Drogie Owieczki!
Już od bardzo dawna zmierzałam się z tym wpisem, by go napisać i podzielić się z Wami tym, jak ważne jest dawanie dziesięciny i w ogóle hojne dawanie, nie tylko rzeczy materialnych.
Nie każdy z tym się spotkał, więc wyjaśnię, czym tak właściwie jest dziesięcina.
W Starym Testamencie w Księdze Kapłańskiej jest napisane:
"Każda dziesięcina z ziemi, z zasiewu ziemi albo z owoców drzewa należy do Pana, jest rzeczą poświęconą dla Pana. Jeżeli kto chce wykupić część swej dziesięciny, to doda do niej jedną piątą. Każda dziesięcina z bydła większego lub mniejszego, które przechodzi pod laską pasterską, jest rzeczą poświęconą dla Pana" (Kpł 27, 30-32).
Dziesięcina jest 1/10 ze zbioru, czyli jest to nasze 10% z naszych dochodów, które otrzymujemy z wykonywanej pracy. Dziesięcinę powinniśmy oddawać w naszych parafiach, wspólnotach, czyli miejscach, gdzie wzrastamy duchowo i się formujemy, rozwijamy. Dziesięcina przeznaczana jest na ewangelizację, formację, utrzymanie liderów duchowych oraz na ubogich. Dziesięcina nie jest tym samym, co ofiara np. na tacę, czy też na cele charytatywne. Ofiara jest czym innym niż dziesięcina.
To tak w wielkim skrócie. Chciałam krótko opisać, o co chodzi, by wszyscy mieli choć trochę pojęcia o tym, czym chcę się z Wami podzielić w moim świadectwie.
To tak w wielkim skrócie. Chciałam krótko opisać, o co chodzi, by wszyscy mieli choć trochę pojęcia o tym, czym chcę się z Wami podzielić w moim świadectwie.
W Piśmie Świętym w 2 Liście do Koryntian czytamy: "Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg" (2 Kor 9,7).
Taki właśnie tytuł nadałam temu postowi, że "radosnego dawcę miłuje Bóg". Chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem na ten temat. O dawaniu dziesięciny i że w ogóle warto hojnie dawać pieniądze i nie tylko, usłyszałam kiedyś będąc w Lublinie na spotkaniu Armii Dzieci. Dzielili się świadectwami i ciągle powtarzali te słowa "radosnego dawcę miłuje Bóg". Już wtedy chociaż nie pracowałam, byłam jeszcze na studiach, to tak naprawdę niewiele miałam, ale zaczęłam się dzielić z innymi tym, co mam. Zaczęłam doświadczać Bożej hojności.
Pewnego razu byłam cały dzień na uczelni, zapomniałam zrobić zakupów, coś kupić do jedzenia, ale nawet nie miałam przy sobie pieniędzy. Wieczorem jechałam na bierzmowanie uczestników Kursu Alfa, w którym pomagałam w ekipie. Później ks. proboszcz tamtej parafii zaprosił całą ekipę na plebanię na kolację. Kolacja była tak obfita, że nawet w te kilkanaście osób nie daliśmy rady zjeść wszystkiego! Bóg zaspokoił mój głód i to w obfitości! Już nie musiałam się martwić, że nie mam co jeść.
W Piśmie Świętym jest również napisane o tym, jak dawać dziesięcinę. W Księdze Mądrości Syracha jest napisane: "Przy każdym darze twarz twoją rozpogódź i z weselem poświęć dziesięcinę! Dawaj Najwyższemu tak, jak On ci daje, hojny dar według swej możności! Ponieważ Pan jest tym, kto odpłaca, i siedmiokroć razy więcej odda tobie" (Syr 35, 8-10).
Kiedy studiowałam w Lublinie, należałam do wspólnoty ewangelizacyjnej. Tam akurat nie było dziesięciny, ale była ustalona składka - 5 zł dają studenci, 10 zł osoby pracujące. Jeśli miałam przy sobie pieniądze, to dawałam na składkę. Nie zawsze pamiętałam, by wziąć ze sobą pieniądze. Chociaż nie miałam pracy, więc nie miałam dochodów. Rodzice opłacali mi stancję, o resztę musiałam się troszczyć sama z tego, co miałam ze stypendium socjalnego, choć to nie było wiele. Jednak w tym czasie nigdy nie głodowałam, nie brakowało mi niczego. Bóg się o wszystko troszczył. Kiedy kończyłam studia, dostałam się na bardzo dobrze płatny staż w Warszawie. Bóg mi odpłacił i to bardzo hojnie! Tak hojnie, że w kilka dni po ukończeniu stażu mogłam wyjechać na 9 dni do Włoch. A nigdy w życiu by mnie nie było stać na taki wyjazd!
