Kochane Owieczki! Dzisiejsza niedziela to ostatnia niedziela roku liturgicznego, w której przeżywamy Uroczystość Chrystusa Króla. Jezus kieruje bardzo mocne słowa na koniec tego roku. Warto więc usiąść i pomyśleć nad nimi dłużej.
Fragment dzisiejszej Ewangelii:
"Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego" (Mt 25, 31-46). Dzisiejsza Ewangelia to mocne zaproszenie Jezusa do czynienia uczynków miłosierdzia względem ciała. Jezus wypomina, że ci, którzy nie czynią uczynków tym najmniejszym, najbardziej potrzebującym, którzy nie mają nic do jedzenia ani picia, są chorzy lub są w więzieniu, to ci zostaną potępieni. To w nich obecny jest Jezus. To Jezus cierpiący, odrzucony przez innych, skatowany. Jezus - Król troszczy się o najbiedniejszych, ludzi z marginesu, z którymi nikt nie chce się przyjaźnić. Nikt nie chce przytulić bezdomnych, którzy odtrącają swoim nieprzyjemnym zapachem. A oni właśnie najbardziej potrzebują dotyku, miłości, poczucia, że ktoś jest przy nich. To właśnie w nich jest Jezus. To jest Jego zapach. Zdarza się jednak częściej, że bezdomni proszą o pieniądze. Co wtedy zrobić? Ja jestem bardzo nieufna co do tego, ponieważ większość z nich jest alkoholikami i czuć od nich, że piją. Wtedy warto zaoferować, że można kupić coś do jedzenia lub do picia, pomodlić się za tę osobę. Pieniędzy nie należy dawać takim osobom. Kiedy przychodzę na Mszę do katedry, tam często stoją bezdomni i żebrają pieniądze. Są specjalnie ubrani, niektórzy mają przy sobie kule i siedzą. Ostatnio przekonałam się, że to oszustwo, że nie potrafią chodzić lub mają coś z nogami. Przed wejściem do katedry stała kula, niedaleko leżały rzeczy, a pan bezdomny stał sobie normalnie w kościele. Niestety i tak się zdarza. Jednak wielu bezdomnych jest faktycznie bezdomnymi z innych powodów i często potrzebują coś zjeść, czy napić się ciepłej herbaty. Spotkałam i takich. Kiedyś z kolegą kupiliśmy ciepłą herbatę i pan nam niezmiernie za to dziękował. Widać, że był zziębnięty, bo była wtedy zima. Różne są sytuacje, ale ważne jest serce i intencje. Warto pomagać innym, zwłaszcza tym, którzy są ubodzy. Ja sama doświadczam wiele dobra od ludzi, nawet materialnego. Od ponad roku nie mam pracy, a oszczędności się kończą. Nie miałam nawet na leki. Bóg się troszczył z każdej strony. Zaprzyjaźnij się więc z Królem najbiedniejszych, który przyjmuje każdego, nawet jeśli śmierdzi, jest cały brudny, to Jezus nim się nie brzydzi.
Na koniec tak dla przypomnienia uczynki miłosierdzia względem ciała:
1. Głodnych nakarmić.
2. Spragnionych napoić.
3. Nagich przyodziać.
4. Podróżnych w dom przyjąć.
5. Więźniów pocieszać.
6. Chorych nawiedzać.
7. Umarłych pogrzebać.
I pamiętaj: "Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego" (Mt 25, 31-46).
Choć ostatnie moje wpisy pojawiały się w niedzielę, to nie dotyczyły one niedzielnej Ewangelii. Już bardzo dawno nie pisałam, nie dodawałam żadnego rozważania do Ewangelii, choć miałam założenie, że będę robić to co tydzień. Ale jak to w życiu bywa: "indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli...". A ostatnie rozważanie napisałam w sierpniu...
Fragment dzisiejszej Ewangelii:
"Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mt 25, 14-30).
