niedziela, 22 grudnia 2013

To już 3 lata Nowego Życia!

Drogie Owieczki!

Ten post tak naprawdę powinien się pojawić z datą 12 grudnia, lecz piszę go z tygodniowym opóźnieniem, gdyż niestety nie miałam kiedy napisać. Dużo się działo w tym czasie.
Chciałabym się z Wami podzielić ważnym wydarzeniem z mojego życia, które miało miejsce dokładnie 3 lata temu. Dokładniej było to w weekend 10- 12 grudnia 2010r.

3 lata temu w 2010 r. miał miejsce przełomowy czas w moim życiu duchowym. Lecz nie tylko duchowym, ale również i życiu emocjonalnym, kształtowania mojego charakteru. Wcześniej byłam strasznie zamknięta w sobie, nieśmiała, wstydliwa i wszystkiego się bałam. Bałam się wyjść na środek i cokolwiek powiedzieć. Nie lubiłam występować publicznie. To było spowodowane pewną sytuacją, gdy mnie kiedyś inni wyśmiali...  Miałam w sobie dużo nienawiści do chłopaków, do dziewczyn i do samej siebie.  Najgorsze dla mnie było to, że ciągle czułam się bardzo samotna, miałam w sercu pustkę, nie miałam przyjaciół. Byłam pogrążona w smutku, beznadziei i ciągłej rozpaczy. Praktycznie codziennie płakałam, bo nie dawałam sobie sama rady. Właśnie... sama... poszukiwałam oparcia w sobie lub innych, uzależniałam się od innych ludzi, zamiast szukać oparcia w Bogu. Wtedy też nie widziałam sensu życia, bardzo często miałam myśli samobójcze i można powiedzieć, że nawet i nieudane próby, które głupio się zakończyły. Świat miał dla mnie czarno-białe, a raczej czarno-szare barwy. Cały czas byłam smutna, przygnębiona i bez siły do życia.


W tym właśnie bardzo trudnym dla mnie czasie, Bóg przyszedł mi z pomocą. 
W dniach 10-12 grudnia 2010 r. brałam udział w Kursie Nowe Życie. To tam odkryłam, że jestem perłą w oczach Pana Boga, poczułam Jego miłość do mnie i mogłam nawiązać głębszą relację z Duchem Świętym, której przedtem w ogóle nie miałam. Jezus mnie wtedy uwolnił od nienawiści, którą miałam w sobie. Od tamtej pory, zaczęłam mieć lepsze relacje z chłopakami, tak iż nawet zaczęłam mieć więcej kolegów niż koleżanek! To na tym Kursie Nowe Życie, Jezus zaczął zmieniać całkowicie moje życie. Stałam się bardziej otwarta, radosna, po prostu szczęśliwa! Doświadczyłam prawdziwej Bożej Miłości, jak i tej ludzkiej. Dowiedziałam się, jak ważna jestem w oczach Boga, odbudowałam moją wiarę i więź z Duchem Świętym. Doświadczyłam NOWEGO ŻYCIA!

W ciągu tych minionych 3 lat, bardzo wiele się zmieniło w moim życiu. Moja wiara stała się bardziej stała, nauczyłam się trwać przy Bogu mimo wielu przeciwności i trudności, mimo cierpienia, a nie tylko czekać na tzw. "cukierki". Odkryłam, że wiara nie polega tylko na doświadczeniu wspaniałych przeżyć. Stałam się bardziej systematyczna w moich obowiązkach. Potrafię dostrzegać piękno otaczającego świata i widzieć Boże działanie poprzez Słowo Boże w moim zwyczajnym życiu.
Te 3 lata to był zarówno czas walki i wielu przeciwności, lecz przede wszystkim był to czas wielkiej łaski! Czas przemiany mojego serca- z wielkiego lęku do wolności od niego, z zamknięcia się w skorupie- do otwartości na innych! To również czas wyjścia z ciemności, beznadziei i totalnej pustki. Czas, w którym przestałam się bać przemawiać publicznie, zaczęłam cieszyć się życiem i widzieć je w kolorowych barwach! Przez te 3 lata dostałam wiele prezentów- wiele uzdrowień fizycznych i duchowych, poznałam wielu wspaniałych ludzi, otrzymałam duchową rodzinę- we wspólnocie! Dostałam życie, życie w obfitości!
To nie byłoby nic warte, gdyby nie najważniejszy prezent- nowa relacja z Najlepszym Przyjacielem, Pocieszycielem i Lekarzem- z Jezusem! To On zmienia życie, serce i uzdrawia duszę! Chwała Panu za dar Nowego Życia!

"Przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości" (J 10,10)

To moje świętowanie 3 lat Nowego Życia, było również wyjątkowe. W ten dzień zakończyły się akademickie rekolekcje, podczas których rekolekcjonista bardzo przemówił do mojego serca. Również w ten dzień- 12 grudnia, zakończyłam 7-mio tygodniowe rekolekcje- Seminarium Odnowy Wiary w Duchu Świętym, na którym powiedziałam swoje świadectwo, a na zakończenie dostaliśmy cukierki!              Jednak dostałam jeszcze wspanialszy prezent- po 3 latach wreszcie uwierzyłam, że Bóg mnie kocha bezwarunkowo, za darmo i że jestem Jego umiłowaną córką! To jest dla mnie najwspanialszy prezent, jaki mogłam otrzymać! Mimo iż doświadczałam przez te 3 lata Bożej Miłości, ja się buntowałam i nie przyjmowałam tego do siebie. Nie potrafiłam przyjąć Miłości, którą ma dla mnie Bóg. To było dla mnie niepojęte!

Do posłuchania dla Was piosenka, która była mi bliska od mojego Kursu Nowe Życie:

Drogi czytelniku mojego bloga! Jeśli nie uczestniczyłeś nigdy w tym przepięknym Kursie Nowe Życie, to bardzo polecam. To tylko 3 dni, a zmieniają bardzo wiele! W czasie tych 3 dni, tak wiele zrobił dla mnie Jezus.
Jeśli Jezus to uczynił w moim życiu, może to uczynić także w Twoim życiu. Tylko musisz pozwolić Mu się poprowadzić. Decyzja zależy tylko od Ciebie. Czy jesteś gotowy na Nowe Życie?

niedziela, 8 grudnia 2013

"Każdego dnia przy Tobie trwać"

Witajcie kochane owieczki!

Na początku chciałabym Was bardzo, ale to bardzo przeprosić, że od dłuższego czasu tu nic nie pisałam.
Miałam naprawdę bardzo trudny i bolesny czas. Musiałam to przepracować sama, bez pisania tutaj.
Również po prostu nie miałam natchnienia do pisania, kompletna pustka...

To dla mnie ciężki czas- oczyszczenia, uzdrowienia z wielu głęboko zakorzenionych ran, jak również czas walki duchowej. Walki ze zniechęceniem, lenistwem, przeciwnościami, a czasem nawet i z nagłą chorobą, która od razu mija podczas pojawienia się na spotkaniu lub Mszy. To również czas niezrozumienia przez innych, opuszczenia, osamotnienia.  Czas, gdy ludzie, którym mogłam ufać i na nich polegać, zaczynają mi nie wierzyć i być przeciwko mnie, gdzie znikąd nie mam pomocy. Najbardziej boli to, gdy inni nie wierzą Ci, lecz wolą wierzyć w kłamstwa innych. Dlaczego wolą wierzyć w kłamstwa niż w prawdę?
Nagle wszyscy się odwracają, nikt nie chce pomóc, nie potrafi pomóc. Później ludzie się dziwią, dlaczego tyle młodych ludzi popełnia samobójstwo. Ja się nie dziwię... Nie miał kto im pomóc, więc jedyne wyjście widzieli w odebraniu sobie życia...
Jakby tak po ludzku patrzeć, można się załamać całą tą sytuacją. Fakt, nie raz płakałam, lecz były to łzy oczyszczenia. Mimo tych ciężkich doświadczeń, których tu też nie opisałam, staram się trwać przy Bogu. Staram się trwać na modlitwie, mimo iż często nie mogę się skupić. Trwać na Mszy Świętej, mimo iż moje myśli błądzą gdzieś zupełnie w innym kierunku. Trwać w walce do wolności od grzechu, oporem przed spowiedzią. Trwam w formacji, mimo iż to Słowo Bożej jakoś do mnie nie zawsze dociera. Trwam i jestem wierna. Trwam, ponieważ wiem, że tylko Bóg mi pomoże. On jedyny wie i mnie rozumie, On jedyny mnie nigdy nie opuścił i tego nie zrobi, nawet kiedy to ja Go opuszczam.

