niedziela, 8 grudnia 2013

"Każdego dnia przy Tobie trwać"

Witajcie kochane owieczki!

Na początku chciałabym Was bardzo, ale to bardzo przeprosić, że od dłuższego czasu tu nic nie pisałam.
Miałam naprawdę bardzo trudny i bolesny czas. Musiałam to przepracować sama, bez pisania tutaj.
Również po prostu nie miałam natchnienia do pisania, kompletna pustka...

To dla mnie ciężki czas- oczyszczenia, uzdrowienia z wielu głęboko zakorzenionych ran, jak również czas walki duchowej. Walki ze zniechęceniem, lenistwem, przeciwnościami, a czasem nawet i z nagłą chorobą, która od razu mija podczas pojawienia się na spotkaniu lub Mszy. To również czas niezrozumienia przez innych, opuszczenia, osamotnienia.  Czas, gdy ludzie, którym mogłam ufać i na nich polegać, zaczynają mi nie wierzyć i być przeciwko mnie, gdzie znikąd nie mam pomocy. Najbardziej boli to, gdy inni nie wierzą Ci, lecz wolą wierzyć w kłamstwa innych. Dlaczego wolą wierzyć w kłamstwa niż w prawdę?
Nagle wszyscy się odwracają, nikt nie chce pomóc, nie potrafi pomóc. Później ludzie się dziwią, dlaczego tyle młodych ludzi popełnia samobójstwo. Ja się nie dziwię... Nie miał kto im pomóc, więc jedyne wyjście widzieli w odebraniu sobie życia...
Jakby tak po ludzku patrzeć, można się załamać całą tą sytuacją. Fakt, nie raz płakałam, lecz były to łzy oczyszczenia. Mimo tych ciężkich doświadczeń, których tu też nie opisałam, staram się trwać przy Bogu. Staram się trwać na modlitwie, mimo iż często nie mogę się skupić. Trwać na Mszy Świętej, mimo iż moje myśli błądzą gdzieś zupełnie w innym kierunku. Trwać w walce do wolności od grzechu, oporem przed spowiedzią. Trwam w formacji, mimo iż to Słowo Bożej jakoś do mnie nie zawsze dociera. Trwam i jestem wierna. Trwam, ponieważ wiem, że tylko Bóg mi pomoże. On jedyny wie i mnie rozumie, On jedyny mnie nigdy nie opuścił i tego nie zrobi, nawet kiedy to ja Go opuszczam.

Lecz Jezus mi obiecuje: "Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5).

Jeśli będę trwać przy Jezusie, przyniosę owoc obfity, czyli wzrosnę w wierze. Nie tylko oznacza to, że wzrosnę w wierze, ale również to mnie ubogaci, sprawi że będę silniejsza poprzez te doświadczenia. Kiedy będą trwać przy Jezusie, On mnie będzie zmieniał, oczyszczał i uzdrawiał. Przede wszystkim będzie przemieniał moje serce, moje spojrzenie na różne sprawy. Bez Niego sama sobie nie poradzę. On mnie podtrzymuje i pomaga.

"Każdego dnia przy Tobie trwać, poznawać Ciebie.
Pragnę bliżej Ciebie być, pragnę bliżej Ciebie być,
poznawać Ciebie"
Czy Wy, moi kochani czytelnicy, potraficie być wytrwali w modlitwie? Czy trwacie przy Jezusie, kiedy jesteście zupełnie rozkojarzeni, gdy Wam się wszystko wali na głowę i nic się nie składa do tzw. "kupy"? Czy idziecie do Przyjaciela- do Jezusa? Czy Mu ufacie, że On Wam pomoże i wyprowadzi z tego? Co robicie, kiedy wszystko Was przytłacza, a wszyscy Was pozostawili?

6 komentarzy:

  1. " ...włos wam z głowy nie spadnie. Przes swoją wytrwałość ocalicie siebie" i " kto wytrwa do konca, ten będzie zbawiony" :) myślę, że gdy wszysko się wali, gdy jesteśmy sami to własnie wtedy czasem nasza modlitwa jest żywsza, jest prawdziwą rozmową z Tym, Który mówi o Sobie:„Ja Jestem”. Nie mowi: Ja byłem jeszcze wczoraj, ja Ci jutro pomogę, jutro otrzę twoje łzy, jutro Cię wysłucham. Nie. On mowi Ja Jestem, czyli byłem, będę i także teraz jestem przy Tobie. Jest to rozmowa z naszym Abbą, Tatusiem. I wtedy w pokorze stajemy jak dzieci, bo tylko On nam został, tylko On może nam pomóc.( nie mam tu na mysli powiedzenia: jak trwoga, to do Boga- to całkiem cos inego). Uczmy się stawania w prawdzie przed naszym Bogiem. Tak jak w dzisiejszej Ewangelii mężczyzna nie zważając na tłum, znalazł się tuż obok Jezusa, tak i my pokażmy się Mu tacy, jakimi jesteśmy- z naszym paraliżem, naszym trądem, z naszą ślepotą. Stańmy w prawdzie przed Zbawcą i dajmy się MU uzdrowić. Kate:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, to prawda, co piszesz. Łatwiej jest, gdy się ma taką relację, że jest Tatusiem, Tatą. Ja takiej relacji nie mam, nie potrafię Boga nazywać Tatą. U mnie to nie chodzi o to, że się wali... bo wali się przy okazji... Toczę walkę duchową... Też inna kwestia... ale to nie miejsce, by o tym pisać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ufaj, a będzie dobrze :) +

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pogadaj z Nim o tym, oddaj Mu to, tak, jak umiesz=)

      Usuń
  4. Tej nocy przyszedł Ktoś na świat, by wyrównać rachunki strat. By zająć cichutko puste miejsce przy stole. Znów nadzieja wstąpi w nas i nieobecnych pojawią się cienie. Uwierzymy jeszcze raz w jeszcze jedno Boże narodzenie. I choć przygaśnie świąteczny blask, i choć przycichnie świąteczny gwar, bo zabraknie znów czyjegoś głosu - Przyjdź Jezu, do nas i trwaj - Wbrew tak zwanej ironii losu. Jeszcze raz pozwól się cieszyć dzieckiem w nas.
    Błogosławieństw Bożej Dzieciny dla Ciebie i Twojej Rodziny. W zdrowiu i spokoju niech mijają Święta. Niech każdy o swoich bliskich pamięta. A przed Nowym Rokiem szalonej zabawy, niech w takt skocznej muzyki trzęsą się stoły i ławy. Niech lata mijają w szczęściu i słodyczy. Tego Ci z całego serca Olga życzy :-)

    OdpowiedzUsuń

Wulgarne komentarze będą usuwane!