piątek, 19 kwietnia 2013

"Uwiodłeś mnie Panie miłością swą"- czyli o rekolekcjach...

Witajcie kochane owieczki Pana!

W zeszły weekend 12-14 kwietnia, byłam na rekolekcjach kawałek za Lublinem.
Chciałabym się z Wami tutaj podzielić, to co mnie dotykało podczas tych rekolekcji, czego tam doświadczyłam.

Jeszcze przed moim wyjazdem na rekolekcje, tego samego dnia z rana, Bóg przypomniał mi o Swojej Miłości do mnie.  Z okna z mieszkania koleżanki, u której nocowałam, zobaczyłam trochę śniegu ułożonego w kształcie dwóch serc. To był dla mnie taki "SMS Z NIEBA", że Bóg mnie kocha!
Już w zeszłym roku, wielokrotnie, gdy widziałam serca na ziemi i nie tylko, to był dla mnie znak od Boga, jak bardzo mnie kocha. Zawsze, kiedy widzę serca, przypominają mi one o Bożej Miłości.

Rano również dotarło do mnie, że Bóg stawia na naszej drodze ludzi, wcale nie tak przypadkowo. 
Gdybym nie była najpierw w jednej wspólnocie, to bym nie poznała tej koleżanki, u której nocowałam, a wtedy mogłabym nie mieć noclegu. Tak samo i z innymi osobami, z którymi się spotkałam w tym dniu, przed wyjazdem na rekolekcje. Gdyby Bóg nie postawił ich wcześniej na mojej drodze, kto wie, czy bym mogła się z nimi spotkać. W życiu chrześcijanina nie ma przypadków! Wszystko jest po coś!

Czas rekolekcji...
Już przed przyjazdem, dzięki rozmowie z pewną osobą, odzyskałam spokój w sercu i znikło fałszywe poczucie winy. Jechałam na rekolekcje z pokojem w sercu. Już na samym początku, miałam jakoś dużo radości w sobie. Na te rekolekcje jechałam z myślą, o umocnieniu duchowym, wyciszeniu się, jak również znalezieniu odpowiedzi na dręczące mnie pytania, zrozumieniu tej sytuacji- dlaczego najpierw Bóg mnie powołuje do posługi animatorskiej na Kursie ewangelizacyjnym trwającym 10 tygodni, a po 3 tygodniach mi to odbiera?

"Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie"
W piątek- czyli w dzień przyjazdu, mieliśmy Mszę Świętą, a później Adorację. Wtedy na nowo rozkochałam się w Oblubieńcu, czyli w Jezusie. Wystarczyło mi to, że mogłam być blisko Niego, móc patrzeć i rozkoszować się Jego obecnością.

Drugi dzień rekolekcji, był dość obfity w różne wydarzenia. Na jednej z konferencji usłyszałam odpowiedź na moje pytanie, mimo iż tego pytania nie zadawałam. Usłyszałam, że jeśli ktoś nie jest powoływany do bycia animatorem lub jest zabierana mu ta posługa, to widocznie dlatego, że może tej osobie to zaszkodzić, a Bóg powołuje tą osobę do innego zadania. Te słowa mnie uspokoiły wewnętrznie.
W czasie modlitwy przed jedną konferencją, gdy śpiewali jedną moją ulubioną pieśń "Zbawiciel", nagle zaczęłam płakać. Podczas tej modlitwy i pieśni, czułam taką niesamowitą jedność tej wspólnoty, której brakowało mi tam, gdzie mieszkam. Czułam tam również taką miłość, nikt mnie tam nie odrzucał, mimo że już tam przestałam się formować. Nie chciałam wracać do domu, gdzie nie ma tej jedności, miłości, wsparcia.

Podczas jednej konferencji usłyszałam również, że Wspólnota chce rozkochiwać ludzi w Jezusie!
Bardzo mnie to urzekło i zapragnęłam, bym rozkochiwała się bardziej w Jezusie i świadectwem o Nim, przybliżała innych do Niego i ich rozkochiwała w Jezusie!
 
Zapragnęłam również wziąć udział w Kursie Jan, który pokazuje, jak być uczniem Jezusa.
Bardzo chciałabym nauczyć się być autentycznym uczniem Jezusa, szczególnie w moim domu, w środowisku w którym żyję na co dzień.