Dzisiejsza Ewangelia jest nieco długa. Jezus opowiada uczniom przypowieść. Uczniowie niewiele rozumieli z nauk Jezusa i często mówili, że ciężka jest dla nich ta mowa, dlatego też Jezus zaczął przemawiać do nich poprzez przypowieści, które miały swoje drugie dno. Również i w tej przypowieści o talentach jest drugie dno. Tak właściwie to w dzisiejszej Ewangelii nie chodzi o talenty, jakie mamy. Jezus nazywa je zdolnościami. Talent, inaczej z łac. talentum, a od gr. tálantonoznaczał ciężar. W tamtych czasach był największą miarą masy i pieniądza. Masa jednego talentu eubejskiego ważyła 26 kg złota. Natomiast Jezus w Ewangelii powiedział, że pewien człowiek rozdał sługom swój majątek i "każdemu według jego zdolności". określane są jako umiejętności, które możemy rozwijać, jak np. śpiew, granie na instrumentach.
Chciałabym się skupić na rozważaniu tej Ewangelii nie na tym, że trzeba rozwijać talenty, które nam Bóg powierzył. Choć to też jest bardzo ważne. Dzięki zdolnościom i talentom możemy służyć innym, a na końcu życia będziemy sądzeni z miłości.
Chcę zwrócić Waszą uwagę na sługę nieużytecznego, czyli na tego, który nie chciał nic zrobić ze swoim talentem (wartością pieniężną), by ją móc rozmnożyć, zainwestować. Tak naprawdę przyczyną tego był lęk. Bał się swojego pana, bo wiedział, że jest zachłanny. Dzieci, gdy rodzice każą im coś zrobić, choć mówią często: "Nie chce mi się...", to po jakimś czasie jednak to robią, bo boją się reakcji swoich rodziców. Jest to lęk destrukcyjny i lęk motywujący do działania. Któremu się poddasz?
Sługa nieużyteczny był też leniwy, bo przecież mógł zanieść talent do banku, gdzie mógłby mieć zysk. Jednak on tego nie zrobił. Nie chciało mu się iść aż do banku, daleko do miasta, wolał pójść blisko za płot i zakopać talent w ziemi. Zmarnował to, co otrzymał. Nie chciał rozwinąć talentu, ani w żaden sposób go spożytkować. Najzwyczajniej w świecie, po prostu nie chciało mu się nic z tym zrobić. Podobnie jest też z nami. Znajdujemy tysiąc wymówek na to, że nie możemy czegoś zrobić. Nie chce nam się nic robić z naszymi talentami, zdolnościami, które otrzymaliśmy od Boga. Wolimy pisać teksty do szuflady, tylko dla siebie. Choć tak naprawdę każdy tekst ma swojego odbiorcę. Lecz z lęku przed opinią innych, nie pokazujemy ich światu. Przecież lepiej sobie siąść w wygodnym fotelu, marzyć o niebieskich migdałach i wciąż powtarzać jak mantrę słowa: "Nie chce mi się...". Tak wielu osobom nic się w życiu nie chce. Nie chce im się pomagać biednym i potrzebującym, więc oni dalej żebrzą o spojrzenie, o miłość. Lekarzom nie chce się pracować za małą płacę, więc pracują powoli, a pacjentów przybywa i przybywa, kolejki się wydłużają. Nie chcą tak pracować, bo nie robią tego z powołania, tylko dla pieniędzy. Nie chcą służyć dla życia, lecz dla własnej wygody, z zachłanności. A co by było, gdyby piekarzowi nie chciało się piec chleba? Co by się stało, gdyby kierowcom autobusów nie chciało się jeździć? Nie mielibyśmy, co jeść. Nie mielibyśmy, jak pojechać do centrum miasta, jeśli nie mamy samochodu. A z lenistwa, nie chciałoby nam się iść pieszo gdzieś, gdzie trzeba by iść pół miasta. Niektórym nie chce się żyć, więc niestety popełniają samobójstwo. Z lęku przed życiem woleli je zakończyć. Może bali się konsekwencji swoich wcześniejszych czynów i nie miał, kto im pomóc, bo nie chciało im się tego słuchać, co ta osoba mówiła, choć szukali u nich wsparcia i pomocy. Z czyjegoś niechcenia, ktoś stracił życie. Moich dwóch kolegów popełniło samobójstwo i obydwaj powiesili się w piwnicy swoich domów. Bali się konsekwencji swoich czynów. Jeden z nich miał poważne długi. Nie miał pomocy. Możliwe, że bał się, że nie będzie miał, jak ich spłacić, nikt mu w tym nie pomoże. Kiedy żył i wołał mnie, gdy mnie zobaczył, ja szłam z koleżankami i nie chciałam do niego podejść. Od tamtego czasu minęło już 7 lat, a ja nadal, kiedy przejeżdżam obok tego miejsca, w którym go widziałam po raz ostatni, przypominam sobie to wydarzenie. Obwiniam się o to, że do niego nie podeszłam, nie wysłuchałam go. Może mogłam mu pomóc, ale mi się nie chciało przejść te kilka kroków. Kilka miesięcy później dowiedziałam się o jego samobójstwie. Nie wiem, czy bym potrafiła mu pomóc i czy to by coś zmieniło, jeślibym wtedy do niego podeszła.