Lecz Jezus mi obiecuje: "Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5).

Jeśli będę trwać przy Jezusie, przyniosę owoc obfity, czyli wzrosnę w wierze. Nie tylko oznacza to, że wzrosnę w wierze, ale również to mnie ubogaci, sprawi że będę silniejsza poprzez te doświadczenia. Kiedy będą trwać przy Jezusie, On mnie będzie zmieniał, oczyszczał i uzdrawiał. Przede wszystkim będzie przemieniał moje serce, moje spojrzenie na różne sprawy. Bez Niego sama sobie nie poradzę. On mnie podtrzymuje i pomaga.

"Każdego dnia przy Tobie trwać, poznawać Ciebie.
Pragnę bliżej Ciebie być, pragnę bliżej Ciebie być,
poznawać Ciebie"
Czy Wy, moi kochani czytelnicy, potraficie być wytrwali w modlitwie? Czy trwacie przy Jezusie, kiedy jesteście zupełnie rozkojarzeni, gdy Wam się wszystko wali na głowę i nic się nie składa do tzw. "kupy"? Czy idziecie do Przyjaciela- do Jezusa? Czy Mu ufacie, że On Wam pomoże i wyprowadzi z tego? Co robicie, kiedy wszystko Was przytłacza, a wszyscy Was pozostawili?

sobota, 9 listopada 2013

"Przyjdźcie utrudzeni"

Witajcie kochani blogowicze!

Tak naprawdę to miałam tu napisać wpis w zeszły weekend, lecz o zupełnie innej tematyce.
Jednak jakoś nie miałam natchnienia, ani zbytnio czasu, by napisać.

Niestety znów zaczął się u mnie trudniejszy czas duchowo. Powróciła pustynia duchowa, czas walki duchowej, tęsknoty za przytuleniem Przyjaciela i Jego obecnością, za przytuleniem innych ludzi. To czas, kiedy ciężej jest mi się modlić, trwać na Adoracji. Mimo wszystko trwam! Staram się być częściej na Mszy Świętej również na tygodniu, staram się trwać. Często nawet mimo zniechęcenia, trudności, trwam... 
W tym czasie miałam również niemiłą sytuację z pewnym kolegą, przez co też wiele złego się wydarzyło, musiałam z nim zerwać kontakt. W minionym tygodniu miałam we wtorek pójść do spowiedzi, lecz niestety ksiądz nie spowiadał. Na spotkaniu wspólnoty ciężko mi było trwać w modlitwie, ciężko mi było słuchać katechezy. Odczuwałam smutek duszy, to mnie wewnętrznie bolało, niszczyło. 
Już od dawien dawna nurtowało mnie pytanie: Dlaczego, gdy trwamy w grzechu, to sprawia, że nas tak wewnętrznie boli, odbiera radość życia? 
Tego dnia dostałam w końcu odpowiedź, w mojej formacji. W rozważeniu z podręcznika z mojej formacji, przeczytałam takie słowa: "Kiedy wchodzimy w grzech, Bóg daje nam odczuć swój ból. Bóg czuje ból utraty swojego dziecka, a nas boli sumienie- im większy ból, tym większa jest Jego miłość". 
Teraz już wiem, dlaczego tak się czuję, gdy trwam w grzechu.

