piątek, 28 czerwca 2013

Chwila pocieszenia duchowego

Witajcie Kochane Owieczki!

W poprzednim wpisie pisałam Wam o duchowej pustyni, czyli strapieniu duchowym. Ta duchowa pustynia   u mnie trwa już jakiś czas i w większości dni, nie doświadczałam żadnego pocieszenia duchowego, nie otrzymywałam żadnych łask.
Mimo, iż ta pustynia nadal trwa, w ubiegłym tygodniu, Bóg obdarował mnie kilkoma dniami pocieszenia. 
Chciałabym się tym z Wami podzielić, to czego doświadczyłam, co zrozumiałam poprzez te pociechy duchowe.

Najpierw krótko opiszę, czym tak właściwie jest to pocieszenie duchowe.
Pociecha duchowa, tak jak i strapienie duchowe (duchowa pustynia) jest pewnym stanem w życiu duchowym. Jest przeciwieństwem strapienia duchowego.
Św. Ignacy Loyola opisuje to tak:
"Czas pocieszenia jest czasem właściwym, podczas którego człowiek trwa w Bogu. Stąd bardzo ważną rzeczą jest, by w tym czasie niejako naładować się energią, siłą, Bożą miłością, (podobnie jak akumulator), by móc potem wytrwać w czasie kryzysów i próby" (ĆD 323).

Istnieje również i stan pośredni, który ja właśnie przeżywam:
"Stan pośredni bardziej zbliżony do pocieszenia cechuje się doświadczaniem Boga na głębszej płaszczyźnie. Wiele rzeczy zewnętrznych jest już bardziej relatywnych, odczuwa się zbliżający się koniec trudności, łatwiej jest koncentrować się na Bogu i sprawach duchowych."

Doświadczenie pociechy duchowej
W minionym tygodniu taką pociechą dla mnie byli bliskie mi osoby, z którymi mogłam porozmawiać. Dzięki ich obecności, wsparciu, modlitwie, nie czułam się taka samotna w tym wszystkim. Przypomniało mi się, że rok temu, kiedy przeżywałam taki stan pustyni, pewien ksiądz mi powiedział, że na pustyni jest również karawana, że nie jestem sama. Tą karawaną są ludzie! Nawet na Facebooku dostałam wiadomość od kogoś, kto prowadzi profil "Bóg Ojciec Cię Kocha" i mi ta osoba napisała, że się za mnie pomodli! Bardzo mnie to mile zaskoczyło.

Środa (19.06.2013r.) 
Tego dnia byłam umówiona na rozmowę z pewnym znajomym księdzem. Na koniec tej rozmowy pomodlił się nade mną o to, bym umiłowała Eucharystię, bym dostrzegała konkretne znaki czasu. Wieczorem poszłam na Mszę Świętą, a później byłam na Adoracji i bardzo mnie umocniła duchowo. Poprzez tą Adorację doświadczyłam takiej duchowej pociechy!

Czwartek (20.06.2013r.)
Od rana fizycznie źle się czułam i przez to narzekałam. Mimo to, poszłam wieczorem na Mszę Świętą. Usłyszałam bardzo przemawiające do serca kazanie, które wiele mi wyjaśniło, co do sytuacji w której się znajdowałam. W tym kazaniu usłyszałam również, by dostrzegać w konkretnych wydarzeniach, gdzie jesteśmy powołani. To mi bardzo pomogło w mojej decyzji w związku z moim powrotem na studia.           Po Mszy była okazja przyjąć modlitwę wstawienniczą. Taką modlitwą posługują konkretne osoby do tego przygotowane i łączą się w pary, a następnie modlą się nad osobą, która prosi ich w konkretnej intencji. Ja poszłam do małżeństwa. Powiedzieli mi, że dobrze, że mam duchową pustynię. To mnie zaskoczyło. Co ciekawe, podczas modlitwy, modlili się dla mnie o umiłowanie Eucharystii, tak jak dzień wcześniej modlił się o to ksiądz! Również modlili się, abym była taką dziewczynką w rękach Boga i bym trzymała się Jego ręki. Po tej modlitwie w moje serce wlała się radość i pokój, łatwiej mi było trwać w uwielbieniu.

Piątek (21.06.2013r.)
Tego dnia dostałam niesamowitą pociechę duchową! Przede wszystkim, w końcu po dwóch miesiącach milczenia Boga na moje pytanie, dostałam odpowiedź! Wreszcie zdecydowałam, gdzie się zarejestrować na studia, a nawet zapisałam się na 2 kierunki. Przez dwa miesiące Bóg milczał, a ja nie wiedziałam, co dalej. Teraz już wszystko jest w Jego rękach! 
Po południu była straszna burza z gradem, a ja miałam zamiar jechać na Kuźnię Młodych, ale przez tą burzę jakoś mi się odechciewało. Kiedy burza ustała, postanowiłam jednak pojechać i trochę się spóźniłam. Tematem była WIARA RADOSNA. Ksiądz, który prowadził, pokazywał również fragmenty z filmu o św. Filipie Neri- radosnym świętym. Również ksiądz mówił o ojcostwie, jak bardzo jest nam potrzebny ojciec i dlaczego tak się dzieje, gdy go nie ma przy nas, przy dziewczynkach, które chcą usłyszeć, że są piękne w jego oczach, są księżniczkami. Mi aż chciało się płakać, kiedy o tym mówił. Ja nigdy tego nie usłyszałam, dlatego mam tak niskie poczucie wartości. Później był dla mnie najpiękniejszy moment- czas Adoracji. Czas, w którym każdy mógł podejść bardzo blisko Najświętszego Sakramentu i dotknąć u dołu. To miał być znak, symbol, że chcemy się złapać RĘKI OJCA. A oto się właśnie modlili nade mną wstawiennicy poprzedniego dnia, bym trzymała się ręki Boga Ojca! Wtedy naprawdę poczułam, że Bóg trzyma mnie za rękę, poczułam Jego bliskość, serce mi mocniej biło i czułam bliskość NIEBA! 
Rok temu, gdy byłam na rekolekcjach i miałam okazję dotknąć Najświętszego Sakramentu, wtedy tego nie zrobiłam, czułam jakiś wstręt, odpychało mnie i czułam się niegodna. Później tego żałowałam, ale miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła dotknąć Najświętszego Sakramentu. I tak się stało, moje pragnienie się spełniło!
Przeczytałam również tego dnia w moim dzienniczku formacyjnym takie słowa:
"Bóg mówi na tak wiele sposobów, aby wzrastała w Tobie pewność drogi Twego życia. Zarówno kiedy stajesz jako bardzo młoda osoba na jej początku i kiedy jako dojrzała, musisz na nowo odkryć piękno tego, co już wybrane, a jeszcze do realizacji".

Mój ulubiony fragment z filmu o św. Filipie Neri:
Sobota (22.06.2013r.)
Tego dnia niestety doświadczenie pustyni powróciło. Pociechą dla mnie była obecność bliskich mi osób. Cały dzień spędziłam radośnie ze znajomymi. Jak dobrze jest mieć karawanę!

Niedziela (23.06.2013r.)- Dzień Ojca
Pojechałam na Wieczór Chwały, który wyjątkowo zaczął się dużo wcześniej. Fizycznie jakoś się źle czułam, bolała mnie głowa, było mi duszno i miałam wrażenie, że zaraz tam zemdleję. Bardzo trafiające do mnie były słowa z Psalmu:
"Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody" (Ps 63,2).
Dokładnie słowa o moim pragnieniu bliskości Boga, o mojej pustyni duchowej, jak jestem wysuszona. Znów odczuwałam pustynię duchową. Na kazaniu również ksiądz powiedział, że jeśli nie czujemy bliskości Boga, to nie oznacza, że Go nie ma, On jest zawsze przy nas. Te słowa były skierowane do mnie. Po Mszy mieliśmy Adorację z modlitwą uwielbienia. Ode mnie ze wspólnoty zachęcili mnie, bym poszła flagować. Początkowo nie chciałam iść, bo jakoś źle się czułam, nie miałam siły do niczego, ale w końcu poszłam. Było tam strasznie ciasno i duszno. Kiedy flagowałam, przez przypadek uderzyłam panią i gdy zapytałam jej, czy się nic nie stało, odpowiedziała mi, że to dla niej było jak dotknięcie Ducha Świętego! Ucieszyło mnie to. Gdy klęczeliśmy, ksiądz przechodził z Najświętszym Sakramentem i błogosławił nim wszystkich i kiedy przechodził obok mnie, tak jakby okrył mnie sutanną jak płaszczem. Czułam się tak bezpiecznie, okryta płaszczem Ojca! Po tym błogosławieństwie, była chwila ciszy. Usłyszałam w sercu słowa: "Poprzez to flagowanie, daję Ci poczuć Siebie". Czyli w tym czasie, Jezus dał mi Siebie poczuć na ten moment, czego tak bardzo pragnęłam. To był czas dany mi, a później znów powróciła pustynia duchowa. Postanowiłam pójść do modlitwy wstawienniczej do moich "duchowych rodziców". W tym czasie, gdy tak czekałam w kolejce, przypominały mi się różne sytuacje, zranienia od strony taty i że go ciągle nie ma w domu. A że to był właśnie Dzień Ojca i znów go w domu nie było, to miało jeszcze większy wpływ na mnie i zaczęłam płakać. Dodatkowo jeszcze ta pustynia duchowa... Kiedy usłyszałam pieśń: "Do Ciebie Panie, woła dusza moja, tęskni ciało me", jeszcze bardziej płakałam. Bardzo mnie to dotknęło. Poprzez to Bóg mnie chciał oczyścić i również uzdrowić moje poranione serce. Przy modlitwie wstawienniczej, również płakałam, po słowach, które usłyszałam.