Od października 2015 r. nie miałam pracy. W kwietniu 2016 r. zaczęłam pisać książkę o przebaczeniu, która została wydana w kwietniu tego roku. Lecz, by mogła zostać wydana, potrzebny jest wkład autorski. A wydanie takiej książki kosztuje od 3000 zł wzwyż. Nie wiedziałam, skąd wezmę tyle pieniędzy. Od początku mówiłam, że jest to Boże dzieło i że ze sprzedanych książek będę oddawać dziesięcinę na cele ewangelizacyjne. Pytałam różnych osób, skąd można i jak się starać o dofinansowanie, znaleźć jakiegoś sponsora. Bóg tak sprawił, że od czerwca 2016 r. dostałam staż. To jednak nie wystarczało na to, bym miała jak zapłacić za wydanie książki. Zaczęłam się modlić i mówić do Boga: "Halo, Boże, nie mam na wydanie Twojej książki". Bo to Bóg zachęcił mnie do pisania i chciał, bym wydała tę książkę. Po jakimś czasie od tej modlitwy dostałam e-maila od wydawcy, że oferuje mniejszą kwotę wkładu autorskiego. Ta kwota już była bardziej możliwa do zdobycia, niż poprzednia. Nadal jednak zastanawiałam się, skąd mogę mieć na książkę. Moi rodzice nic nie wiedzieli o tym, że wydaję książkę i nie chciałam im o tym mówić, ani tym bardziej prosić o pomoc, bo i tak niewiele mają, jak muszą spłacać długi. Ja tyle nie zarabiałam na stażu, by móc mieć na ten wkład autorski, a poza tym musiałam mieć na leki, które niestety są drogie i nierefundowane przez NFZ. Wciąż dalej się modliłam i mówiłam Bogu, że nie mam na wydanie Jego książki. Napisałam też wpis na Facebooku z zapytaniem o to, czy ktoś wie, skąd można dostać dofinansowanie. Napisałam projekt na stronę polakpotrafi.pl, jak mi doradzili. To jednak nie pomogło. Pomoc przyszła z innej strony i z której bym się nie spodziewała! Otrzymałam dokładnie taką kwotę, jaką potrzebowałam, by przesłać wydawnictwu na wydanie książki!
Na początku września 2016 r. skończyłam staż i do tej pory nie mam pracy, czyli już ponad rok. Pewnego dnia dałam 10 zł na potrzeby na budowę kościoła. A wieczorem tego samego dnia dostałam od osoby ze wspólnoty 100 zł. Bóg mi zwrócił 10-krotnie za mój dar na Kościół!
Chociaż nie mam pracy od ponad roku, nie mam żadnych dochodów, to w kwietniu br. moja książka została wydana. Choć po ludzku mnie nie stać na wydanie książki. Kiedy otrzymałam egzemplarze autorskie, większość z nich dałam w prezencie bliskim osobom, więc za dużo nie zarobiłam, a kolejne egzemplarze musiałam sama wykupić, by móc je sprzedać. Na jednej książce zarabiam jedynie 6 zł. Z tych książek, które sprzedałam i coś zarobiłam, oddałam dziesięcinę, tak jak to obiecałam Panu Bogu. Dziesięcinę oddawałam z radością. Nie żałowałam, że daję dziesięcinę. Obiecałam Bogu, że ze sprzedanych książek, jak będę miała dochód, to będę dawać dziesięcinę. Ja obietnic dotrzymuję. Najciężej było mi w kwietniu. Pod koniec kwietnia szłam na wesele, książka miała wyjść wcześniej, więc myślałam, że do tego czasu już sobie zarobię. Jednak tak się nie stało. Chciałam bardzo pójść na to wesele, a z drugiej strony nie miałam pieniędzy. I tym razem Bóg się zatroszczył! Część dostałam od rodziców, a resztę miałam ze sprzedaży książek, bo udało się sprzedać w tym czasie bardzo dużo książek, które miałam. W wakacje za moją dziesięcinę, Bóg mi dał być na rekolekcjach wakacyjnych, a później pozwolił mi wyjechać nad morze! A nad morzem nie byłam od kilku lat!