Bardzo szczególnym czasem była dla mnie Eucharystia, a po niej uwielbienie. W kazaniu usłyszałam o burzy w naszym życiu, wielu przeciwnościach, jakie nas spotykają, że one są również potrzebne. Tak właśnie jest   i teraz w moim życiu, jest burza. Tylko z Jezusem mogę ją przetrwać! Mieliśmy niesamowite i piękne, pełne radości i Mocy Ducha Świętego uwielbienie! Takiego uwielbienia było mi potrzeba!
Modlitwa uwielbienia oczyszcza, uzdrawia, uwalnia i leczy! Daje również niezwykłą radość i pokój w sercu!
Podczas tej modlitwy uwielbienia usłyszałam dwie moje ulubione pieśni, które rozradowały moje serce.
Usłyszałam również po raz pierwszy przepiękną pieśń z niesamowitymi słowami: "Miłość Twa Panie uskrzydla, kształtuje. [...] Uwiodłeś mnie Panie miłością swą, a ja dałem się uwieść".

http://w629.wrzuta.pl/audio/3whZDq7j7BK/uwiodles_mnie_panie_miloscia_swa

Bardzo mnie dotknęły te słowa, że zaczęłam płakać. Poczułam wtedy Bożą Miłość i poczułam się przytulona przez Jezusa. Jezus przytulił mnie do Swojego Serca, pełnego miłości! Na nowo rozkochałam się jeszcze bardziej w Oblubieńcu!

Ostatniej nocy na rekolekcjach, miałam koszmar senny.
Śniło mi się, że gdzieś szłam po ciemku, a obok mnie jakiś ksiądz. Nagle jacyś mężczyźni nas zaczęli ganiać z nożem i wołać, że nas zabiją. Biegliśmy gdzieś, skręciliśmy w jakąś uliczkę, gdzie upadłam na ziemię. Ksiądz dobiegł do mnie i stanął przede mną z rozpostartymi ramionami, jak w kształcie krzyża. Zobaczyłam w nim Jezusa. Mężczyźni do nas dobiegli i krzyczeli, że mnie zabiją. Ja krzyknęłam: "Jezu, ratuj!" i wtedy obudziłam się w nocy.

Rano miałam traumę po tym śnie i przez to, jakoś nie byłam zbytnio wesoła. Później dopiero odkryłam, że  w krzyżu mam szukać ratunku. Krzyż Jezusa jest moim zbawieniem. Kiedy jestem w niebezpieczeństwie, gdy zwrócę się do Jezusa, On mnie uratuje. Do Niego mam się zwracać o pomoc w ciężkich chwilach. Jemu mogę się powierzyć w każdej sytuacji.

W tym ostatnim dniu rekolekcji, mogłam usłyszeć wiele wspaniałych świadectw, które mi pokazały, jak ważne jest bycie we wspólnocie, bycie razem oraz dawanie świadectw sobie nawzajem. Dzielili się młodzi, studenci, pary małżeńskie i starsi. To było wspaniałe! Mimo takiej rozmaitości wieku, wszyscy byli jak jedna wielka rodzina! Rodziny, które tam były, pokazały mi, że jest możliwe bycie razem i formowanie się razem we wspólnocie, bycie blisko Boga. Zapragnęłam i ja założyć taką rodzinę, która by była blisko Boga, miała prawdziwą i głęboką relację z Jezusem. To jest moje największe marzenie.

Niestety nadszedł czas powrotu do domu, gdzie bardzo nie chciałam wracać z pewnych przyczyn.
Wieczorem, gdy rozważałam fragment z Pisma Świętego z mojej formacji, przeczytałam takie słowa:

"Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie!"             (Mt 14,30)

To było potwierdzeniem dla mnie z tego snu, aby wzywać Jezusa, a On mnie uratuje!
W Jezusie jest nasze zbawienie! W Nim jest nasz ratunek!

Jestem wdzięczna Bogu za dar rekolekcji, że mogłam tam być, na nowo jeszcze bardziej rozkochać się       w Oblubieńcu i zapragnąć uczyć się być Jego uczniem, jak również za doświadczenie niezwykłej jedności wspólnoty!
Po tych rekolekcjach wiem, że chcę rozkochiwać się w Oblubieńcu oraz rozkochiwać w Nim innych ludzi.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Kłopoty darem Bożym

Witajcie Kochani czytelnicy mojego bloga!

Jakiś czas temu, moja koleżanka, napisała mi taki cytat:

"Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zwykle opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje" (Norman Vincent Peale)

Zgadzam się z tym cytatem w 100%! W ostatnim czasie miałam wiele takich sytuacji, które wprawiły mnie   w zakłopotanie, jakieś dziwne zniechęcenie, powróciło poczucie odrzucenia.
W zeszłym tygodniu Bóg dał mi kilka podarunków, oblókłszy je w kłopoty i to całe mnóstwo kłopotów...

A wszystko zaczęło się 5 kwietnia, gdy nagle zaczęło mnie boleć gardło, ledwo co mówiłam, a chciałam pójść wtedy do spowiedzi. To był pierwszy poważny kłopot dla mnie. Bardzo potrzebowałam skorzystać ze spowiedzi. Poprosiłam kilka osób o modlitwę za mnie, bym odzyskała mowę chociaż na ten czas i bym mogła pójść do spowiedzi. Dzięki wsparciu modlitewnemu, odzyskałam na ten czas mowę i skorzystałam z Sakramentu Pokuty, po którym otrzymałam skrzydła! Po spowiedzi czułam się taka szczęśliwa, jak uskrzydlona! To był pierwszy podarunek od Boga!
Tydzień później miałam jechać na rekolekcje do Lublina. A tu nagle w sobotę i w niedzielę, zaczęłam się jeszcze gorzej czuć. Mi bardzo zależało, by pojechać na rekolekcje wspólnotowe, a tu nagle choroba. Ja rzadko poważniej choruję, raz na rok. Ta nagła choroba to walka duchowa, przed pojechaniem na rekolekcje. 
W Niedzielę Bożego Miłosierdzia, gdy czułam się jeszcze gorzej, przy modlitwie wieczornej rozważałam fragment z Mt 8. Są tam takie słowa:  

"A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić" (Mt 8,2)
 
Ja modliłam się słowami: "Jezu, jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić". 
W dalszym fragmencie przeczytałam: "Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go" (Mt 8,7). 
W tym rozdziale są również opisane inne uzdrowienia. Oddałam się woli Bożej.

W poniedziałek fizycznie czułam się jeszcze gorzej, nie mogłam prawie w ogóle mówić, byłam osłabiona. Wtedy wieczorem miałam Kurs Alfa i miałam prowadzić spotkanie. To był kolejny dla mnie kłopot, lecz mimo mojego niedomagania, poszłam, chciałam służyć innym. Jednak to nie był wtedy jedyny kłopot. 
Jak się okazało, koordynator Alfy tuż przed spotkaniem uświadomił mnie, że ja już nie będę animatorką i nie będę prowadzić grupy i mam przejść do innej grupy. Nie wytłumaczył mi, dlaczego. To mnie zraniło, zraziło i znów powróciło poczucie odrzucenia. Jednak tym razem, nie zareagowałam tak jak zazwyczaj reagowałam- czyli płaczem, lecz przyjęłam to z pokorą, ze spokojem i byłam posłuszna, mimo iż mnie to zraniło.  
W tej sytuacji odkryłam również, że Bóg chce sprawdzić mnie, to co już wypracowałam, czy będę posłuszna Jego woli. To jest próba wiary, którą muszę przetrwać z pomocą Bożą. 

Takiej sytuacji nie powinno być w ekipie, że się odrzuca kogoś, wtedy nie ma jedności. A tam, gdzie nie ma jedności, tam Duch Święty nie może w pełni działać. Jedność jest bardzo ważna! Jeśli chcą stworzyć wspólnotę ludzi, to musi być jedność w tej wspólnocie.

Jak mówi Pismo Święte:
"Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty mnie posłał i żeś Ty ich umiłował, tak jak mnie umiłowałeś" (J 17,23)

Ta sytuacja to była moją próbą wiary, sprawdzianem tego, co już wypracowałam, czy jestem posłuszna i czy przyjmę to z pokorą.
Tego dnia, w głowie miałam słowa z pewnej pieśni: "W Nim moja siła, nie jestem sam". 
Po zakończeniu spotkania, dostałam podarunek od Boga- uczestnictwo we Mszy Świętej, gdzie Bóg dał mi Samego Siebie, a w moje serce wlał pokój. Również pojawił się uśmiech i radość na mej twarzy, dzięki pieśni zaśpiewanej na zakończenie, a była to pieśń ze słowami: "W Nim moja siła, nie jestem sam".

We wtorek już od rana, czułam się lepiej. Rozważałam wtedy fragment z Pisma Świętego z mojej formacji i dostałam słowa dla mnie: 

"Jezus obrócił się i widząc ją rzekł: Ufaj córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa"  (Mt 9,22). 

I znów było wiele innych opisanych uzdrowień w tym fragmencie. Zaufałam Panu, że On mnie uzdrowi!  
Tak też się stało! Jezus mnie uzdrowił! Już po południu odzyskałam głos, zaczęłam odzyskiwać siły i mimo zniechęcenia i przeciwności, poszłam na Mszę Świętą, a Duch Święty obdarzył mnie radością i pokojem. 
Również dzięki innym osobom, dzięki ich obecności i ich radości, miałam tą radość w moim sercu!
Bóg podarował mi Ducha Świętego, radość i ludzi, wspólnotę! Podarował mi również zdrowie!

Niestety doszły jeszcze inne kłopoty, kłopoty z koleżanką, która mnie zaczęła nękać SMSami, telefonami, a nawet mnie śledziła, a co gorsza obwiniała mnie i oskarżała niesłusznie, wpadłam w fałszywe poczucie winy, że mogła sobie coś zrobić przeze mnie, a potem wpadłam w rozpacz.
Oczywiście, Bóg podarował mi też podarunek- ludzi, wspólnotę, którzy mi wiele pomogli!
Odzyskałam spokój serca, uspokoiło się moje sumienie!

Bóg obdarował mnie kłopotami, po ty by obdarzyć mnie jeszcze hojniej pokojem serca, radością, zdrowiem, ludźmi, wspólnotą i czasem rekolekcji! 
Msza Święta, Adoracja, ludzie, muzyka- to jest to, co mi pomaga!

Jeśli i w Waszym życiu macie wiele kłopotów, dziękujcie za nie Bogu! To On je zsyła, by Was jeszcze hojniej obdarzyć podarunkami, większymi łaskami!
Kłopoty są darem Bożym! Daje je nam, byśmy dzięki Niemu i Jego pomocy, mogli je jeszcze lepiej rozwiązywać i cieszyć się z Jego łask, którymi nas obdarza!
Dla mnie te kłopoty są również próbą mojej wiary, mojej pracy nad sobą. Dzięki temu, mogę sprawdzić, jaka naprawdę jest moja wiara, czy jestem wierna Słowu Bożemu i ufam całkowicie Bogu w tym wszystkim, co mnie spotyka. To nas uczy pokory i posłuszeństwa. Kłopoty to również nauka.

piątek, 5 kwietnia 2013

Niezwykły czas Świąt Wielkiej Nocy

Witajcie Kochani!

Jak rapuje EKS: 
"Wołajmy "Gloria", wołajmy "zwycięstwo" z miłością w sercu,
ufnością jak dziecko, przecież cały świat czeka na Twoje świadectwo, krzycz Alleluja, bo nadchodzi królestwo"


Jezus Zmartwychwstał! Pokonał śmierć i zło! 
On umarł za nas, za nasze grzechy, by nas zbawić i byśmy mieli życie wieczne!

"Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami" (Rz 5,8)

Jezus jest naszym Zbawicielem!
A co najważniejsze, to JEZUS NAS NIE ZBAWIA- ON JUŻ NAS ZBAWIŁ!

"Zbawiciel, On porusza góry, On może wybawić mnie, może wybawić mnie.
Na zawsze Sprawca Odkupienia, Zmartwychwstał, pokonał śmierć. Jezus pokonał śmierć!"