Na koniec umieszczę Wam pocieszną piosenkę:
"Ciebie pragnie dusza moja, w suchej ziemi pragnę Cię"

poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Spacer na pustyni"

Witajcie drodzy czytelnicy!

Miałam nie pisać tutaj nic o tym, co przeżywam i doświadczam, ale jednak stwierdziłam, że napiszę, bo może to kogoś umocni. Nie chciałam pisać, bo w sumie to nie miałam natchnienia do pisania, ani nastroju.

Doświadczenie duchowej pustyni
Od ponad 2 tygodni w moim życiu duchowym, zaczęła się tzw. duchowa pustynia. Bóg wydaje mi się taki daleki, nie czuję Jego bliskości i miłości. Doświadczam wielkiej tęsknoty za Bogiem, za codzienną Mszą Świętą. Jestem oschła na modlitwie, mam trudności w wielbieniu Boga, słowa z Pisma Świętego jakoś mniej do mnie docierają, źle się czuję podczas Mszy Świętej i do tego dziwne uczucie smutku, takiego smutku duszy. To nie jest taki smutek z powodu jakieś sytuacji, czy też niemiłego wydarzenia lub, że ktoś powiedział na mnie obraźliwego. To jest taki dziwny smutek, który powoduje, że chce się aż płakać, gdy widzi się ludzi, którzy bez trudu potrafią wielbić Boga na całego! Poprzez tą duchową pustynię, trudno jest mi uwielbiać Pana. Jest to bardzo trudny i bolesny czas oczyszczenia. Brakuje mi również takiego fizycznego przytulenia się do kogoś.
W czasie tej pustyni, staram się trwać w modlitwie, być wierna i cierpliwa. Najważniejsze by trwać przy Bogu mimo wszystko, mimo iż Go nie czuję, ciężko mi się modlić, czasem aż płaczę. Staram się też często uczestniczyć we Mszy Świętej, być na Adoracji. To mi bardzo pomaga. I bliskość ludzi, wspólnota! Ważne jest, by nie być samemu i nie dawać się złym nastrojom, myślom. Pomaga mi również słuchanie muzyki, takiej spokojnej, również muzyki uwielbienia.

Na jednej ze stron znalazłam artykuł, czym tak właściwie jest pustynia duchowa i przeczytałam tam takie słowa:

"Człowiek, który do tej pory był ‘pewny’ swojej wiary, Bóg dotykał go w codzienności niemal namacalnie, teraz zaczyna doświadczać oschłości na modlitwie, oporów w wyrażaniu dziękczynienia i wielbienia Panu, trudności w służbie innym i posługiwaniu we wspólnocie, rodzinie czy parafii. Nie odczuwamy innych braków, jedynie Bóg zdaje się być nieobecny i daleki, a Jego miłość nieodczuwalna. Jedynym i podstawowym ‘głodem’ człowieka w tym czasie jest pragnienie obecności Boga.  By była ona dla nas ‘oczywista’, tak jak wtedy gdy z taką łatwością oddawaliśmy się modlitwie, posługom, uwielbianiu Pana; doświadczaliśmy Jego mocy i działania w nas i widzieliśmy je w innych ludziach. Pustynia jest czymś nieuniknionym na drodze wiary, jest czasem oczyszczenia i uporządkowania tego, co w nas jest jeszcze nieuporządkowane. Dotyczy głównie naszych uczuć, pragnień, intencji. To właśnie dlatego odczuwamy oschłość, brak uczuć na modlitwie, zaczynamy szukać pocieszenia czy czasami wręcz fizycznego przytulenia [...] Pustynia duchowa to czas trudny i bolesny, czas wielkiej tęsknoty za Bogiem. Człowiek wie, że On jest, ale nie doświadcza Go. Zarazem jest to czas, w którym człowiek jest wzywany do ufnego kroczenia za Panem, porzucenia kolejnych zabezpieczeń i podpórek, oparcia się całkowitego na Bogu."