Od września kończyły mi się moje oszczędności, więc już nie miałam pieniędzy na wykupienie książek, by móc je później sprzedać. Od innego znajomego, który pracuje w wydawnictwie i wykupił moje książki, dał mi kilka moich książek do sprzedania i mogłam mu oddać pieniądze po sprzedaży.
W październiku przypomniało mi się, że odkładałam gdzieś w jedno miejsce dziesięcinę, a jeszcze jej nie dałam. Dostałam też w tym czasie ulotkę z fragmentem z Pisma Świętego: "Przy każdym darze twarz twoją rozpogódź i z weselem poświęć dziesięcinę! Dawaj Najwyższemu tak, jak On ci daje, hojny dar według swej możności! Ponieważ Pan jest tym, kto odpłaca, i siedmiokroć razy więcej odda tobie" (Syr 35, 8-10). Tak pomyślałam, że ciekawe, czy faktycznie Pan Bóg oddaje siedmiokroć więcej. Tak do końca temu nie wierzyłam, nie dowierzałam temu Słowu. Wysłałam moją dziesięcinę przelewem w piątek 30 zł. Następnego dnia szukałam koperty, by włożyć do niego list. Przypomniało mi się, że w biurku miałam jakieś koperty. Znalazłam kilka kopert, a w jednej z nich 20 zł, nieco zniszczone, jakby leżało tam co najmniej z rok. Nie wiedziałam, skąd się tam wzięło, jak ani ja nie wkładałam, ani moi rodzice, bo nie zaglądają do mojego biurka. Pomyślałam sobie, że to Pan Bóg mi oddał za moją dziesięcinę. Jeszcze przelew nie dotarł, a ja już dostałam w zwrocie 20 zł! Dodatkowo jeszcze kilka osób zamówiło u mnie moją książkę do kupienia. Mama mi przelała też pieniądze na konto, o czym nie wiedziałam. Tata zapłacił za moje nowe szkła do okularów, bo mnie by nie było stać, a refundacji z NFZ nawet nie mogłam dostać, bo co 2 lata można dostać refundację, a ostatnią dostałam w zeszłym roku. Choć 30 zł refundacji to i tak niewiele. A kilka dni temu dostałam wynagrodzenie 200 zł za moją pracę przy korekcie książki. Plus jeszcze rodzice wykupili mi leki i antybiotyk, a to też nieco kosztowało. Też mogłam pójść do fryzjera i obciąć włosy! Jak tak to wszystko policzyłam, to Bóg mi nie oddał siedmiokroć więcej, lecz 14-krotnie więcej!
Najciekawsze i w sumie najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ja nie mam pracy od ponad roku, a mam i daję dziesięcinę! Miałam książki do sprzedania, więc z tego, co zarobiłam, mogłam odliczyć dziesięcinę. Dostałam zlecenie na korektę książki do wydania, to dostałam za to wynagrodzenie, to mogę znów dać dziesięcinę. Ja już wierzę w te słowa zawarte w Piśmie Świętym, że Bóg oddaje siedmiokroć więcej. Moje napisane świadectwa w tym wpisie świadczą o tym. Gdyby tak nie było, nie napisałabym tego.
Ten wpis składa się głównie z moich świadectw, doświadczeń z życia, bo wiem, że nic innego nie przemawia tak jak przykład z życia. Suche teorie i fakty nic nie wnoszą, jeśli nie poprze się tego przykładami. Mam nadzieję, że mój wpis zachęci wielu z Was do oddawania dziesięciny i by nie bać się oddać Bogu oddać sfery finansów. Chociaż ma się długi, nie ma się pracy, to warto hojnie dawać, bo Bóg naprawdę jest jeszcze bardziej hojny i odpłaca się wielokrotnie więcej, nawet więcej niż obiecał w słowie Bożym!
"Więcej szczęścia jest w dawaniu,
aniżeli w braniu" (Dz 20, 35).
Na koniec rap Tau'a na temat pieniędzy:





