta. Powiedzieli nam, że już wszystko przygotowywali od tygodnia i wypatrywali dzisiaj, kiedy w końcu przyjedziemy! W ogóle przywitał nas Polak! Jak się okazało, od wielu lat już mieszka tam w Niemczech, ale urodził się w Polsce. Również i była też jedna Polka! Dowiedziałam się, że jest tam ponad 50% katolików, co bardzo mile mnie zaskoczyło! Na początku, gdy nas rozdzielali, kto gdzie ma mieszkać, panował trochę harmider, ale w końcu szybko jakoś nas rozdzielili. Ja miałam mieszkać z 3 dziewczynami, w tym jedną znałam lepiej, drugą poznałam w autokarze, a trzecią jedynie kojarzyłam z widzenia. Wzięli nas bardzo mili Państwo. Pomogli nam z rzeczami i poszliśmy do ich domu. Przygotowali nam pokój i zapytali nas, co chcemy na obiad. Rozpakowałyśmy się i postanowiłyśmy się przespać, bo po dwóch nocach w autokarze byłyśmy zmęczone. Wstałyśmy w sam raz na obiad, który był bardzo pyszny! Nawet ja, co niewiele jem i niezbyt przepadam za takimi rzeczami, to bardzo mi smakowało!
Po obiedzie znów poszłyśmy spać i na szczęście w porę się obudziłam, a raczej stwierdziłam, że to Duch Święty mnie obudził! :D Dzięki temu mogłam obudzić dziewczyny i zdążyłyśmy pójść na miejsce, gdzie miał po nas przyjechać specjalny autokar. Na miejsce zaprowadził nas Pan Gerold, u którego mieszkałyśmy. Autokar się spóźniał, ja się modliłam byśmy chociaż zdążyli na kolację. Bardzo miłe było, że z rodzin, u których mieszkaliśmy, czekali z nami aż przyjedzie autokar. Autokar w końcu przyjechał i zawiózł nas na miejsce. Niestety z kolacji niewiele do jedzenia dla nas zostało i nie dostaliśmy nic ciepłego. Po kolacji mieliśmy wspólne modlitwy i śpiewy. Na koniec modlitw br. Alois czytał rozważanie. Był to wstęp do tematu tegorocznego spotkania w Strasburgu. Mieliśmy również medytację nad fragmentem z Pisma Świętego. Ja akurat nie najlepiej się czułam od rana i trochę miałam problemy zdrowotne, a na koniec usłyszałam: 
"Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników". (Łk 5, 31-32)

Te słowa dały mi nadzieję i pocieszyły mnie. Po modlitwach wróciliśmy specjalnym autokarem. Nasz kierowca pytał się, czy wszyscy są i był bardzo troskliwy o nas. Po powrocie do naszej rodzinki, umówiliśmy się na konkretną godzinę śniadania i szybko poszłyśmy spać.

Mimo mojego niezadowolenia i obawy, Bóg przygotował mi wspaniałych ludzi i miejsce, gdzie nas bardzo życzliwie przyjęli! Bóg wie, co jest dla nas dobre i gdzie jest dla nas właściwe miejsce. My możemy się buntować i przeciwstawiać temu, lecz później może się okazać, że to jednak był zamysł Boga wobec nas.
Bóg ma dla nas wspaniałe niespodzianki! Dla mnie przygotowaną niespodzianką była parafia, do której trafiłam, dziewczyny z którymi mieszkałam i rodzina, w której mnie przyjęli tak wspaniale! 
O moich dalszych przeżyciach i doświadczeniach z tego wyjazdu, napiszę w kolejnym wpisie.
A czy Wy, drodzy moi czytelnicy dostajecie takie niespodzianki od Boga? Czy je dostrzegacie? Szczególnie w tych momentach, gdy coś innego wydawało się Wam lepsze dla Was,a Bóg sprawił inaczej, że znaleźliście się w zupełnie innym miejscu niż chcieliście. Bóg naprawdę wie, gdzie powinniśmy być! On ma dla nas wspaniały plan i przygotowuje dla nas takie niespodzianki, których nie moglibyśmy sobie wyobrazić!
W kolejnym moim wpisie, będziecie mogli się o tym przekonać, jakie jeszcze inne niespodzianki i wspaniałości przygotował dla mnie Bóg!

sobota, 4 stycznia 2014

Jaki był ten rok? Co darował, co wziął?- Czyli tzw. rachunek sumienia z minionego roku

Witaj moja owczarnio!

Przepraszam, że znów tu dawno nie pisałam. W Święta nie miałam jak i kiedy cokolwiek tu napisać, a zaraz po wyjechałam na Europejskie Spotkanie Młodych Taize do Strasburga. O moich przeżyciach i doświadczeniach z tego spotkania, napiszę Wam tutaj w następnym wpisie.

Ten post będzie trochę inny od moich poprzednich postów, ponieważ będzie on podsumowaniem minionego roku 2013. 
Już kilka dni jest po Nowym Roku. Końcówka roku 2013 minęła jak z bicza strzelił. 

31 grudnia, który był kilka dni temu, głównie wszystkim kojarzy się z Sylwestrem, zabawą do białego rana, odliczaniem sekund do północy, piciem szampana i składaniem sobie nawzajem życzeń noworocznych.