 


To jest również 3 punkt Kerygmatu, który Wam tu głoszę w prostszej i skróconej wersji.

Trwamy w okresie oktawy Wielkiej Nocy. Chciałabym się z Wami podzielić, jak ja przeżywałam Triduum Paschalne i Wielkanoc.

Już w Wielki Czwartek- święto kapłanów, kiedy wysyłałam życzenia znanym mi kapłanom, również i ja dostałam od nich piękne życzenia, podziękowania, które rozradowały moje serce i bardzo mnie dotknęły.
Szczególnie też podziękowania od księdza, który mi napisał, że piękniejszych życzeń jeszcze nigdy nie dostał!
A z kolei od innego:
"Wielkanoc przypomina nam o tym, że Bóg kocha nas nieodwołalnie i do końca i że Jego miłości nie da się zamknąć w grobie. Naprawdę żyje ten, kto naprawdę kocha. 
Kto kocha zawsze, ten w błogosławiony sposób poradzi sobie w każdej sytuacji".

Przepiękne słowa... 

A jeszcze od innego:
"Życzę, abyś kochana Aneto pozostała wierna Chrystusowi. Niech On obdarza tymi łaskami, których potrzebujesz, by jeszcze pełniej realizować swoje powołanie do ewangelizacji".

Niestety rano miałam też niezbyt miłą dla mnie sytuację, gdy ktoś mnie obwiniał i miał do mnie pretensje o coś, co ja nic złego nie zrobiłam. Na szczęście, Jezus przyszedł mi z pomocą! 
To dzięki Wieczerzy Pańskiej, odzyskałam spokój i radość serca.
Późnym wieczorem poszłam na Adorację. Nie musiałam nic mówić, wystarczyło, że tam byłam. Pięknie też śpiewali i czułam się tam tak bezpiecznie, błogo, że mogłabym tam zostać.


Wyszłam z Adoracji koło 21:40 i stamtąd kierowałam się w stronę DA, gdzie wraz z wieloma osobami robiliśmy niespodziankę dla księży z racji ich święta. Było już bardzo ciemno i trochę się bałam tak iść sama. Powtarzałam po drodze słowa z Psalmu 23:

"Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza" (Ps 23,4)

Te słowa zawsze dodają mi odwagi i otuchy. Gdy w końcu dotarłam bezpiecznie na miejsce, było tam już sporo osób. Jak już się wszyscy zebrali, wspólnie złożyliśmy życzenia, była babka z świeczką strzelającą, zaśpiewaliśmy piosenkę, była niespodzianka z fajerwerkami, balony, a na koniec piliśmy winko, które księża dostali w prezencie, jak również zjedliśmy pizzę przy wspólnej rozmowie. Świętowania nie było końca.
W końcu jakoś po 23, poszliśmy wszyscy do kaplicy i wspólnie odmówiliśmy Kompletę. Do domu wróciłam jakoś po północy.  
To był wspaniały dzień! Nigdy tak jeszcze nie świętowałam Wielkiego Czwartku!

Wielki Piątek- dzień pamiątki Męki Pańskiej. 
W tym dniu nie Mszy Świętej, lecz jest Liturgia Męki Pańskiej. Podczas tej Liturgii jest Adoracja Krzyża i wszyscy procesyjnie podchodzą do krzyża i go całują. Do zeszłego roku, zawsze przed tym momentem ucałowania krzyża, miałam dziwny lęk, opór, blokadę w sercu, a nawet jakiś wstręt. To była dla mnie bariera
i mimo, iż szłam i całowałam, to nie było to dla mnie takie oczywiste ani naturalne, tylko bardziej z przymusu, obowiązku. W ten Wielki Piątek- 30 marca br. po raz pierwszy w życiu, szłam ucałować krzyż z taką niezwykłą radością w sercu i z pokojem i bez żadnego oporu, ani wstrętu! Gdy szłam, to aż promieniała ze mnie ta radość i uśmiech!
A to wszystko dzięki uwolnieniu, które się dokonało 1 lutego br.!

