Kochane Owieczki!
Już niedługo będzie można kupić moją książkę, więc umieszczam tu fragmenty jako promocję i zachętę do przeczytania całej książki. Jest Wielki Post, a to czas, w którym wiele osób przystępuje do sakramentu spowiedzi. Niektórzy mogą się oburzyć na ten fragment, który umieszczę. To fragment o grzechu i spowiedzi. To kolejny fragment z mojej książki.
W sakramencie pokuty i pojednania Jezus przychodzi do nas z miłosierdziem,
uzdrowieniem i uwolnieniem. Jezus okazuje, poprzez sakrament pokuty i pojednania, Swoją Miłość do nas.
Pokazuje nam, że mimo naszych grzechów, słabości, mimo ciągłych upadków, cały
czas kocha nas tak samo! Mimo naszych błędów, mimo tego, że my często od Niego
odchodzimy, On jest przy nas zawsze! To Jezus pomaga nam powstać z upadku,
zabiera nasze grzechy i o nich zapomina! Ks. Zuppi tak pisał w swojej książce:
"W uścisku jest cała łaska spowiedzi. To wybaczenie. Nie ofiara.
Sprawa poważna, ale nie smutna. Odkrywając w sobie grzeszników, rozumiemy
miłosierdzie; przestając uciekać, znajdujemy uścisk, który uzupełnia to, czego
brakuje, zwraca to wszystko, co straciliśmy. Uścisk czyni nas wolnymi i
zdolnymi do kochania. Z samotności do miłości. Ojciec wyprzedza. Będąc z nim,
znajdujemy słowa, pełnię wybaczenia. Jest niezasłużone. My często rozumujemy
poprzez wzajemność. Ale jedynie dzięki darowi nareszcie uczymy się kochać.
Grzech izoluje, prowadzi daleko, odbiera zaufanie, bezpośredniość wobec innych
i Ojca, usztywnia. Wybaczenie przywraca niewinność („Uświęcająca siła tej nocy
oddala zbrodnie,
z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a
radość smutnym”,
śpiewa Liturgia Wigilii Paschalnej), odbudowuje braterstwo przez wybór ojca,
który pragnie uczcić tego, który przywrócił do życia" (ks. M. Zuppi, "Spowiedź, Wybaczenie, Nawrócenie").
Czy
patrzyłeś na spowiedź jako uzdrawiający uścisk Jezusa? Być może dopiero teraz
to odkryłeś. Ja również nigdy bym nie pomyślała o spowiedzi w ten sposób.
Innym
przykładem może być usłyszana przeze mnie historia opowiedziana przez
wykładowcę. Mówił o tym, jak jego pies wytarzał się w odchodach, po czym
przybiegł do niego i merdał ogonem, chcąc by właściciel przytulił go i
pogłaskał. Mojemu wykładowcy sytuacja ta skojarzyła się ze spowiedzią, że tak
właśnie czuł się po spowiedzi. Powiedział później, że my przybiegamy do Pana
Boga z takimi brudami, a On jedyny się nami nie brzydzi i wyciera nas z tych
brudów, i kocha nas. Na koniec stwierdził, że on by się nie odważył przytulić
swojego psa.
Czyż to nie
jest piękne, że Bóg nas kocha i zawsze nas przygarnie, nawet, a zwłaszcza
wtedy, gdy jesteśmy „cali w łajnie grzechu”? Taki właśnie jest Bóg. Zawsze
czeka na nas z otwartymi ramionami, by nas czule uściskać, „umyć z tego
bagna”. On nas nie potępia, nie ocenia, nie oskarża. Zachęcam Cię, byś
przyszedł do Boga, do Jezusa, ze swoimi wszystkimi brudami, „całym tym
śmierdzącym łajnem”. Przyjdź taki, jaki jesteś do Króla Miłosierdzia, a On
będzie wiedział, jak się tobą zająć.
"Jeżeli
wyznajemy nasze grzechy,
[Bóg] jako
wierny i sprawiedliwy
odpuści je
nam
i oczyści
nas z wszelkiej nieprawości" (1 J 1, 9).
Przyjdź do Zdroju Miłosierdzia! – czyli korzystaj z sakramentu pokuty i
pojednania!
Dobrze jest
przystępować do spowiedzi przynajmniej raz w miesiącu. Warto jest znaleźć
stałego spowiednika, kierownika duchowego, który będzie mógł pomóc ci na drodze
przebaczenia. Jest to duża pomoc, ponieważ taka osoba może cię poznać i będzie
wiedziała, jak cię prowadzić. Nikt lepiej nie uczy, jak wybaczać, jak sam Jezus
podczas sakramentu pokuty i pojednania. To On nam wybacza wszystkie nasze
grzechy, którymi Go zraniliśmy.
W przeszłości spowiadałam się mniej
więcej co dwa miesiące. Uważałam to za normalne. Miałam jednak w sercu gorące
pragnienie spowiadania się w każdym miesiącu. Nie robiłam tego przez wiele lat,
ponieważ bałam się, nie widziałam w tym sensu. W 2010 roku zdarzyła się dla
mnie sytuacja nie do pomyślenia – nie korzystałam z sakramentu pokuty i pojednania aż przez
pół roku! Po tak długim czasie bardzo bałam się korzystać ze spowiedzi świętej,
jednak przełamałam się. Kolejny raz nastąpił po trzech miesiącach, a więc
odstęp czasu zaczął się zmniejszać. Potem co dwa miesiące, aż do czasu
spełnienia mojego marzenia, czyli comiesięcznej spowiedzi, co staram się stale
praktykować. Mimo, iż często, tak "po ludzku" się boję, mam opór, to wiem, że
jest to dobre i potrzebne, że spowiedź mnie zmienia!
W 2015 roku, kiedy zaczął się u mnie
okres końcowy, przygotowujący do pełnego przebaczenia tym, którzy mnie
skrzywdzili, Bóg postawił na mojej drodze pewnego ojca karmelitę. To on
uświadomił mi, że gdy ktoś mnie skrzywdzi i zrani, powinnam mówić: „Ojcze
przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34), a jednocześnie też oddawać
mojego ducha Jezusowi, tak jak robił to Święty Szczepan: „«Panie Jezu, przyjmij ducha mego!»” (Dz 7, 59). I tak jak on prosić: «Panie, nie poczytaj im tego
grzechu»” (Dz
7, 60). Ojciec karmelita doradził mi, abym przez Wielki Post wybaczała każdego
dnia jednej osobie, która mnie skrzywdziła.