W tym czasie bardzo bliskie mi są słowa z Psalmu 42:
"Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?" (Ps 42, 2-3)

I dalsze słowa:
"Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo i czemu jęczysz we mnie?" (Ps 42,6)

Pewnego dnia, rozważałam z mojej formacji taki fragment, który bardzo opisywał to, jak się czułam, właśnie taka spustoszona:
"Tam zobaczyli, że świątynia jest spustoszona, ołtarz zbezczeszczony, bramy popalone, na dziedzińcu krzaki rozrośnięte jakby w lesie albo na jakieś górze, a pomieszczenie dla kapłanów zamienione w ruinę. Rozdarli więc swoje szaty, podnieśli ogromny płacz, głowy posypali popiołem" (1 Mch 4,38-39).

Dalej słowa:
"Oczyścili oni świątynię i wynieśli splugawione kamienie na nieczyste miejsce" (1 Mch 4,43).

A na koniec słowa pocieszenia dla mnie, to co się stało z tą spustoszoną świątynią:
"Potem zaś, zgodnie z nakazami Prawa, wzięli nieociosanych kamieni i na wzór poprzedniego wybudowali nowy ołtarz. Naprawili też świątynię i poświęcili wnętrze przybytku i dziedzińce" (1 Mch 4,47-48).

Tak się dzieje właśnie ze mną. Wewnętrznie jestem spustoszona jak ta świątynia, potrzebuję oczyszczenia i muszę być kamieniem oszlifowanym, czyli ociosanym. Dlatego też przeżywam tą duchową pustynię, czyli inaczej nazwane "strapienie duchowe". Poprzez to doświadczenie, Bóg mnie oczyszcza i szlifuje moje wnętrze, jeszcze bardzo poranione przez rany z dzieciństwa. Bóg naprawia mój charakter i chce mnie samą naprawić, zamienić w nową świątynię. Bo my wszyscy jesteśmy świątynią Ducha Świętego, mieszkającego w nas.

"Orędzie serca" Anonim brazylijski
Tej nocy miałem sen, śniło mi się, że spacerowałem po plaży razem z Chrystusem, na ekranie nocy ukazały się wszystkie dni mojego życia. Patrząc za siebie zobaczyłem, że przy każdym dniu mojej wędrówki, przedstawionej na ekranie, znajdowały się na piasku dwie pary stóp.Śledząc je na całej drodze, dotarłem aż do kresu moich dni.Stanąłem wtedy spoglądając wstecz i spostrzegłem, że na niektórych odcinkach widniał tylko jeden ślad. Przedstawiały one najtrudniejsze dni mojego życia, dni największych zmartwień, największych lęków i największych cierpień.
Wtedy zapytałem:
"Panie, obiecałeś mi, że będziesz razem ze mną przez wszystkie dni mojej wędrówki. Dlaczego więc opuściłeś mnie w najtrudniejszych chwilach mojego życia?"
A wtedy Pan odpowiedział:
"Synu mój, wiesz dobrze, że jeśli obiecałem ci, że będę z tobą przez wszystkie dni twojej podróży i że nie opuszczę cię ani na chwilę to dlatego, że bardzo cię kocham.
Dotrzymałem mojego słowa...
Kiedy widziałeś na piasku tylko jedną parę stóp to były chwile, w których musiałem nieść cię w ramionach. 

A na koniec piosenka rapera DwaPe, zatytułowana "Spacer na pustyni" i stąd też tytuł mojego wpisu:

Ta piosenka zaczyna się takimi słowami: "Pewnego razu Bóg zaprowadził  mnie na pustynię, skwar okropny, horyzont płynie. Myślę sobie: czemu właśnie tutaj?"

