czwartek, 3 sierpnia 2017

"Czy jest sens obklejać ferrari?"

Kochana Owczarnio!
     Ostatnio chodziło mi po głowie bardzo mocno, by napisać tu zupełnie inny wpis niż pisałam dotychczas. To nie będzie ani rozważanie Ewangelii, ani wywiad, ani recenzja książki. Wpadłam na pomysł, by napisać tu artykuł i poruszyć ważny temat, jakim jest akceptacja siebie. W tym temacie zawierać się będzie również podejście do anoreksji, objadania się (otyłości), czy też robieniu sobie tatuaży.

     Jakiś czas temu, kiedy byłam na wakacjach nad morzem, spotkałam na plaży bardzo wysoką kobietę, która była strasznie chuda, wychodziły jej kości. Można było się domyśleć, że cierpiała na anoreksję. Około 2 dni później, gdy oglądałam telewizję, w programie poruszyli temat anoreksji. Niedawno zaczęłam czytać książkę z tematyką o kobietach i w niej również został poruszony temat anoreksji. To było dla mnie znakiem, by poruszyć ten temat tutaj na blogu. Ja sama jestem szczupła i wiele osób mi mówi, że niedługo wpadnę w anoreksję. Prawda jest taka, że mam kilka chorób i biorę różne leki, które powodują brak apetytu, więc po prostu mało jem. Nie chcę się odchudzać. Chciałabym przytyć.
     Dziewczyny, które wpadają w anoreksję, wcześniej mają normalną figurę, choć w ich świadomości jest, że są grube lub inni tak im mówili. W końcu postanawiają, że będą zdrowo się odżywiać, chodzić na siłownię. To wywołuje w nich taką obsesję, że zaczynają coraz mniej jeść, wykańczają się fizycznie, aż w końcu prowadzi to do anoreksji. To wszystko wynika z braku akceptacji siebie, braku akceptacji od najbliższych osób, niedostrzegania w sobie piękna.
     Inną kwestią jest też otyłość, objadanie się. Często tak jest, że ludzie objadają się z powodu problemów, zajadają swoje problemy. Niektóre dziewczyny, które były chude, uznawały się za szkielety i za brzydkie, więc jadły dużo jedzenia, co spowodowało, że utyły. Inną przyczyną może być choroba lub leki hormonalne, które powodują, że się tyje. Jednak głównymi przyczynami jest brak akceptacji siebie i zajadanie problemów, a im więcej problemów, tym więcej się je, a w konsekwencji waga ciała wzrasta, aż w końcu powoduje otyłość, a to z kolei powoduje znów brak akceptacji siebie. Koło się zamyka.  
     Ostatnią kwestią, którą chcę poruszyć jest robienie sobie tatuaży. Ten temat budzi wiele kontrowersji. W Starym Testamencie czytamy: "Nie będziecie się tatuować" (Kpł 19, 28). Bóg zabrania robienia sobie tatuaży. Dlaczego to robi? Święty Paweł daje na to odpowiedź: "Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście" (1 Kor 3, 16-17). Bóg zabrania się tatuować, ponieważ jesteśmy Jego świątynią i mieszka w nas Duch Święty. Gdyby ludzie znali swoją prawdziwą wartość i mieli tego świadomość, że są świątynią samego Boga, to na pewno nie potrzebowaliby robić sobie tatuaży. Ludzie, a zwłaszcza młodzi tatuują się dlatego, by zwrócić na siebie uwagę, by ktoś ich dostrzegł. Tak naprawdę szukają akceptacji u innych, szukają miłości, dostrzeżenia, że mogą się innym podobać. Nie dostali tego od rodziców, to szukają tego u innych, kaleczą się, by w ten sposób "zabić" swój ból. Bóg, kiedy stwarzał człowieka, zachwycił się jego pięknem i powiedział: "To jest bardzo dobre" (Rdz 1, 31). Dalej również jest napisane, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę na Swoje podobieństwo. Bóg nie chce, byśmy mieli tatuaże, bo jesteśmy jak On. Jesteśmy Jego córkami, synami. A jeśli nimi jesteśmy, to jesteśmy piękni. Bóg jest piękny. Gdyby tak nie uważał, nie powiedziałby tego. W Księdze Psalmów czytamy: "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła" (Ps 139, 14). Ty i ja jesteśmy CUDAMI! Tak jak jest to napisane na obrazku z demotywatora, który zamieściłam powyżej, warto zadać sobie pytanie: "a czy jest sens obklejać ferrari?"
     Na koniec chciałabym Wam jeszcze przytoczyć fragment z książki ks. egzorcysty z diecezji kieleckiej, ks. Michała Olszewskiego. Książka nosi tytuł: "Być jak Hiob. Doświadczenie Boga w kryzysie". Jestem w trakcie pisania recenzji, więc na pewno ją zamieszczę na blogu w najbliższym czasie. Ten fragment jest ku przestrodze, nawet jeśli ktoś chciałby sobie zrobić chrześcijański tatuaż.