Walka zwyciężona! Jezus zwyciężył!
Wielką Sobotę i Niedzielę Wielkanocną spędziłam u mojej babci na wsi, która mieszka koło 240 km dalej ode mnie. Moi rodzice ani mój brat nie chodzą do kościoła, a tym razem w niedzielę wszyscy chcieli pójść do kościoła na Mszę Świętą! Początkowo mieliśmy pójść do pobliskiej kaplicy na 10:30, bo tam tylko o tej godzinie była Msza Święta. Niestety nie udało nam się tam dotrzeć. Pozostała nam jeszcze Msza o 12:00 w miejscowości trochę oddalonej, a kościół był dość daleko, gdzie trzeba było dojechać samochodem. Wyszliśmy koło 11.40 i chcieliśmy jechać już samochodem. Nagle tak się stało, że samochód się zakopał w błocie i nie mogliśmy wyjechać... Tak nam chciał w tym przeszkodzić Przeciwnik- czyli diabeł. Tata próbował wyjechać, wujek nawet wziął linę z hakiem, ale nic nie dawało rady. Czekałam z mamą w domu, aż coś się ruszy, nie traciłam nadziei. W końcu po jakimś czasie udało się wyjechać z błota! Pojechaliśmy na Mszę Świętą! Mój tata z bratem pojechali najpierw na cmentarz, a ja poszłam z mamą na Mszę Świętą! Co prawda, dotarliśmy trochę później, ale ważne że się udało! Pan czuwa nad nami! Po raz pierwszy od bardzo dawna byłam razem z mamą na Mszy Świętej! To było dla mnie niezwykłą radością!
Ludzie będący na Eucharystii, jakoś nie byli tacy radośni, weseli. Ja mimo tej okropnej pogody na zewnątrz, a cały czas padał deszcz, miałam niezwykły pokój w sercu i radość, a do Komunii szłam promieniejąc! Po Komunii czułam, że moja twarz promienieje! Jezus obdarzył mnie radością i pokojem, dzięki Niemu pokonaliśmy Przeciwnika, który chciał nam bardzo przeszkodzić!

Tego dnia po południu wracaliśmy samochodem do domu. Po drodze słuchałam muzyki uwielbienia, a co ciekawe, akurat gdy byliśmy w Lublinie, słuchałam piosenki zespołu Razem za Jezusem, pt: "Na zawsze Bóg jest wierny", co było dla mnie niesamowitym działaniem Ducha Świętego, bo gdy przejechaliśmy przez Lublin, ta piosenka się skończyła. Doznałam niesamowitej radości w sercu!

http://w73.wrzuta.pl/audio/38IqnTXVZ5w/razem_za_jezusem_-_na_zawsze_bog_jest_wierny

Poniedziałek Wielkanocny
Od rana niestety znów w moim sercu zagościł dziwny smutek, przez pewną sytuację. Tak było aż do wieczoru. Na 18 szłam na Mszę Świętą do mojej parafii, by później zostać na 19 na Wielkanocny Wieczór Uwielbienia, który prowadziła oaza po raz pierwszy! Na początku jakoś dziwnie się tam czułam i jakiś smutek miałam w sercu. Spotkałam tam sporo znajomych i dołączyłam się do dwóch koleżanek. Były śpiewane różne bardzo radosne pieśni i wszyscy tam bardzo mocno klaskaliśmy z tej radości! Był też czas Adoracji w ciszy. To było niesamowite, gdy była taka cisza, że aż było słychać różne odgłosy. Również było błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, modlitwa uwielbienia z radością!
Później był poczęstunek i z koleżankami, z którymi byłam, miałyśmy śmieszną sytuację, że aż przez 5 minut nie mogłyśmy przestać się śmiać. To był wieczór pełen radości!
Nigdy nie miałam tak radosnego Poniedziałka Wielkanocnego ani tak radosnych Świąt!

To były naprawdę wyjątkowe i bardzo radosne Święta Wielkanocne!
Mimo tej brzydkiej pogody, deszczu, ja miałam w moim sercu wiosnę, radość i pokój!
Doświadczyłam naprawdę Zmartwychwstałego Jezusa!
Mam nadzieję, że i Wasze Święta były tak samo radosne i że doświadczyliście Zmartwychwstałego Jezusa, a jeśli nie, to życzę Wam tego z całego serca!