Jeśli i Wy, drodzy czytelnicy, przeżywacie taką pustynię, to jest to Wam potrzebne. To ma swój cel i sens. Musicie tylko dzielnie trwać przy Bogu, mimo wszystko i cierpliwie to znosić. W tym czasie strapienia duchowego, nie powinno się podejmować żadnych życiowych i ważnych decyzji, bo wtedy przeżywa się zakłócenie w duszy, uczucia są pomieszane. Coś co jest dobre, za chwilę wydaje nam się już nie być dobre i na odwrót.
Na pocieszenie pewne zdanie autorstwa o. Adama Szustaka:
"W momencie, jak Ci się wszystko rozsypuje, żebyś sobie potrafił powiedzieć: Właśnie rozpoczyna się największa jazda mojego życia".

środa, 12 czerwca 2013

Moje doświadczenia prześladowania

Witam Was drodzy czytelnicy bloga!

W poprzednim wpisie pisałam o prześladowaniu, rodzajach prześladowania.
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim krótkim świadectwem, prześladowania mnie z powodu mojej wiary, głębokiej wiary.


Moje świadectwo
W mojej rodzinie nikt poza mną już od dawna nie chodzi do kościoła. Ja jestem takim wyjątkiem i jest to prawdziwa wiara oparta na głębokiej relacji z Jezusem. Ja od ponad 2 lat mam głęboką relację z Jezusem. Wcześniej to też była raczej wiara tradycyjna, ale już wtedy zaczęłam mieć problemy z powodu mojej wiary, kiedy byłam w Oazie.
Jedynie jeszcze moja babcia chodzi do kościoła, modli się, lecz jest to wiara tradycyjna i nawet ona mnie nie rozumie, dlaczego mam potrzebę, by być częściej na Mszy Świętej.
W mojej rodzinie jestem prześladowana z powodu mojej wiary, głębokiej wiary. Szczególnie z powodu, dlatego że częściej uczestniczę we Mszy Świętej, czytam Pismo Święte, należę do wspólnoty, chodzę na różne spotkania religijne, czytam książki duchowe, wchodzę na strony katolickie, czy też jeżdżę na różne rekolekcje, że w ogóle zajmuję się sprawami duchowymi. To jest też powodem, dlaczego nie mogę jeździć do Częstochowy, czy pójść na pieszą pielgrzymkę.
Co roku znajomi mnie pytają, czy idę na pielgrzymkę, ale ja nie mogę iść, bo mi zabraniają, a oni tego nie rozumieją, bo w większości mają w pełni katolickie rodziny i oni nie są prześladowani w rodzinach z powodu ich wiary.
W kwietniu miałam wiele sytuacji, w których mnie prześladowali, nie tylko z mojej rodziny, lecz nawet osoby z Duszpasterstwa Akademickiego! Jak również i osoby ze wspólnoty! Czyli tzw. swoi ludzie! To był dla mnie nóż wbity w serce. Dodatkowo jeszcze mnie wiele osób niesłusznie o coś oskarżało. To było nie do zniesienia i strasznie wtedy się buntowałam. Buntowałam się przeciwko Bogu, dlaczego On do tego dopuszcza i mi nie pomoże. Przez to moje serce zostało zranione, wpadłam w stare schematy i znów musiałam mieć modlitwę o uwolnienie.


W mojej formacji przeczytałam takie słowa: "Świat nie lubi tych, którzy się wybijają w dobrym. Próbuje ich ściągnąć do poziomu przeciętności. Dlatego właśnie Ewangelia w swoim pięknie i radykalizmie zawsze będzie budzić sprzeciw bylejakości i brzydoty".


Dlaczego jesteśmy prześladowani? Dlaczego to się zdarza?
Jesteśmy prześladowani, ponieważ jest to forma oczyszczenia. W taki sposób, Bóg nas oczyszcza. Do mnie to dotarło i zaakceptowałam to, dopiero na Kursie Jan.
Bóg nas oczyszcza przede wszystkim dlatego, że tego potrzebujemy. Każdy z nas potrzebuje oczyszczenia. Tak jak każdy z nas potrzebuje, by się obmyć z brudu, który mamy na sobie, np. gdy się cali pobrudzimy błotem. Tak jest też i z duchowym oczyszczeniem. Ludzie, którzy trwają w nałogach i chcą od nich odejść, potrzebują czasu, tzw. detoksykacji, by zostać od tego wolnym. Tak i my potrzebujemy takiej duchowej detoksykacji, szczególnie kiedy trwamy w jakimś grzechu, zniewoleniu, nałogu. Oczyszczenie dotyka w nas to, co jest najgłębiej.