     "Kiedyś mój kolega, muzyk, przywiózł swojego kolegę, też muzyka. Ten ostatni był Bożym chłopem, modlił się, chodził do kościoła, przystępował do sakramentów. Ale w pewnym momencie wpadł na pomysł, żeby sobie zrobić kilka tatuaży. Poszedł do jakiegoś studia tatuażu i kazał sobie zrobić na plecach napisy 'Mika'el', czyli 'Któż jak Bóg' i 'Memento mori'. Chciał mieć takie chrześcijańskie tatuaże. Okazało się, że człowiek, który ten tatuaż wykonywał, zrobił to w jakimś konkretnym rycie i teraz pod każdą literą tatuażu jest inny demon, a imię tego demona zaczyna się na literę, pod którą siedzi. Tutaj niby 'Memento mori', a diabeł teraz krzyczy, że ten tatuażysta dopowiedział: 'Memento mori w piekle'. Mówię do tego człowieka: 'Słuchaj, bracie, pobłogosławię cię tylko krótko, bo na egzorcyzm, jeśli by coś wyszło, to będziemy się umawiać'. W miejscu, gdzie przeprowadzam egzorcyzmy, mam dwie opcje - dla lżejszych przypadków - fotel, dla cięższych - materac. Posadziłem go na fotelu, bo nie wyglądało to groźnie. Zaczynam się modlić i nagle słyszę dźwięk śrub wypadających z fotela. Facet po prostu wyrwał podłokietniki. Na szczęście kolega był z prawej strony i on oberwał, a ja zdążyłem uciec. Wybiegliśmy z tego pokoju i weszliśmy do środka dopiero jak, zdemolowawszy nieco pomieszczenie, diabeł się uspokoił. W czasie następnej modlitwy sześciu dorosłych mężczyzn nie mogło go utrzymać" (Ks. Michał Olszewski SCJ, Być jak Hiob. Doświadczenie Boga w kryzysie).

Na koniec polecam Wam jeszcze przesłuchać wypowiedź znanego i cenionego egzorcysty, ks. Piotra Glasa.

środa, 2 sierpnia 2017

"KERYGMAT - DOTKNIJ, ZOBACZ, TO JA JESTEM" ks. Michała Olszewskiego SCJ - recenzja

Kochane Owieczki!
Chciałabym się podzielić z Wami kolejną recenzją książki. Tym razem jest to książka sercanina, księdza Michała Olszewskiego, pt.: "KERYGMAT. DOTKNIJ, ZOBACZ, TO JA JESTEM".