Na szczęście następnego dnia, czyli w środę, udało mi się już pójść do spowiedzi. To była piękna spowiedź, a po spowiedzi jeszcze, ksiądz bardzo mocno mnie przytulił :) Czułam Ojcowskie przytulenie, przytulenie Boga. Byłam bardzo radosna z wolności, wolności od grzechu!
W czwartek niestety powrócił smutek duszy, byłam jakoś duchowo przybita. Odczuwałam smutek duszy, miałam duchową walkę. Chciałam pójść wieczorem na Mszę Świętą, lecz czułam jakieś zniechęcenie.        W tym momencie przypomniały mi się słowa z Pisma Świętego, które dostałam kiedyś na modlitwie wstawienniczej: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28).
I tak myślałam: właśnie, gdy jestem taka przybita, zniechęcona, wręcz nawet nie do życia, Jezus chce, bym do Niego przyszła, On chce mnie pokrzepić! Chce mi dodać sił! Chce bym przyszła właśnie teraz, kiedy niedomagam, gdy mi się zwyczajnie nic nie chce. Mimo to, Jezus chce bym do Niego taka przyszła!
W końcu jakoś się zebrałam i pojechałam. Zdążyłam jeszcze na kończącą się Adorację. 
Na początku Mszy bardzo ładne piosenki były śpiewane. Po czytaniach i "Alleluja" nagle usłyszałam dokładnie te słowa, które mi się przypomniały przed Mszą!
Byłam w szoku! To było dla mnie potwierdzeniem, że Jezus chciał, bym przyszła. Jeszcze w dodatku po Mszy, podeszły do mnie pewne osoby, które dopiero poznałam tydzień temu i mnie przytuliły! Wiele osób mnie wtedy przytuliło :) Bardzo mnie ta Msza pokrzepiła, a później jeszcze spotkanie! Na stancji również poprawiły mi humor dziewczyny, z którymi mieszkam i było bardzo wesoło. Później przeczytałam jeszcze takie słowa: "Minęły lata, ale przed Bogiem wciąż jesteś dzieckiem- Jego Dzieckiem. I On Cię prosi byś przyszedł do Niego i pozwolił Mu się przytulić jak dziecko. Ufnie, bez zażenowania, tak po prostu. On bardzo pragnie położyć na Tobie swoje ręce i Cię błogosławi". To było mi potrzebne tego dnia to przytulenie! Do każdego się przytulałam, na stancji nawet moje współlokatorki też przytuliłam!

Drogi Czytelniku mojego bloga! Co robisz, gdy czujesz się słaby, przybity? Kiedy jesteś w dołku, wszystko Cię przytłacza wokół? W dodatku jeszcze pogoda do tego się przyczynia- bo jest zimno, deszczowo i pochmurno. Co robisz, kiedy masz wiele problemów na głowie? Kiedy jesteś zmęczony, może nawet brudny? Gdy może czujesz się nieatrakcyjny sam dla siebie. Co robisz w takiej chwili? Gdzie idziesz? 
Właśnie wtedy, kiedy czujesz się najbardziej niedołężny, przemęczony, dobity, Jezus zaprasza Cię do Siebie! Zaprasza Cię, byś przyszedł, Ty który jesteś utrudzony po pracy czy innych zajęciach, 
a On Cię pokrzepi, doda Ci sił! On nie kłamie, nie rzuca słów na wiatr. Te słowa są prawdziwą obietnicą, którą spełnia! 
Przyjdź do Jezusa! Przyjdź, a On Cię ożywi, rozraduje Twe serce i doda sił do życia! Przyjdź i już dłużej nie zwlekaj!

"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28)