W kwestii służby innym również ostatnio mi się nie chce służyć. Nie chce mi się spotykać z tymi, którzy nie mają dla mnie czasu, nawet nie odpowiadają na "cześć", jak ich spotkam, a gdy oni chcą się spotkać, to zawsze muszę mieć dla nich czas i być na każde ich zawołanie, bo oni czują się samotni i nie mają z kim się spotkać. Nie chce mi się jeździć na posługi, gdzie nie czuję się na siłach, bo nie mogę długo stać i tylko dlatego mnie tam zabierają, bo tak naprawdę innym nie chce się tam jeździć. Nie chce mi się pomagać w kuchni, gdy mnie zbiera na wymioty, gdzie tak naprawdę się nie nadaję, bo nie potrafię gotować. Nie chce mi się tam pomagać, gdy ktoś mi mówi, że po co tam jestem i lepiej by było jakbym sobie poszła. To sobie poszłam. Nie chcę służyć, bo inni uważają, że się do tego nie nadaję. Nie chcę służyć, bo inni mnie odrzucają. Nie chcę służyć, bo nie chcę czuć się wykorzystywana. Nie chcę służyć, bo najzwyczajniej w świecie nie mam do tego siły. Nie mogę długo stać, bo po 10 minutach zaczynam mdleć. Nie mogę być w miejscu, gdzie niezbyt pachnie, bo za chwilę mogę zwymiotować. Po co coś robić, gdy inni wiedzą lepiej, że nam to nie wyjdzie i że się do tego nie nadajemy?
Nie chcę i nie mogę służyć innym, ale mogę rozwijać swoje talenty i zdolności. Brałam udział w różnych warsztatach literackich. Na koniec ostatnich warsztatów usłyszałam, że napisałam jak dotąd najlepszy tekst i bym próbowała go wydać. Niedługo wyjdzie Antologia wraz z moimi tekstami. To będzie już moja 2 publikacja, choć nie autorska. Rozwinęłam swój talent pisarski.
Bóg ma inny plan wobec nas. Chce, abyśmy odkopali swój talent, który gdzieś głęboko zakopaliśmy w ziemi. Chce, byśmy rozwijali swoje talenty i dzielili się nimi z innymi. To dzięki Twoim zdolnościom inni ludzie mogą zobaczyć, jak różnobarwny jest świat. Dzięki Twojemu talentowi, inni mogą odkryć piękno. Być może dzięki Tobie zobaczą to piękno po raz pierwszy. Bóg tak Cię stworzył i uzdolnił do wielu rzeczy, bo jesteś Jego arcydziełem!
Weź łopatę i odkop swój talent z głębokości swego serca. Zajrzyj w nie dobrze i zobacz, jakie masz talenty, które zmarnowałeś lub po prostu nie miałeś czasu, by nad nimi pracować. Pokaż innym i sobie, że wcale nie jesteś beztalenciem! Pokaż, że jesteś wiele wart!
„Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Mt 25, 29).
Na koniec chciałabym się podzielić z Wami wierszem mojego autorstwa, co też świadczy o tym, że nie marnuję swojego talentu poetyckiego :)
Bóg talenty rozdaje,
lecz wolny wybór ci daje,
co zrobisz z nimi dalej.
I chociaż twierdzisz, że do czegoś się nie nadajesz,
Dawno nie wstawiałam żadnej recenzji przeczytanej przeze mnie książki. Chciałam tę recenzję skończyć i wstawić w październiku, ale jakoś się nie udało. Dziś recenzja książki szczególnie z dedykacją dla kobiet. Książka autorki Tammy Evevard, pt.: "Stworzona przez Boga. Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była". Książkę tę przeczytałam już dawno temu, bo jakoś w sierpniu, ale jak widać nie miałam motywacji, by ją zrecenzować.
Książka Tammy Evevard jest zdecydowanie o kobietach i dla kobiet. Żaden mężczyzna nie zrozumie tej książki, chyba, że będzie czytał ją ze swoją dziewczyną, narzeczoną, czy żoną.
Tę książkę czytałam jednym tchem, bo jest ona napisana prostym, płynnym językiem. Zawiera ona zarówno odniesienia do Pisma Świętego, przykładów biblijnych kobiet, jak również przykłady z życia samej autorki lub jej przyjaciółek, czy też i innych kobiet, które poznała. Są one autentyczne i pokazują, jak człowiek wiele uczy się na błędach.
Autorka książki porusza serce czytelnika w niezwykły sposób, pisząc z pełną miłością, pewnością tego, o czym pisze. W książce urzekła mnie opisana bajka o Umiłowanej, czyli o dziewczynce, która była księżniczką, a gdy doznała wypadku, nie pamiętała, kim jest. Kobieta, którą spotkała, wmówiła jej, że jest
wieśniaczką i dała jej stos szmat do założenia. Zamieszkała u niej. A pewnego
dnia zobaczyła orszak, w którym brali udział król z królową, czyli jej
prawdziwi rodzice. Kiedy ją poznali, chcieli, by z nimi wróciła do zamku. Lecz
ona ich nie pamiętała, nie uwierzyła w to, że była księżniczką i wróciła do
swojej chaty.
Tammy
Evevard poprzez tę bajkę pokazuje swoim czytelniczkom, że często jest również
tak w ich życiu, że nie potrafią uwierzyć w to, że są godne by być córką Króla.
To prawda, że wiele kobiet nie wierzy w to, że jest księżniczką. Nie czują się
godne tego tytułu, bo przez lata wierzyły w kłamstwa innych na swój temat. Na
koniec tego rozdziału znajdują się piękne słowa, które chciałabym tu zacytować:
„Witaj w domu! Czekałem na ciebie! Czekałem, aby ponownie pokazać ci twój
zamek. Spójrz na te piękne suknie, należą do ciebie! Zdejmij te łachmany
strachu! Korona twojego stworzenia czeka tutaj, abyś ją założyła! Zdejmij tę
połamaną koronę rozpaczy! Moja piękna córko, jesteś w domu. I ty, tak, ty, moja
umiłowana, jesteś absolutnie i całkowicie kochana przeze mnie, twojego Ojca.
Witaj w domu. Jesteś tutaj tak bardzo mile widziana”. Każda dziewczyna, kobieta
chciałaby usłyszeć takie słowa. Przyjmij je do siebie.
Książka ta zawiera wiele takich poruszających przykładów. Autorka pokazuje, jak ważne jest to, by być pewną siebie kobietą i wierzyć w swoją prawdziwą wartość. Zachęca, by kobiety wierzyły, że są niesamowitym cudem w oczach Boga. Nie
wszystkie historie w tej książce są radosne, jak to w życiu, ale dają nadzieję
na lepsze życie, jeśli tylko pozwoli się kochać Bogu i nazywać siebie przez
Niego swoją księżniczką. Bardzo polecam przeczytać tę wspaniałą książkę, która
daje do myślenia.