31 grudnia to również dla większości osób dzień refleksji- dzień, w którym myślimy, jaki był ten ostatni rok.
Każdy pyta się sam siebie, czy dobrze wykorzystał ten rok: czy był dobry czy też zły? W czym zawiniłem, w czym się powinienem poprawić, co powinienem zmienić w swoim zachowaniu?
Jako chrześcijanie, w tym dniu powinniśmy sobie zrobić tzw. roczny rachunek sumienia. Powinniśmy sobie zadać pytania: Jaką mieliśmy wiarę w Boga w czasie tego roku? Czy staraliśmy się wzrastać duchowo? Czy byliśmy prawdziwymi świadkami Chrystusa, czy też może wstydziliśmy się swojej wiary? Jakimi chrześcijanami byliśmy przez ten rok? Czy nasze duchowe drzewo figowe wydało obfite plony w tym roku, czy też nadaje się do zakopania? Czy wykorzystaliśmy również swoje talenty?

Jeśli należymy do jakiejś wspólnoty katolickie: Co przez ten rok dla niej zrobiliśmy? Czy potrafiliśmy służyć bezinteresowną pomocą innym? Czy dawaliśmy coś z siebie wspólnocie, czy też może tylko braliśmy? A jak było z naszymi obowiązkami- modlitwą, czytaniem Pisma Świętego, uczestniczenie w Eucharystii? Czy ich nie zaniedbywaliśmy? Czy przez ten rok byliśmy żyzną glebą i zostaną w nas wydane owoce: „trzydziestokrotne, sześćdziesięciokrotne, a może nawet stokrotne?” (por. Mk 4, 14-20)

Odpowiedzi na te pytania znamy jedynie my sami. Ten dzień nie powinien być jedynie dobrą zabawą, ale powinniśmy również zastanowić się nad tym, jaki był ten rok i co powinniśmy zmienić w swoim życiu.
Chciałabym się z Wami podzielić moim świadectwem, jaki był dla mnie miniony 2013 rok.
Na pewno był to dla mnie dość ciężki rok, rok pełen prób i przeciwności, trudności, również i prześladowań z różnych stron. Zaczął się dla mnie okropnie, ponieważ w styczniu 2013 r. dowiedziałam się, że już nie będę studiować, nie dostanę zaliczenia z przedmiotu. Przez to bardzo często płakałam, chciałam nawet skakać     z okna i zrobić sobie coś. Chciałam zniknąć całkowicie, wręcz nawet umrzeć. Lecz później zaczęła się moja przemiana. Bóg dał mi doświadczyć wolności w pełni na kilka miesięcy. Powstał najpierw jeden blog ewangelizacyjny, który musiałam skasować z pewnych przyczyn, co też przyniosło mi wiele cierpienia. 
W końcu powstał ten drugi blog, na którym do Was tu piszę. To było działanie Boże! 
Mogłam wrócić do wspólnoty, gdzie poznałam wspaniałe osoby, które dały mi wiele radości i miłości, stały się dla mnie darem. Mogłam pomagać w Kursie Alfa dla studentów, podczas którego również zostałam wystawiona na próbę wiary i czy będę trwać przy Bogu. Bóg mnie w ten sposób oczyszczał i przygotowywał na trudniejsze doświadczenia. Tam również poznałam wiele wspaniałych ludzi, z którymi się zaprzyjaźniłam.

W minionym roku, doświadczyłam również wielu fizycznych uzdrowień, jak również uzdrowień psychiki        i duszy. Otrzymałam wiele duchowych prezentów od Boga! Mogłam uczestniczyć w Kursie Jan, który bardzo mnie przemienił, zmienił moje spojrzenie na siebie samą, ale przede wszystkim nauczył mnie słuchać głosu Boga w moim sercu. Bóg nauczył mnie, jak przetrwać duchową pustynię i że ważne decyzje należy podejmować w czasie pocieszenia. Dzięki temu udało mi się podjąć decyzję, gdzie wrócić na studia. 
Później Bóg uczył mnie przyjęcia cierpienia, choroby i akceptacji Jego woli, co nie było łatwe. Dzięki książce, którą dostałam w prezencie, zrozumiałam, że ta choroba ma sens i jest ona po coś. Zmieniło to moje nastawienie, dzięki czemu było mi łatwiej znieść cierpienie i się z tym pogodzić. Nauczyło mnie to większej ufności Bogu i poleganiu na Nim, a nie na sobie, czy też na innych ludziach.
Ten rok naprawdę wiele mnie nauczył i zmienił mnie. Każda sytuacja i wydarzenie, czegoś mnie nauczyło, również i te trudniejsze doświadczenia. Zaczęłam bardziej doceniać to, co mam. Cieszyć się życiem, mimo wszystko! Przede wszystkim zaczęłam dostrzegać działanie Boga w moim życiu, że On jest żywy i prawdziwy, Jego Słowo jest żywe i zawsze dotrzymuje danych nam obietnic. Za cały ten rok, każde doświadczenie i dobre i złe, za ludzi poznanych- DZIĘKUJĘ!

Na koniec można by sparafrazować jedną ze znanych piosenek na dobranoc:
"Jaki był ten rok? 
Co darował, co wziął? 
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy zrzucił na dno? 
Jaki był ten rok?
Czy coś zmienił, czy nie? Czy był tylko nadzieją na dobre i złe?"

Z okazji Nowego Roku 2014, życzę Wam każdej owieczce z osobna, by Wasz Nowy Rok nie musiał się wstydzić przed Starym, jak również by ten Nowy Rok był lepszy od poprzedniego, a gorszy od następnego! :) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!