Przeczytałam dla mnie ważne słowa z mojej formacji:
"Gdy odkryjemy tę prawdę, nie będziemy już szukali winnych: znikną nasze żale, pokój wróci do naszego serca i wzniesie się pieśń zwycięstwa z powodu bycia uwolnionym, za pomocą oczyszczającego ognia, ze względu na misję, jaką Pan nam powierza. Szlachetny kamień jest szlifowany. Im bardziej, tym większa jego wartość. [...] Specjalne powołanie, do którego jest się wezwanym, wymaga najgłębszego oczyszczenia. Prześladowanie może posłużyć naszemu przebudzeniu, gdyż Pan przygotowuje nas do misji szerszej niż nasze myślenie. Jeśli uciekniemy z tego pieca, utracimy sposobność bycia oszlifowanym".

Ja już odkryłam od dawna, że jestem przygotowywana do szczególnej misji, dlatego tak mnie Bóg oczyszcza poprzez płacz, prześladowania, różne przeciwności i trudności. A moją misją jest nawrócenie mojej rodziny. A że ja jestem wyjątkiem w rodzinie... nawet i tej bliższej, bo moje siostry cioteczne ani ich rodzice, również żyją z dala od Boga, nie chodzą do kościoła; to tym większą mam misję i tym bardziej jestem narażona na prześladowanie z ich strony.

Jaka powinna być nasza postawa w kwestii oczyszczenia?
Przytoczę po raz kolejny słowa z mojej formacji: 
"Podobnie jak glina poddaje się całkowicie rękom garncarza, aby stać się nową wazą, tak samo i my powinniśmy oddać się w ręce Pana, aby kształtował nas na nowe stworzenie, na Swój obraz i podobieństwo. Tak jak Maryja, która odparła: <<Niech mi się stanie według Twego Słowa>>. Bezgraniczna ufność Panu zmusza nas do przyjęcia postawy poddania się planowi Bożemu. Najważniejsze jest jednak nie tylko to, abyśmy się Jemu poddali, ale byśmy się Mu poddali bezwarunkowo. Daj tyle, ile możesz, ale szczerze i bezwarunkowo".

I dalej stwierdzenie, które również usłyszałam na Kursie Jan: 
"Ten, kto przebywał przy Jezusie, nie pozostaje bierny, lecz zaczyna dawać siebie innym. Kto Go odkrył, dzieli się swoim odkryciem z innymi. Nie może przestać mówić o tym, co przeżył".

Ja właśnie to robię tutaj na blogu! Dzielę się moim odkryciem, odkrywaniem Jezusa z Wami, bo nie mogę przestać o tym mówić, czego doświadczyłam dzięki Niemu!

Jeszcze inne ważne słowa z mojej formacji:
"Im bardziej zostaniemy oczyszczeni, tym więcej zdobędziemy ludzi. Możemy egoistycznie trzymać cenny diament tylko dla siebie. Jednak oszlifowany przez prześladowania jaśnieje potężnym blaskiem i jest podziwiany przez wszystkich. Taki jest właśnie cel oczyszczenia: być coraz bardziej dla innych".

O tym dowiedziałam się również na Kursie Jan i tego również tam doświadczyłam- oszlifowania! 
Naszym zadaniem jest zaufanie Jezusowi i bezwarunkowe przyjęcie Jego planu. Jezus pragnie dokonać tego wspaniałego dzieła, jakim jest przeszczepienie naszego serca. Tylko musimy się na to zgodzić sami. Jeśli nie wyrzekniemy się wszystkiego i nie poddamy się Jemu dobrowolnie, będziemy cierpieć fatalne rozdarcie, które doprowadzi nas do nerwicy. 
"Wyrzeczenie jest warunkiem oddania się, oddanie się zaś jest drogą pokoju i szczęścia. Nie ma innej drogi, by żyć w pokoju. Ci, którzy ulegają przywiązaniu do jakiejś rzeczy, okoliczności albo osoby, stają się niewolnikami tego, co posiadają".