Autor: ks. Michał Olszewski SCJ
Wydawca: Wydawnictwo eSPe
Ilość stron: 176
„
     "KERYGMAT. DOTKNIJ, ZOBACZ, TO JA JESTEM” to niewielka książeczka autorstwa ks. Michała Olszewskiego SCJ. Opisane są w niej prawdy wiary chrześcijańskiej, które mają na celu odnowić i ożywić wiarę tych osób, które nie żyją w przyjaźni z Bogiem.
     Książka jest napisana lekkim językiem, przystępnym dla każdego. Zrozumie ją każdy. Ksiądz Michał Olszewski SCJ podaje piękne przykłady z życia, jego kapłańskiej posługi jako egzorcysty. To sprawia, że książka ta jest bardziej wiarygodna, autentyczna. 
     Poruszyło mnie świadectwo opisane w pierwszym punkcie kerygmatu. Ksiądz Michał napisał w tym punkcie, czyli pierwszym rozdziale o tym, że spotkał kiedyś rodzinę, gdzie słowo „kocham cię” spowodowało rewolucję. Ojciec tej rodziny było mocno uzależniony od alkoholu. Nic mu nie pomagało, ani terapie, ani lekarstwa. Cały czas wpadał w ciągi alkoholowe. Pewnego dnia, gdy siedział po kolejnym zapiciu, postanowił wyprowadzić się z domu, by nie krzywdzić swojej rodziny. Wtedy naprzeciwko niego usiadła jego osiemnastoletnia córka, wzięła jego ręce w swoje i powiedziała: „Tato, kocham cię”. Po tych słowach nigdy już nie wziął alkoholu do ust. Tak go uzdrowiły słowa jego córki. Ksiądz Michał dalej pisze, że skoro ludzkie słowa potrafią tak uzdrowić, to co dopiero słowa Boga skierowane do człowieka. 
     Ksiądz Michał Olszewski SCJ również mocno pisze o tym, że grzechy nie mają nóg, natomiast niosą one za sobą konsekwencje. Zachęca również osoby, które żyją w związkach niesakramentalnych, by nie rezygnowały z Mszy Świętej, ani ze spowiedzi, mimo nie otrzymania rozgrzeszenie, lecz by przyjmowały Komunię Świętą duchowo. Ksiądz Michał pisze również: „Pamiętaj, nie daj się smutkowi po spowiedzi, bo to zły duch chce ci odebrać radość z rozgrzeszenia i radość z otrzymanej łaski”.
     W tej książce urzekła mnie jeszcze jedna historia. A mianowicie przykład o wierze i zaufaniu. Ksiądz Michał Olszewski podaje przykład swojego współbrata, który został zaproszony na urodziny córeczki jego znajomych. Dobrze ją znał i wiedział, co lubi. Postanowił, że zrobi jej pudełko, w którym będzie wszystko, co ona kocha najbardziej. A najbardziej kochała kolorowe motyle, misie, kotki i pieski. Kiedy przyszedł do tej dziewczynki, stanął przed nią i powiedział do niej: „Przyniosłem ci na urodziny wszystko, co kochasz najbardziej. W tym oto malutkim pudełeczku zmieściłem pięćdziesiąt dwa motyle,  pięćdziesiąt misiów, pięć kotków i trzy pieski. Ksiądz zapytał ją, czy jej wierzy i powiedział, że przecież go zna. Dziewczynka odpowiedziała, że wierzy. Rzeczywiście tak było. W tym małym pudełeczku znalazły się pięćdziesiąt dwa kolorowe motyle w postaci kolorowych naklejek na zeszyty, pięćdziesiąt misiów żelków, pięć kotków i trzy pieski w postaci małych figurek. Takie pudełko również może nam ofiarować Bóg. On chce, byśmy mieli takie pudełko na wiarę.
     Bardzo polecam przeczytać tę małą książeczkę, która jest pełna pięknych świadectw, napisana również z humorem. Czyta się ją bardzo szybko. Kup, weź do ręki, przeczytaj i doświadcz sam kerygmatu!

Wpis powstał za współpracą z Wydawnictwem eSPe.

sobota, 29 lipca 2017

"Cztery pory miłości" Beaty Agopsowicz - recenzja

Drogie Owieczki!
Niestety jakoś ostatnio miałam dużo spraw na głowie, przez co miałam mało motywacji, by coś przeczytać. Musiałam też ogarnąć sprawy z promocją mojej autorskiej książki. Mam nieco zaległości w zobowiązaniu Wydawnictwa eSPe, za co przepraszam. Chciałabym się podzielić z Wami recenzją książki Beaty Agopsowicz, pt.: "Cztery pory miłości".

Autor: Beata Agopsowicz
Wydawca: Wydawnictwo eSPe
Ilość stron: 275
Tu można kupić: http://xn--boskieksiki-4kb16m.pl/product-pol-920-CZTERY-PORY-MILOSCI.html
     Autorka powieści „Cztery pory miłości” – Beata Agopsowicz, jak się dowiadujemy z okładki książki, jest z zawodu pedagogiem, doradcą życia rodzinnego. Tematyka powieści i jej problematyka związana jest ściśle z zawodem autorki.
     „Cztery pory miłości” można określić jako „chrześcijański harlequin”. Jest to historia młodego małżeństwa, które przeżywa poważny kryzys. Mało brakuje, by doszło do najgorszego. Choć mogłoby się wydawać, że małżeństwo zawarte sakramentalnie od początku miało właściwy fundament, to w rzeczywistości dzieje się zupełnie inaczej. Obydwoje małżonków oddaliło się od Boga, a jeszcze bardziej zaczęli oddalać się od siebie nawzajem, gdy na ich drodze pojawiają się nowe sympatie. 
     Tak, jak w ciągu roku są cztery różne pory, tak i w tym młodym małżeństwie są cztery pory, które odzwierciedlają ich stan emocjonalny, psychiczny i duchowy. Ta powieść pokazuje również, jak wielki wpływ na naszą teraźniejszość ma nasza przeszłość, wspomnienia i zranienia z dzieciństwa. Jeśli nie wybaczymy komuś, kto nas zranił w przeszłości, nie możemy normalnie funkcjonować w teraźniejszości. Historia Asi i Marka pokazuje, jak ważne jest przebaczenie i jak wiele zmienia.
     „Cztery pory miłości” to piękna i poruszająca powieść, która uczy, jak walczyć o to, co ważne i by swoje życie i relacje budować na Bogu. Bardzo polecam przeczytać tę przepiękną, wartościową książkę. Już pierwsze strony sprawią, że nie będziesz mógł się od niej oderwać!

Wpis powstał za współpracą z Wydawnictwem eSPe.